środa, 30 września 2015

Podsumowanie wrześniowe

   Kolejny miesiąc za mną, dość bogaty literacko, zarówno gatunkowo, jak i pod względem przeczytanych stron. Nie mam w tym miesiącu żadnego dominującego gatunku, gdyż była to prawdziwa mieszanka. A w liczbach wyglądało to tak;
   Udało mi się przeczytać 10 pozycji, w tym 8 książek i 2 komiksy. Łącznie pochłonęłam  2328 stron, co dało nieco ponad 77,5 strony dziennie
   Jeśli chodzi o nowe pozycje w mojej biblioteczce, to pojawiło się ich dość dużo, bo aż 19 tytułów, natomiast z mojej Poczekalni ubyła raptem jedna pozycja, czyli jak zwykle bilans niekorzystny, choć zależy jak na to spojrzeć.
   A kolejno były to:

   Bezcenna miłość Lisa Kleypas

   Historyczne, erotyczne romansidło, którego raczej bym nie przeczytała, gdyby nie zamówienie recenzenckie. Zrecenzowana, o czym możecie poczytać we wpisie. Posłałam ją w świat bez żalu.

   Inwazja królików Alice Pantermuller

   Bardzo przyjemna książka dla dziewczynek, o czym możecie poczytać w recenzji. Również wysłałam w świat oddając ją w prezencie siostrzenicy męża, jestem pewna, że jej się spodoba.

   Rycerze krzyża i miecza Andrzej Zieliński

   Bardzo ciekawa opowieść o niezbyt popularnym epizodzie w historii Inflant. Zdecydowania lubię tak opakowaną historię, gdyż książka sprawiła mi wiele przyjemności, tym bardziej przekonując mnie do tego autora. Więcej o książce w recenzji.

   Przepraszam remanent Tadeusz Baranowski

   Pierwszy z dwóch zakupionych przeze mnie ostatnio komiksów. Kolejny zbiór epizodów z życia profesorka Nerwosolka oraz jego asystentki Entomologii Motylkowskiej. Pojawiają się też straszne wampiry, którym wcale nie jest lekko w świecie, gdzie bohaterem jest profesor. Niektóre z epizodów są przeurocze, wszystkie zaś są zaskakujące. Jest to świetne uzupełnienie pozostałych komiksów poświęconych tym bohaterom,

   Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady Anna i Tadeusz Baranowscy

   Pierwsze spotkanie z fruwaczkami oraz mrocznym ptaszyskiem. Nie jest to tak zabawny komiks, jak te poświęcone profesorowi Nerwosolkowi, jednak również nie pozbawiona humoru oraz wyjątkowego uroku. Obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika autora.

   Dziedzictwo Belton Anthony Trollope

   Książka, którą przygarnęłam zupełnie w ciemno i po lekturze upewniłam się, że była to słuszna decyzja. Książka bardzo mi się spodobała o czym mieliście okazję poczytać. Jest to również jedyna pozycja, którą zdjęłam z Poczekalni.

   Mam gen wolności Jerzy Ciechanowski

   Książka, której zupełnie nie miałam w planach, syn dostał ja jako lekturę w zerówce. Jest to zbiór kilkunastu, zaangażowanych opowieści, poruszających ważne tematy z polskiej historii, Jest to typowa publikacja, której celem jest budzenie narodowej tożsamości. Kolejne opowieści są dość przyjemne w odbiorze, ale nie porywają, a tak czytelne przesłanie nieco razi. Zdecydowanie wolę bardziej subtelne sposoby wpływania na młodych czytelników.

   Kiksy klawiatury Terry Pratchett

   Zbiór esejów, wypowiedzi i wystąpień niedawno zmarłego pisarza. Nie jest to jednorodna lektura, o ile początek był dość lekkostrawny i bardzo przystępny, o tyle druga jej część była dość przygnębiająca. Jest to jednak absolutnie obowiązkowa lektura dla każdego fana tego pisarza. Wkrótce recenzja pojawi się na blogu.

   Kłamca. Papież sztuk Jakub Ćwiek

   Jubileuszowa odsłona przygód Kłamcy, całkiem ciekawie i niejednorodnie skonstruowana,  Lektura upłynęła mi bardzo przyjemnie, miło było ponownie spotkać się z Lokim wykreowanym przez Jakuba Ćwieka. Wkrótce recenzja.

   Serafina Rachel Hartman

   Ostatnia z wrześniowych lektur, choć szczerze wątpiłam, że zdąży się jeszcze załapać w tym miesiącu, gdyż była dość obszerna, a zaczęłam ją czytać raptem trzy dni temu. Jak widać wciągnęła na tyle, że przemknęłam przez nią błyskawicznie. Niedługo pojawi się o niej osobna notka, gdzie lepiej dam wyraz swoim wrażeniom.

   Na tym kończę swoje podsumowanie września. Nie był to zły miesiąc, choć pewnie mógłby być lepszy, jednak piękna pogoda i lasy pełne grzybów mają wyjątkowy dar przyciągania i odrywania od książek. Może październik będzie jeszcze lepszy. 

czwartek, 24 września 2015

Stosik na dobry początek jesieni

   Tegoroczna jesień rozpoczęła się prawdziwym grzybowym wysypem, ale gdzieś między jednym koszem prawdziwków, a wiaderkiem z koźlarzami udaje mi się znaleźć nieco czasu na lekturę. Całe szczęście zresztą bo i stosiki od ostatniego razu udało się całkiem spore uskładać. Jak zwykle gatunki rozmaite, choć w drugim dominuje fantastyka.

 Stosik pierwszy- głównie zakupowy.


Od dołu licząc:
 Kalewala Ellias Lonnrot, Joanna Porazińska Zdobyta na wymienia. zaadaptowana najważniejsza książka Finów na potrzeby młodego czytelnika. Na oryginalną Kalevalę wciąż poluję.
   Czarne okręty Joe Alex Ta książka również pochodzi z wymiany, tym razem przygodowa powieść dla młodzieży autora kryminałów, których już jakiś ładny stosik na mnie czeka.
   Sekret Charlotte Bronte To pierwszy z arosowych zakupów w tym stosiku i jedyna powieść tej autorki, z jaką jeszcze nie miałam okazji się zetknąć.
   Panna Lois od czarów Elizabeth Gaskell Kolejny arosowy nabytek i ponownie pani, na której książki namawiać mnie nie trzeba.
   Europejczycy Henry James Czyli po raz kolejny Aros i autor, którego bardzo lubię.
   Z dala od zgiełku Thomas Hardy Tym razem jest to konkursowa wygrana, która dotarła do mnie dzięki blogowi "Świat to za mało".
   Róża w Dani, Pokuta brata Cadfaela, Niezwykły benedyktyn, Tajemnica świętych relikwii Ellis Peters Cztery kolejne w kolekcji tomy Kronik Brata Cadfaela. Mam początkowe tomy i końcowe, środkowych namiętnie poszukuję.
   Jak ciotka Fru-Bęc świat od zagłady uratowała Tadeusz Baranowski Pierwszy z dwóch komiksów tego, bardzo cenionego przeze mnie autora, które nabyłam ostatnio. Jako jedyny ze stosu, już przeczytany.

Stos drugi, prawie w całości recenzencki- wszystkie recenzentki od Insimilionu, choć są w nim drobne wyjątki. Recenzji tych pozycji możecie spodziewać się wkrótce na blogu.


