wtorek, 17 grudnia 2013

Opowiem ci mamo, co robią mówki

Autor: Marcin Brykczyński
Ilustrowała: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Stron: 28

    Zamawiając tę książkę spodziewałam się typowej książeczki dla najmłodszych, nieco prymitywnej i trochę naiwnej. Rozczarowałam się totalnie, ta publikacja całkowicie podbiła moje serce i gorąco ją polecam każdemu maluchowi. Rodzice z pewnością równie chętnie do niej zajrzą. Książka wydana została bardzo ładnie. Spory format pozwala na wnikliwe analizowanie ilustracji, a sztywne kartki zdecydowanie zwiększają jej trwałość, co może mieć duże znaczenie przy bardziej niecierpliwych młodych czytelnikach.

   Literacko książka nie porywa, zawiera kilka prostych, miłych dla ucha rymowanek, które czyta się z przyjemnością i na pewno nie sprawią problemów dzieciom dopiero poznającym magię zaklętą w literaturze. Są to zabawne dwuwiersze, nieco przybliżające to, co w trawie piszczy. Razem z mrówkami poznajemy życie na łące, nad wodą, czy w lesie. Przeżywamy kolejne pory roku i pory dnia. A wszystko z perspektywy małych stworzonek buszujących w trawie, które tak łatwo jest przeoczyć. W książce odnaleźć można również trzy logiczne łamigłówki, które tylko na pozór są łatwe a zapewnią zarówno dzieciom i dorosłym jeszcze więcej dobrej zabawy.

   Jednak największą wartością tej książki są ilustracje. Przepiękne, niezmiernie szczegółowe, dokładnie oddają wygląd owadów oraz roślin. Na pierwszy rzut oka rozpoznać można, że ten fioletowy kwiatek to przylaszczka, a ten obok to fiołek. Podobnie czytelnie oddane są wszystkie małe stworzonka, od których aż roi się ta książka. Są tu przede wszystkim mrówki, ale i ślimaki, robaki, dżdżownice, pająki i mnóstwo innych zwierzątek. Każde z nich oddane bardzo wiernie, z dbałością o najmniejszy szczegół, pobudza wyobraźnię młodego czytelnika i wzmaga zainteresowanie tak bliskim, a jednocześnie, tak często ignorowanym światem. Co niezmiernie ważne, mimo że obrazki są drobiazgowe i mnóstwo się na nich dzieje, nie sprawiają wrażenia przeładowanych, czy przetłoczonych.

   Podsumowując, jest to przepiękna książka, ma w sobie wszystko, co powinna mieć dobra pozycja dla dzieci. Przyciąga uwagę i pobudza wyobraźnię. Pozwala dziecku poznać coś nowego, co ma na wyciągnięcie ręki, a tak często jest ignorowane przez dorosłych. Do tej publikacji można zaglądać wielokrotnie i z pewnością, że za każdym razem znajdzie się w niej coś nowego, co wcześniej umknęło.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Grudniowe zdobycze, część druga

   Dziś przyszła do mnie paczuszka od Sztukatera. A ponieważ była dość obszerna, więc zasłużyła na samodzielny stosik, mam nadzieję, że uda mi się wyrobić z recenzjami w świątecznym zamęcie. Na stosiku jedna pozycja będąca własnym zakupem i jeden prezent męża.


   Kolejno od spodu licząc:
   Opowiem ci mamo, co robią mrówki Marcin Brykczyński, Katarzyna Bajerowicz Tę jedną mam już za sobą i mogę opisać ją jednym słowem- jest cudowna ! Recenzja pewnie jutro się pojawi.
   Przekleństwo tronu Piastów Andrzej Zieliński Lubię dobrze opakowaną historię, tytuł mnie zaintrygował, mam nadzieję, że lektura będzie przystępna, nawet dla mnie- historycznego ignoranta.
   Nasza różna Europa Ludwik Stomma Książka o tym, co miało miejsce w Europie w czasach,gdy u nasz następowały przełomowe wydarzenia. Zainteresowała mnie i mam nadzieję, że będzie miłą rozrywką.
   100 zabawek na choinkę Halina Kowalczyk Pamiętam tę książkę z dzieciństwa, spędziłam przy niej godziny umilając sobie oczekiwanie na święta. Nieco się różni od starego wydanie, które nadal mam w domu, choć już w stanie mocno agonalnym. Jedyny zakup własny w stosiku.
   Złodziejka książek Markus Zusak Sporo czytałam o tej książce i jestem jej niezmiernie ciekawa. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.
   Tajemnice pachnidła Agata Wasilenko O tej też co nieco czytałam, a zainteresowanie tym większe, że na produkcję perfum patrzę też okiem chemika.
    Kati we Włoszech Astrid Lindgren Jest to jedna z pierwszych autorek, które pokochałam, nie wahałam się ani chwili przy tej książce i nie mogę doczekać się lektury.

   Smok pod beszamelem Małgorzata Staszczak- Ciałowicz Tej nie zamawiałam, muszę wyjaśnić co robiła w paczce, choć w sumie mnie zainteresowała i nie wykluczam, że tez doczeka się recenzji.
   Zosia z ulicy kociej Agnieszka Tyszka Kolejna książka dla dzieci, zainteresowała mnie na tyle, że mam zamiar ją przeczytać, później pewnie trafi do świątecznego prezentu dla siostrzenicy męża.
   Legendarne włoskie samochody, klasyka stylu i projektowania Michel Zumbrunn, Richard Haseltine w przypadku tej, ograniczyłam się do przejrzenia przepięknych zdjęć. Książka była prezentem po równi dla męża, jak i dla syna i teraz czytają ją sobie razem.

