poniedziałek, 16 października 2017

Stosik jesienny

   Jesień coraz piękniej manifestuje swą obecność, pora więc przyszła i na jesienny stosik. Sporo zakupów, trochę recenzentek i nawet jedna nagroda i gratis się trafiły. Tematyka jak zawsze zróżnicowana. Trochę fantastyki, sporo książek dla dzieci, ale też i troszkę literatury popularno-naukowej. Całość w dwóch dość ładnych stosikach, choć pierwszy z nich nieco nieforemny.


   Od dołu licząc:
   Mapy Daniel Mizieliński, Aleksandra Mizielińska Kupiłam tę książkę zupełnie w ciemno, w ostatnich internetowych zakupach i jestem zachwycona. Idealna pozycja dla dzieci rozpoczynających przygodę ze szkołą, z takich do wielokrotnego zaglądania.
   Wielki konkurs kup Guido van Genechten Recenzentka i przy okazji kolejna książka tego autora u mnie. Z racji posiadania w domu siedmiolatka temat mocno na czasie, choć z takiej fekalnej tematyki są lepsze tytuły.
   Bóbr. Pracowity mąciwoda Wojciech Misiukiewicz Druga z recenzentek, album - monografia o bobrze, oprócz przepięknych zdjęć, sporo w niej wartościowego teksu. Jestem zadowolona z wyboru.
   Atlas lądów niebyłych Edward Brooke-Hitching Na tę książkę czaiłam się od kiedy zobaczyłam zapowiedzi Rebisa. Kupiłam wraz z ostatnią bytnością w księgarni internetowej.
   Bestiariusz słowiański. Część druga, Bestiariusz słowiański Paweł Zych, Witold Wargas Kolejne dwie książki, które gdzieś za mną chodziły, no to kupiłam.
   Dezerter. Poroniona generacja Krzysztof Grabowski To akurat prezent dla męża, miłośnika Dezertera. Jest w niej wiele różności: zdjęcia, testy, wywiady.
   Liczby i kolory Aleksandra Artymowska Świetna, dwustronna książeczka dla maluchów. Recenzentka od Sztukatera.
   Improwizator Hans Christian Andersen Do jego baśni mam sentyment, trzeba go było zweryfikować z powieścią "dla dorosłych". Również recenzentka.
   Posiadacz John Galsworthy Ostatnia z recenzentek i kolejna książka, którą miałam w dalszych lub bliższych planach. Jako jedyna z recenzentek jeszcze nie przeczytana.
   Czerwona kraina Joe Abercrombie Do uniwersum Pierwszego prawa mam spory sentyment, więc przy okazji zakupów sięgnęłam też po tę powieść.
   Kupa. Przyrodnicza wycieczka na stronę, Robale. czyli co nas zżera Nicola Davies, Neal Layton Pierwszą z tych książeczek miałam okazję kiedyś przeczytać i zachwyciła mnie mnogością przyrodniczych ciekawostek. Drugą kupiłam w ciemno i również jestem zadowolona. Syn zachwycony.


A to już drugi, bardziej foremny stosik.

   Poezje Krzysztof Kamil Baczyński Robiąc zwykłe zakupy, natrafiłam na tak piękne wydanie poezji tego autora, nie sposób było odmówić.
   Poezje Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Identyczna historia, co z poprzednią. Wzięłam więc obie.
   Ślady Jakub Małecki O tym, że ta książka ma się pojawić w niezłej cenie dowiedziałam się z fanage'u wydawnictwa. No to, skoro byłam na zakupach, to wzięłam, zwłaszcza, że niedawna lektura Dygotu zrobiła na mnie dobre wrażenie.
   Jak wytresować Cthulhu. Tom II Coś na dachu Maciej Jasiński To niespodziewana wygrana w konkursie. Jako, że tom drugi, to pewnie będę musiała poszukać sobie pierwszej części.
   Bezsenni Michał Jamiołkowski A to zupełnie niespodziewany gratis od wydawnictwa Genius Crations. Załapałam się na jedną z pięciuset ostatnich paczek przedsprzedażowych, do których dorzucali gratis, z racji na spore zamieszanie z pakowaniem książek.
   Wiedźma jej królewskiej mości, Spalić wiedźmę Magdalena Kubasiewicz Wzięte nieco w ciemno, w ramach akcji pomocowej dla ofiar nawałnicy, która miesiąc temu przeszła przez Bory Tucholskie.
   Zaszyj oczy wilkom, Noc między tam i tu Marta Krajewska Na pierwszą z nich czekałam bardzo niecierpliwie, gdyż Idź i czekaj mrozów mnie zachwyciła. Zobaczymy jak będzie z tą. Również kupione w przedsprzedaży w ramach akcji pomocowej.

   No i tyle, jak zwykle jest co czytać i jak zwykle nie mam pojęcie, kiedy po nie sięgnę ani tym bardziej w jakiej kolejności.

piątek, 13 października 2017

Tajemnica Mirtowego pokoju

Autor: Wilkie Collins
Tytuł oryginału: The dead secret
Tłumaczenie: Joanna Wadas
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2017

   Kilka lat temu wydawnictwo Zysk i S-ka przypomniało polskim czytelnikom postać dziewiętnastowiecznego, angielskiego pisarza Wilkie Collinsa publikując jego najbardziej znaną powieść zatytułowaną „Księżycowy kamień”. Od tego czasu kolejne utwory autora ukazywały się w Polsce za sprawą wydawnictw Zysk i S-ka oraz MG. To drugie, które w swych planach wydawniczych nie stroni od klasyków, niejednokrotnie przedstawia polskim czytelnikom utwory debiutujące w naszym kraju. Tak jest również z Wilkie Collinsem, a „Tajemnica Mirtowego Pokoju” to jedna z tych powieści, która po wielu latach od napisania trafiła w końcu nad Wisłę.

   Powieść rozpoczyna śmierć, pani Treventon umiera po długotrwałe pozostawiając pogrążonego w żałobie męża i osieracając pięcioletnią córkę. Przed śmiercią wzywa do siebie wierną służącą – Sarę  Leeson, z którą dzieli straszną tajemnicę, której ujawnienie wywróci do góry nogami życie kilku osób i przyniesie im ogromne cierpienie. Umierająca, w ramach ostatniej spowiedzi nalega, by dziewczyna wyznała prawdę kapitanowi Trevertonowi, pisząc list, w którym przyznaje się do czynu sprzed kilku lat. Sara broni się przed wypełnieniem ostatniej woli swej pani i choć ta zmusza ja do przysięgi, udaje jej się uniknąć tej najważniejszej. Obiecuje, że nie zniszczy listu ani go nie wyniesie z Porthgenna Tower. Dziewczyna, pewna, że ujawnienie listu przyniesie więcej szkody niż korzyści ukrywa go w Pokoju Mirtowych, położonym w nieużywanym od lat północnym skrzydle, po czym ucieka, nie pozostawiając po sobie śladów. Po tak gwałtownym wstępie, fabuła przeskakuje o piętnaście lat, a na pierwszy plan powieści wysuwa się dwudziestoletnia Rosamond Treverton, nie mająca pojęcia o dziwnych okolicznościach towarzyszących śmierci matki.

   Opowieść skupia się wokół dwóch kobiet, z jednej strony znajduje się Sara Leeson, niemłoda już służąca, która od lat dźwiga zbyt ciężkie brzemię, powoli wysysające z niej wszelkie życiowe siły. Kobieta jest przesądna, tchórzliwa i uległa. Przed laty jej uległość była źródłem problemów, które na siebie ściągnęła, teraz jej życiem rządzi lęk przed konsekwencjami ujawnienia strasznej tajemnicy. Jej zupełnym przeciwieństwem jest Rosamond Frankland. Jest silna i ufna, niezachwianie wierzy w miłość ociemniałego męża, przed którym przyrzeka nie mieć żadnych sekretów. Przypadkowe spotkanie obydwu kobiet budzi w tej drugiej ogromną ciekawość odnośnie tajemnicy skrytej w Porthgenna Tower.

   Jest to powieść o tym, jak ciężko jest nieść brzemię tajemnicy, której ujawnienie może mieć tragiczne skutki, a której ukrycie wydaje się być dziecinnie łatwe. Ścierają się tu słabość i strach z siłą, wiarą i mocnym poczuciem moralności. Zmusza do zadania sobie pytania, jakbyśmy postąpili w sytuacji, w jakiej znalazła się pani Frankland. Czy uleglibyśmy słabości, by zachować to co mamy, czy może zaryzykowalibyśmy utratę wszystkiego w imię prawdy? Na przykładzie Sary, wyraźnie widać, że ukrywanie tajemnicy to tylko pozornie łatwiejsze wyjście.

   Książkę czyta się wyśmienicie. Jest napisana pięknym, bardzo plastycznym językiem idealnie oddającym niełatwe stany emocjonalne bohaterów. Wszechwiedzący narrator co rusz zagląda w psychikę obu kobiet, przedstawiając uczucia jakie nimi miotają. Równie szczegółowo oddane zostały okoliczności przyrody i mroczna atmosfera opuszczonego dworu Porthgenna Tower. Wielokrotnie złożone zdania sprawdzają się w tej roli idealnie, a bogactwo słownictwa podkreśla malowniczość użytego języka. Jak przystało na dziewiętnastowieczną powieść, często równie ważnym jest to co przekazują kolejne zdania, jak i to co można wyczytać między nimi, co czytelnikowi zostało przekazane nie wprost.

   „Tajemnica Mirtowego Pokoju” to wspaniała, wciągająca powieść, w której poszukiwanie rozwiązania tajemnicy niesie sobie przede wszystkim ogromny ładunek emocjonalny realnie wpływając na zachowania i samopoczucie bohaterów. Łączy w sobie mrok typowy dla powieści gotyckich z moralnym pytaniem o to czy prawda zawsze jest najważniejsza. Lektura upływa bardzo przyjemnie, budzi wiele emocji i nie pozwala zbyt szybko o sobie zapomnieć. 

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 8 października 2017

I co teraz?

Autor: Guido van Genechten
Tytuł oryginału: Wat zou jij doen?
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2016

   Do sięgnięcia po książkę „I co teraz?” Guido van Genechten skusiła mnie jej tematyka. Samoakceptacja i tolerancja to dwie niezwykle ważne rzeczy, które od maleńkości powinny być wpajane dzieciom. Ta pozycja  w prosty i zabawny sposób tłumaczy je obie dzieciom zaczynającym swoją przygodę z literaturą.

   Bohaterem opowieści jest mały chłopiec, który obudziwszy się pewnego ranka odkrył na swojej głowie parę dorodnych, pięknie ukształtowanych jelenich rogów. No i co teraz? Przecież nikt kogo zna, nie ma czegoś takiego na głowie. Ukryć je ciężko, usunąć się nie dadzą, jedynym wyjściem jest je zaakceptować, a wtedy można pomyśleć o tym, by znaleźć dla nich jakieś zastosowanie. Wszak z rogami może być całkiem zabawnie, a to że nikt inny nie ma takich sprawia, że jest się wyjątkowym. Bycie wyjątkowym jest fajne, a może gdzieś kiedyś uda się spotkać kogoś, kto też tak ma.