  
Od dołu licząc
   Kiksy klawiatury Terry Pratchett W ramach uzupełniania biblioteczki w pozycje tego autora. A sam przypadek jest dość ciekawy. Bo miałam mieć dwa egzemplarze tej książki. Jedną niespodzianie dostałam od awioli, za co jej serdecznie dziękuje po raz kolejny. Druga przyszła do mnie jako zamówienie recenzenckie od Insimilionu, już znalazła nowe mieszkanko.
   Pieśń kwarkostwora Jasper Ffrode To drugi tom Kronik Jennifer Strange, ciekawa jestem, co tam się działo dalej.
   Terry Pratchett, życie i praca z magią w tle Craig Cabell Biografia Terry'ego będzie stanowić idealne dopełnienie "Kiksów klawiatury".
   Serafina, Łuska w cieniu Rachel Hartman Wybierałam je nieco w ciemno, ciekawa jestem, jakie będę moje wrażenia.
   Rycerz sowy Mercedes Lackey, Larry Dixon Ostatni tom Trylogii Sowiego Maga, wzięłam do recenzji i mam nadzieję, że się nie zanudzę, jak przy drugim.
   Kłamca. Papież sztuk Jakub Ćwiek, jedyny brakujący mi tom opowieści o Kłamcy. Już zaczęłam lekturę i prawdopodobnie niedługo skończę. Wciąga.
   Przepraszam Remanent Tadeusz Baranowski To drugi z zakupionych przeze mnie ostatnio komiksów tego autora, Podobał mi się znacznie bardziej niż ten poprzedni, a niektóre historie są przeurocze.

   Tyle tego udało mi się ostatnio nazbierać, teraz pozostaje czytać i pisać recenzje.

Jeżozwierz

Pojawił się znikąd, nagle zaczął bywać w tej samej okolicy. Urzeka jego pokraczny chód, niepewnie stawiane kroki. Widzisz, że inni garną się do niego oczarowani jego zabawnym sposobem bycia. Jest czarujący, potrafi być. Potrafi sprawić, że nie widać pełnego biało-czarnych kolców ogona, choć wydaje się to niemożliwe. A jednak wielu do niego przychodzi, pogłaszczą, pogadają, odejdą do siebie. Ale nie ty. Ty patrzysz na jego czarną mordkę, w której lśnią schowane nieco, ciemnobrązowe, nieufne oczy. Widzisz, że jego przyjazna postawa to tylko pozór. Ale coś cię do niego ciągnie. Nie zwodzi cię jego sympatyczna minka. Obserwujesz jak reaguje, kiedy jego ogon unosi się rozrzucając wokół kolce. Patrzysz jak inni wyciągając igły odwracają się od niego, by już nie wrócić. Dlaczego więc tak bardzo pragniesz się do niego zbliżyć, sprawić by tobie zaufał?

Oswajasz go powoli i nie jest to łatwe, w równej mierze poznajesz go lepiej, co odkrywasz samą siebie. Przynosisz mu jabłka i marchewki, które chrupie śmiesznie marszcząc nosek. Niepewnie wyciągasz do niego rękę, by pogłaskać czarne, aksamitne futerko. Czasem działasz za szybko, płoszysz go, widzisz jak się stroszy. Odchodzi na kilka dni, by znów powrócić, skuszony wyjątkowo soczystą brzoskwinią. Nie rezygnujesz, choć nie wiesz nawet dlaczego tak się uparłaś, by oswoić właśnie jego. Nie puszystego króliczka, czy zabawną wiewiórkę.

Aż w końcu, udało się. Czujesz, że łączy was coś wyjątkowego. Gdy zrazi się do innych przychodzi do ciebie, szukając pociechy. Sprawiłaś, że przy tobie nie myśli nawet o swojej broni, o ogonie pełnym igieł a w jego oczach zawitała ufność. Spędzacie ze sobą wiele czasu, cementując łączącą was przyjaźń. I choć to absurdalne staje ci się bliski, jak już dawno nie był nikt inny. Wspiera cię, gdy tego potrzebujesz, zawsze jest w pobliżu, gdy świat wydaje ci się nie do zniesienia. Tuli się do ciebie, ufnie zasypiając pod twoimi nogami. Jego ogon zwisa smętnie, kolce ciągną się po ziemi wydając się być bardziej ozdobą, niż czymkolwiek innym. Czasem tylko podziwisz, jak bardzo się stara, by ich nie użyć, jak pod wpływem twojej kojącej dłoni zaczyna ufać innym. Ci co cię otaczają, niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego wszystkiego, jednak widzą jak jeżozwierz się oswaja. Nie ucieka, gdy poczuje się zagrożony, nie rzuca kolcami na wszystkie strony, gdy ktoś go osaczy. Łagodnieje.

Do czasu. Chyba podświadomie gdzieś czułaś, że ten moment musi nadjeść, jednak i tak trafił cię jak grom. Może nawet czułaś zapowiedź tego co się wydarzy? Ktoś spłoszył jeżozwierza, skrzywdził a ty nie zdążyłaś go osłonić. Stałaś najbliżej i gdy się zjeżył, sypnęły się kolce. Odszedł potem. A ty stoisz tu teraz obolała. Boisz się ruszyć, bo każdy ruch potęguję tylko ból, gdy kolce wchodzą coraz głębiej. Zaciskając zęby wyrywasz je jeden po drugim, ostre zadziory szarpią twoje ciało, kolce nie wychodzą łatwo, sączy się krew. Łykając łzy myślisz… Czy zrobił to celowo, czy po prostu byłaś pod ręką i tylko dlatego oberwałaś? Czy chciał się na tobie zemścić za to, że zbudziłaś w nim ufność do świata? Czy przyjdzie do ciebie ponownie szukając ciepłego słowa i kojącego spojrzenia? Trudno ci znaleźć odpowiedź na te pytania, doskonale wiesz, że wahają się gdzieś pomiędzy nie a tak. Masując pokłutą skórę, myślisz. I nie wiesz co dalej zrobić.

Następnego dnia wstajesz późno. Napuchnięta i obolała, przynosisz jabłko i kładziesz je tam gdzie zwykle. Czy przyjdzie tym razem?

***

Przyszedł wieczorem. Niepewnie wyłonił się z gęstych krzewów, ostrożnie stawiając rozchwiane kroki zbliża się do leżącego jabłka. Czy przyciągnęło go tu przyzwyczajenie, czy nadzieja na smaczny kąsek? Jego wąsy drgają, a nosek śmiesznie się marszczy, gdy wciąga powietrze przesycone zapachem owoców. Powoli podchodzi coraz bliżej i wtedy cię dostrzega. Momentalnie się zatrzymał, prycha nerwowo, spogląda na ciebie z wyrzutem i stroszy broń na ogonie. Ty nie robisz nic, czekasz, wiesz aż za dobrze, że każdy ruch może być przedwczesny i jeżozwierz spłoszy się już na dłużej. Patrzysz co zrobi i gdy on zaczyna się cofać z uniesionym ogonem, ogarnia cię smutek. 

Wiesz, że nie będzie łatwo znów go oswoić. Nie masz jednak zamiaru się poddawać. Zbyt wiele czasu poświęciłaś za pierwszym razem, by teraz zrezygnować. Wierzysz, że uda ci się pokonać lęk w jego oczach, że znów nadstawi swą kosmatą głowę, by poczuć kojący dotyk twojej dłoni. A jednocześnie boisz się, że jutro może już nie przyjść, że odszedł na zawsze. Strach i nadzieja nie dają ci spać, czekasz z niecierpliwością na jutro niepewna tego co może przynieść. I myślisz, jak zwykle zbyt wiele myślisz! Zastanawiasz się, co kazało mu dzisiaj wrócić i co sprawiło, że jednak się wycofał. Czy straciłaś jego zaufanie, a może jedynie nie pogodził się do końca z tym co się stało wczoraj? Zmęczona i udręczona próżnymi myślami zasypiasz znowu.

Następnego ranka sprzątasz obeschnięte jabłko i kładziesz w jego miejsce soczystą brzoskwinię. Czekasz, potrafisz długo czekać.