   No i tyle w tym stosiku, zważywszy na bliskość świąt, pewnie jakiś stosik jeszcze się pojawi. Kolejne recenzje z pewnością również wkrótce się zjawią.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Ostatni bohater

Autor: Terry Pratchett
Ilustrował: Paul Kidby
Tytuł oryginału: The last hero
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 176

   Do tej pory poznałam już wszystkie wydane u nas opowieści ze Świata Dysku, tę niczym wisienkę na torcie, zostawiając sobie na później. W odróżnieniu od wszystkich pozostałych, ta oprócz literackiej wartości wprawia również w zachwyt wydaniem. Paul Kidby od wielu lat współpracuje z Pratchettem nad ilustrowaniem stworzonego przez Sir Terry'ego uniwersum, a efekty tej współpracy zachwycają i sprawiają, że książka jest uczta dla oka.

   Tym razem nie tylko wyobraźnia autora pomogła wizualizować sobie Świat Dysku, ilustracje, których jest w książce bardzo dużo są przepiękne i nie sposób oderwać od nich oczu. Świetnie wykonane, idealnie oddają ducha płaskiego świata, podróżującego na grzbietach czterech słoni, stojących na skorupie wielkiego A'Tuina. Pratchett uzupełnił ten plastyczny obraz dokładnie oddając realia i prawa natury rządzące Dyskiem.

   Jest to kolejna opowieść o Rincewindzie, w której również Marchewa Żelaznywładsson ma swoją rolę do odegrania. Nie można pominąć również Srebrnej Ordy z Cohenem Barbarzyńcą na czele, ani arcymistrza zła: Złowrogiego Harry'ego. Przygoda zaczyna się niepozornie, Cohen postanowił zebrać swych, równie wiekowych, przyjaciół, by skończyć żywot jak na bohatera przystało- rzucając wyzwanie bogom. Patrycjusz, przy pomocy magów oraz Leonarda da Quirm próbują powstrzymać tę szaloną ekspedycję wysyłając misję, która ma powstrzymać legendarnych bohaterów i uratować świat. Jak zwykle zadanie uratowania świata spoczęło na barkach Rincewinda, towarzyszą mu słynny wynalazca oraz najbardziej godny zaufania strażnik miejski Ankh-Morpork. Jak wyglądała ich wyprawa, oraz jak się zakończyła, tego musicie dowiedzieć się sami.

   Dla kogoś, kto miał już styczność z opowieściami ze Świata Dysku, spotkanie ze świetnie znanymi z innych książek bohaterami, było niczym odświeżenie starych znajomości. Jeżeli, ktoś nie miał do tej pory okazji poczytać o mieszkańcach Ankh-Morpork, nie jest to najlepsza książka by ich poznać. Najbardziej chyba zawiodłam się na Vetinarim, było w nim nieco za mało Patrycjusza, choć z drugiej strony nie ma go w tej powieści zbyt dużo. ŚMIERĆ załapał się na kilka ilustracji, jednak jego udział w opowiadanej historii jest jeszcze mniejszy, niż w przypadku włodarza Ankh-Morpork. Z wielką ciekawością poznałam natomiast członków Srebrnej Ordy, o których do tej pory jedynie słyszałam, wszyscy, jak jeden mąż, są prawdziwymi bohaterami, nawet jeżeli już nie dosłyszą, czy mają problemy z pamięcią. Trochę zasmuciło mnie tak szybkie pożegnanie ze zidiociałymi kompanami Złowrogiego Harry'ego, gdyż zdążyłam ich polubić. Każdy z wykreowanych bohaterów jest wyrazisty i zachwyca realizmem, a większość z nich można polubić.

   Język powieści ocieka humorem, co czytelnikowi obeznanemu ze stylem autora nie jest obce. Pratchett jak zwykle pisząc o fantastycznych przygodach, w wymyślonym uniwersum przemyca wiecznie aktualne prawdy. Jak zawsze pobudza do myślenia. Czy można godnie się zestarzeć i czy piękna śmierć jest ważniejsza niż życie? Czy warto rzucić wyzwanie losowi, czy może lepiej płynąć z prądem? Jak daleko można się posunąć, by ocalić wszystko co ma znaczenie? Pod przykrywką lekkiej i zabawnej opowieści kryje się drugie dno, które sprawia, że ta książka pozostaje w pamięci i nie jest tylko czczą rozrywką.


   Podsumowując, uważam, że nie jest to najlepsza powieść na początek znajomości ze Światem Dysku, zbyt wiele ważnych w całym cyklu postaci pojawia się tu tylko epizodycznie, więc niewiedza o tym, jacy są w innych książkach, może nieco zakłócić odbiór tego tomu. Za to ilustracje Paula Kidby'ego sprawiają, że książka ta może przyciągnąć do Świata Dysku, tych, którzy do niego jeszcze nie trafili, są piękne i bardzo klimatyczne. Jeśli chodzi zaś o styl Pratchetta, to albo się go kocha, albo nie trawi, ale jak to mówią: nie dowiesz się, póki nie spróbujesz.

sobota, 7 grudnia 2013

Sezon burz

Autor: Andrzej Sapkowski
Cykl: Wiedźmin
Wydawnictwo: Supernowa
Rok wydania: 2013
Stron: 404

   Zupełnie niespodziewane pojawienie się nowej opowieści o Geralcie z Rivii spowodowało sensację na polskim rynku księgarskim. Miłośnicy białowłosego wiedźmina szturmem ruszyli do księgarń, by jak najszybciej poznać jego najnowszą przygodę. Mnie również skusiła ta powieść, choć nie czułam wielkiej niecierpliwości, by w końcu poznać losy Białego Wilka, jednak gdy już po nią sięgnęłam wspomnienia czytanej dość dawno sagi wróciły ze zdwojoną mocą, a lektura upłynęła mi bardzo przyjemnie.

   Andrzej Sapkowski po raz kolejny dał czytelnikowi okazję do przemierzanie stworzonego przez siebie świata. Akcja skupia się w Kerack, ale wiedźmin w podróży do Novigradu odwiedza też inne miejsca. Zostaje wplątany w intrygę magów z Rissberg i w okolicy cytadeli czarodziejów spędza nieco czasu. Autor bardzo plastycznie opisuje przemierzany świat, w miejscach budzących grozę mimowolnie na skórze wychodzi gęsia skórka. Kiedy indziej pozwala cieszyć się błogością letniego poranka, czy też poczuć na sobie mokry oddech burzy.