   Dzieci bardzo często by czuć się spełnione społecznie dążą do tego, by mieć wszystko identyczne jak ich rówieśnicy, to daje im poczucie wspólnoty i pomaga kształtować własną tożsamość. W tym wieku niezmiernie ważne jest, by mimo wszystko nauczyły się akceptować same siebie, nawet jeśli czymś się różnią. Ta książka w bardzo przystępny sposób pokazuje, że nawet najdziwniejsze odchylenia od normy nie są niczym złym, i że nawet pomimo nich można być pełni szczęśliwym.

   „I co teraz?” mimo niewielkiej objętości jest dość sporą książką. Duży (większy od A4) format i sztywne oprawy sprawiają, że jest nieco nieporęczna dla rąk małego czytelnika. Duże, utrzymane w pastelowej brązowo niebieskiej tonacji ilustracje są przyjemne dla oka. Niestety pojedyncze wersy, czasem zdania porozrzucane po całej powierzchni stron giną wśród ilustracji i łatwo można je przeoczyć. Tym bardziej, że nie ma żadnego schematu według, którego ułożone by były pola tekstu. Czasem pojawiają się w górnej, czasem w dolnej części strony. Użyta czcionka jest duża i czytelna, tak że nawet fragmenty tekstu umieszczone na barwnym tle bez problemu można odczytać.

   Pod względem językowym nie jest to wymagająca pozycja i idealnie się nadaje dla młodych czytelników. Narracja w drugiej osobie liczby pojedynczej i bezpośrednie zwroty do czytelnika sprawiają, że dziecko nie tylko poznaje perypetie małego rogatego chłopca, ale i automatycznie stawia się na jego miejscu, tak że sam zaczyna poszukiwać odpowiedzi na podane pytania.

   Książka nie tylko zmusza do refleksji ale i bawi. Kolejne przykłady w jaki sposób chłopiec próbuje sobie poradzić z problemem, by w końcu go zaakceptować budzą uśmiech. Ukrywanie rogów, a następnie ich wykorzystanie na przeróżne sposoby (jako wieszak, bożonarodzeniowa choinka, czy ptasie lądowisko) zostało zobrazowane na ilustracjach, które prowokują salwy śmiechu u małego czytelnika.

   „I co teraz?” to zabawna książka, poruszająca bardzo ważne tematy. Z jednej strony niesie czytelnikowi sporą dawkę humoru, z drugiej zaś zmusza go do przemyśleń i pomaga budować pewność siebie. Jej jedyną, ale dość uciążliwą wadą jest bardzo nieporęczny format, który nie tylko utrudnia lekturę, zmuszając do szukania słów na wielkiej przestrzeni papieru, ale i sprawia, że dziecku trudno utrzymać ją w rękach. Jest to jednak mankament, który blednie przy wyraźnej wartości tej pozycji jako książki, kształtującej młodego odbiorcę.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

piątek, 6 października 2017

Ukryte życie lasu

Autor: David Haskell
Tytuł oryginału: The forest unseen
Tłumaczenie: Katarzyna Sosnowska
Wydawnictwo: Feeria science
Rok wydania: 2017

   „Ukryte życie lasu” Davida Haskella jest jedną z pozycji, które cieszą się ostatnio sporą popularnością. Popularno-naukowe książki o przyrodzie przeżywają swój rozkwit, zwłaszcza, gdy większy nacisk położony został na ich popularny, niż naukowy aspekt. Jako miłośniczka przyrody i fanka książek sir Davida Attenborough po „Ukryte życie lasu” sięgnęłam ze sporymi oczekiwaniami. Nie mogę stwierdzić, bym się zawiodła, jednak wrażenia z lektury mam na tyle mieszane, że trudno mi o jednoznaczne ocenienie tej książki.

   W czterdziestu trzech rozdziałach autor prezentuje życie toczące się wokół niewielkiego wycinka pierwotnego, górskiego lasu w Tennessee. Zmieniające się pory roku determinują zmiany jakie zachodzą w małym kręgu wybranym przez autora. Większość rozdziałów dotyczy życia podglądanego przez lupę, ale o większych zwierzętach i roślinach David Haskell również wspomina.

   Jest to książka o ekologii rozumianej zgodnie z encyklopedyczną definicją jako nauka o zależnościach między różnymi organizmami oraz między nimi a otaczającym ich środowiskiem. Żadna roślina czy zwierzę nie jest tu rozpatrywana w oderwaniu od reszty – innych stworzeń, towarzyszących im mikroorganizmów oraz uwarunkowań geologiczno-klimatycznych jakie mają na nie wpływ. Liczni bohaterowie tej książki pozostają w ścisłym związku ze swoją ewolucyjną historią, dzięki której w chwili obecnej wyglądają i zachowują się w taki a nie inny sposób. Całościowe ujęcie tematu jest ogromną zaletą tej książki i pozwala autorowi wyjść daleko poza wybrany przez niego niewielki wycinek leśnego ekosystemu. Nie pominięto też ogromnej roli człowieka w kształtowaniu i modyfikowaniu otaczającego nas świata.

   Tym co wyróżnia tę książkę spośród podobnych pozycji z jakimi miałam wcześniej do czynienia jest język. Niezwykle plastyczny i poetycki, pełen rozbudowanych metafor i porównań. Taki sposób napisania książki odziera ją zupełnie z naukowego charakteru, choć słownictwo ściśle związane z biologią również tu znajdziemy. Z jednej strony jest to jej zaletą, z pewnością z większą chęcią po taką pozycję sięgnie czytelnik, którego naukowe pozycje odstraszają trudnym językiem i skomplikowanym słownictwem. Z drugiej strony może to być wadą dla bardziej obeznanych z tego typu pozycjami czytelników, którzy po tę książkę sięgnęli w poszukiwaniu konkretnych informacji. Jedni i drudzy znajdą tu sporo informacji oraz próby wyjaśnienia wielu zjawisk obecnych w przyrodzie podane w sposób zrozumiały, choć może trochę zbyt upiększony.

   „Ukryte życie lasu” to dobra książka, do której niezmiernie trudno było mi się przekonać. Jako wytrwała czytelniczka znacznie bardziej naukowych pozycji, niezbyt dobrze odnalazłam się w zastosowanym tu języku przepełnionym poetyzmem. Sporo tu też życiowej filozofii i dywagacji przenoszących zjawiska obecne w przyrodzie w aspekty egzystencji człowieka, zarówno w ujęciu globalnym, jak i jako indywidualnej jednostki.

   Książkę Davida Haskella z czystym sercem mogę polecić wszystkim miłośnikom przyrody, choć osobom ze sporą wiedzą czy wykształceniem biologicznym może wydać się zbyt luźna stylistycznie. Co niezmiernie ważne, nie znajdziemy tu rzeczowych błędów i wszelkie informacje, choć zostały podane w bardzo plastyczny sposób nie odbiegają od współczesnej wiedzy biologicznej (wprawdzie trafiło się nazwanie kleszcza owadem, ale podejrzewam tutaj raczej wpadkę tłumacza, niż brak wiedzy autora). Warto sięgnąć po „Ukryte życie lasu” by w pełni zdać sobie sprawę z ekologicznych zależności jakie mają miejsce w świecie, w którym żyjemy, a które na co dzień nam umykają, mimo że mamy je na wyciągnięcie ręki.

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

niedziela, 1 października 2017

Huzar

Autor: Arturo Perez Reverte
Tytuł oryginału: El Husar
Tłumaczenie: Joanna Karasek
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014

   Zanim Arturo Perez Reverte stał się rozpoznawalnym pisarzem był korespondentem wojennym. Relacjonował wydarzenia z konfliktów zbrojnych na Bałkanach, w Afryce, czy w Zatoce Perskiej. Nie zaskakuje zatem, że jego debiutancka powieść traktuje właśnie o wojnie. Napisany ponad trzydzieści lat temu „Huzar” z powodu niezbyt fortunnie wybranego wydawcy przeleżał mnóstwo czasu, zanim został wydany ponownie i ruszył na podbój światowych rynków księgarskich.

   Bohaterem powieści jest młody porucznik wojsk napoleońskich, członek elitarnej jednostki huzarów, do której dostęp mają tylko nieliczni. Huzarzy słyną z prędkiej do pojedynków ręki, dumy oraz ogromnej odwagi. Prawdziwy huzar nie boi się niczego, z podniesionym czołem stając na wprost niebezpieczeństwa. Młody Frederic Glüntz z wyróżnieniem ukończył szkołę i trafił na front do Hiszpanii, oczekując na jedną z wielu potyczek, będących jednocześnie jego chrztem bojowym. Z licznych dialogów i wspomnień wyłania się obraz nakarmionego opowieściami o chwale Frederica, który gdzieś w głębi odczuwa lęk, tłumiony jako niegodny huzarskiego munduru.

   Akcja książki zamyka się w kilkudziesięciu godzinach. Począwszy od nocy wypełnionej oczekiwaniem przed walką, poprzez potyczkę w ciągu dnia aż do kolejnego wieczora już po bitwie.  Noc wypełniają Fredericowi rozmowy z przyjaciółmi i oczekiwanie na swoją pierwszą kawaleryjską szarżę. Porucznik, który poznał wyidealizowany obraz bitwy tłumi w sobie niepokój, nie dopuszczając go do głosu. Wszak dla huzara największą chwałą jest polec w pełnej splendoru walce z równymi sobie. Gdy rzeczywistość zaczyna odbiegać od wyidealizowanego obrazu, Frederic nie akceptuje jej, oszukując sam siebie, że wojna to przede wszystkim cześć i chwała.

   Arturo Perez Reverte we wspaniały sposób skonfrontował wyobrażenie wojny z nią samą. Z jednej strony mamy oczekiwanie na wspaniałe pojedynki i spektakularne walki, w rzeczywistości zaś rozproszonych po lesie partyzantów, gotowych w każdej chwili zadać cios w plecy lub wypruć flaki z osamotnionego najeźdźcy. Młody Frederic broni się przed obrazami, które widzi, nie dopuszcza ich do siebie, dopóki sam nie znajduje się w krytycznej sytuacji. Brud, głód i okrucieństwo są rzeczywistymi twarzami wojny, pudrowanymi przez opowieści o bohaterstwie i szlachetności. 

   Koncepcyjnie powieść przypomina nieco grecką tragedię. Od samego początku czujemy silne napięcie, które z czasem tylko wzrasta, by pod koniec sięgnąć zenitu. Domyślamy się, jak zakończy się powieść, co jednak nie przeszkadza niecierpliwie chłonąć kolejnych stron. Z naiwnych i aroganckich wypowiedzi bohaterów wyłania się ich brak wiedzy i wiara w propagandowe hasła. I choć pojawia się tu również głos rozsądku, w postaci zrezygnowanego weterana, jest on bagatelizowany niczym przepowiednie Kasandry.