***

Czekałaś na niego cały dzień, a on tym razem nie przyszedł. Nie skusiła go pachnąca brzoskwinia, nawet nie pojawił się w pobliżu. Poczułaś ból, który przyćmił nawet ten od jątrzących się ran po kolcach. Czy jeżozwierz jeszcze wróci? Czy chociaż pozwoli ci jeszcze kiedyś spojrzeć w ten jego śmieszny pyszczek i ciemne, jakby mądre oczy? Siedzi teraz gdzieś daleko, samotny, może równie nieszczęśliwy co ty. Jeży kolce na swym grzbiecie i ogonie, odgradza się nimi od świata. Wszak, gdy nikomu nie pozwoli się zbliżyć, nikt go nie skrzywdzi, nie zrani. Ta świadomość jest dla ciebie równie, jeśli nie bardziej przygnębiająca niż własne poczucie straty. Nie wiesz, czy jeszcze kiedyś do ciebie przyjdzie, czy odszedł na zawsze, w kolczastej zbroi zamykając się przed światem. Wiesz, że mało kto zauważy jego brak, a prawdopodobnie nikt nie zrozumie twojej straty. Przed tobą kolejna ciężka noc, przewracasz się z boku na bok, roniąc ciche łzy. Ból nie daje ci spać, ślady po igłach dziś dokuczają jakby nieco bardziej. A jednak w twoim sercu wciąż tli się iskierka nadziei i wiesz, że tak łatwo nie dasz jej zgasnąć. Osłaniasz ten płomień, bo tylko on ci już pozostał. Kto by pomyślał, że będziesz tak bardzo tęsknić za głupim jeżozwierzem?

Następnego ranka sprzątasz przywiędłą brzoskwinię, wykładasz świeżą i czekasz.

***

Jeżozwierz wciąż się nie pojawił. Wspominasz wszystkie piękne chwile, które spędziłaś w jego towarzystwie. Jego chybotliwy chód, nieporadne kroki, to jak śmiesznie chrupał twarde marchewki. Rozpamiętujesz, jak przyjemne było się przy nim wygadać, co z tego, że cię nie rozumiał, ważne że był przy tobie zawsze, gdy było ci to potrzebne. Patrzył na ciebie, tymi małymi oczkami, podsuwał kosmaty łepek i po prostu był obok. Czujesz dojmujący smutek, ogarnia cię samotność.

A przecież wcale nie jesteś sama. Masz wokół siebie rodzinę, przyjaciół. Mnóstwo osób, którym zależy na tobie i na twoim szczęściu. Czemu więc czujesz się, jakby ktoś pozbawił cię kawałka duszy? Nie myślisz o miesiącach, jakie mu poświęciłaś, to nie jest ważne, choć potęguje poczucie straty. Sprawia, że staje się ona tym bardzie realna, dotkliwsza. Twój wrodzony optymizm każe ci wierzyć, że za kilka, może kilkanaście dni, będziesz się śmiała z tego co właśnie przeżywasz. Jednak to w niczym nie umniejsza twojego przygnębienia. Będziesz cierpliwie czekać aż jeżozwierz dojrzeje do tego, by wrócić. Wierzysz, że wróci. Musi!

Kolejny ranek nadszedł, brzoskwinia nawet nie ruszona. Wykładasz młodą marchewkę i czekasz. Wciąż czekasz.

***

Jeżozwierz wciąż nie przychodzi a ciebie powoli ogarnia totalna bezsilność. Nie wiesz co robić a to bardzo nieprzyjemne uczucie zdarza ci się wyjątkowo rzadko. Martwisz się o niego, o to jak sobie radzi sam, z dala od ciebie, choć dobrze wiesz, że nie byłaś mu niezbędna. Rodzi się w tobie szalone uczucie by jednak go poszukać. Ale gdzie? Jak? Co zrobisz, jak w końcu go znajdziesz, a on znów zjeży się na twój widok? Przecież nie będziesz potrafiła go przekonać by wrócił, to tylko zwierzę, na nic zdadzą się nawet najbardziej racjonalne argumenty. Jedyne co możesz zrobić, to spróbować znów go oswoić, okazać mu serce i wyrozumiałość. Choć rany po kolcach bolą bardzo mocno i nie chcą się goić, już dawno mu je wybaczyłaś. Nie potrafisz się gniewać i on o tym wie. A jednak nie wraca. Widocznie wciąż się boi, strach i uraza są ciągle silniejsze, zbyt mocno w nim tkwią by zechciał wrócić. Obwiniasz się o to, co się stało, choć przecież nie mogłaś nic robić. Ale czy na pewno? Czy nie miałaś możliwości by go ochronić, nie pozwolić go zranić? Nie dowiesz się tego nigdy, nie masz jak, pozostaje ci zadręczać się tym. I czekać, cierpliwie czekać. Zaczynasz nienawidzić to czekanie obciążone bezsilnością, rozczarowaniem i porażającym smutkiem. Błagasz go w myślach, by wrócił, bo inaczej nie jesteś w stanie tego zrobić. Kolejna ciężka noc przed tobą. Wystarczy, że zamkniesz oczy i go widzisz, jak siedzi samotny w norze, okryty płaszczem kolców. Żal ci go. Tęsknisz za nim. Powoli przestajesz wierzyć w jego powrót.

Rankiem sprzątasz nienaruszoną marchewkę i wykładasz pachnące jabłko.

***

Jeżozwierza wciąż nie ma. I dobrze, myślisz sobie. Jego problem, nie twój. Jak nie chce może już w ogóle nie przychodzić. Poradzisz sobie bez, przecież to tylko głupie zwierzę! Niech sobie radzi, skoro tak mu wygodniej. Jeżeli przekłada pustkę lasu, nad przyjazną dłoń i owocowy smakołyk, to dlaczego ty masz się tym przejmować. Po co się zadręczać. Mija kolejny piękny dzień, a ty zamiast cieszyć się nim wśród najbliższych myślisz o tym cholernym jeżozwierzu. Czas z tym skończyć. Szkoda zdrowia, nerwów, czasu. Zasypiasz wzburzona.

Tego ranka później niż zwykle wyszłaś, by uprzątnąć nietknięte jabłko, niemal mechanicznym ruchem wykładasz brzoskwinię.

***

Czekałaś na niego cały dzień. Po wczorajszym buncie, chyba nawet gorliwiej niż zwykle. Zaczyna do ciebie docierać, że on już nie wróci. Odszedł na zawsze. Z pewnością nie pamięta już twoich pieszczot. Przecież to tylko zwierzę. Głupotą było wierzyć w jego przywiązanie. Jeszcze głupszym było samej wiązać się z nim aż tak bardzo. I choć wciąż tłumaczysz sobie, że to tylko nieco zabawny przerośnięty gryzoń, to jednak kłucie w sercu robi się coraz dotkliwsze. Nie masz już nadziei by wrócił, otrząsasz się ze złudzeń. Chyłkiem ocierasz ostatnią łzę po nim. Nie będziesz już płakać, przestajesz czekać. Szkoda marnować czas na coś, co nigdy nie nastąpi.

Rankiem sprzątasz jabłko. Dziś nie przyniosłaś nic świeżego.

***

Dziś udało ci się prawie w ogóle o nim nie myśleć. Zajęłaś się intensywnie pracą, spędziłaś miły wieczór z rodziną. Łudzisz się, że uda ci się zapomnieć, wierzysz, że dasz radę przezwyciężyć chandrę. Przecież nie będziesz pogrążać się w rozpaczy z powodu jeżozwierza!

***

Przechadzając się dziś po ogrodzie zauważyłaś jego ślady. Czy to na pewno on? Boisz się uwierzyć, że wrócił. Zbyt mocno tego pragniesz. A wtedy dobiega cię ciche chrząknięcie. Tak, to on. Stoi niepewne na skraju zarośli i patrzy ci prosto w oczy. Podchodzi niepewnie, człapiąc niezdarnie. Nie jeży się już, kolce ciągną się smętnie za nim. Wyciąga szyje wciągając w nozdrza twój zapach. Zbliża się podkładając swój kosmaty, czarny łepek pod twoją wyciągniętą dłoń. Dotykasz jego futra, a w oczach błyszczą ci zły. Wrócił, a ty czujesz, jakby ogromny głaz stoczył się z twojego serca. Ulga i szczęście sprawiają, że ze wzruszenia trudno ci się poruszyć. Boisz się, by znów go nie spłoszyć, mimo że w jego oczkach widzisz tę samą ufność, co dawniej. Zaczynasz wierzyć, że jesteś dla niego ważna. W jakim innym celu by do ciebie wracał? Łzy radości ściskają ci gardło.

