sobota, 2 listopada 2013

Książę Cierni

Autor: Mark Lawrence
Tytuł oryginału: Prince of Thorns
Cykl: Rozbite imperium, Tom I
Tłumaczenie: Jarosław Fejdych
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Stron: 422

   Co roku, albo i częściej, w którymś z wydawnictw pojawia się książka okrzyknięta rewelacyjnym debiutem, nikomu wcześniej nieznanego pisarza. Ta powieść również doczekała się takiej łatki, a nota od wydawcy aż roi się od słów znanych autorów fantasy, zachwalających sobie tę pozycję. Oczekiwałam po niej mrocznej i krwawej opowieści o dążeniu do władzy i pokonywaniu własnych słabości. Nie mogę stwierdzić, bym się zawiodła, jednak nie zostałam oczarowana tą historią i zapewne szybko o niej zapomnę, gdyż nie wzbudziła we mnie takich emocji, bym mogła i chciała ją zapamiętać.

   Jak wiele fantastycznych powieści, tę również otwiera mapa wykreowanego świata. Przedstawiony układ lądów wydaje się znajomy i w trakcie lektury odkrywamy czemu tak jest. Narrator wspomina Budowniczych, zamieszkujących ten świat bardzo dawno temu, pojawiają się postacie, które znamy z historii, czy filozofii, a religia wybitnie przypomina Chrześcijaństwo. O tym, że nie jest to przypadek mamy okazję dowiedzieć się, a raczej domyśleć, przemierzając kolejne strony. Odkrywamy fakt, że mamy do czynienia z Europą na długo po jakiejś wielkiej katastrofie, a starożytni Budowniczowie, to tak naprawdę ludzkość na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego.Taka wizja świata jest dość kusząca, jednak autor nie bardzo dał czytelnikowi okazję, by się w tym świecie zagłębić. Załączona mapa też niewiele ułatwia, gdyż jest bardzo nieszczegółowa i trudno się zorientować, gdzie znajdują się bohaterowie, zwłaszcza, że galopujące tempo akcji nie ułatwia orientacji w terenie.

   Fabułę napędza żądza zemsty, której poszukuje czternastoletni książę Jorg Ancrath na mordercach swej matki i brata. Scenę morderstwa, poznajemy w retrospekcjach i wyjaśnia ona tytuł książki. Dziewięcioletni Jorg, wrzucony w ciernisty krzew, nie mogąc się poruszyć, przyglądał się, jak mordują jego rodzinę i służbę. Ciernie prawie wyssały z niego życie i na zawsze naznaczyły bliznami jego ciało, a mord jaki musiał się oglądać wypaczył jego duszę. Gdy po długiej kuracji doszedł do siebie, jego jedynym pragnieniem stało się pomszczenie najbliższych i utoczenie krwi mordercy. W podjętej wyprawie towarzyszy mu grupa renegatów, morderców i złoczyńców.

   Powieść pełna jest antybohaterów, w których ciężko znaleźć choćby odrobinę pozytywnych cech i jeszcze ciężej ich polubić. Zdeprawowani zbójcy, gwałciciele i zwyrodnialcy to główni bohaterowie książki. Sam książę Jorg nie odbiega od nich zbytnio, gdyż w cierniowym krzewie umarło w nim wszystko co dobre i miłe. Stał się okrutny i wyrachowany, za wszelką cenę dąży do upragnionego celu. Pali, grabi i morduje, z czystego umiłowania do okrucieństwa. Autor, chcąc może wybielić swego antybohatera ujawnia, że nie do końca jest on odpowiedzialny za swoje czyny, ale odniosłam wrażenie, że jest to próba zrobienia z niego antybohatera idealnego. Gdy czasem do głosu dochodzi jego sumienie, Jorg dusi je w zarodku uważając za oznakę słabości. Nie polubiłam żadnego z bohaterów. Autor nie dał okazji, by czytelnik mógł się zbliżyć do kogokolwiek poza Jorgiem, a tego młodzieńca nie sposób polubić.