   Językowo książka wypada dobrze. Bogate słownictwo i nieskomplikowana składnia wprawdzie nie oczarowują czytelnika, ale pozwalają na swobodną lekturę i skupienie się na przekazywanej treści. Książka jest w pewnym sensie subiektywnym sprawozdaniem z jednego dnia wojny, w którym wyraźnie widać zmianę podejścia do niej jego autora. Biorąc pod uwagę dziennikarską działalność Artura Pereza Reverte taka forma powieści nie zaskakuje.

   „Huzar” to krótka, ale i bardzo esencjonalna powieść. W prostej opowieści Frederica wyłania się prawdziwy obraz wojny, niezmiernie daleki od wyidealizowanego, jakim karmieni są młodzi rekruci. Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć akcja umieszczona została w czasach napoleońskich, to pod wieloma względami wojna wciąż pozostaje taka sama a rekrutów mami się szlachetnymi obrazami.

środa, 27 września 2017

Remek marzyciel

Autor: Anne Crauzas
Tytuł oryginału: Raymond reve
Tłumaczenie: Anna Nowacka-Devillard
Wydawnictwo: Widnokrąg
Rok wydania: 2017

   Gdy sięgałam po pierwszą wydaną u nas książkę Anne Crauzas – „52 tygodnie” nie wiedziałam czego się spodziewać. Skusiły mnie ornitologiczna tematyka i dość charakterystyczne ilustracje. Ponieważ ta pozycja bardzo mi się spodobała, nie wahałam się ani chwili, by sięgnąć po kolejną książkę tej autorki wydanej nakładem wydawnictwa Widnokrąg. W „Remku marzycielu” znajdziemy identyczną stylistykę ilustracji co w „52 tygodniach” i jest to ogromnym plusem książki.

   Remek jest ślimakiem, zwyczajnym muszlowym ślimakiem, najpewniej winniczkiem, jakich wiele pełza po każdym przydomowym ogródku i jakiego większość dzieci niejednokrotnie ma okazję spotkać na swej drodze. Poznajemy go od samych narodzin, od czasu, kiedy to wypełzł z jajeczka, jednego z wielu, zniesionych wiosną przez jego rodziców. Remek lubi swój zwyczajny żywot, jednak marzy czasem, by być kimś więcej: stonogą, smokiem, a nawet muchomorem. Wyobraźnia Remka nie ma żadnych ograniczeń.

   Każdej wyobrażonej przemianie Remka towarzyszy odpowiednia ilustracja. Kolejno możemy podziwiać ślimakowilka, ślimakożyrafę, czy ślimakojabłuszko. Oszczędność kreski i zdecydowane barwy sprawiają, że ilustracje są może nieco minimalistyczne, ale dokładnie oddają, to co tworzy wyobraźnia Remka. Te ślimacze hybrydy budzą w dzieciach salwy śmiechu i sprawiają, że każdą kolejną kartkę młody czytelnik obraca z wielkim zainteresowaniem i oczekiwaniem na kolejną zabawną ślimaczą krzyżówkę.

   Opowieść o Remku nie zawiera zbyt wielu słów, oprócz bardzo krótkiego wprowadzenia i równie krótkiej puenty, pojawiają się tu jedynie zdawkowe komentarze do poszczególnych remkowych wyobrażeń. Tak niewielka ilość słów sprawia, że dzieci dopiero zaczynające swą przygodę z książką, z chęcią chłoną kolejne epitety opisujące niezwykłe ilustracje różnych wcieleń Remka.

   O ile w „52 tygodniach” Anne Crauzas w bardzo nienachalny sposób przemyciła sporo wiedzy ornitologicznej, o tyle „Remek marzyciel” pozbawiony jest edukacyjnego aspektu. Obranie za  główną postać zwierzątka tak zwyczajnego i pospolitego jak ślimak jest świetnym wyborem, gdyż dla każdego małego czytelnika jest to ktoś, kogo bez trudu sobie wyobrazi. Publikacja posiada bardzo wyraźny aspekt wychowawczy. Z jednej strony mały ślimak marzy, by być kimkolwiek, a jego wyobraźnia nie ma absolutnie żadnych ograniczeń, z drugiej zaś książkę puentuje silne wyrażenie akceptacji siebie, bo „Przecież nic w tym złego, że jest się ślimakiem”.

   „Remek marzyciel” to bardzo ładnie wydana książka. W twardej oprawie znajdziemy kartki z grubego i lekko szorstkiego w dotyku papieru, co znacząco zwiększa trwałość książki. Kwadratowy, nieco większy od A5 format publikacji jest idealny, by z jednej strony pomieścić duże i wyraźne ilustracje, z drugiej zaś nie sprawiać wrażenia zbyt wielu pustych przestrzeni na poszczególnych stronach, zwłaszcza, że tekstu jest tu naprawdę bardzo mało. Jest to też format w sam raz wpasowujące się w niewielkie rączki małych czytelników.

   „Remek marzyciel” Anne Crauzas to bardzo dobra książeczka dla dzieci. Na  pierwszy rzut oka zwraca uwagę ładnym i trwałym wydaniem oraz prostymi, intensywnie barwionymi, minimalistycznymi ilustracjami. W młodym czytelniku budzi głośne salwy śmiechu oraz co znacznie ważniejsze, pobudza wyobraźnię. Niesie też ze sobą ogromnie ważne przesłanie, mówiące, że choć możemy być kim tylko zechcemy i robić, co tylko przyjdzie nam do głowy, zawsze najlepiej jest być sobą. 

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

piątek, 15 września 2017

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Autor: Olga Tokarczuk
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2016

   Rzadko ulegam modom na jakiś tytuł, a szum medialny wokół książki raczej mnie zniechęca niż jest dla mnie rekomendacją. Zupełnie inaczej było z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. Gdy zobaczyłam zwiastun filmu „Pokot” Agnieszki Holland, od razu wiedziałam, że chcę go zobaczyć. Jednak czas mijał a okazja sprawiła, że sięgnęłam po literacki pierwowzór, zanim zapoznałam się z jego ekranizacją. Wrażenia z lektury mam dość niejednoznaczne.

   Fabuła skupia się wokół Janiny Duszejko, będącej jednocześnie narratorką powieści. W zapomnianym przez ludzi i bogów odludziu, gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej ginie sąsiad głównej bohaterki. Kilka dni później w podejrzanych okolicznościach umiera lokalny komendant. Obydwie śmierci łączy jedno, obaj mężczyźni brali aktywny udział w polowaniach a w pobliżu ich ciał znaleziono mnóstwo sarnich tropów. Czyżby natura brała odwet na myśliwych i kłusownikach?

   Powieść od początku budzi zainteresowanie. Tajemnica, dość śmiała teza dotycząca motywów oraz nieliczni ale ekscentryczni bohaterowie zdecydowanie przykuwają uwagę. Jednak w dalszej części tempo akcji maleje a napięcie jakie pojawiło się na pierwszych stronach gdzieś się ulatnia. Pojawiające się opisy Płaskowyżu i okolic oraz ludzi ich zamieszkujących tworzą mroczny klimat, i trzyma w napięciu. Z czasem jednak zostaje zastąpiony astrologią, którą para się Janina. Jej kreacja silnie oparta na oddziaływaniach znaków zodiaku na życie człowieka z jednej strony stanowi dobrą podwalinę do kreacji postaci, z drugiej sprawia, że główny wątek powieści gdzieś umyka a akcja i fabuła zaczynają się rozmywać.

   Znacznie mocniejszą częścią powieści jest kreacja postaci. Spośród kilkorga jacy przewijają się na pierwszych planach, każdy wydaje się interesujący. Są to zwyczajni ludzie, zmagający się ze swoimi słabościami i problemami. Przedstawieni zostali z perspektywy Janiny, której nie można odmówić spostrzegawczości, dzięki czemu stają się realistyczni i pełnowymiarowi. Główna bohaterka uchodzi w okolicy za starą wariatkę i choć bardzo dobrze poznajemy jej punkt widzenia oraz sposób w jaki patrzy na świat, nie sposób nie uznać jej za ekscentryczną. Jej działania i motywy są zrozumiałe, a silnie spolaryzowane poglądy i przymus ich bronienia a nawet narzucania ich innym sprawiają, że jest bardzo wyrazista.

   Motywem przewodnim powieści jest stosunek ludzi do zwierząt. Główny nacisk położony został na okrucieństwo polowań, ale nie zabrakło też innych aspektów zwierzęco-ludzkich relacji. Ponieważ narratorką jest Janina a jej poglądy w tej sprawie są bardzo kategoryczne, tak również został przedstawiony problem traktowania zwierząt przez ludzi. Problem został przedstawiony w sposób bardzo emocjonalny i silnie spolaryzowany. Mamy tu złych, okrutnych myśliwych pozbawionych empatii oraz pełną współczucia Janinę. Zabrakło tu szarości, tym bardziej, że z punktu widzenia narratorki każdy kto nie podziela jej poglądu na sprawę polowań staje się wrogiem. Janiny nie sposób nazwać ekologiem, gdyż w jej spojrzeniu dominuje antropomorfizacja natury a nie zrozumienie mechanizmów jej działania, przez co łatwo nadać jej etykietkę ekoterrorystki.

   Lektura upływa przyjemnie, choć spadek tempa i napięcia jest mocno odczuwalny. Stylistyka zdań i język nie charakteryzują się niczym szczególnym. Jedyny dość nietypowy zabieg to rozpoczynanie niektórych słów, umieszczonych w środku zdania, wielką literą. Ma to podkreślić ich ważność oraz znaczenie dla narratorki i ten zabieg udał się w zupełności. Autorce nie można odmówić dużej wprawy w operowaniu słowem, gdyż klimat opowieści oddziałuje na czytelnika. W połączeniu z pierwszoosobową narracją możemy poczuć się bezpośrednim świadkiem rozgrywanych wydarzeń, co sprawia bardzo dobre wrażenie.

   Jako thriller powieść nie spisuje się najlepiej. I choć wątek kryminalny nie jest najgorszy a jego rozwiązanie może zaskakiwać, to jednak w pewnym momencie zostaje mocno zepchnięty na drugi plan, co niezbyt mu się przysłużyło. Moralno-etyczny aspekt książki jest w niej dominujący a sposób przedstawienia problemu może być męczący. Okrutni bezduszni myśliwi skontrastowani zostali nawiedzoną staruszką, a takie postawienie sprawy nie jedna zwolenników żadnej ze stron. Powieść budzi kontrowersje, choć nie można odnieść wrażenia, że głównie o to w niej chodzi.