***

Dziś znów do ciebie przyszedł. Chrupał wyłożone specjalnie dla niego owoce, po czym ułożył się u twoich stóp. Jest nieco inny niż przedtem, bardziej łasy na pieszczoty, z większą chęcią podsuwa łepek pod twoją dłoń. Ciebie to wszystko też zmieniło. Nie potrafisz patrzeć na niego nie widząc ostrych kolców, gdzieś w głębi duszy czai się lęk. Strach zarówno przed tym, że znów się zjeży, jak i przed tym, że kiedyś odejdzie na zawsze. Postępujesz z nim ostrożniej, niż wcześniej, bardziej się pilnujesz. Wiesz, że chociaż wszystko dobrze się skończyło, nic już nie będzie takie samo.

środa, 23 września 2015

Dziedzictwo Belton

Autor: Anthony Trollope
Tytuł oryginału: The Belton Estate
Tłumaczenie: Róża Czekańska-Heymanowa
Wydawnictwo: Oskar
Rok wydania: 1992
Stron: 334

   Anthony Trollope, wiktoriański pisarz angielski jest prawie zupełnie nie znany u nas, niewiele jego powieści doczekało się polskiego wydania, jedną z nich jest „Dziedzictwo Belton”. Trafiłam na tę powieść zupełnym przypadkiem i zamiłowanie do literatury wydawanej przed XX wiekiem kazało mi zwrócić na nią uwagę. I to był zdecydowanie dobry pomysł.

   Jest to opowieść o fabule, jakich wiele odnajdziemy wśród klasyki brytyjskich powieści. Młoda panna, która nie posiada zupełnie nic po śmierci ojca będzie zdana tylko na litość dalekich krewnych i przyjaciół. Wybawieniem z tych kłopotów z pewnością byłoby małżeństwo, a o rękę panny Klary Amerdoz zaczęli starać się dwaj panowie. Dziewczyna staje przed trudem wyboru, dzięki któremu znacznie lepiej poznaje samą siebie.

   W powieści na pierwszym planie pojawiają się trzy postacie. Klara Amerdoz, William Belton oraz kapitan Frederick Aymler. Panowie zostali przedstawieni jako całkowite przeciwieństwa. Zimny, wyrachowany, ale i świetnie wykształcony kapitan Aymler to dżentelmen w każdym calu, elegancki, zawsze wie jak się zachować. Oświadcza się dziewczynie, ponieważ tak życzyła sobie ciotka na łożu śmierci. Na próżno szukać w nim spontaniczności, czy choćby głębi uczucia, od przyszłej żony oczekuje posłuszeństwa i dostojeństwa. Całkowicie inny jest dziedzic majątku Belton, prosty, niewykształcony mężczyzna często działa pod wpływem impulsu. Jednak ten pozornie nieco rubaszny człowiek kryje w sobie prawdziwe i głębokie uczucie. Myśl o poślubieniu Klary przyszła do niego nagle, więc niewiele się zastanawiając oświadczył się jej, by z czasem prawdziwie pokochać. Panna Amerdoz to prosta, szczera dziewczyna. Prowadzi żywot mocno odcięty od świata i rozrywek właściwych młodym kobietom, dwaj konkurenci to w zasadzie jedyni młodzi ludzie z jakimi miała okazję się spotkać. Nie do końca zdaje sobie sprawę z własnych uczuć, a gdy już je w pełni poznała duma długi czas nie pozwoliła jej się do nich przyznać.

   W książce pojawiają się równie ciekawe postacie poboczne. Pan Amedroz, to człowiek wrażliwy, chorowity i życiowo niezaradny. Mocno załamał się po samobójstwie syna, co tylko pogłębiło go stan. Lubi uskarżać się na niesprawiedliwość losu, jednak jest szczerym człowiekiem i gdy ktoś okazuje mu serce, może go sobie zjednać. Drugą osobą, która miała wpływ na Klarę jest pani Winterfild, jej przyszywana ciotka. To bardzo pobożna kobieta, prawdziwie dumna ze swojego siostrzeńca, członka Izby Lordów – kapitana Aymlera. Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie lady Aymler, matka Ferdericka. Silną ręką trzyma całe Aymler Park, całkowicie dominując w życiu męża i córki, wciąż ma ogromny wpływ na syna. Jest apodyktyczna, wyrachowana i bezwzględna dla tych, którzy jej zdaniem nie są godni jej szacunku.

   Powieść jest napisana lekkim i bardzo przyjemnym językiem. Wyraźnie widać, że narrator od samego początku wie, jak zakończy się opisana historia, a i my jako czytelnicy, jesteśmy tego pewni. Wszystko zostało przedstawione z pewnym dystansem i pewnym przymrużeniem oka, autor prezentuje nieco protekcjonalne podejście do wykreowanych bohaterów. To wszystko sprawia, że książkę czyta się nader przyjemnie, a kolejne strony mijają bardzo szybko.

   Fabuła powieści nie zaskakuje, zwroty akcji są dość przewidywalne, a jednak, mimo to wciąga i nie pozwala się oderwać. Z niecierpliwością wypatrywałam momentu, kiedy Klara wreszcie pozna samą siebie, by wszystko w końcu mogło się szczęśliwie zakończyć. W książce zachwyca kreacja postaci, są przedstawione drobiazgowo i ze sporą znajomością natury ludzkiej. Działania bohaterów są konsekwencją nadanych im cech charakteru, co sprawia, że są bardzo realnie przedstawieni. Wyraźnie widoczne są też sympatie i antypatie narratora, który jednak żadnego z bohaterów nie oczernia, ani nie próbuje zdyskredytować.

   Ta nieco niedoceniona powieść jest zdecydowanie książką wartą uwagi. Spędziłam przy niej kilka naprawdę miłych chwil i jestem pewna, że porwie każdego miłośnika klasycznej brytyjskiej prozy. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że znajdzie się wydawnictwo chętne by wydać tę i inne powieści Anthony'ego Trollope nadając im drugie życie, którego zdecydowanie są warte.

poniedziałek, 21 września 2015

Piętnaście kroków

Autor: Grzegorz Gortat
Wydawnictwo: Ezop
Rok wydania: 2015
Stron: 252

   Kwestia życia po śmierci od wieków intrygowała rozmaitych twórców. Kolejne powieści ją poruszające oraz ich popularność świadczą tylko o tym, że jest to wciąż jeden z bardziej intrygujących motywów literackich. Grzegorz Gortat porusza problem życia po życiu w swoje najnowszej powieści „Piętnaście kroków”.

   Eryk Kafka, główny bohater i jednocześnie narrator przedstawionej historii,rozpoczyna kolejny zwyczajny dzień. Przynajmniej tak mu się przez jakiś czas wydaje, gdyż dość szybko zauważa swoją pomyłkę . Okazuje się, że jest duchem, przeniósł się w zaświaty, gdzie spotkał podobne, bezcielesne istoty. Ma przed sobą zadanie do wykonania, choć nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, na czym ma ono polegać. Przez większą część opowieści błądzi w całkowicie obcych realiach i szuka odpowiedzi na kształtujące się w jego głowie pytania.

   Oprócz duchów, przedstawione uniwersum zamieszkują anioły i demony. To właśnie te pierwsze mają dla Eryka specjalne zadanie, przez które jego dusza, zamiast spoczywać w pokoju, wędruje po doczesnym świecie. Agenci drugiej strony konfliktu między dobrem a złem pojawiają się sporadycznie jako siła utrudniająca wykonanie misji. O istocie najwyższej – Stwórcy – jedynie się wspomina, nie znajdziemy w książce żadnego sposobu jego przedstawienia. Wiele innych aspektów wykreowanej rzeczywistości również pominięto milczeniem. Na próżno możemy szukać odpowiedzi na pytania: jak, po co i dlaczego. Przedstawiony zostaje jedynie wyrywek świata, którego tajemnic nie dane będzie nam zgłębić.

   Jedenastoletni bohater książki jest typowym nastolatkiem. Ma kochających rodziców, przeżywa pierwszą miłość, a w szkole regularnie prześladuje go kolega z klasy. Nagła zmiana, jaka zaszła w jego egzystencji każe mu odrzucić wszystko, co do tej pory było dla niego cenne. Eryk jest chłopcem wyjątkowo spokojnym jak na swój wiek. Stoicyzm, z jakim podchodzi do niesamowitych wydarzeń, w które został wplątany, wydaje się nienaturalny. Nie daje się ponieść emocjom, a swą misję wypełnia z zaskakującą cierpliwością. Zresztą, dwoje innych bohaterów, Jo i Marcin, również wyjątkowo spokojnie i z pełnym zrozumieniem podchodzi do kwestii rozmowy z duchem.

