poniedziałek, 13 maja 2019

Rosomak

Autor: Kryza
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2017

   Czasem sięgam po książki niespodzianki, a ich obecność na mojej półce czytelniczej wynika najczęściej ze zobowiązań recenzenckich. Są to książki, po które w innym przypadku raczej bym nie sięgnęła. W tej kategorii mieści się sporo literatury popularnonaukowej, zwłaszcza tej leżącej nieco poza moimi zainteresowaniami, jale też i beletrystyka nienależąca do grup, po które sięgam najczęściej. Bywają to też książki wydawane nakładem niewielkich oficyn wydawniczych, czy będące skutkiem self-publishingu. Czasem wśród tego typu pozycji można trafić na coś naprawdę wyjątkowego, na co w innych okolicznościach raczej bym nie natrafiła. Znacznie częściej zaś, pozycja po którą sięgam z podanych powyżej powodów okazuje się być stratą czasu, co skutecznie zraża mnie do dalszych eksperymentów na tym polu. Bywają też takie książki, do których mimo początkowych oporów z biegiem stron i czasu, przekonuję się coraz bardziej

   Powieść „Rosomak” autorstwa enigmatycznej Kryzy należy do ostatniej z wymienionych opcji. Skusiła mnie stosunkowo niewielką objętością oraz intrygującą szatą graficzną. Brak jakichkolwiek informacji o książce, spowodował, że (wyjątkowo) zaczęłam czegokolwiek o niej szukać w sieci. Wynik poszukiwań nie napawał optymizmem. Nieliczne recenzje, na które natrafiłam, były jednoznacznie negatywne, skutecznie zniechęcając mnie do lektury. Z każdej z nich jednak wyłaniał się obraz książki absurdalnej, pełnej nieszablonowych rozwiązań i niestereotypowych bohaterów. Powieści, w której ciężko było odnaleźć sens pośród abstrakcyjnych wizji autora. I to był ten czynnik, który mnie ostatecznie przekonał – jako wielka miłośniczka prozy Rolanda Topora nie mogłam tak po prostu opuścić tej książki.

   „Rosomak” to przede wszystkim opowieść o emocjach oraz ich destruktywnym wpływie na ludzi. Główna bohaterka, nastoletnie dziewczę imieniem Hilaria, gromadzi w sobie pokłady złości, które ma nadzieję uwolnić kiedyś w kulminacyjnym wybuchu. Ignorowana i niezauważana przez rodziców, nie posiadająca żadnej więzi z rodzeństwem i lubiąca przeciwstawiać się wszystkim i wszystkiemu dziewczyna ma mnóstwo okazji, by zbierać złość. I nawet miłość, która się pojawiła, jest wypaczona przez gniew i odrzucona przez niego. Zresztą, ta sama miłość z czasem staje się pożywką dla Filonii – staruszki, której żal za utraconym ukochanym zatruwa życie Hilarii i zmienia miłość w toksyczną, równie destrukcyjną co gniew, siłę. Kolejną postacią powieści jest tytułowy Rosomak, przesiadujący w poprawczaku chłopak o traumatycznym dzieciństwie, ślepo i głupio zakochany w Hilarii, całą mocą nastoletniego uczucia. Jest to chyba jedyne pozytywne uczucie pojawiające się w książce, ono też zostaje najmniej wypaczone przez samego Rosomaka, jak i osoby go otaczające.

   Absurdalne i abstrakcyjne metafory tworzą niezwykły świat. Po prostu miasto, w którym rozgrywa się akcja powieści, to na pozór zwyczajne nieduże miasteczko, w którym jednak dzieją się dziwne rzeczy, z uwagi na niezwykłe moce bohaterów. Jednak nawet pod tymi niecodziennymi postaciami, kryją się bardzo zwyczajne i codzienne uczucia. Ból, gniew, żal, wstyd i strach mają swoje stałe miejsce w życiu bohaterów powieści i to one kreują ich rzeczywistość. Brak oparcia w kimkolwiek i czymkolwiek sprawia, że postacie staczają się w objęcia szaleństwa, każde pogrążając się coraz bardziej w odmętach absurdu.

   Największą wadą powieści jest jej warstwa językowa. Odniosłam wrażenie, że jeśli książka przeszła w ogóle korektę, to ta była bardzo pobieżna. Liczne powtórzenia, błędy w odmianie słów (choćby rażąca wręcz: „ta piega”), skutecznie utrudniały lekturę. Składnia zdań też pozostawiała co nieco do życzenia, jednak ich przekaz pozostawał jasny – w granicach absurdu określonych przez ton w jakim ta powieść jest utrzymana. Słownictwo nie zachwyciło niczym wyjątkowym, a nazwy własne budowane na zasadzie określeń, jak „Po prostu miasto”, czy „Uczęszczany park” z jednej strony sugerowały pełną dowolność przeniesienia realiów na znany nam świat, z drugiej zaś sprawiały wrażenie wrzuconych na siłę i nieco od niechcenia.

   Podsumowując „Rosomak” nie jest tak złą powieścią, jakiej można by się spodziewać po lekturze tych kilku obecnych w sieci recenzji. Jest książką wymagającą od czytelnika zdolności dostrzeżenia pod oparami absurdu i abstrakcji głębszego dna, pełnego spraw bardzo nam bliskich. Z drugiej strony forma w jaką ubrana została opowieść o żyjącej gniewem Hilarii pozostawia sporo do życzenia i sprawia wrażenie nieco niedbałej. To wszystko przekłada się na wrażenie odrobinę zmarnowanego potencjału, który mógłby w pełni rozkwitnąć przy większej staranności ze strony wydawcy.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do komentowania, choć lojalnie ostrzegam, że komentarze poniżej pewnego poziomu nie zostaną opublikowane.