   „Prowadź swój pług przez kości umarłych” nie jest złą książką a jej lektura upływa błyskawicznie. Ma sporo mocnych stron jak choćby dobrze nakreśleni bohaterowie, ma jednak również swoje wady. Z pewnością nie jest to książka, o której szybko można zapomnieć i choć mnie nie oczarowała, to jednak zadowolona, że po nią sięgnęłam.

sobota, 9 września 2017

Stąd do płotu, czyli z życia wiejskiego podwórka

Autor: Anna Kaca
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2017

   W XXI wieku w Polsce, coraz trudniej o prawdziwie wiejskie podwórka. Coś co dla pokolenia obecnych czterdziesto- i pięćdziesięciolatków jest oczywiste, dla osób o połowę młodszych już niekoniecznie, a dla dzieci wydaje się być zupełnie abstrakcyjne. Mleko prosto od krowy, jajka od wiejskich kur niegdyś były czymś zupełnie zwyczajnym, dziś zaś często stanowią trudno dostępny rarytas. W takich realiach absolutnie nie dziwi wydanie książeczki dla dzieci, przybliżającej im ten, w pewnym sensie, egzotyczny świat. Pozycja „Stąd do płotu” Anny Kacy, próbuje pokazać dzieciom prawdziwą wieś, o którą w dzisiejszych czasach już wcale nie tak łatwo.

   Bohaterami książeczki są zwierzęta zamieszkujące niewielkie gospodarstwo. Jest tu krowa Wala, świnka Gryzia, kot Supeł, pies Szybki oraz liczne kury, kaczki i gęsi. Bohaterowie przeżywają bardzo zwyczajne przygody – wycieczkę kota do miasta, czy pojawienie się nowego koguta w zagrodzie. Zwierzęta zostały przedstawione zgodnie ze stereotypami z jakimi są kojarzone. Majestatyczny i dumny kot, nadpobudliwy i rozszczekany pies, czy głupawe i rozgdakane kurki, to tylko niektóre z postaci w książce. Opowiadania nie są ani szczególnie zabawne, ani nie dają dzieciom tematu do rozmów z rodzicami o poważniejszych sprawach. Są miłe, ładne i przyjemne, ale nie niosą ze sobą zbyt wiele wartości.

   „Stąd do płotu” to nie tylko krótkie opowiadania o wiejskich zwierzętach, ale również kilka wierszyków. Ich tematyka skupia się wokół przemijających pór roku, zwierząt oraz zjawisk atmosferycznych. Cechuje je dość swobodne podejście do rymów, które często są niedokładne, a czasem po prostu ich nie ma. Rytmika wierszy zostaje zachowane, dzięki czemu czyta się je sprawnie i łatwo zapadają w pamięć. Podobnie, jak w przypadku opowiadań, młody czytelnik nie będzie wybuchał śmiechem, raczej podejdzie do nich z obojętnością.

   Książeczka utrzymana jest w biało-pastelowej tonacji. Na białych stronach opowiadania i wierszyki zostały napisane kolorową, bezszeryfową czcionką i okraszone wielobarwnymi ilustracjami, na których widać wyraźne ślady kredek. Tytuły napisano pisanymi literami, co z pewnością ułatwi lekturę młodemu czytelnikowi dopiero poznającymi słowo pisane. Niestety, w przeciwieństwie do czytanek stricte dedykowanych dzieciom, tu kolumny tekstu są dość obszerne, a same litery stosunkowo małe, co może zniechęcić i utrudnić lekturę niewprawnemu czytelnikowi.

   Językowo publikacja nie zachwyca, trudno też mówić o dostosowaniu książki do wieku czytelnika. Pojawiają się tu pojedyncze anachronizmy oraz kilka rzadziej używanych słów, co na pewno pozwoli dziecku na pogłębienie słownictwa. Autorka posłużyła się również dość oczywistymi schematami, wskazując w dialogach konkretnych rozmówców. Na przykład krowa przeciąga głoskę „u” a kury zwielokrotniają sylabę „ko”. W warstwie językowej zabrakło czegoś co uczyniłoby książkę wyjątkową i wartą uwagi.

   W mnogości publikacji dla dzieci, „Stąd do płotu” niczym nie zachwyca. Ilustracje są ładne, ale nie wyjątkowe, podobnie jak literacka warstwa książki. Jej zaletą jest pokazanie dzieciom kulisów  życia wiejskiego gospodarstwa, ale w tej roli znacznie lepiej sprawdzi się choćby „Przygód kilka wróbla Ćwirka” Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana. Kolejnym sporym mankamentem jest wygórowana cena, nadrukowana kwota dwudziestu złotych to stanowczo zbyt dużo za niewiele ponad trzydzieści cieniutkich stron w miękkiej oprawie.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 5 września 2017

Kapitan Czart. Przygody Cyrano de Bergerac

Autor: Louis Gallet
Tytuł oryginału: Le Capitaine Satan
Tłumaczenie: Witold Gomulicki
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2017

   Od chwili gdy w zapowiedziach wydawnictwa MG ukazał się „Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac” Louisa Galleta kusiło mnie by sięgnąć po tę książkę. Uwielbiam stare powieści i choć literatura przygodowa nie należy do moich ulubionych odmian, to jednak mam do niej pewną słabość. Co najważniejsze, powieść, choć dość schematyczna, nie zawiodła mnie ani trochę.

   Sawiniusz Cyrano de Bergerac to autentyczna postać. Żyjący w siedemnastym wieku pisarz i filozof o bujnym życiorysie był inspiracją dla wielu twórców. Jednym z nich był Louis Gallet, który uczynił z niego głównego bohatera powieści. Znany w paryskim świecie pod pseudonimem Kapitan Czart, Cyrano de Bergerac jest człowiekiem w średnim wieku o sporych zasobach finansowych i ustabilizowanej sytuacji życiowej. Jednym z jego zajęć jest pisanie utworów scenicznych, które niejednokrotnie stają się pretekstem do licznych pojedynków, w które się wplątuje. Jest awanturnikiem, który nie puści płazem najmniejszej nawet ujmy na honorze. Z drugiej strony cechuje go spore poczucie sprawiedliwości i łagodności okazywanej nawet względem wrogów. Jest postacią nietuzinkową i godna podziwu, równie często budząc wśród ludzi uwielbienie jak i nienawiść.

   Fabuła powieści oparta jest o intrygę związaną z zaginionym i cudem odnalezionym dziedzicem rodu de Lembrat. Ścierają się tu interesy prawowitego dziedzica nazwiska z tym, który nosił je do tej pory, a którego prawa potwierdził umierający ojciec. Pomiędzy nimi oboma znalazł się przyjaciel umierającego na początku powieści hrabiego de Lembrat – Cyrano de Bergerac. Poeta za wszelka cenę poszukuje kompromisu między dwoma synami i robi wszystko by uchronić nazwisko zmarłego hrabiego przed hańbą, jednak charakter starszego z braci oraz postać jego narzeczonej, uniemożliwiają pokojowe rozwiązanie.

   Jest to typowa powieść przygodowa, więc na brak akcji nie można narzekać. W książce dzieje się dużo i intensywnie, a nagłe zwroty akcji są częste, choć konsekwentnie wynikające z rozgrywających się wydarzeń. Jak przystało na typowego przedstawiciela gatunku, w książce nie zabrakło wątku romansowego, w którym losy kochających osób są niepewne, a perspektywa szczęśliwego zakończenie niejednokrotnie wydaje się bardzo odległa. Cyrano de Bergerac jest bezpośrednio zaangażowany w rozgrywające się wydarzenia i to na nim spoczywa odpowiedzialność za szczęśliwe zakończenie intrygi.

   Bohaterowie zostali przedstawieni dość schematycznie. Mamy wspaniałego Cyrana de Bergerac, człowieka o licznych przymiotach, któremu wszystko się udaje. Znajdziemy tu nikczemnego Cygana, jaki nie cofnie się przed niczym, by wywrzeć zemstę za urojone krzywdy. Nie brakuje tu również interesownego sługi, gotowego do każdej podłości, byle tylko dobrze za nią zapłacono. Są tu również interesujące postacie kobiece, które choć mają znacznie mniejsze możliwości działania, również odgrywają kluczowe role. Relacje między bohaterami nie są może zbyt głębokie i wielopoziomowe, jednak są realistyczne i naturalne. I choć takie schematyczne podejście do przedstawionych postaci może nieco irytować, to jednak nie przeszkadza zbytnio, gdyż taka a nie inna ich kreacja jest dokładnie tym, czego można oczekiwać po tej powieści.

   W książce nie znajdziemy zbyt wielu opisów, gdyż główny nacisk narracji położony jest na prezentacji wydarzeń, jednak nie sposób pominąć tła obyczajowo-społecznego w jakim się one rozgrywają. W powieści przedstawiono zarówno świat francuskiej szlachty, której życie towarzyskie przez większą część czasu koncentruje się w Paryżu, jak i obyczaje Cyganów, którzy odgrywają znaczącą rolę w rozwoju intrygi. Ukazano też, choć dość powierzchownie, zwyczaje związane z wymiarem sprawiedliwości w siedemnastowiecznej Francji.

   Książkę czyta się znakomicie. Niezbyt skomplikowany ale i nie nazbyt prosty język oraz dość bogate słownictwo sprawiają, że kolejne strony odwraca się z prawdziwą przyjemnością. Liczne dialogi zostały napisane bardzo dobrze, dokładnie oddają charaktery rozmówców. Wyraźnie zaznaczono rozróżnienie między szlachetnie urodzonymi bohaterami a licznie występującymi tu cyganami, czy osobami o niższym statusie społecznym.


   „Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac” to typowa, ale i bardzo dobra powieść przygodowa. Znajdziemy w niej wszystko, czego można oczekiwać po tego typu literaturze. Wartką akcję, dobrze wykreowanych bohaterów i bogate tło historyczo-obyczajowe. Dla miłośników gatunku jest to wręcz pozycja obowiązkowa, ale powinna spodobać się każdemu kto lubi dobrą, lekką powieść, której lektura może nie zmusza do refleksji, ale daje mnóstwo przyjemności.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

piątek, 1 września 2017

Psygoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach

Autor: Agata „Agi” Włodarczyk
Ilustracje: Ksenia Potępa
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 2017

   Nieczęsto zdarza mi się sięgnąć po książkę ze względu na rysownika, tak było z książkami z serii „Opowiem ci mamo...”, rysowanymi przez Katarzynę Bajerowicz, tak również stało się w przypadku pozycji będącej bohaterką tej recenzji. „Psygoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach” zilustrowana została przez Ksenię Potępę, znaną z internetowego komiksu o wombacie – słodkim miłośniku ciastek, kocyków i błogiego lenistwa. W opowieść Agaty Włodarczyk rysunki Kseni Potępy wpasowują się idealnie.

   Główną bohaterką i narratorką historii jest Diuna – suczka, w której żyłach płynie domieszka wilczej krwi. Gdy pewnego dnia jej państwo zaczęli zachowywać się inaczej niż zwykle, nie spodziewała się, że to początek wspaniałej Przygody (a właściwie psygody). Z psiej perspektywy krok po kroku poznajemy szczegóły przygotowań i wyprawy w Himalaje, której celem są źródła Gangesu. Bohaterowie książki nie zapuszczają się w najwyższe góry, docierając nie dalej niż do śniegów, pokrywających pogórze w porze letniej. W trakcie wyprawy muszą zmierzyć się z licznymi niebezpieczeństwami. Suczkę w przerażenie wprawia słoń, czy tygrys, dzielnie zaś stawia czoła i ostrzega swych państwa przed zagrożeniem ze strony rzeźby terenu, lub pogody.