   W książce natrafimy na pierwszoosobową narrację, a całą historię poznamy z perspektywy Eryka, w pełni zgłębiając jego przemyślenia na temat życia w zaświatach. Język w powieści niczym się nie wyróżnia, a co ważne - nie przykuwa też specjalnie uwagi, przez co lekturę można odebrać jako nieco nijaką. Nie wzbudziła we mnie większych emocji, a nieśpieszne tempo wydarzeń również nie zachęca do lektury.

   W przedstawionej wizji zaświatów duchy dość bezpośrednio wpływają na życie innych, zmuszając ich do działania i ujawniając skrywane tajemnice. Mogło by to być całkiem ciekawe, jednak takie nie jest. Liczne niedopowiedzenia nie budzą zainteresowania, a raczej sprawiają wrażenie, że opowieść jest niekompletna. Akcja również nie przyciąga zbyt wiele uwagi przez co powieść wydaje się nudna. Z drugiej strony jednak, takie stonowane i pozbawione emocji podejście nie jest często spotykanym zabiegiem w literaturze młodzieżowej. Trudno mi tę książkę polecić, gdyż mnie wizja przedstawiona przez autora nie oczarowała, jednak nie wątpię, że są osoby, którym tak wykreowany świat przypadnie do gustu.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 19 września 2015

Pal przekleństwa

Autorzy: Asa Larsson, Ingela Korsell
Ilustracje: Henrik Jonsson
Tytuł oryginału: Nidstangen
Tłumaczenie: Magdalena Landowska
Cykl: Pax. Tom I
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2015
Stron: 150

   Ostatnimi czasy zainteresowała mnie informacja, że znana pisarka Asa Larsson postanowiła na chwilę oderwać się od kryminałów, dzięki którym stała się rozpoznawalna, i spróbował swoich sił w prozie młodzieżowej. Razem z Ingelą Korsell, autorką książek dla dzieci, oraz rysownikiem Henrikim Jonssonem stworzyli ilustrowaną typowo komiksową kreską powieść dla czytelników żądnych silnych wrażeń.

   Obie pisarki zainspirowała skandynawska mitologia oraz szwedzkie podania ludowe;chociaż akcja powieści dzieje się w latach nam współczesnych, to odwołań do dawnych wierzeń znajdziemy w niej dość dużo. Niewielkie miasto Mariefred, które możemy podziwiać na załączonej mapie, jest miejscem niezwykłym. To właśnie tu znajduje się biblioteka gromadząca książki będące źródłem wiedzy tajemnej. Jedynie dwoje strażników wie o niezwykle cennej kolekcji, a gdy na horyzoncie pojawiają się zwiastuny niebezpieczeństwa, stróże biblioteki rozglądają się za pomocnikami, jacy wesprą ich w walce z nadchodzącą ciemnością.

   Dwaj młodzieńcy, bracia Viggo i Alrik, trafiają do rodziny zastępczej w Mariefred.. Estrid i Magnar, strażnicy biblioteki, wprowadzają chłopców w świat, którego istnienie jest dla obu braci zaskakujące. Nawet się nie spodziewają, z jak ważnym zadaniem przyjdzie im się mierzyć Rodzeństwo dość szybko odnajduje się w nowych okolicznościach i bez większych oporów oferuje swoją pomoc, wplątując się w niebezpieczną i ekscytującą walkę między dobrem a złem.

   Fabuła powieści oscyluje między wojną ciemności ze światłem. Obie strony stosują wszelkie dostępne metody, by tylko zdobyć przewagę. Tempo akcji jest błyskawiczne, a wydarzenia następują po sobie na tyle szybko, że zostaje niewiele miejsca na opisy miejsc czy charakterystykę postaci. Bohaterowie przykuwają uwagę, jednak po lekturze trudno wyrobić sobie o nich jakąś bardziej rozbudowaną opinię. Viggo i Alrik to bystrzy chłopcy, ponadto młodszego z nich cechuje kleptomania i pewna lekkomyślność, zaś starszy odnajduje w sobie ogromną siłę woli. Obaj nie wahają się, gdy trzeba działać i błyskawiczne wkraczają w wir wydarzeń. . Tak szybka akceptacja nadprzyrodzonych wydarzeń sprawia wrażenie nieco nienaturalnej.

   Jest to książka przeznaczona dla młodzieży o silnych nerwach. Miejscami straszna, gdzie indziej wydała mi się nieco brutalna, jak choćby w scenie skręcenia karku impowi. Językowo jest absolutnie przeciętna. W pierwszej chwili narracja może wydać się nieco dziwna, gdyż prowadzona jest w czasie teraźniejszym, co nie jest częstym zabiegiem w literaturze. Znajdziemy tu dość sporo niedomówień, a nawet pewnych nieścisłości. Choćby to, jak tytułowy Pal Przekleństwa został wyniesiony z zamkniętej podziemnej biblioteki i w czyim interesie było jego wykorzystanie?

   Czytając tę powieść, co kilka stron natrafimy na czarno-białe ilustracje, będące zbiorem kilku rysunków oddających zawirowania fabuły. Monochromatyczne obrazy uzupełniają historię, dzięki nim wrażenie szybkiego tempa akcji jeszcze się potęguje, gdyż od razu przywodzą na myśl komiks.

   Mam nadzieję, że odpowiedzi na moje wątpliwości i pytania znajdują się w kolejnych tomach serii „Pax”, gdyż bez nich dzieło byłoby niekompletne. Ponadto, nagłe urwanie akcji znacznie zwiększa chęć sięgnięcia po tom drugi, jednak jest też nieco frustrujące. Ogromne tempo nie pozwala na zbytnie zagłębienie się w przedstawionym świecie, jednak zdecydowanie lepiej oddaje emocje, z jakimi zmagać muszą się bohaterowie tej historii. Polecam tę książkę młodzieży lubiącej takie niepokojące lektury.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 16 września 2015

Rycerze krzyża i miecza

Autor: Andrzej Zieliński
Wydawnictwo: Rytm
Rok wydania: 2015
Stron: 148

   To już kolejna książka Andrzeja Zielińskiego wydana przez Oficynę Wydawniczą Rytm. Dzięki jednej z wcześniejszych publikacji zatytułowanej „Przekleństwo tronu Piastów” miałam okazję poznać sposób pisania tego autora. A ten obok tematyki oraz rzetelności jest niezmiernie ważny w odbiorze literatury popularno-naukowej.

   „Rycerze krzyża i miecza” to krótka historia o Zakonie Kawalerów Mieczowych, który choć dość szybko został rozwiązany, na stałe wpisał się w historię obecnej Łotwy i Estonii. W siedmiu rozdziałach poznamy nie tylko jego krótką, choć dość burzliwą historię, ale również całą otoczkę walki z pogaństwem na terenie Inflant od wczesnego średniowiecza. Dowiemy się, jak doszło do powstania Rycerskiego Zakonu Braci Chrystusa w Liwonii oraz jak nastąpił jego upadek, zapoczątkowany sromotną klęską w bitwie pod Szawlami. Jednak przejęcie przez Krzyżaków Zakonu Kawalerów Mieczowych nie zakończyło licznych inflanckich wojen, gdzie o wpływy walczyły Prusy, Rosja, Dania, Szwecja, a nawet Polska, w tej publikacji wejrzymy w kulisy tych sporów.

   Książkę uzupełniają liczne aneksy, odnoszące się do omawianych wydarzeń i uzupełniające poruszony fragment historii o ciekawostki wprost wypływające z historii wojen inflanckich, jak chociażby polsko-kurlandzki incydent związany z koloniami w Gambii i Tobago. Autor sam zaznacza, że książce daleko do pełnej monografii na temat Rycerskiego Zakonu Braci Chrystusa w Liwonii, jednak dla miłośników historii stanowi ciekawą pozycję prezentując niezbyt szeroko znany fragment europejskiej historii.