   Akcja książki sprowadza się do dwóch intryg. W pierwszą wplątuje wiedźmina, poznana w sadze czarodziejka Koral. Druga intryga, związana z sukcesją w królestwie Kerack spada na wiedźmina niespodziewanie. Chociaż Biały Wilk nie ma ochoty plątać się w politykę a kłopoty magów nic go nie obchodzą, zostaje postawiony przed faktem dokonanym dając się złapać w umiejętnie zastawioną pułapkę. Pozostaje też kwestia ukradzionych wiedźmińskich mieczy, w pogoni za którymi wiedźmin przemierza kolejne miejsca.

   W „Sezonie burz” mamy okazję nieco lepiej poznać Geralta z Rivii. Nie pozbył się jeszcze zupełnie ideałów, jak miało to miejsce w sadze, jest również mniej cyniczny, niż później. Koneser damskiego piękna, unika długotrwałych związków. Wiedźminowi towarzyszy jego przyjaciel- poeta Jaskier, jak zawsze wesołkowaty i ceniący dobrą zabawę kobieciarz, choć w tej opowieści jego podboje miłosne są dość skromne. Główną postacią kobiecą jest Lytta Neyd, zwana Koral, ciężko mi było odszukać w niej jakiejś cechy charakterystyczne, poza miłością do morza. Była dokładnie taka jak inne czarodziejki przedstawiane przez Sapkowskiego, wyrachowana i bardzo wyemancypowana.

   Powieść kończy się w drodze do Wyzimy, gdzie od przypadkowo spotkanej osoby Geralt dowiaduje się, że król Foltest ma problem ze strzygą. Drugim punktem, który pozwala na umiejscowienie akcji książki gdzieś pomiędzy opowiadaniami jest wspomnienie związku z Yennefer, z którą Geralt rozstał się jakiś rok przed wydarzeniami mającymi miejsce w Kerack. Epizodycznie pojawia się również Nimue, udająca się do szkoły w Aretuzie, choć jej obecność nie była dla mnie do końca pojęta i postać śniącej czarodziejki wydała mi się nieco upchnięta na siłę.

   Język książki jest równie przyjemny, jak w poprzednich opowieściach o Geralcie z Rivii. Sapkowski z wielka umiejętnością oddaje nastroje bohaterów oraz klimaty przemierzanych miejsc. Fabuła została zbudowana w sposób bardzo przemyślany i nie należy do najprostszych. Cały czas jednak miałam nadzieję, że gdzieś wśród tych dwóch przeplatających się intryg będzie miejsce, by powiązać z nimi sprawę wiedźmińskich mieczy.

   Książka bardzo mi się podobała, dostałam dokładnie to czego oczekiwałam i choć mogłabym na siłę szukać w niej nieścisłości- odniosłam na przykład wrażenie, ze Sapkowski nie przygotował się dostatecznie z rodzajów tkanin, o których co nieco się rozpisywał. Ale był to tylko lekko irytujący niuans. Dla miłośników Geralta z Rivii jest to pozycja obowiązkowa, dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać Białego Wilka powieść ta będzie świetnym początkiem, gdyż brak znajomości sagi i opowiadań, w niczym nie przeszkadzał w lekturze.

czwartek, 5 grudnia 2013

Grudniowe zdobycze

   Dziś post z gatunku, co do mnie ostatnio trafiło. W sosiku dwie wygrane, kilka nabytków własnych i kilka książek przyjętych od osoby opróżniającej swoją biblioteczkę. Kilka już przeczytanych, kilka dopiero przede mną. Co mnie niezmiernie cieszy, to fakt, że w końcu pokusiłam się o zakup trzech bardzo mocno upragnionych książek. A stosik tak się prezentuje:


   Czarodziejka z Florencji Salman Rushdie Czytałam ją jakiś czas temu, nie porwała mnie, ale skoro dostałam ją niejako w prezencie nie wybrzydzałam. 
   Odd Thomas, Diabelski pakt Dan Koontz Nazwisko autora nie jest mi obce, choć nie miałam przyjemności zapoznać się z jego twórczością. Wygrałam ją w konkursie na lubimyczytac.pl, ale dopiero po fakcie zorientowałam się, że to komiks. Tak to jest, gdy się standardowo bierze udział w każdym konkursie i przestaje się wnikać w to, co można wygrać.
   Spryciarz z Londynu Terry Pratchett Jeden z upragnionych zakupów, dorzucony w ramach bonusu do Ostatniego bohatera, którego znalazłam w okazyjnej cenie. A gdy kupuję książki przez internet, to odzywa się moje małe nałogowe zwierzątko, z zapytaniem: ciekawe, co jeszcze można kupić u tego sprzedawcy, by na wysyłce zaoszczędzić? I tak miałam ją w planach, więc nie czuję się aż tak bardzo naciągnięta, przez nałóg.
   Miasto kości Casandra Clare Wygrana w konkursie u Miqaisonfire, z okazji XX-lecia wydawnictwa MAG, ucieszyła mnie o tyle, że zupełnie się jej nie spodziewałam. Nie czytywałam dotąd romansów paranormalnych, ale nigdy nie jest zbyt późno, by zacząć. Jeszcze raz dziękuję za całą przesyłkę.
   Zielone drzwi Katarzyna Grochola To kolejna pozycja przygarnięta od osoby uszczuplającej swoją biblioteczkę. Jakoś mnie zbytnio nie ciągnie, ale może warto do niej zerknąć.
  Sezon burz Andrzej Sapkowski Zakup, który wpadł totalnie niespodziewanie, ot zobaczyłam ją w markecie, za jakieś trzy czwarte ceny, no i jakoś sama wskoczyła do koszyka. Powoli kończę czytać, z opinią poczekam do końca, bo ponoć końcówka jest bardzo typowa dla tego autora.
   Ostatni bohater Terry Pratchett Do skompletowania wszystkich powieści ze Świata Dysku, brakowało mi tylko tej, rzuciłam okiem na Allegro i znalazłam ją za pół ceny, przycisk kup teraz nawet nie wiem, kiedy się przycisnął. Zdecydowany faworyt na najbliższą lekturę. Te obrazki!
   Niezwykłe ryby Beata Pokryszko, Jan Kusznierz Kupiona razem z książką, którą niestety, z ogromnym żalem musiałam zareklamować, miała być dodatkiem do przesyłki, a tylko ona się ostała. Na szczęście z reklamacją nie było problemów. Opinię o niej napisałam już wcześniej, więc już więcej nie dodam.