   Ze względu na nietypową, psią narrację nowe miejsca przedstawione zostały za pomocą węchu, słuchu i w znacznie mniejszym stopniu wzroku. Diuna jest naszą przewodniczką i towarzyszymy jej poznając zakamarki Indii. Nie zabrakło też fragmentów, w których pies przytacza wypowiedzi swoich opiekunów, ukazujące szczegóły odwiedzanych miejsc i obyczajowość ich mieszkańców. Hałas miast oraz pustota bezdroży, gdzie łatwiej spotkać tygrysa niż człowieka przedstawione zostały bardzo obrazowo, dodając opowieści walory książki podróżniczej.

   Najważniejsza w przedstawionej przygodzie jest Diuna. Suczka została przedstawiona jako odważna i zdecydowanie przeceniająca swoje siły bohaterka. Często można zauważyć jej zmienność, gdy początkowe „nigdy” topnieje pod wpływem psiego herbatnika, bądź perswazji opiekunów. Takie zaprezentowanie Diuny, świetnie oddaje psi charakter, dzięki czemu jest to postać bardzo autentyczna i wiarygodna. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że autorka książki doskonale zna wszystkie słabości i mocne strony swojego psa.

   Książka została napisana bardzo przystępnym językiem. Użyte słownictwo jest niezbyt wyszukane, ale i nieprzesadnie skromne. Niejednokrotnie, gdy Diuna trafia na nowe dla siebie okoliczności, zwierzęta, czy przedmioty, mamy okazję poczytać ich definicję z perspektywy psa. Pojawia się tu również kilka neologizmów, takich jak psysmak, czy psygoda, które podkreślają gatunkową przynależność narratorki opowieści.

   Mocną stroną książki jest jej wydanie. Twarda oprawa oraz zakładka z tasiemki robią bardzo dobre wrażenie. Wewnętrzną stronę okładek pokrywa mapa, na której możemy prześledzić trasę wędrówki Diuny i jej państwa. Podobnie jak wszystkie, bardzo liczne, ilustracje jest ona dziełem Kseni Potępy. Jej kreska jest bardzo charakterystyczna, a pastelowa tonacja kolorowych ilustracji i łagodne, delikatne kreski sprawiają bardzo przyjemne, ciepłe wrażenie i budzą pozytywne uczucia. 

   „Psygoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach” to ładnie wydana i bardzo przyjemna, zupełnie nietypowa książka podróżnicza. Łączy w sobie zamiłowanie do psów wraz z umiłowaniem podróży. Przyjemność z lektury podkreślona jest walorami artystycznymi oprawy graficznej. Książka z pewnością zachwyci młodego czytelnika, pozwalając mu poznać egzotyczny kawałek świata. Dorosłym sprawi równie wiele przyjemności swą lekką i zabawną formą oraz sympatyczną postacią psiej przewodniczki.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Stosik na koniec sierpnia

   I znów przyszło nieco poczekać na kolejne stosiki. Tym razem podwójny, część pochodzi z zakupów, część to recenzentki a i jakiś wymianowy tytuł się trafi. Wyjątkowo kupiłam sporo książek, które już kiedyś czytałam, po prostu mój wewnętrzny chomik uznał, że muszę je mieć w papierze na półce, tym bardziej, że pięknie wydane. No i niespodzianka na blogu, dwie karcianki. Zdarzało mi się recenzować gry planszowe i karciane, teksty pojawiały się na Insimilionie, czy były pisane specjalnie dla nich, czy też na podstawie moich własnych egzemplarzy. W sumie, chyba wrócę do pisania o planszówkach, gdyż pisze się o nich zupełnie inaczej, niż o książkach.
   No ale dość tej czczej pisaniny, tak prezentują się stosiki.


   I co teraz? Guido van Genechten Z tyłu czai się dość duża książka dla dzieci, w której przesłanie jest najważniejsze. Recenzentka od Sztukatera, tekst wkrótce pojawi się na blogu.
   Remek marzyciel Anne Crauzas Pierwszą książkę tej autorki wydaną przez Widnokrąg miałam już okazję zrecenzować gdy okazało się, że mogę wziąć kolejną od Sztukatera nie wahałam się ani chwili. Recenzja opowieści o rozmarzonym ślimaku już wkrótce.
   Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze Edgar Allan Poe Już od dawna czaiłam się na coś tego autora, przy okazji ostatnich zakupów skusiłam się na zbiorcze wydanie opowiadań. Jestem w trakcie lektury, ale nie jest to książka "na raz" nie tylko ze względu na objętość.
   Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści, Przyszła na Sarnath zagłada. opowieści magiczne i tajemnicze Howard Phillip Lovecraft Obie przeczytane i zrecenzowane dla Insi, ale ponieważ musiały opuścić moje progi, postanowiłam je kupić, by mieć je pod ręką.
   Tajemnica Mirtowego pokoju Wilkie Collins Na tę książkę polowałam robiąc ostatnie zamówienie do Sztukatera. Nie zawiodłam się, przeczytana, recenzja wkrótce pojawi się na blogu.
   Tajemnica Edwina Drooda Charles Dickens Muszę w końcu zabrać się za lekturę powieści tego autora zamiast tylko dokupywać kolejne tomiszcza.
  Zaczarowany kwiecień Elizabeth von Armin To tytuł niespodzianka z wymiany. Nie mam pojęcia o czym, skusiła mnie data powstania opowieści. Czeka na swoje czasy.
   Pęk ostów Janusz Sipkowski To zupełnie niespodziewany tytuł. Po opublikowaniu recenzji drugiego tomu fraszek tego autora, dostałam niezwykle miłego maila, w którym Janusz Sipkowski poprosił o adres do przesłania pierwszego zbioru jego fraszek. Książka przyszła i sprawiła mi wiele radości.
   Czarne oceany Jacek Dukaj Tej książki jeszcze nie miałam, niestety nie tak łatwo było kupić ładny egzemplarz wydany przez Wydawnictwo Literackie. Udało się dorwać z wymiany, szkoda tylko, że odstaje od pozostałych na półce.
   Symfonia złoczyńcy Doina Longu Musiałam dobrać coś od Sztukatera do pełnego zamówienia, trafiło na ten kryminał młodej mołdawskiej pisarki. Recenzja wkrótce.


      Mapa chaosu, Mapa nieba, Mapa czasu Felix J.Palma to recenzowana już wcześniej dla Insi Trylogia wiktoriańska, udało się kupić całość za jedyne pięćdziesiąt złotych z wysyłką.
   Skandynawia. Parki narodowe i rezerwaty przyrody Andrzej Garski, Paweł Garski To już pierwszy tytuł od Sztukatera - przewodnik po przyrodniczych walorach Skandynawii, pierwszy rzut oka był bardzo obiecujący.
   Konstelacja Marek Machura Nie mam pojęcia o czym będzie ta powieść, ale coś trzeba było wziąć, a to wydawało się interesujące, zobaczymy jak po lekturze.
   Nocnik. Wypełniona forma bardziej pojemna Wojciech Łabędź Z tą książką historia jest podobna, zaczęłam lekturę i Ho! Ho! Czego tu nie ma? Recenzja wkrótce.
   Węgierska wiosna Krzysztof Jagielski Dopiero po dokonaniu zamówienia recenzenckiego sprawdziłam, że jest to drugi tom. Mam nadzieję, że nie zaważy to zbytnio na lekturze.
   Wojowoce, Pirackie PoRachunki FoxGames Dwie karcianki do recenzji od Sztukatera. Póki co przeczytałam instrukcje i zapowiadają się całkiem nieźle. Zobaczymy jak z grywalnością.

   No i to wszystko, jak zwykle mam co czytać (i jak zwykle aż za dużo). Wyjątkowo, ciągnę dwie książki naraz i potrwa to przez jakiś czas, gdyż tak najlepiej mi wchodzi Poe.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Katedra

Autor: Jacek Dukaj
Ilustracje: Tomasz Bagiński
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2003

   Gdy około piętnastu lat temu po raz pierwszy obejrzałam „Katedrę” Tomasza Bagińskiego miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyt nad stroną wizualną animacji i jej niezwykły, tajemniczy klimat, z drugiej zaś ogromna chęć dowiedzenia się o co tak właściwie chodzi, czym jest katedra i dlaczego jest żywa. Dość długo czekałam, by sięgnąć po książkę zawierającą opowiadanie Jacka Dukaja, które było inspiracją dla Tomasza Bagińskiego. Po lekturze część wątpliwości się rozwiała, za to zrodził się cały szereg nowych. Jedno pozostało jednak bez zmian - „Katedra” nadal zachwyca.

   Od samego początku zostajemy wrzuceni na głęboką wodę. Znajdujemy się w świecie, o którym nie wiemy absolutnie nic. Pojawia się mnóstwo nieznanych pojęć (izmiraidy, żywokryst) oraz nazw własnych (Róg, Madeleine, Lizonne) co tylko potęguje poczucie zagubienia. Z czasem większość się wyjaśnia, sensu pozostałych możemy się domyśleć. Róg jest jedną z planetoid, gdzie przed laty Izmir Predu poświęcił się by ocalić załogę „Sagitariusa”. Od jego imienia nazwano inne podobne planetoidy krążące w pobliżu gwiazdy Madeleine. Na Rogu wokół grobu Izmira posadzono żywokryst, który uformował się z niezwykłą Katedrę, ściągającą pielgrzymów. W chwili gdy pierwszy raz stawiamy metaforyczną stopę na powierzchni planetoidy, powstała przy katedrze osada pustoszeje, gdyż specyficzny układ okolicznych gwiazd, sprawia, że wkrótce niemożliwe będzie życie na powierzchni izmiraidów.

   W przedstawiony świat wprowadza nas narrator, ksiądz, który przybył na Róg, by zweryfikować świętość katedry otaczającej grób Izmira. Monumentalny gmach zachwyca go od samego początku i przyciąga z trudną do wyjaśnienia siłą, z czasem oddziałując na niego coraz mocniej. Piękno jest motywem przewodnim opowieści. Katedra jest tajemnicza i budzi niepokój, w strukturze tworzącego ją żywokrystu zawarta jest anomalia, która sprawia, że budynek wciąż rośnie, zmienia się, sprawia wrażenie żywego. Ogrom i niezwykłość Katedry przytłacza, co paradoksalnie tylko podkreśla jej piękno.

   Trudno oddzielić opowiadanie Jacka Dukaja od wizualizacji autorstwa Tomasza Bagińskiego, tym bardziej, że to wydanie jest bardzo gęsto okraszone ilustracjami. Dzięki temu piękno i niezwykłość Katedry odbieramy głównie wzrokowo, nie przywiązując wagi do wzmianek o wznoszących się łukach i grze świateł we wnętrzu gmachu. Nie pozostawia to wiele miejsca wyobraźni. Fabuła, w której aż roi się od niedopowiedzeń, jest na tyle wymagająca, że narzucenie konkretnej wizji katedry nie przeszkadza, stanowi pewien stały i jasno zarysowany punkt w śledzeniu prowadzonej historii.