   Jest to dobrze i ciekawie napisana lektura. Autor stopniowo wprowadza czytelnika w kulisy zakonów rycerskich, sprawujących władzę na terenach obecnych Litwy, Łotwy i Estonii w ogóle oraz w historię Zakonu Kawalerów Mieczowych w szczególności. Język jest bardzo przystępny a sposób przedstawiania wydarzeń przez autora sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Znajdziemy tu nieco spekulacji na temat tego, jak mogłaby się potoczyć historia, gdyby do klęski pod Szawlami nie doszło, jednak jest ich na tyle mało, że nie przytłaczają tego, co faktycznie miało miejsce.

   Polecam tę książkę każdemu amatorowi średniowiecznej historii. Znajdziemy w niej dość dobrze wyrysowany obraz tego, jak pewne sprawy załatwiano w tamtym okresie. A sam Rycerski Zakon Braci Chrystusa w Liwonii jest na tyle interesującym epizodem historii Inflant, a więc i po części naszej, że zdecydowanie warto się z nim zapoznać.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 13 września 2015

Inwazja królików

Autor: Alice Pantermuller,
Ilustorwała: Daniella Kahl
Tytuł oryginału: Mein Lotta-Leben. Alles voller Kaninchen
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Cykl: Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Tom I
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2015
Stron: 184

   Wśród książek pisanych z myślą o dziewczynkach bardzo często przewijają się tematy oscylujące wokół rozmaitych zwierząt. Jedną z takich powieści jest pierwszy tom cyklu „Pamiętnik Zuzy-Łobuzy” zatytułowany „Inwazja królików”. Z pewnością nie zabraknie tu małych, kicających zwierzaków.

   Tytułowa Zuza jest dziewięcioletnią dziewczynką, która właśnie rozpoczyna naukę w czwartej klasie. Mieszka z rodzicami i siedmioletnimi braćmi bliźniakami. W domu przebywa również żółw Wacek, jednak Zuza wolałaby posiadać zdecydowanie bardziej interaktywne zwierzątko, jak pies czy chociaż królik, jakich całą gromadkę ma jej najlepsza przyjaciółka Zosia. Zuza wszelkimi sposobami dąży do spełnienia swego marzenia o małym, domowym futrzaku, przez co wpada w rozmaite kłopoty.

   Postacie przedstawione w powieści łatwo wpisują się w utarte schematy. Oprócz rezolutnej i nieco zwariowanej Zuzy, znajdziemy tu zadzierającą nosa dziewczynę, córkę bogatych państwa Beresteckich, surową nauczycielkę, czy lubiącą słodycze Zosię. Jednak oprócz tak schematycznie zaprezentowanych bohaterów spotkamy tu również nieco mniej jednoznaczne postacie, jak choćby starszą panią Szymkiewicz – sąsiadkę Zuzy, która zamiast siedzieć w domu i dziergać na drutach, regularnie grywa w tenisa. Relacje tytułowej bohaterki z rówieśnikami są dość zwyczajne, razem z Zosią nie ulegają czarowi Bereniki Beresteckiej przez co stają się klasowymi ousiderkami. W więzi Zuzy z rodziną również nie ma nic nadzwyczajnego, z braćmi dogaduje się średnio, choć czasem udaje im się razem bawić, a rodzice nie zawsze rozumieją jej punkt widzenia i próbują przeforsować własne zdanie.

   Fabuła powieści wciąga, a sposób jej przedstawienia w formie pamiętnika sprawia, że możemy w pełni utożsamić się z narratorką. W książce nie brakuje również humoru, zarówno sytuacyjnego, jak na przykład w scenie kąpania psa, jak i wynikającego wprost ze sposobu patrzenia na świat oczami Zuzy.

   Językowo powieść jest bardzo przyjemna a na uwagę zasługuje też pewna lokalizacja i sprowadzenie oryginalnych realiów w granice naszego kraju. Lekturę umilają również liczne ilustracje, gdyż rysunki wręcz przeplatają kolejne zdania. Dzięki temu przeczytanie książki nie zajmuje zbyt wiele czasu, a jej oprawa wizualna z pewnością zachęci młodych czytelników.

   Jest to książka zdecydowanie przeznaczona dla konkretnej grupy odbiorców- około dziesięcioletnich dziewczynek, jednak mi również sprawiła wiele przyjemności. Napisana lekko i z humorem skończyła się na tyle szybko, że zdążyłam odczuć pewien niedosyt. Z chęcią poznałabym dalsze losy zwariowanej Zuzy. Z czystym sercem polecam tę powieść każdej dziewczynce, nawet jeśli metryka niekoniecznie wskazuje na przynależność do docelowej grupy odbiorców.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 8 września 2015

Bezcenna miłość

Autor: Lisa Kleypas
Tytuł oryginału: Worth any price
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Cykl: Bow Street. Tom III
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015
Stron: 352

   Lubię powieści historyczne, nie przeszkadza mi również pewna dawna erotyki w nich zawarta, dlatego też z chęcią sięgnęłam po książkę Lisy Kleypas „Bezcenna miłość”. Miałam pewne obawy, czy lektura trzeciej części cyklu o detektywach z Bow Street to dobry pomysł, czy nie będzie mi brakowało znajomości wcześniejszych tomów. Na szczęście te obawy okazały się nieuzasadnione i w zasadzie nie odczułam, że jest to kolejna część serii. Liczyłam na niezobowiązującą, lekką i przyjemną lekturę i taka poniekąd była.

   Tłem opowiadanych wydarzeń jest śledztwo jakiego podjął się jeden z detektywów z Bow Street, którzy w latach, w jakich autorka umieściła swą powieść, w połowie dziewiętnastego wieku pełnili rolę nieoficjalnej policji. Nick Gentry, najzdolniejszy ze śledczych w pogoni za zbiegłą narzeczoną lorda Randora trafia do Hempshire. Tam odnajduję ukrywającą się dziewczynę, jednak ich spotkanie przynosi mu coś, czego absolutnie się nie spodziewał. Od samego początku wyczuł w niej potencjał, który postanowił wykorzystać, zaskakując tym zarówno Charlotte, jak i samego siebie.

   Charlotte Howard oraz Nick Gentry to dwoje najważniejszych bohaterów tej opowieści. Połączyła ich namiętność, jakiej żadne z nich się nie spodziewało. Dziewczyna, z początku niewinna panna, która ukończyła dobrą szkołę, bez żadnego skrępowania oddaje się w ręce nieznajomego mężczyzny, płonąc z nieokiełznanego pożądania. Detektyw natomiast, jak dotąd zawsze skuteczny i bezwzględny, nagle ulega nienazwanemu czarowi swej ofiary. Odniosłam pewne wrażenie niespójności w kreacji tych dwóch postaci. Obojgu nadano dość konkretne cechy charakteru, które całkowicie przyćmiła łącząca ich fizyczna więź. Można oczywiście założyć, że siła ich namiętności jest na tyle ogromna, że tracą nad sobą panowanie, ale oboje zostali przedstawieni jako osoby o silnym charakterze, nie ulegające zbyt łatwo emocjom.

   Fabuła powieści jest strasznie przewidywalna i infantylna. Niektóre wydarzenia aż rażą banalnymi okolicznościami a sceny zaczynają przypominać kiczowate obrazki. Mnogość erotycznych opisów również nie robi zbyt dobrego wrażenia, tym bardziej, że często sprawiają wrażenie ich bohaterowie ulegają seksualnemu napięciu w każdej chwili nie bacząc na okoliczności. Taki sposób przedstawienia historii sprawił, że męczyłam się przy lekturze.

   Językowo książka jest dość przeciętna, a sposób narracji budzi niewiele emocji, z których większość jest raczej negatywna. Znudzenie i irytacja, te uczucia towarzyszyły mi najczęściej, gdy w dość szybkim tempie obracałam kolejne strony powieści. Ponadto, o ile dziewiętnastowieczne realia i okoliczności został oddane w miarę poprawnie, o tyle postacie sprawiają wrażenie całkowicie współczesnych, co najwyżej poprzebieranych w stroje z epoki. Obyczajowość oraz konwenanse epoki zostały zepchnięte gdzieś na bardzo odległy plan i trudno było na nie natrafić.

