niedziela, 26 marca 2017

Trilby. Iluzja miłości

Autor: George du Maurier
Tytuł oryginału: Trilby
Tłumaczenie: Martyna Plisenko
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2017

   Zgodnie z notą wydawniczą powieść „Trilby” George’a du Mauriera od chwili wydania cieszyła się niesłabnącą popularnością, została przeniesiona na deski teatru i zagościła na srebrnym ekranie. Dla mnie jednak była to wielka niewiadoma, zarówno jeśli chodzi o samą opowieść, jak i o postać autora. Ponieważ jednak zawsze z dużą dozą zaufania podchodzę do książek wydanych przed pierwszą Wojną Światową, nie wahałam się by po nią sięgnąć. Pozytywnie zaskoczyło mnie wydanie książki, gęsto okraszone rysunkami autora, które wzmacniają odbiór treści.

   Tłem rozgrywających się wydarzeń jest środowisko paryskiej bohemy artystycznej. Młodzi malarze, rzeźbiarze i muzycy tworzą wyjątkowe grono, żyjące chwilą i nie przejmujące się tym co będzie dalej. Głównymi bohaterami jest trójka Brytyjczyków, młodziutki i niezwykle zdolny mały Billee oraz jego dwóch starszych przyjaciół Taffy i Laird. Wszyscy troje regularnie spotykają się w pracowni, gdzie oddają typowym dla siebie zajęciom – malują, pojedynkują się na szable i rozmawiają. Często do pracowni wpadają dalsi znajomi, tworząc razem wesołą gromadę. Pewnego dnia w progach staje Trilby, typowa paryska gryzetka obdarzona niezwykłym głosem. By utrzymać siebie i młodszego brata, dorabia pozując malarzom i rzeźbiarzom, co nie przeszkadza jej być „porządną dziewczyną”. W pracowni spotyka Svengali’ego, który oczarowany niezwykłym tembrem jej głosu postanawia uczynić z niej swoje największe dzieło. Będący nauczycielem muzyki Svengali nie zniechęca się całkowitym brakiem słuchu muzycznego u swej przyszłej gwiazdy, postanawia bez względu na wszystko stworzyć z niej artystkę, a pomóc mu w tym może umiejętność hipnozy.

   Fabuła powieści nie należy do przewrotnych i nie trzyma czytelnika w ciągłej niepewności. Wydarzenia spokojnie toczą się własnym rytmem, kolejno następując po sobie. W związku z tym, nie jest to powieść, w której bez tchu pożeramy stronę za stroną. To z kolei pozwala na spokojne rozkoszowanie się stworzoną przez autora atmosferą. Narrator, co do którego możemy podejrzewać, że jest jednym z trzech głównych bohaterów zdaje się dokładnie wiedzieć o wszystkim, co ich dotyczy i co wiążę się z postacią Trilby, która na pewien okres schodzi z pierwszego planu. Taka forma narracji, przypominająca wspomnienia jednej z postaci sprawia, że ze wszystkimi możemy poczuć się bardzo blisko. Nieobce są nam ich uczucia i wrażenia, spokojnie dzielimy również ich myśli. Bohaterowie zostali przedstawieni dość drobiazgowo i bez trudu możemy ich sobie wyobrazić. Mają wyraziste charaktery i choć nie wszyscy będą budzić sympatię, to nie sposób odmówić im wyjątkowości. Niepozbawieni wad, popełniają błędy, z którymi później muszą się mierzyć.

   Język powieści nie wyróżnia się niczym szczególnym. Bogate słownictwo, niekiedy okraszone barwnymi metaforami to jego największe zalety. Z drugiej strony może wydać się nieco przyciężki, przez co lektura nie należy do płynnych i wymaga od czytelnika nieco skupienia. Wyraźnie też można odczuć, że nie jest to powieść pisana współcześnie, a autorowi nie udaje się wciągnąć czytelnika w wydarzenia na tyle, by poczuł się on ich częścią. 

   „Trilby” to dość interesująca pozycja, po którą bez wahania powinni sięgnąć miłośnicy literatury dziewiętnastowiecznej. Wspaniale oddany artystyczny światek Paryża to jedna z jej największych zalet. Jest idealną książką dla każdego, kto ceni w powieści nie tyle wartką i zapierającą dech w piersiach akcję, co wyjątkowy klimat, budowany za pomocą słów.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Sztukater.