   Jest to, między innymi, opowieść o samotności jakiej doświadczamy, gdy znajdziemy się w sytuacji bez wyjścia. Gdy ludzie wokół, mimo dobrych chęci jedynie udają zrozumienie, a mają dla nas wyłącznie współczucie i politowanie. Wsparcia nie znajdziemy nawet od tych, którzy są w dokładnie takiej samej sytuacji, gdyż czasem zamiast poczucia wspólnoty, rodzi się wrogość i nieufność. Katedra ma  też znaczenie metaforyczne, niczym ogromna, samo rozbudowująca się budowla tak nasza samotność i beznadziejność położenia potrafi obrastać w próby szukania w nich celu i nadania im sensu.

   Opowiadania nie czyta się łatwo. Mnóstwo neologizmów i bogactwo języka sprawia, że lektura nie jest płynna. Sytuacji z pewnością nie poprawia mnogość wielokrotnie złożonych zdań oraz dość nieoczywista fabuła. Z drugiej strony to, jak Jacek Dukaj operuje słowem zachwyca. Sposób w jaki poznajemy przedstawiony świat i myśli bohaterów urzeka plastycznością, głębią myśli i trafnością spostrzeżeń.

   „Katedra” Jacka Dukaja choć nie przyniosła odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie zrodziły się po seansie filmu Tomasza Bagińskiego, dała ich jednak wystarczająco wiele, by pogłębić dotychczasowy zachwyt. Lektura stawia pytania i zmusza do refleksji, i choć nie jest długa, to pozostaje z czytelnikiem jeszcze po odwróceniu ostatniej strony.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Długi kosmos

Autor: Terry Pratechett, Stephen Baxter
Tytuł oryginału: The long cosmos
Cykl: Długa Ziemia. Tom V
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017

  Śmierć sir Terry’ego Pratchetta na szczęście nie położyła kresu cyklowi „Długiej Ziemi”, który prawie od początku był zaplanowany na pięć tomów. I choć „Długi kosmos” to w znacznej mierze dzieło Stephena Baxtera, to jednak powstał wskutek intensywnej współpracy między oboma autorami. Po ostatnią książkę sygnowaną nazwiskiem twórcy „Świata Dysku” sięgnęłam z ogromną niecierpliwością i ciekawością jak zakończą się sprawy w wykrocznych światach.

   Akcja powieści osadzona jest prawie sześćdziesiąt lat po Dniu Przekroczenie, w którym to przed ludzkością po raz pierwszy otworzył się ciąg wykrocznych światów. Na całej Długiej ziemi odebrane zostało wołanie z kosmosu. „Dołączcie do nas” to główna myśl w nim zawarta, jednak wiadomość jest znacznie bardziej złożona i wielopoziomowa. Nic więc dziwnego, że zainteresowała nie tylko badaczy kosmosu pracujących przy Szczelinie, ale i Następnych. Echo zaproszenia dotarło również do społeczności trolli

   Ponownie spotykamy prawie wszystkie najważniejsze postacie jakie pojawiły się w „Długiej ziemi” i kolejnych częściach cyklu. Joshua Valiente, Nelson Azikiwie, Lobsang, Roberta, czy Maggie Kauffman to tylko kilkoro spośród poznanych wcześniej bohaterów, których mamy okazję spotkać po raz kolejny. Wciąż pozostają tacy sami, jak w poprzednich częściach, są nieco bardziej dojrzali, bogatsi w doświadczenia, z odciśniętym piętnem mijającego czasu, jednak nadal dręczy ich głód odkryć i chęć poznania nieznanego. We wspólnym przedsięwzięciu towarzyszą im młodzi bohaterowie Dev i Lee pracujący w Szczelinie oraz zaledwie jedenastoletni Jan Roderick, kolejny wychowanek Domu, z którego pochodził Joshua. 

   Przez większą część powieści fabuła toczy się wokół poszczególnych postaci. W związku z tym mamy do czynienia z różnorodnymi miejscami i kolejnymi wykrocznymi ziemiami. Spotykamy kilka zupełnie niezwykłych światów, jak znany już z poprzednich części świat pływających wysp – trawerserów, czy zupełnie nowy wariant ziemi porośniętej ogromnymi, kilkukilometrowymi drzewami. Wydarzenia dotyczące poszczególnych bohaterów finalnie się łączą, tak że samoistnie powstaje drużyna gotowa na ostatnią przygodę - odpowiedź na kosmiczne zaproszenie.

   Pomiędzy wciągającą fabułą i interesującymi wydarzeniami nie zabrakło miejsca na przemycenie pewnych filozoficznych i życiowych problemów. Spotykamy się tu ze starością i związanymi z nią słabościami, z którymi muszą sobie radzić bohaterowie. Natrafimy na decyzję o świadomym odejściu z własnej woli. A także, co nie zaskakuje tak bardzo jak poprzednie idee, znajdziemy tu pytanie równie stare, jak pomysł kontaktu z obcymi: czy powinniśmy odpowiadać na wezwanie z kosmosu z pełnym entuzjazmem, czy zachować daleko idącą ostrożność.

   Pod względem językowym książka w niczym nie odbiega od poprzednich części. Nadal można odnieść wrażenie, że więcej w niej Stepehena Baxtera niż sir Terry’ego Pratchetta. I choć powieści nie można nic zarzucić, język jest bardzo przyjemny i płynny, to jednak brakuje w niej, między innymi, typowo pratchettowych dygresji. Znajdziemy tu mnóstwo humoru i subtelności w przedstawianiu trudnych tematów. W połączeniu z dobrze rozplanowaną fabułą i wartką akcją otrzymujemy powieść, którą czyta się bardzo dobrze i wobec której nie pozostaje się obojętnym.

   „Długi kosmos” to wspaniałe zwieńczenie pięciotomowego cyklu, rodzaj pewnej klamry – Dzień Przekroczenie otwierający „Długą Ziemię” skontrastowany został z odkryciem zupełnie nowych możliwości przekraczania poza Ziemią. Jest to jedna z tych powieści, które łączą w sobie dobrze skonstruowaną fabułę, porywającą akcję ze wspaniałym, drobiazgowo wykreowanym światem. W tym wszystkim nie zabrakło też miejsca na poruszenie ważnych, choć przyziemnych tematów.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 5 sierpnia 2017

Płaczliwa kotka

Autor: Tulin Kozikoglu
Cykl: Niesforne zwierzaki. Tom II
Tytuł oryginału: Mutsuz Kedi Dila
Tłumaczenie: Danuta Kownacka
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2017

   „Niesforne zwierzaki” Tulin Kozikoglu to seria dziewięciu książek dla dzieci, których bohaterami są zwierzęta mieszkające z Babcią Lejlą – praprawnuczką Jeana de La Fontaine’a. W Polsce nakładem wydawnictwa Wilga ukazały się do tej pory cztery pierwsze tomy a jednym z nich jest „Płaczliwa kotka”.

   Bohaterką opowieści jest kotka Markotka, której nic nie cieszy. Nie chce jeść, nie chce się bawić, nie może spać a swoim płaczem utrudnia życie współmieszkańcom. Nic więc dziwnego, że pozostałe niesforne zwierzaki robią wszystko by jej pomóc. Niezależnie jednak od starań pozostałych mieszkańców domku Babci Lejli, kotka wciąż płacze. Jej ponury nastrój trwa i trwa, aż w końcu, jak to często bywa, problem rozwiązuje się sam.

  Oprócz Markotki na kartach książki spotkamy pozostałych mieszkańców chatki Babci Lejli. Poświęcono im pozostałe tomy cyklu o Niesfornych zwierzakach, tutaj zaś występują jako bohater zbiorowy. Choć na pierwszy rzut oka można by się spodziewać animozji między poszczególnymi bohaterami – znajdziemy tu mysz, psa, pająka, komara, czy ptaszka – to jednak cała ta gromadka żyje w harmonii i przyjaźni.

Jest to opowieść wierszowana ubrana w dość proste strofy, z niewyszukanymi, niejednokrotnie częstochowskimi rymami. To sprawia, że warstwa literacka nie jest najmocniejszą stroną „Płaczliwej kotki”. Nie jest też jednak zupełnie zła. Perypetie Markotki nie nudzą i czyta się je płynnie. Słownictwo jest dość bogate, ale nie wymagające, więc idealne dla małych czytelników, gdyż pozwala na rozwinięcie zasobu słów, nie rodząc problemów ze zrozumieniem przekazanej treści. Brakuje jedynie czegoś, co sprawiłoby, że język byłby wyjątkowy i godny uwagi, taki, którym można by się szczerze oczarować. 

   Zupełnym przeciwieństwem jest graficzna strona książki, gdyż wizualnie zachwyca już na pierwszy rzut oka. Niestandardowy, ale dość duży format, twarda oprawa i wyjątkowe rysunki, sprawiają, że ciężko przejść koło niej obojętnie. Wewnątrz jest jeszcze lepiej. Wyjątkowa kreska Sedata Girgina sprawia, że narysowane zwierzaki mają bardzo wyrazisty charakter. Daleko im do małych słodziaków, są dość pokraczne i nieco przerażające, co stoi  w sprzeczności z fabułą książki.   Oszczędne w kolorach ilustracje to w większości jednobarwne tło z tapetową mozaiką oraz umieszczone na nim elementy i postacie. I choć elementów nie ma zbyt wiele, to ich szczegóły przykuwają uwagę. Ilustracje w równej mierze co słowa opowiadają historię kotki Markotki, i gdy w zdaniu padają ogólne stwierdzenia, obraz ukazuje ich szczegóły.

   „Płaczliwa kotka” Tulin Kozikoglu to z pewnością książka warta uwagi. Przepiękna, zabawna i klimatyczna, ma w sobie coś czarującego. Zwierzęcy bohaterowie są sympatyczni a dzięki nie przesłodzonym ilustracjom są również interesujący. Jest to pozycja uniwersalna, nie przeznaczona konkretnie dla jednej płci, co również jest jej zaletą. Z pewnością budzi zainteresowanie pozostałymi tomami cyklu o niesfornych zwierzakach i perypetiami innych podopiecznych Babci Lejli. Jest to książeczka do której z miłą chęcią się wraca, może nie koniecznie, by ponownie ją przeczytać, ale z pewnością by nacieszyć oczy wyjątkowymi ilustracjami.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czar kąkoli

Czar kąkoli. Wybór fraszek
Autor: Janusz Sipkowski
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2016

   W czasach internetowych memów i portali społecznościowych umożliwiających publikację własnych przemyśleń bardzo szerokiemu gronu odbiorców, wydawanie aforyzmów czy fraszek wydają się być anachronizmem. Tym bardziej zdumiał mnie fakt wydania tomiku, zawierający tylko takie krótkie formy, nieznanego mi wcześniej autora – Janusza Sipkowskiego. Jestem wielką miłośniczką Jana Sztaudyngera i lubię fraszki, więc do „Czaru kąkoli” podeszłam ze sporym zaufaniem, ale i dość dużymi oczekiwaniami.