   Nie wątpię, że tak skonstruowane opowieści mają swoich zwolenników, mnie jednak tego typu koncepcja absolutnie nie przekonała. Brak spójności między przedstawionym światem, a umieszczonymi w nim postaciami oraz prostota fabuły z pewnym nadęciem wykonani nie działa na korzyść książki. Ciężko doszukać się tu jakiejkolwiek głębi, czy to patrząc na kreację bohaterów, czy też biorąc pod uwagę kulisy zaprezentowanych realiów. Zdecydowanie jest to lektura przeznaczona dla miłośników pisanych w taki sposób romansów historycznych. Tym, którzy nie przepadają za banalnymi opowieściami o namiętności silniejszej niż wszystko inne odradzam sięgnięcie po tę książkę.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 6 września 2015

Morze potworów

Morze potworów
Autorzy: Rick Riordan, Robert Venditti
Ilustracje: Attilla Futaki, Tamas Gaspar
Tytuł oryginału: The Sea of Monsters
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy- Tom II
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Galeria Książki
Stron: 132

   Na fali popularności Harry'ego Pottera powstało wiele książek fantastycznych przeznaczonych dla młodzieży. Jednym z cyklów o podobnym motywie jest seria „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” opisująca przygody nastoletniego syna Posejdona we współczesnym świecie. Dwa pierwsze tomy doczekały się adaptacji komiksowej, „Morze Potworów” jest drugim z nich. Wprawdzie nie miałam wcześniej styczności ani z powieściami, ani z pierwszym komiksem o Percym, jednak z ciekawością sięgnęłam po tę publikację.

   Rzeczywistość przedstawiona przez Ricka Riordana to zwyczajny, współczesny świat, w którym poruszają się greccy bogowie oraz ich potomkowie. Akcja komiksu dzieje się na obszarze Stanów Zjednoczonych, a rozpoczyna ją scena mająca miejsce w jednej z amerykańskich szkół. Trzynastoletni Percy kończy rok nauki i nie wie, co będzie robił w wakacje, gdyż z samego rana dowiedział się, że nie pojedzie na obóz dla herosów, w którym miał uczestniczyć. Po, na pozór, niewinnie wyglądającej przepychance na szkolnym korytarzu wraz z Annabeth (kolejną z boskich potomków) jednak tam trafia i wplątuję się w sam środek poważnej awantury.

   Po tak krótkim spotkaniu trudno wyrobić sobie zdanie o bohaterach, których pełen zarys został przedstawiony w powieściach. Żadna z postaci się nie wyróżnia, nawet o Percym Jacksonie trudno napisać coś więcej. Zapewne jest to skutkiem tego, że komiks przeznaczony jest raczej dla miłośników serii o młodocianym herosie niż dla tych, dla których jest to pierwszy kontakt z twórczością Ricka Riordana.

   Fabuła komiksu jest aż naszpikowana, następującymi po sobie w zawrotnym tempie zwrotami akcji, jednak sprawia wrażenie nieco nieciągłej. Wydarzenia następują po sobie, ale niknie gdzieś ich przyczynowość, przez co zdają się być wciśnięte na siłę. Zupełnie jakby autor przez cały czas miał zamiar zaskoczyć czytelnika czymś nowym, nie bacząc, czy zawsze ma to sens. Możliwe, że jest to kwestia komiksowej adaptacji powieści, jednak tych, którym książkowy pierwowzór jest obcy, tak powierzchownie zarysowana fabuła może zniechęcić.

   Wizualnie komiks sprawia pozytywne wrażenie. Obrazy są żywe i barwne, a ruch postaci został dość dobrze odwzorowany. Ilustratorzy znakomicie oddali wygląd mitologicznych stworzeń, czy to potworów, czy przedstawicieli nieco bardziej humanoidalnych gatunków, jak centaury, czy cyklopy. Kredowy papier jest zaletą wydania, które nieco traci na jakości, posiadając miękką oprawę.

   Wyraźnie odczułam brak znajomości powieściowego pierwowzoru tego komiksu. Pomijając możliwość skonfrontowania własnego wyobrażenia postaci z tym, jak zostali zaprezentowani, podstawową wadą jest pewna infantylność fabuły, która w powieści mogłaby nie być aż tak odczuwalna. Miłośników Percy'ego Jacksona z pewnością nie trzeba zachęcać, by przeczytali tę publikację, jeśli zaś chodzi o pozostałych czytelników, to sięgnięcie po ten komiks pozostawiam całkowicie w ich decyzji.


Za komiks serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

piątek, 4 września 2015

Sztywny

Autor: Michał Gołkowski
Seria: Fabryczna Zona
Cykl: S.T.A.L.K.E.R Tom 4
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2015
Stron: 360

   „Fabryczna Zona” to seria postapokaliptycznych powieści różnych autorów, wydawanych przez Fabrykę Słów. Cykl S.T.A.L.K.E.R został oparty na uniwersum gier komputerowych pod tym samym tytułem, a głównym autorem piszącym książki w nim osadzone jest Michał Gołkowski. Dla mnie było to pierwsze spotkanie zarówno z pisarzem, jak i z serią, i miałam pewne obawy sięgając po książkę z samego środka cyklu. Na szczęście okazały się nieuzasadnione.

   Centralnym punktem przedstawionego świata jest Zona, zamknięta strefa, w której niegdyś doszło do nuklearnego kataklizmu. W niewielkiej ukraińskiej mieścinie leżącej na pograniczu ze skażonym obszarem ludzie bez perspektyw na przyszłość, bez większych wątpliwości i wbrew prawu udają się na zanieczyszczony teren, by zdobyć cenne artefakty powstałe wskutek promieniowania. Pozyskiwanie i sprzedaż takich przedmiotów jest zyskownym i pozornie łatwym zajęciem. Tych, którzy regularnie udają się do Zony zwie się stalkerami.

   Przedstawiony świat poza Zoną jest ponury i nijaki. Akcja powieści dzieje się w przeciągu dwóch kwietniowych tygodni, a zupełny brak roślinności pośród blokowisk tylko potęguję ogólnie panującą szarość. Deszczowa pogoda dodatkowo uzupełnia ten obraz, trudno doszukać się w nim cieplejszych barw. Uniwersum poznajemy z perspektywy Sztywnego. Stalker wprowadza nas w świat drobnych przestępców, którzy nic w życiu nie osiągnęli i żyją z dnia na dzień.

   Główny bohater i narrator opowieści, jest jednym z wielu mieszkańców miasteczka, jacy z wypraw do Zony uczynili sobie nieregularne źródło dochodów. Sztywny jest człowiekiem pozbawionym wszelkich zasad, nie stroni od używek i kobiet. Ma też ogromny talent do pakowania się w kłopoty, w czym pomaga mu jego skłonność do działania, zanim przemyśli sprawę. Pewnego dnia powraca z Zony sam, choć poszedł tam, zabierając ze sobą dwóch towarzyszy - jest to pierwszy krok na drodze ku kolejnym nieprzyjemnościom. Działając impulsywnie i pod wpływem używek, pogrąża się coraz głębiej w nieciekawej i niebezpiecznej sytuacji Gdy myśli, że gorzej już być nie może, okazuje się jak bardzo się myli.

   Stalkerzy, wśród których obraca się Sztywny to głównie amatorzy. Podobnie jak główny bohater często piją i zażywają coś mocniejszego, a kobiety traktują przedmiotowo. Zleceniodawcy, wysyłający ich do Zony, to gangsterzy większego kalibru, handlarze bronią i producenci narkotyków. Relacje między postaciami cechuje oschłość i powierzchowność. Pozbawieni wyższych wartości, starają się trzymać razem, skupiając wokół Akwarium - nocnego klubu, który czasy świetności ma już dawno za sobą. To tu zbierają się kilkuosobowe grupy, jakie następnie ruszają poza wojskowy kordon oddzielający normalny świat od tego skażonego. Tu również przychodzą po powrocie z Zony, by spieniężyć fanty i oddać się rozrywkom.