   Książkę czyta się nieźle, choć natrafiłam na kilka dziwnie skonstruowanych zdań, czy problemów z odmianą polskich słów, podejrzewam tu błędy w tłumaczeniu, które umknęły w trakcie korekty. Nie przeszkadzają one zbytnio w lekturze, ale mogą być sporą wadą dla pedantycznych czytelników, zwracających uwagę na takie drobiazgi. Specyficznie wykreowany świat, z jednej strony jest dość ciekawy a z drugiej sprawia wrażenie, jakby autor nie mógł się zdecydować, czy woli klimat pseudo średniowieczny, czy może post apokaliptyczny. Wśród książek, których akcja dzieje się w alternatywnej historii Europy, znacznie ciekawiej przedstawili świat Jacqueline Carey, w trylogii Dziedzictwo Kusziela, czy też Jacek Piekara w opowieściach o Mordimerze Maderdinie. Zwłaszcza ten drugi cykl wydał mi się podobny, gdyż Polak również stworzył antybohatera i wyszło mu to zdecydowanie lepiej. W tej powieści, odniosłam wrażenie, że autor nie bardzo miał pomysł na kreacje świata, a sama akcja, choć porywająca i bez chwili nudy, to dla mnie nieco zbyt mało, by zachwycić się lekturą.

   Czy więc warto sięgnąć po pierwszy tom Rozbitego imperium? Myślę, że tak, gdy ktoś ma ochotę na brutalną historię, w mrocznym fantasy, w której bohaterowie giną i nie spotyka ich nic dobrego. Lektura upłynęła mi przyjemnie i stosunkowo szybko, ale podejrzewam, że równie szybko ulotni się z mojej pamięci. Sięgnęłam po tom drugi nie tylko z obowiązku, gdyż poczułam lekką ciekawość, jak też dalej potoczą się losy poznanych postaci. Nie jest to jednak książka, do której bym wróciła, nie uważam jej też za obowiązkową pozycję w biblioteczce miłośników fantasy.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi: Sztukater.

13 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, przeczytałem jednym tchem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba sobie na razie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzę o tej książce od dawna! Tak Ci zazdroszczę, że ją przeczytałaś. Szczególnie, że po Twojej recenzji jestem już pewna, że to książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. to zdecydowanie pozycja dla mnie uwielbiam mroczne fantasy!!!!Pozdrawiam ciepło i zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie przeczytam - mam wrażenie, że mi się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Radzę poczekać aż wyjdą wszystkie trzy tomy :) W sumie, gdyby nie to, że zamówiłam oba do recenzji, pewnie też bym poczekała na premierę ostniej części (choć bardziej prawdopodobne, że ominęłabym szerokim łukiem :)). Nie lubię rozbijać sobie cykli, ale co tam :) Już wiem, że po czytanym właśnie Królu Cierni, na 90 % nie sięgnę po finałowego Cesarza...

      Usuń
  7. Od czasu do czasu mam ochotę na takie mroczne fantasy. :) Opisywany przez ciebie książę istotnie wydaje się antybohaterem idealnym. Tylko ten wątek zemsty za rodzinę już trochę mi się przejadł (może to jedynie chwilowe wrażenie?).

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że tak szybko dodałam recenzje, bo chciałam dowiedzieć się, co o niej myślisz. Również uważam, że ksiażka przepełniona jest mrokiem, a bohaterów trudno polubić, ja jednak darzę ich szacunkiem, a to jak Jorg dążył do celu mi imponowało. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi on nie imponował. Odniosłam wrażenie, że to taki dumny do bólu nastolatek przekonany o własnej wyjątkowości i ważności. I co gorsze, wszystko mu się udawało! Choć niby głupi na szczęście :) Dostałby raz, drugi porządnie w cztery litery, to polubiłabym go o wiele bardziej- jak taką Achaję na przyklad.

      Usuń
  9. Mortimera bardzo lubiłam, więc może i Ci antybohaterowie by do mnie przemówili? Z drugiej strony, skoro mówisz, że gorsi...

    OdpowiedzUsuń
  10. Na taką pozycję już od dawna polowałam i cieszę się, że napotkałam twoją recenzje tej pozycji. Zapewne spodoba sie mi i mojemu bratu :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do komentowania, choć lojalnie ostrzegam, że komentarze poniżej pewnego poziomu nie zostaną opublikowane.