   No i tyle na dzisiaj, stosik może nie za wielki, ale jak dla mnie bardzo smakowity. A co by Was z niego skusiło najbardziej?

wtorek, 3 grudnia 2013

Krąg ognia

Autor: Chris Bradford
Tytuł oryginału: Young Samurai, The ring of fire
Tłumaczenie: Halina Pasierska
Cykl: Młody samuraj, Tom VI
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2013
Stron: 332

   Jako dziecko zaczytywałam się w powieściach Karola Maya, czy Jamesa Olivera Curwooda, więc, gdy tylko pojawiła się okazja, postanowiłam sprawdzić, jakie powieści przygodowe dla młodzieży wydaje się obecnie. Skusiły mnie japońskie klimaty, obiecujące lekko egzotyczną rozrywkę, nie przeszkodził mi nawet fakt, że jest to szósta odsłona cyklu o młodym samuraju. Czy będę poszukiwać pozostałych części? Odpowiedzieć znajdziecie w poniższej recenzji.

   Japonia, dla nas europejczyków, zawsze będzie bardzo egzotyczna i niezrozumiała, a jednocześnie niezmiernie pociągająca. Powieść roi się od japońskich słów i określeń, przewijają się w niej również niektóre obyczaje z Kraju Kwitnącej Wiśni. Postacie postępują zgodnie z pewnymi schematami, czy to bushido, czy ninjustu, możemy więc dogłębnie poznać, jakie wartości kierują samurajami, czy ninja. Zabrakło mi jednak nieco ducha Dalekiego Wschodu, jakiegoś poczucia porozumienia między czytelnikiem, a rdzennymi Japończykami. Gdy porównam sposób przedstawienia feudalnej Japonii w tej powieści oraz w książce Jamesa Clevella Shogun, to z przykrością muszę stwierdzić, że recenzowana lektura wypada w takim zestawieniu bardzo słabo.

   Fabuła książki jest luźną kontynuacją tego, co miało miejsce we wcześniejszych tomach, a o czym dowiadujemy się na wstępie z listu napisanego przez Jacka do siostry. W dalszej części co rusz przewijają się wspomnienia, na szczęście wplecione zostały bardzo zgrabnie i nie odciągają od właściwej akcji powieści. Jack Felcher, zmierza do Nagasaki, skąd ma nadzieje odpłynąć do rodzimej Anglii. Na swej drodze spotyka chłopów borykających się z najazdami okrutnego Akumy. Akcja jest dość wartka, w książce wciąż coś się dzieje, jednak mimo tego nie byłam w stanie skupić się na mijających stronach. Nie przyciągnęły mej uwagi kolejne etapy zbrojenia wioski ani następujące po sobie natarcia najeźdźców. Zabrakło mi umiejętnie zbudowanego napięcia, niepewności, co dalej, czy choćby możliwości odczucia zwykłej ciekawości, jak to wszystko się zakończy.

    Książka pełna jest dobrze zarysowanych postaci, które posiadając wyraźnie zaznaczone charaktery. Niestety do żadnego z nich nie poczułam nawet nici sympatii, pozostali mi całkowicie obojętni. Wydali mi się tacy absolutnie przeciętni i choć każdy z nich był obdarzony jakąś wybitną umiejętnością, jednak ich osobowość nie miała w sobie nic pociągającego.

   Język powieści jest poprawny, ale zupełnie bez polotu. Jest to książka, którą przeczytać można, jednak ciężko liczyć na to, by została w pamięci czytelnika na dłużej. W sposobie przedstawienia Kraju Kwitnącej Wiśni nie dopatrzyłam się większych uchybień. Choć moja wiedza na temat Japonii jest znikoma, więc nie ukrywam, że mogłam jakiś błąd pominąć, jednak odniosłam wrażenie, że autor solidnie się przygotował do napisania książki i nieścisłości być nie powinno, co zdecydowanie jest jej zaletą.

   Z pewnością mogę polecić tę powieść miłośnikom Dalekiego Wschodu, a już ojczyzny samurajów w szczególności. Również niewymagający czytelnik powinien znaleźć tu coś dla siebie, a już na pewno z przyjemnością spędzić czas. Jednak jest to książka co najwyżej poprawna i spokojnie można odpuścić sobie jej lekturę i sięgnąć po klasykę przygodowej literatury młodzieżowej.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Podsumowanie listopada/lektury listopada

   I tak już przedostatni miesiąc tego roku minął, nawet nie wiem kiedy. Listopad był nienajgorszy, co można zauważyć w statystykach, upłynął mi w młodzieżowo kryminalnych klimatach, ale znalazła się też chwila czasu na fantastykę, czy klasykę.

   Przeczytałam dokładnie 12 książek, co dało w sumie 2738 stron, czyli około 91 stron dziennie. Wynik dość satysfakcjonujący. Osiem książek doczekało się recenzji, więc też nieźle.
   W kwestii nowo nabytych tytułów, przybyło do mnie 13 książek, patrząc na ilość książek przeczytanych, to wynik jest dość przyzwoity. Choć pewnie powinnam też doliczyć książki, które już do mnie dotarły, ale jeszcze nie doczekały się zdjęcia stosikowego, czekając na towarzyszy.

   A przechodząc do zebrania lektur z tego miesiąca:

   Król cierni Mark Lawrence

  Niewiele mogę dodać, do recenzji, którą pojawiła się z początkiem listopada. Spodziewałam się lepszej powieści, nie wybitnej, ale chociaż ciekawej i a wymęczyłam się przy niej strasznie.