   Książka roi się od wulgaryzmów i brutalności, co nie dziwi, biorąc pod uwagę postać narratora. Język jest prosty, miejscami wręcz prostacki, idealnie oddaje sposób myślenia niewykształconego i niezbyt inteligentnego Sztywnego. Autor bez większych problemów prezentuje również inne sposoby myślenia, co widać w niektórych dialogach, gdy rozmówcami stalkera są naukowcy bądź doktorzy.

   Fabuła książki wciąga, a mnogość wydarzeń, na jakie w niej natrafimy sprawia, że ciężko się przy niej nudzić. Trudno sympatyzować z głównym bohaterem, jednak jego tendencja do ściągania na siebie kłopotów jest interesujaca. Co ważne, kolejne tarapaty. w jakie wpada Sztywny. nie wydają się wciśnięte na siłę i, choć można odnieść wrażenie, że postać ma wyjątkowego pecha, to jednak wyraźnie widać, że większość nieprzyjemności ściągnął na siebie sam. W tej powieści nieco mi zabrakło opisów, dzięki którym lepiej można by było zrozumieć, czym jest Zona.

   Wprawdzie to czwarta powieść Michała Gołkowskiego osadzona w świecie S.T.A.L.K.E.Ra, jednak nie jest to odczuwalne w żaden sposób. Spokojnie mogę więc polecić tę książkę nawet tym, co nie mieli wcześniej żadnej styczności z autorem. Jest to przystępna i wciągająca lektura, która pomimo brutalności nie przytłacza. Nie budzi też większych wrażeń, dlatego prawdopodobnie bardzo szybko się o niej zapomni. Jako niezobowiązująca, nieco banalna pozycja sprawdzi się idealnie i każdy kto lubi postapokaliptyczne klimaty powinien sam wybrać się do Zony.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 3 września 2015

Smok i jerzy

Autor: Gordon R. Dickson
Tytuł oryginału: The dragon and the george
Tłumaczenie: Izabella i Andrzej Śluzkowie
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1991
Stron: 256

   Wywodzący się z Kanady Gordon R. Dickson był autorem piszącym zarówno fantasy, jak i science fiction. Trzykrotnie uhonorowany nagrodą Hugo, raz został laureatem Nebuli. W jego twórczości, oprócz pojedynczych powieści, wyróżnia się cykl „Childe” oraz dziesięciotomowa seria o smoczym rycerzu, przez Andrzeja Sapkowskiego zaliczona do kanonu fantastyki, a zapoczątkowana książką „Smok i jerzy”,

   W powieści mamy do czynienia z popularnym motywem, za którym nigdy nie przepadałam, a mianowicie, połączeniem świata współczesnego z wykreowanym przez pisarza fantastycznym uniwersum. Opowieść rozpoczyna się od poznania dwójki młodych ludzi i przybliżenia ich przyziemnych problemów jak studia, praca i poszukiwanie mieszkania. W wyniku tajemniczego eksperymentu najpierw Angie, a następnie James przenoszą się do krainy, w której żyją smoki, a ludzkość egzystuje w realiach przywodzących na myśl średniowieczną Europę. Dziewczyna trafia tam przypadkiem, zaś jej partner wyrusza, by sprowadzić ją z powrotem, jednak okazuje się, że w tej fantastycznej rzeczywistości funkcjonuje w ciele smoka imieniem Gorbash.

   W przedstawionym uniwersum te olbrzymie gady są niezbyt groźnymi, inteligentnymi istotami. Unikając kontaktów z ludźmi, nie prowokują konfliktów, jednak gdy już do takich dochodzi, to obie strony, zarówno potwory, jak i uzbrojeni rycerze narażeni są na niebezpieczeństwo. Gorbash i jego pobratymcy uwielbiają bogactwa i każdy z nich posiada ukryty skarbiec. Większość z nich prawie nie opuszcza bezpiecznych jaskiń, jedynie czasem udając się na polowania. Ludzie, których smoki zwą jerzymi, prowadzą dość spokojne życie i tylko niekiedy jakiś rycerz wyrusza upolować skrzydlatą bestię, by zwiększyć swoją chwałę. Tym, co odróżnia przedstawiony świat od znanych nam średniowiecznych realiów jest nieco inna geografia oraz obecność fantastycznych stworzeń. Oprócz smoków, spotkamy tu piaszczomroki- tajemnicze istoty polujące i zdobywające pożywienie za pomocą pisków budzących u ofiar skrajną panikę, tak że przestraszona zdobycz ucieka, by w końcu paść z wyczerpania. Pojawiają się tu również jadowite harpie oraz mówiące wilki. Stabilność tego świata zależy od równowagi między Przypadkiem a Historią i czasem zdarza się, że bliżej nieokreślone Ciemne Moce przeważą którąś z szal wagi. Pojawienie się Angie i Jamesa, zaburzyło kruchy porządek, powodując kolejną konfrontację między dobrem, a złem.

   O samej Angie nie dowiemy się zbyt wiele, gdyż jej rola sprowadza się do bycia główną przyczyną przedstawionych w powieści wydarzeń. Nieco lekkomyślna i żądna wiedzy, pozwala na przeprowadzenieeksperymentu, który sprowadza na nią kłopoty. Czołową postacią w tej opowieści jest James, odpowiedzialny młodzieniec, gotowy na wszystko, by ratować swą ukochaną. Dość szybko odnajduje się w nowych okolicznościach i w nowej dla niego postaci smoka. Umysł Gorbasha nie jest całkowicie uśpiony i właściciel ciała niekiedy przejmuje nad nim kontrolę. Chłopak przez splot wydarzeń zostaje wybrany narzędziem, którego celem jest przywrócenie zakłóconego porządku. Jego rolę w tym świecie wyjaśnia mu mag S. Carolinus, tłumacząc jednocześnie, że jest to jedyna metoda, jaka umożliwi mu na odzyskanie Angie i powrót do domu. James nie poradzi sobie jednak sam, musi odnaleźć Towarzyszy. W trakcie poszukiwań trafia na szlachetnego rycerza- Sir Briana Neville-Smythe, zarozumiałego, obdarzonego zdolnością mowy angielskiego wilka- Aragha, córkę kryjącego się w lesie buntownika- Danielle, oraz walijskiego łucznika- Dafydda, który za punkt honoru uznał wykazanie wyższości produkowanych przez rodaków łuków nad jakimikolwiek innymi. W towarzystwie tej czwórki oraz maga Carolinusa, a także Smrgola i Scenoha- kolejnych smoków, James rzuca wyzwanie Ciemnym Mocom.

   Powieść czyta się całkiem przyjemnie, jest napisana prostym językiem, prawie pozbawionym neologizmów niezbędnych do opisania wykreowanego świata. Narracja prowadzona jest z perspektywy Jamesa, co pozwala na pełne zagłębienie się w problemy, z jakimi boryka się człowiek nagle uwięziony w ciele smoka. Tytuł nawiązujący do legendy o świętym Jerzym sugeruje, jak powinny wyglądać stosunki między smokami a ludźmi, jednak zostały one potraktowane w przewrotny sposób, gdy rycerz w towarzystwie bestii rusza do walki ze złem. W przedstawionych postaciach z łatwością doszukamy się aluzji do bohaterów znanych legend, jak choćby Giles z Wrzosowisk- ojciec Danielle, w nim bez trudu dopatrzeć możemy się inspiracji Robin Hoodem.

   Mile spędziłam czas przy tej lekturze, jest to typowe fantasy, gdzie mamy do czynienia z ciekawie skomponowaną grupą postaci, których celem jest walka ze złem. Natrafimy tu również na drobne niuanse w kreacji świata, jak choćby Moce odpowiadające magowi na pytania retoryczne rzucone w przestrzeń, dzięki nim książka nie sprawia wrażenia wtórnej. Jest to lektura mogąca spodobać się miłośnikom fantasy i warto po nią sięgnąć. Może sprawiać wrażenie nieco archaicznej, jednak dzięki temu mile przywodzi na myśl klasykę gatunku.