   Zgodnie z definicją fraszka jest krótkim utworem lirycznym, o różnorodnej tematyce, często humorystycznym i z wyraźną puentą. W praktyce oznacza to, że fraszka powinna być trafnym komentarzem otaczającej nas rzeczywistości, ujętym w niewielkiej ilości słów. Dają też ogromne pole do popisu i zabawy wieloznacznością wyrazów, nadając utworom przewrotnego i nieco frywolnego charakteru. Często są świetną okazją by przez gorzki śmiech zobrazować szarą codzienność. Krótka forma sprawia, że nawet w niewielkim tomiku umieścić można ogromną ilość fraszek. 

   Janusz Sipkowski odnalazł się w tym gatunku bardzo dobrze. Jego fraszki w większości są zabawne i trafnie przedstawiają otaczające nas realia ujęte w krzywym zwierciadle. Ich humorystyczny aspekt często jest bardzo subtelny i w znacznej mierze opiera się na trafności spostrzeżeń autora. Obszerność poruszonej tematyki i mnogość utworów sprawiają, że „Czar kąkoli” nie jest lekturą jednorazową. Książkę czyta się po kawałkach i z przyjemnością do niej wraca. Utworów wyraźnie odstających od reszty, czy po prostu nijakich prawie tu nie znajdziemy.

   Utwory zostały podzielone na dziewięć kategorii tematycznych, wszystkie dotyczą życia we współczesnym świecie, w którym znajomości i własne starania oraz ambicje są odpowiedzialne za powodzenie w życiu. Z fraszek wyłania się obraz społeczeństwa, w którym życiowe cwaniactwo i upór są podwalinami sukcesu. Artyści, politycy, czy zwykli karierowicze to najczęstsze postacie fraszek

   Nie znajdziemy tu pochwał dla przymiotów osobowości, fraszki są nastawione na  wykpienie wad i słabości ludzkiego charakteru. Myślą przewodnią wielu zawartych w tomiku fraszek jest zabieganie o własną pozycję w społeczeństwie i skupienie na sobie uwagi. Przyjemności jawią się jako coś należnego i o co nie powinniśmy się nadmiernie starać, a jeśli już to raczej kombinować, by je osiągnąć, niż cierpliwie na nie poczekać, czy zapracować.

   Janusz Sipkowski używa potocznego, współczesnego języka, co dodaje fraszkom aktualności. Nie znajdziemy tu anachronizmów, ani bardzo wyrafinowanych metafor, dzięki czemu utwory są bardzo przystępne i łatwe do zrozumienia w szerokim gronie odbiorców. Nie są ani przeintelektualizowane, ani skupione na hermetycznych społecznościach, przez co mogły by być trudne do zrozumienia. Zabrakło mi tu nieco zabawy słowami i ich wieloznacznością, których oczekiwałam, gdyż fraszki są formą, w której przynosi to bardzo dobre efekty, podnosząc walory artystyczne utworów.

   „Czar kąkoli” mnie nie rozczarował i choć utworom Janusza Sipkowskiego daleko do tych pisanych przez Jana Sztaudyngera, czy choćby przewrotnego charakteru fraszek Andrzeja Urbańczyka, to jednak czyta się je z ogromną przyjemnością i z uśmiechem na twarzy. Do fraszek zagląda się i wraca z wielką chęcią,co rusz trafiając na trafny i zabawny komentarz do otaczającego nas świata. „Czar kąkoli” udowadnia, że nawet w dzisiejszych czasach warto pisać i wydawać fraszki, gdyż bez problemu znajdą grono odbiorców. A znacznie łatwiej ponownie sięgnąć po książkę, niż przeszukać i internet w poszukiwaniu wersów, które wydały nam się wyjątkowo trafne.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 26 lipca 2017

Zosia z Ulicy Kociej. W ciekawych czasach

Autor: Agnieszka Tyszka
Cykl: Zosia z Ulicy Kociej. Tom IX
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2017

   Wspominając lekturę pierwszej części „Zosi z Ulicy Kociej” Agnieszki Tyszki mam dość pozytywne wrażenia. Skłoniły mnie one do sięgnięcia po najnowszą część przygód rezolutnej dziewczynki mieszkającej w podwarszawskich Łomiankach. „Zosia z Ulicy Kociej w ciekawych czasach” mnie nie zawiodła. Jest to dobra, pozytywna lektura dla dzieci, przeznaczona raczej dla dziewcząt niż chłopców. 

   W najnowszej części, dorastająca wraz z czytelnikami Zosia jest już uczennicą szóstej klasy szkoły podstawowej. W związku z tym w książce nie została pominięta planowana reforma oświatowa, likwidująca gimnazja, gdyż dotyka ona bezpośrednio główną bohaterkę. Jednak zamęt w szkolnictwie jest tylko odległym tłem, które na Zosię ma niewielki wpływ i niewiele zmienia w jej życiu. Znacznie dla niej ważniejszy jest domowy zamęt – doprowadzenie kanalizacji oraz problemy adaptacyjne z jakimi  boryka się jej młodsza siostra, rozpoczynająca dopiero naukę w szkole.

   Zosia, choć coraz starsza wciąż pozostaje tą samą rezolutną i wrażliwą dziewczynką. Jak na współczesne dziecko przystało sporą rolę w jej codzienności odgrywa internet. Fora internetowe i portale społecznościowe wprawdzie nie dominują w jej życiu, ale mają swoje miejsce. Pojawiają się również sprawy damsko-męski w formie typowego naiwnego zakochania nastoletniej już Zosi. Jej relacje z rówieśnikami przedstawione są na dalszych planach powieści, gdyż na pierwszym miejscu znajdują się perypetie rodzinne. Począwszy od problemów Mani w szkole, przez inwazję robotników, ku rozpaczy mamy, kopiących kanalizację w ogrodzie aż do zakręconych pomysłów cioci Zuli.

  Przygody Zosi śledzi się z zaciekawieniem. W życiu jej i jej najbliższych zachodzą rozmaite zmiany, czasem dość gwałtowne. Głównym wątkiem są problemy Mani w szkole, jednak duże nagromadzenie wydarzeń sprawia, że nieco się on rozmywa. Częściowo rozwiązuje się sam, dość szybko i czytelnik zostaje rzucony w chaos codziennych zdarzeń, z jakimi borykają się mieszkańcy Ulicy Kociej pięć. Mania zostaje też drugą narratorką pamiętnika Zosi, co wnosi nieco ożywienia i wiele fantazji. To wszystko sprawia, że przygody sióstr są przedstawione raczej w formie chaotycznych wzmianek, niż konsekwentnie prowadzonej fabuły. Co współgra z zamysłem według którego książka jest pamiętnikiem Zosi.

   Powieść czyta się znakomicie. Przystępny, potoczny język nie sprawia żadnych problemów, a wydarzenia przedstawione zostały tak, że przykuwają uwagę. Ponownie mamy do czynienia zarówno z różnorodną czcionką – wyróżnione zostały fragmenty, w których Mania jest narratorem, oraz z luźno w tekście rozrzuconymi, czarno-białymi ilustracjami. Dzięki temu kolejne strony „Zosi z Ulicy Kociej w ciekawych czasach” mijają błyskawicznie.

   Agnieszka Tyszka bardzo dobrze oddaje spojrzenie na świat okiem dziewczynki. Jej spostrzeżenia są trafne, choć nie pozbawione dziecięcej niewinności i naiwności. Dzięki temu zarówno Zosia, jak i Mania wydają się bardzo autentyczne. Fantazyjne wstawki, w których młodsza z sióstr jest narratorką mają swój urok, choć są celowo najeżone błędami, janie nie dziwią u osoby dopiero uczącej się pisać.

   „Zosia z Ulicy Kociej w ciekawych czasach” to dobra kontynuacja cyklu o Zosi. Jest to powieść lekka, łatwa i przyjemna, a przy jej lekturze można się świetnie bawić. Nie ma tu miejsca na głębsze przemyślenia, czy poważniejsze tematy, jest za to wiele ciepła i humoru. Dzięki temu książka z pewnością spodoba się młodym czytelniczkom – rówieśniczkom Zosi.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater,

poniedziałek, 24 lipca 2017

Potępienie Paganiniego

Autor: Anatolij Winogradow
Tytuł oryginału: Osużdżienije Paganiniego
Tłumaczenie: Włodzimierz Słobodnik
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Rok wydania: 1985

   „Potępienie Paganiniego” Anatolija Winogradowa od dawna leżało w mojej biblioteczce i choć nie było książką przewidzianą w czytelniczych planach, to planowana wymiana książkowa skłoniła mnie, by w końcu po nie sięgnąć, zanim opuści moje półki. Nie zawiodłam się na lekturze, nie żałuję również, że zdecydowałam się oddać powieść w inne ręce, gdyż choć czytało mi się przyjemnie, nie wróciłabym do niej z pewnością.

   Jest to powieść biograficzna opisująca życie największego geniusza skrzypiec – Nicolo Paganiniego. Muzyk odkąd tylko sięgnął po skrzypce budził wśród ludzi skrajne emocje. Uwielbienie i podziw przeplatało się z nienawiścią i zazdrością. Z książki wyłania się postać, która żyje w sporym oderwaniu od rzeczywistości, poświęcając życie sztuce. Nie zdaje sobie sprawy ani z motywów jakimi kierują się otaczający go ludzie, ani z sytuacji politycznej burzliwych lat, w jakich przyszło mu żyć. Paganini ciężką pracą i determinacją dochodzi do mistrzostwa, eksperymentując i rewolucjonizując zupełnie technikę gry na skrzypcach. Z czasem grywa już tylko na koncertach, gdyż oddanie się sztuce okupuje własnym zdrowiem.

   Ogromne znaczenie w powieści ma przedstawienie świata. Poznajemy Włochy, Austrię, Niemcy i Francję w bardzo burzliwych czasach. Rewolucja francuska i wojny napoleońskie zmieniają oblicze Europy, wpływając również na sztukę. Nie sposób zajmować się nią w oderwaniu od polityki i Nicolo Paganini również odczuwa jej wpływ, choć niezupełnie zdaje sobie z tego sprawę. Polityka nie jest wolna od sporów religijnych, Jezuici i Karbonariusze również interesują się genialnym skrzypkiem, którego gra porywa tłumy, chwyta za serce i co dla niektórych najważniejsze, przynosi niemałe zyski.

   Książka skupia się wokół życia wybitnego muzyka. Został przedstawiony od najmłodszych lat aż po śmierć. O ile postać Paganiniego poznajemy bardzo dobrze w pełni wnikając w jego osobowość, o tyle osoby mu towarzyszące zostały słabiej zarysowane. Wokół muzyka przewijają się jego nauczyciele, towarzysze, mecenasi i najważniejsza osoba w jego życiu – syn. O kobietach otaczających skrzypka autor zamilkł, siłą rzeczy na scenie przedstawianych wydarzeń pojawiają się jego żona i matka, jednak są to jedyne kobiety, którym poświęcono trochę więcej miejsca. 