   Teatr I Molier


   Poszukiwany pierwszy tom wybranych komedii tego autora, dość krótko oczekiwał, aż się za niego zabiorę. Spędziłam przy nim wiele miłych i wesołych chwil. Urzekł mnie Mąż Pognębiony (Grzegorz Dyndała), oczarował Mizantrop, rozbawił Świętoszek, zaskoczył Don Juan, a Szkoła żon przywiodła mi na myśl rewelacyjny spektakl Teatru Telewizji, z Andrzejem Sewerynem w roli Arnolfa. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam- ogromną dawkę niebanalnego humoru, podanego w bardzo przyjemny i przystępny sposób. W tym zestawieniu komedii Molier rozprawia się przede wszystkim z obłudą, ale i nadmiernej szczerości się oberwało. Wrócę na pewno i to nie jeden raz.

   Wigilia Wszystkich Świętych Agatha Christie

   Kolejna pozycja, która nie na długo zagościła w mojej poczekalni. W przeciwieństwie do poprzedniej pokusiłam się o recenzję, więc i niewiele więcej mogę dodać, po za tym, że z pewnością jeszcze po nią sięgnę, bo dla Herculesa Poirot zawsze warto.


   Zabawny Ptaszek Jennifer Yerkes


   Bardzo przyjemna i przede wszystkim ciekawie wyrysowana historia. Czytałam ją już kilkukrotnie i z pewnością jeszcze nie raz do niej zerknę. Jako, że w prezencie od Sztukatera, również doczekała się recenzji.


   Emigracja Jose Manuel Mateo, Javier Martinez Pedro


   Również zrecenzowana, więc i niewiele mam do dodania. Ponowię jedynie moje zachwyty nad formą i niewielkie zainteresowanie treścią.

    Przeznaczenie Agatha Christie

   Choć okazało się, że czytałam tę powieść wcześniej, a i tak z wielką przyjemnością znów towarzyszyłam pannie Marple w poszukiwaniu rozwiązania zagadki. W tym chyba tkwi urok kryminałów Agathy Christie, że nawet gdy pamięta się, jak intryga się zakończyła i tak czytuje się je z przyjemnością. Zważywszy, że mam ją w dwóch wydaniach,jedno z nich jest na zbyciu, więc jak kto ma ochotę, niech da znać i oczywiście odsyłam do recenzji


    Majka i nowa siostrzyczka Susanne Fulscher


    Mimo, że książka była nieco infantylna, to podobała mi się i spokojnie mogę polecić ją młodym dziewczętom. Ma w sobie wszystko, co powieść dla dorastających dziewczynek mieć powinna, o czym zresztą mogliście poczytać w recenzji.


   Trzynaście zagadek Agatha Christie


   Jest to zbiór trzynastu opowiadań, w których pojawiają się opowieści będące tytułowymi zagadkami. Książkę można podzielić na dwie części, dwa towarzyskie spotkania, podczas których goście zabawiają się opowiadaniem zagadkowych historii kryminalnych. Rozwiązanie każdej zagadki bez najmniejszych problemów odgaduje największa znawczyni natury ludzkiej, spośród książek Agathy Christie, czyli panna Jane Marple. Czytałam z wielką przyjemnością a rozwiązania poszczególnych przypadków niejednokrotnie zaskakiwały.


   Pantaleon i wizytantki Mario Vargas Llosa


   Mimo napiętej i pękającej w szwach poczekalni, czasem trafi się książka, której wcześniej nie było w planach. I tak trafiłam na tę pozycję, nagrodzoną nagrodą Nobla. Lektura, choć nie była łatwa urzekła mnie, o czym nie omieszkałam napisać w recenzji.


   Z notatnika młodego podróżnika. Pojazdy i  nie tylko Katarzyna Węgierek


   Urzekła mnie ta książeczka łącząca w sobie pamiętnik z pozycją edukacyjną. Bardzo dobrze wydana i świetnie zrealizowana. Przeglądałam ją wielokrotnie i jestem pewna, że jak tylko mój syn nieco podrośnie z przyjemnością rozprawi się z zadaniami w niej zawartymi. Zainteresowanych zapraszam do recenzji.


   Tajemnica Lorda Listerdale'a Agatha Christie


   To kolejny zbiór opowiadań autorstwa królowej kryminału. Przypadki w  niej zawarte były pasjonujące i intrygujące zarazem. Nie każda sprawa wiązała się z kryminalną intrygą, za to w każdej przebrzmiewała miłość. Lektura, jak zwykle dostarczyła wielu interesujących zagadek i niejednokrotnie mnie zaskoczyła, wciąż pozostawiając pod wrażeniem ogromu pomysłów i talentu autorki.


   Niezwykłe ryby Beata Pokryszko, Jan Kusznierz


   Kolejna pozycja z uwielbianej przeze mnie serii książek edukacyjnych Tajemnice zwierząt. Dowiedziałam się z niej kilku ciekawostek. Przystępny język i przepiękne ilustracje są obok rzetelnie podanej wiedzy wielką zaletą tej pozycji. Seria tych książek oczarowała mnie jeszcze w dzieciństwie i co bardzo mnie cieszy moja sympatia przetrwała próbę czasu.

  I na tym kończę tego przydługiego posta, przede mną grudzień, pełen ciekawych książek. W najbliższym czasie możecie spodziewać się posta stosikowego a na dniach pojawi się ostatnia ze sztukaterowych recenzji.

środa, 27 listopada 2013

Pantaleon i wizytantki

Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł oryginału: Pantaleon y las visitadores
Tłumaczenie: Carlos Marrodan Casas
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2007
Stron: 322

   Jest to książka po którą sięgnęłam z czystego przypadku, choć nie wykluczałam jej ze swojej listy „chcę przeczytać”, ale też nie miała u mnie żadnego priorytetu. Aż przyszła chwila, gdy wpadła mi w ręce i chociaż początek nie był łatwy, to przemogłam się by jednak poznać powieść, którą nagrodzono Noblem i bardzo się z tego cieszę.

