czwartek, 18 kwietnia 2019

Potworna Michasia

Autor: Marlena Rytel
Ilustracje: Kacper Semik, Marlena Rytel
Wydawnictwo: Psychoskok
Rok wydania: 2017

   „Potworna Michasia” to druga po „Sebastian i przyjaciele” książeczka dla dzieci napisana przez Marlenę Rytel. Porusza też podobną tematykę, co poprzedniczka. Jest to dydaktyczna opowieść przeznaczona dla nieco starszych kilkulatków, zarówno do samodzielnej lektury, jaki i do posłuchania, gdy czytają ją rodzice. 

    Główną bohaterką książeczki jest siedmioletnia Michasia. Jest dziewczynką, która zawsze musi postawić na swoim i zawsze musi dostać to, czego chce. Wszystko wymusza krzykiem lub płaczem. Gdy zamarzył się jej kotek, rodzice podarowali jej kota, uczulając na to, że będzie musiała się nim zajmować. Wiadomość o spodziewanym powiększeniu rodziny przyjęła buntem. Bo przecież ona nie chce żadnego brata, jeszcze będzie musiała dzielić się z nim uwagą rodziców i dziadków. To nie do pomyślenia!

   Określając charakter Michasi na myśl od razu przychodzi jedno słowo – nieznośna. Tytułowy epitet pasuje równie dobrze, biorąc pod uwagę sposób w jaki zaczęła postępować z kotem, którego chciała. Z czysto dziecięcą bezmyślnością i brakiem przewidywania konsekwencji własnych czynów dopuszcza się względem niego okrucieństwa, by następnie mieć do niego pretensje, gdy ten ucieka od jej „czułości”. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy pewnego poranka Michasia wstaje i odkrywa, że jest uwięziona w ciele kota. Kolejno doświadcza wszystkich przykrych rzeczy, które wcześniej sama serwowała zwierzęciu, co pozwala jej zrozumieć, jak złym było jej zachowanie.

   Jest to książeczka, która w bardzo wyraźny sposób przekazuje, że dręczenie zwierząt jest nie tylko złym pomysłem, ale i czystym okrucieństwem. Robi to w sposób prosty i zrozumiały, nieco zbyt ewidentny, taki, w którym nie ma miejsca na żadne dopowiedzenia, czy nieścisłości. Jej dydaktyczny wydźwięk mocno przytłacza odbiór całości.

   Z drugiej strony, czytając tę książeczkę, nie mogłam uwolnić się od dość nieprzyjemnego wrażenia, zupełnego pominięcia roli rodziców Michasi. Służą to spełniania jej zachcianek i zachwycania się jaką jest śliczną i dobrą dziewczynka, choć żadne z jej zachowań nie potwierdza ich zachwytów. Michasia odnosi się wobec rodziców w sposób bardzo niegrzeczny, czego oni w żaden sposób nie komentują, ograniczając się do poprawy jej wymowy. Niby tłumaczą jej, że nie wolna znęcać się nad zwierzęciem, ale w żaden sposób nie kontrolują tego, jak ona z nim postępuje. Zabrakło mi w ich relacji realizmu i odpowiedzialności. Rodzice i inni dorośli zostali przedstawieni w roli statystów, bo jacyś być muszą, bez żadnych dodatkowych funkcji. W związku z tym, nie sposób uwolnić się od wrażenia, że nie oni zajmują się wychowaniem dziecka, co wprost skutkuje okropnym charakterem rozpieszczonej dziewczynki. Nie jest to dobre wrażenie, gdyż Michasia nie ma w nich oparcia, a jej świat nie ma granic, których dziecko potrzebuje.

   „Potworna Michasia” napisana jest prostym językiem, który nawet zaczynającemu przygodę z książkami kilkulatkowi nie sprawi żadnego problemu. Nie ma tu nagromadzenia środków stylistycznych, ani zbyt skomplikowanej składni. Cienka broszurowa oprawa oraz dziecięce rysunki wewnątrz nie zachwycają.

   „Potworna Michasia” Marleny Rytel to niewielka dydaktyczna nowelka, której prosty przekaz jest bardzo istotny. Niestety w sposobie jego prezentacji zabrakło mi bardzo wielu rzeczy, począwszy od pozostawiania młodemu czytelnikowi możliwości wyciągnięcia wniosków, a skończywszy na marginalizowania roli tych, którzy w życiu dziecka są najważniejsi. Pod względem graficznym książeczka również niczym nie zachwyca, choć nie można powiedzieć by raziła.

Recenzja powstała na zamówienie portalu Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do komentowania, choć lojalnie ostrzegam, że komentarze poniżej pewnego poziomu nie zostaną opublikowane.