   Powieść czyta się dobrze, choć irytowały fragmenty, w których zmieniał się czas w jakim prowadzono narrację. Zdecydowana większość została napisana w czasie przeszłym, jednak niektóre z fragmentów są opisane w czasie teraźniejszych. Dotyczyło to głównie tych scen, w których zmiana czasu miała służyć pokreśleniu wpływu rozgrywających się wydarzeń na nastrój głównego bohatera opowieści. Użyte w książce słownictwo jest stosunkowo bogate, ale nie przesycone muzycznymi czy lutniczymi terminami, dzięki czemu nie sprawia czytelnikowi większych problemów.

   W bardziej pozytywnym odbiorze powieści z pewnością przeszkadza przemieszanie wątków biograficznych z historyczno-politycznymi. I choć były one konieczne by przedstawić życiorys Paganiniego w świetle różnych sił, jakie miały na niego wpływ, to jednak czasem były uciążliwe ze względu na mnogość geograficznych, religijnych i politycznych niuansów, w których można było się nieco zagubić. Nie zabrakło też w książce prób przekazania słowami geniuszu muzyka, wprawdzie opisy koncertów nie są zbyt liczne, to jednak w bardzo malowniczy sposób obrazują co działo się z publicznością i jak wpływała na nią muzyka, gdy Paganini sięgał po smyczek.

   Wprawdzie „Potępienie Paganiniego” mnie nie oczarowało, to jednak nie żałuje, że po nie sięgnęłam. Powieść jest bardzo dobrym obrazem czasów w jakich żył wielki skrzypek oraz świetnym wyrysowaniem niełatwego życiorysu, jaki on wiódł. I choć może nie jest to książka, którą czyta się z zapartym tchem, to jednak jej lektura jest przyjemnością.

środa, 28 czerwca 2017

Młody

Autor: Magdalena Kozak
Cykl: Tajne Akta Vespera. Tom IV
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2017

   Gdy dowiedziałam się o szykowanej premierze nowego tomu opowieści o Vesperze miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony silne obawy czy powieść nie okaże się odcinaniem kuponów od bardzo popularnego cyklu i dość mocne przeświadczenie, że się na „Młodym” zawiodę. Z drugiej zaś nadzieja, na kolejne spotkanie z Nocarzami, Renegarami i Inaitami, o których zachowałam bardzo dobre wspomnienia. Na szczęście książka sprostała moim oczekiwaniom i się na niej nie zawiodłam. 

   Ponieważ akcja powieści jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń przedstawionych w poprzednim tomie zatytułowanym „Nikt”, zdecydowanie lepiej jest sięgnąć po tę książkę dopiero po zapoznaniu się z poprzednimi częściami przygód Vespera. W książce sporo jest nawiązań do przeszłości, które wprawdzie wiele wyjaśniają o stosunkach panujących między rodami i poszczególnymi postaciami, jednak by w pełni zrozumieć sytuację w jakiej znajduje się najmłodszy z Lordów należy znać jego przeszłość. Ułatwi to również zorientowanie się w politycznych zagrywkach pomiędzy pozostałymi Lordami.

   Akcja powieści rozpoczyna się od pierwszego zebrania Kapituły, w którym Vesper uczestniczy jako Lord rodu Inaitów. Spadły na niego nowe obowiązki oraz wielka odpowiedzialność i musi sobie z tym poradzić. Zamieszanie jakie wybuchło wśród wampirów i poszczególnych rodów zdecydowanie nie ułatwia mu życia i stawia przed nim kolejne wyzwania.

   „Młody” to kolejna okazja do spotkania z Vesperem i wampirami tworzącymi oficjalnie nieistniejący ród Inaitów – Araneą, Nidorem, Resem czy Celerem. W książce mamy okazję przyjrzeć się bliżej Lordom pozostałych rodów, których większość również mieliśmy okazję poznać w poprzednich tomach. Z nielicznych nowych postaci najważniejszy jest Ignis – wampir z rodu Winorośli, który okazuje się kluczową postacią w powstałym wśród rodów zamieszaniu. Jest też pierwszym Inaitą rekrutowanym już po oficjalnym utworzeniu rodu. Następnym nabytkiem jest Mitta, dawniej Naukowiec, będącą snifferem -potrafi przechwytywać transmisje telepatyczne, i silnym wsparciem w drużynie Vespera.

   Relacje między postaciami zostały nakreślone bardzo dobrze. Począwszy od Lordów i ich rozgrywek na najwyższym szczeblu, poprzez ich kontakty z szeregowymi wampirami w rodach, aż do stosunków między poszczególnymi postaciami. Wiele miejsca poświęcono lojalności i honorowi a także posłuszeństwu. Większość bohaterów to żołnierze i jako tacy wykonują rozkazy. Ponadto społeczeństwo wampirów wymusza wręcz poddańczy stosunek wobec Lordów nawet wśród niebojowych frakcji. Ma to ogromne znaczenie w rozgrywającej się fabule.

  Największą zaletą książki jest fabuła oraz spore tempo akcji. Wydarzenia następują po sobie błyskawicznie, nie dając bohaterom czasu na odpoczynek. Jednak mimo tego, czytając książkę nie czujemy się zagubieni i w każdej chwili bez problemów odnajdujemy się w przedstawionej sytuacji. Fabuła została skonstruowana w przemyślany sposób i wszystkie nagłe zwroty akcji są w pełni uzasadnione. 

   Język powieści jest niewymagający. Stosunkowo proste słownictwo oraz równie niewyszukana składnia nie sprawiają żadnych problemów w lekturze, pozwalając w pełni skupić się na akcji i rozgrywającej się fabule. Nie znajdziemy tu malowniczych opisów, czy dygresji. Wszystkie zdania służą do przedstawienia ciągu wydarzeń i utrzymaniu czytelnika w niecierpliwym oczekiwaniu na to, jak sytuacja się rozwinie.

   „Młody” mnie nie zawiódł. Podobnie jak: „Nocarz”, „Renegat” i „Nikt” jest świetnym czytadłem. Nie ma w niej wielkich, życiowych filozofii, czy głębokich myśli, jest za to akcja i dobrze przemyślana fabuła, co sprawia, że przez te czterysta stron mknie się błyskawicznie, chciwie chłonąc każde kolejne zdanie. Nie polecałabym zaczynania spotkania z Vesperem od tego tomu, gdyż można by się poczuć odrobinę zagubionym. Jest on natomiast bardzo dobrą kontynuacją przygody z Nocarzami i całą resztą wampirów stworzonych przez Magdalenę Kozak.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Panna i smok

Autor: Anna Dmytruszyńska
Wydawnictwo: OVO
Rok wydania: 2015

   Przy pierwszym spotkaniu z Anną Dmytruszyńską i jej „Tuzinem wierszy dla urwisów” jej twórczość wydała mi się mocno przeciętna. Ot, zwyczajne, nie zachwycające niczym wierszyki dla dzieci. Sięgając po „Pannę i smoka” nie spodziewałam się niczego szczególnego. Oczekiwałam opowieści dla dzieci, w której na próżno szukać czegoś więcej. Książka jednak pozytywnie mnie zaskoczyła.

  Bohaterką opowiadania jest królewna Helenka, dziedziczka tronu w Całkiem Ładnym Zamku. Pewnego dnia zostaje porwana przez złego smoka, który zamieszkał w okolicy. Król wraz z poddanymi rusza córce na ratunek. Nie zabrakło również przystojnego księcia na białym koniu, który zamierza zabić smoka, uratować dziewczynkę i ożenić się z nią za pięć lat. Fabuła pozornie więc jest typową bajką o uwięzionej księżniczce, jednak dość szybko możemy się przekonać, że to tylko powierzchowny osąd.

   Helenka nie przypomina typowej królewny. Nie jest rozkapryszoną, roszczeniową panną, która tylko czeka aż inni będą na jej rozkazy. Dziewczyna jest rezolutna i nie boi się samodzielnie rozwiązywać swoich problemów. Nie boi się smoka i nie ma najmniejszych oporów, by spokojnie napić się z nim herbaty. Wizyta rycerza psuje jej plany, gdyż samodzielnie znalazła znacznie lepsze rozwiązanie sprawy porwania niż bezmyślne zabicie smoka i przymusowe zamążpójście.

   O ile postać Helenki została naszkicowana drobiazgowo, o tyle pozostali bohaterowie znacznie bardziej przypominają klasyczne archetypy. Król jest królem i ojcem, który zrobi wszystko by ratować jedyne dziecko. Zgodnie z baśniową konwencją, jest poczciwym, nieco pociesznym mężczyzną, otoczonym grupką wiernych wasali. Książę na białym koniu, również w niczym nie odbiega od standardowego przedstawienia postaci. Młody, przystojny i bogaty w wszelkie przymioty ciała jest przy tym nieco zarozumiały i zbyt pewny siebie. Od baśniowego schematu odbiega nieco smok. Nie jest to bezmyślna i żądna krwi bestia. Jest inteligentny i nie ma oporów przed prowadzeniem negocjacji, dzięki którym wszystkim w królestwie będzie żyło się lepiej.

   Opowieść jest pięknie wydana. Mapy na wewnętrznych stronach okładek pozwalają czytelnikom poznać przedstawione królestwo, a nazwy poszczególny miejsc mają w sobie wiele uroku, znajdziemy wśród nich zarówno Królewski Zagon Kapusty jak i Lasy Pełne Grzybów. Kolorowe ilustracje Alicji Kocurek sprawiają bardzo baśniowe wrażenie, podkreślając konwencję przyjętą przez autorkę.  Wewnątrz znajdziemy zarówno duże dwustronicowe, wielobarwne obrazki, jak i niewielkie rysunki wpasowane w tekst. Z jednej strony duże połacie zapełnione treścią mogą nieco zniechęcić młodych czytelników, z drugiej zaś czcionka jakiej użyto jest duża i całość jest bardzo czytelna.

   Anna Dmytruszyńska używa bogatego słownictwa, które również przywodzi na myśl tradycyjne baśnie. Znajdziemy tu takie słowa, których nie używa się na co dzień, jednak nie ma ich bardzo wiele. Nie są to też ani specjalistyczne określenia, ani archaizmy, raczej wyrażenia wychodzące powoli z użycia lub po prostu niepopularne - jak choćby „pantalony”, czy „sprawunki”. W książce dominują zdania złożone, ale nie wielokrotnie, dzięki czemu są łatwe w odbiorze. 

   „Panna i smok” to wspaniała, wciągająca opowieść dla dzieci, w której autorka pobawiła się nieco z konwencja baśni i nadała historii zupełnie inny wymiar. Ma ogromny potencjał wychowawczy, gdyż ukazuje, że znacznie lepiej samemu spróbować sobie poradzić z problemem, niż czekać na rycerza na białym koniu, przynoszącego ratunek. Ubranie tej myśli w interesującą, zabawną historyjkę, sprawia, że losy Helenki poznajemy z niekłamaną przyjemnością. Książka z pewnością może pomóc w budowaniu w dziecku pewności siebie i wiary we własne siły i jest to jej ogromną zaletą.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.