   Pantaleon Pantoja został wysłany z misją wojskową o bardzo specyficznym charakterze do Iqiutos, by rozwiązać poważny problem, z którym zmaga się armia Peruwiańska. W samym sercu dusznej amazońskiej dżungli kapitan Pantoja zmaga się z nietypowym zadaniem, musi powołać do życia służbę, która świadcząc usługi seksualne żołnierzom, ma wpłynąć na ograniczenie problemu gwałtów, jakich dopuszczają się wojskowi w odciętych od świata placówkach granicznych. A wszystko w pełnej tajemnicy, w cywilnym przebraniu. Jak sobie poradził i czy udało mu się wykonać powierzone zadanie? O tym przekonajcie się sami.

   Polubiłam kapitana Pantoję, choć nie dziwię się reakcji jego żony Pochity. Pantaleon jest wzorowym żołnierzem, gotowym z pełnym poświęceniem wywiązać się z nałożonych na niego obowiązków. Zlecona misja początkowo budzi w nim wstręt i brak zrozumienia, jednak do głosu dochodzą jego wybitne organizacyjne talenty, dzięki którym pokonując wszelkie przeciwności losu zadziwia sam siebie ale też zdumiewa przełożonych. Metodyczny, dzięki wnikliwej analizie problemu znalazł idealne rozwiązanie, jednak ograniczają go dostępne środki oraz rosnący szum oburzenia, gdy prawda o tym, czym jest zielono-czerwony okręt wychodzi powoli na jaw.

   Bardzo ciekawym zabiegiem, było poprowadzenie narracji w rozmaity sposób. Powieść rozpoczyna dialog, a dokładniej seria rozmów, o przeplatających się kwestiach, wyłania się z nich zarys dość absurdalnej fabuły. Następnie pojawiają się raporty wojskowe, pisane między innymi, przez Pantaleona, te czytało mi się znacznie lepiej, a analityczne i mocno techniczne podejście do problemu niejednokrotnie budziło salwy śmiechu. W dalszej części książki pojawiają się listy, artykuły, fragmenty audycji. Dzięki takiemu zabiegowi autora miałam wrażenie, jakbym oglądała film, albo reportaż.

   Książka choć momentami niezmiernie zabawna, jednak zmusza do myślenia, co jest jej wielką zaletą. Absurdalny i kontrowersyjny pomysł na fabułę tej opowieści kryje w sobie gorzką prawdę o seksualności, pruderii ale także o wojskowych realiach, gdzie tylko na pozór służba dla ojczyzny jest najważniejsza. Pozostawia po sobie refleksję, że nawet częściowe rozwiązanie jednego problemu może prowadzić do powstawania kolejnych, które coraz trudniej rozwiązać. A nagrodą za wzorowe wykonanie rozkazu równie dobrze może być degradacja.

   Książkę polecam każdemu, zwłaszcza miłośnikom niełatwej lektury, tym, którzy lubią zastanowić się nad realiami otaczającego ich świata. Powieść pełna jest seksu, za to zupełnie pozbawiona erotyzmu, całość sprowadza się do potrzeb i kwestii technicznych. Odradzam natomiast tę powieść miłośnikom prostej prozy oraz osobom, które zbyt łatwo zgorszyć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bratu.

Z notatnika młodego podróżnika. Pojazdy i nie tylko

Autor: Katarzyna Węgierek
Ilustrował: Ryszard Niedzielski
Wydawnictwo: Widnokrąg
Rok wydania: 2011
Stron: 66

   Gdy tylko zobaczyłam ten tytuł od razu pomyślałam o swoim synu, a w momencie, w którym otworzyłam przesyłkę byłam zachwycona. Świetnej jakości, gruby papier, arcyciekawe ilustracje i całość wydana w formie skoroszytu, jak prawdziwy pamiętnik z podróży, sprawiły, że już nie mogę się doczekać, gdy mój syn nieco podrośnie.

   Książka jest notatnikiem jedenastoletniego Tomka, który wybrał się w podróż dookoła świata. Prezentuje piętnaście pojazdów i innych środków lokomocji z różnych krajów. Znajdziemy tu zarówno super nowoczesnego Shinkansena, jak i prymitywne łodzie z jezior Titicaca, czy Senegalu albo świetnie każdemu znanego Solarisa. Każdy z nich został wnikliwie opisany i przede wszystkim przepięknie zilustrowany i okraszony ciekawostkami. Ale to nie wszystko, co można znaleźć w tej pozycji, są tu również zdjęcia, skany biletów, czy schematy konstrukcyjne. Sporą atrakcją jest też szereg zadań, jakie młody czytelnik może wykonać samodzielnie, obrazki do pokolorowanie, kropki do połączenia, czy rysowanie drugiej połowy, to tylko niektóre z nich.

   Język książki jest bardzo przystępny i nie powinien sprawić najmniejszych trudności dziesięciolatkowi, a może nawet nieco młodszemu czytelnikowi. Techniczne informacje podane zostały w jasny sposób, choć nie ma ich zbyt wiele. Pozycja ta przede wszystkim pozwala poszerzyć horyzonty, uświadomić młodemu człowiekowi, że nawet w XXI wieku wykorzystuje się pomysły bardzo prymitywne. Co ważne, z zapisków przebrzmiewa pełny zachwyt każdym poznanym środkiem lokomocji, bez deprecjonowania tych mniej nowoczesnych.

   Jedynym minusem, jaki znalazłam w tej książce, było przypisanie wiersza o panu Maluśkiewiczu, pływającym w łódeczce z łupinki orzecha, Janowi Brzechwie i choć zdaję sobie sprawę, że narrator pamiętnika, dziesięcioletni chłopiec, mógł popełnić taki błąd, jednak był on dla mnie dość poważnym zgrzytem. Mimo tego niedopatrzenia uważam że jest to bardzo dobra pozycja, pobudzająca ciekawość świata i głód poznania czegoś nowego. Zdecydowanie polecam małym i większym chłopcom, choć pewna jestem, że niejedna dziewczynka też znajdzie tu coś dla siebie.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 26 listopada 2013

Rozwiązanie konkursu prawie satanistycznego

   Jak zapewne świetnie się orientujecie, niedawno by uczcić napisanie 666 posta wpadłam na pomysł zorganizowania konkursu. By nie było, żem gołosłowna, prezentuję właśnie taki oto obrazek:


   Jeśli zaś chodzi o zwycięzcę tego konkursu, to przyznać się muszę, że nieco (ale tylko troszeczkę) oszukałam, ponieważ do konkursu nie wliczały się komentarze z posta konkursowego, a że było ich aż cztery, to zwyciężył dokładnie 670 opublikowany komentarz, a jego autorką była...

... madziusia, z jakże sympatycznego bloga: pożeracz słów.

   W związku z powyższym, proszę o kontakt w przeciągu najbliższego tygodnia (czyli do 3 XII tego roku, do 23.59), mój adres znajdziesz w zakładce kontaktowej bloga, oraz o wybranie nagrody z mojej półki zbytu, czy tej tu na blogu, czy na lubimyczytac. Zawartość obu półek jest identyczna (chyba). W przypadku braku kontaktu, zastrzegam sobie prawo, do zrezygnowania z nagradzania kogokolwiek.

   Gratuluję zwyciężczyni i dziękuję wszystkim ślicznie za komentarze.


piątek, 22 listopada 2013

Przeznaczenie

Autor: Agatha Christie
Tytuł oryginału: Nemezis
Tłumaczenie: Monika Strupińska
Wydawnictwo: Phantom Press International
Rok wydania: 1992
Stron:192

   Dopiero po przeczytaniu kilku stron tej powieści okazało się, że czytałam ją już wcześniej. Chwila poszukiwań i upewniłam się, że mam rację, książka ta najczęściej wydawana była pod tytułem Nemezis, który zresztą jest znacznie bardziej adekwatny, niż tytuł, pod którym wydało ją gdańskie wydawnictwo.

   Akcja zaczyna się w St. Mary Mead, by następnie przenieść się w inne rejony Wielkiej Brytanii. Agatha Christie jak zwykle bardzo dobrze opisuje kolejne miejsca, które mijają członkowie wycieczki "Najpiękniejsze ogrody Anglii". W opisach obok wyglądu mijanych miejsc równie ważny jest nastrój, jaki je otacza, a ten autorka oddaje z wielki talentem, niejednokrotnie przenosząc go na czytelnika.

   Jak na prawdziwy kryminał przystało, wszystko zaczyna się od śmierci. Jednak zmarły Jason Rafiel nie był ofiarą przestępstwa, był niemłodym, schorowanym człowiekiem, który spokojnie umarł, po toczącej go od wielu lat chorobie. Pannę Marple poznał na Karaibach, czytelnicy "Karaibskiej tajemnicy" powinni sobie przypomnieć jego nazwisko, gdyż tam zostały opisane przedziwne okoliczności w jakich się spotkali. Zostawił testament, w którym wyznaczył bardzo enigmatyczne zadanie, jakiego dokonać może tylko Nemezis, w osobie starej panny z St.Mary Mead. Panna Marple postanowiła podjąć wyzwanie a nagroda pieniężna, była dla niej tylko bonusem, gdyż głównym bodźcem okazała się ciekawość i sposób na nudę. Jakie było rozwiązanie zagadki i czego oczekiwał pan Rafiel? Tego nie zdradzę, musicie przekonać się sami, sięgając po tę powieść.

   Z pośród najbardziej rozpoznawalnych bohaterów, których wykreowała Agatha Christie pierwsze miejsce nieodmiennie zajmuje Hercules Poirot. Panna Jane Marple, będąca bohaterką tej historii jest równie ważna w twórczość autorki, choć poświęcono jej zdecydowanie mniej książek. Jestem wielką fanką małego Belga, ale starsza dama z St. Mary Mead  również znajduje się w gronie moich ulubionych bohaterów literackich. Inteligentna, o bystrym umyśle i posiadająca ogromną wiedzę o naturze ludzkiej, a z drugiej strony niepozorna staruszka jakich wiele. Zawsze z robótką w dłoniach, niczym się nie wyróżnia, jednak posiada pewien szósty zmysł, potrafi wyczuć zło i dojść do prawdy. Pozostali bohaterowi są bardzo dobrze zarysowani i chociaż nie poznajemy ich lepiej, jednak jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jacy są.

   Jak zawsze u Agathy Christie język jest bardzo przyjemny i książkę czyta się błyskawicznie. Powoli zawiązująca się akcja jest nieco nietypowa u tej autorki, jednak mnie bardzo odpowiadało, to poczucie niepewności, niewiedzy o co w tym wszystkim chodzi. Czego tak na prawdę oczekiwał od panny Marple pan Rafiel?

   Komu polecam tę powieść? Obowiązkowo, każdemu miłośnikowi autorki, a także wszystkim, którzy lubią klasyczny kryminał, z wielką niewiadomą w tle. Jest to lekka rozrywka, w sam raz na jesienny wieczór.

czwartek, 21 listopada 2013

Konkursik satanistyczny, z przymróżeniem oka

   Ponieważ zbliża się magiczna i satanistyczna liczba 666 komentarzy, więc postanowiłam Wam zorganizować konkursik, z nazwy tylko satanistyczny, bo do satanistów mi strasznie daleko.

   Zasady są proste, wystarczy spełnić zadanie konkursowe a zwycięzca dostanie ode mnie dowolnie wybraną nagrodę z puli nagród. 

1. Organizatorem konkursu jestem ja- autorka tego bloga.
2. W związku z punktem 1, cała pula nagród pochodzi z mojej prywatnej kolekcji.
3. Wspomniana w punkcie 2 pula nagród wygląda tak. Zwycięzca po ogłoszeniu wyników będzie miał prawo wybrać sobie jeden tytuł* zamieszczony na podlinkowanej półce. Tytuł ten musi być obecny na półce z chwilą ogłoszenia wyników!
4. Konkurs potrwa od dzisiaj do momentu spełnienia zadania konkursowego.
5. Ze zwycięzcą skontaktuję się osobiście, choć na odpowiedź będę czekać najwyżej tydzień.
6. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest:
a) Podanie swojego imienia/nicka w komentarzu pod postem (nie przyjmuję anonimowych zgłoszeń!)
b) Wykonanie zadania konkursowego.
c) posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polski
7. Dodanie bloga do obserwowanych oraz podlinkowanie konkursu nie jest obowiązkowe, będzie jednak miłym gestem.

A teraz najważniejsze:
Zadanie konkursowe:

    By być szczęśliwym zwycięzcą należy napisać 666 komentarz, żeby było trudniej licznik komentarzy jest niejawny. Komentarze będę starała się publikować na bieżąco, choć pod uwagę nie będę brała komentarzy do tego posta. Musicie zawierzyć mojej uczciwości. Komentarz powinien być sensowny, a nie napisany na chybcika.
    Zapraszam do komentowania, zaskoczcie mnie wygrzebując stare posty.

   Na zakończenie bardzo satanistyczna piosenka:

   Powodzenia Kochani!

* Wszystkie książki są używane a ich stan jest różny, wydania niekoniecznie pokrywają się z tymi, które widnieją na półce. Informacji o stanie wybranej książki udzielę przed wysłaniem nagrody, przewiduję też możliwość zmiany tytułu na inny na życzenie zwycięzcy (przed wysyłką!), jeżeli stan książki nie będzie zadowalający

Majka i nowa siostrzyczka

Autor: Susanne Fulscher
Tytuł oryginału: Mia und das Schwesterndings
Tłumaczenie: Inez Aleksandra Okulska
Cykl: Majka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Stron: 208

   Sięgnęłam po tę powieść, by sprawdzić, jakie książki pisze się dzisiaj dla młodych dziewcząt. Wychowałam się na klasyce literatury młodzieżowej, więc tym większą ciekawość wzbudziła we mnie powieść współczesna. Kolorowa okładka przyciąga oko, a brokatowy napis z pewnością przykuje uwagę młodych czytelniczek. Jest to jedna z wielu opowieści o tytułowej Majce, ale nieznajomość poprzednich tomów nie przeszkadza w lekturze.

   Miejscem akcji jest współczesny Hamburg, choć opisów miejsc w tej powieści nie znajdziemy. Bohaterki oprócz szkoły, w której się uczą odwiedzają pchli targ, szkołę baletu, czy pizzerię. Książka nie daje czytelnikowi okazji pozwiedzać miasta, gdyż fabuła skupia się na emocjach i uczuciach dziewcząt oraz na ich codziennych troskach.

   Tytułowa boheterka książki Majka i jej paczka przyjaciółek Justyna, Alina i Julka mają problem z nieco nadgorliwą Tośką, która się do nich przyczepiła. Czego ona chce i dlaczego nagle pojawiła się w ich życiu? Majka przeżywa też bardzo ważne wydarzenie, na  świat przychodzi jej mała siostrzyczka- Janka. Dziewczyny zawsze trzymają się razem i żadne przeciwności losu im nie straszne. Jak poradzą sobie w świetle zmian, które zaszły w ich życiu i jak zakończy się sprawa z Tośką? O tym musicie przekonać się sami, sięgając po tę powieść.

   Poznane w książce dziewczyny są bardzo sympatyczne i myślę, że zbytnio nie odstają od współczesnych nastolatek. Są to zwyczajne dziewczęta, przechodzą trudny okres dojrzewania w sposób dość spokojny i bezproblemowy. Grzeczne i dobrze wychowane nie sprawiają rodzicom zbyt wielu problemów. Mają swoje wady, jednak starają się podchodzić do życia w pogodny i otwarty sposób, próbują radzić sobie z problemami i zawsze są gotowe pomagać sobie nawzajem.

   Język powieści jest bardzo przyjemny i książkę czyta się błyskawicznie. Wydarzenia, jakie mają miejsce budzą zaciekawienie i intrygują. Jest to pełna ciepła, pozytywna opowieść, w której zabawne wątki przeplatają się z trudnymi wydarzeniami. Niesie ze sobą wiele ciepła, pokazuje jak ważna jest przyjaźń oraz tłumaczy że niezależnie od tego, jak nietypowa sytuacja może nas spotkać najważniejsza jest rozmowa i próba zrozumienia tego co się dzieje.

   Książkę z czystym sercem mogę polecić młodym dziewczętom. Jest to mądra i pozytywna opowieść, akcja dziejąca się współcześnie sprawia, że z łatwością można zidentyfikować się z Majką, czy z którąś z jej koleżanek. Mnie również książka sprawiłam przyjemność i czytałam ją z zaciekawieniem, choć dwanaście lat skończyłam już dawno temu.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater.

środa, 20 listopada 2013

Emigracja


Autor: Jose Manuel Mateo, Javier Martinez Pedro
Tytuł oryginału: Migrar
Tłumaczenie: Marta Jordan
Wydawnictwo: Widnokrąg
Rok wydania: 2013
Stron: 10

   Ta książka zdecydowanie zwraca uwagę tym, jak została wydana. Publikacja jest stylizowana na tradycyjne, meksykańskie historie obrazkowe spisywane, a właściwie rysowane, na płachcie roślinnego płótna, rozkłada się jak harmonijka. Do tego okładki z grubej tektury i wstążka, którą można związać tę niewielką książeczkę sprawiają, że wygląda jeszcze lepiej.

   Całość utrzymana jest w czarno-kremowej tonacji, co nadaje jej bardzo elegancki wygląd. Tradycyjna obrazkowa historia została okraszona słowami. Krótką opowieścią o losach Meksykanów poszukujących nowego życia. Taki sposób wydania sprawia, że pozycja jest przede wszystkich ciekawostką etnograficzną, pozwala przybliżyć sobie odległą kulturę rodowitych mieszkańców Meksyku.

   Historia opowiedziana w tej publikacji, zarówno obrazem, jak i słowami, jest dość prosta i przede wszystkim mocno zaangażowana. Opowiada o chłopcu i jego szczęśliwym życiu w domu, dopóki jego rodzina nie została zmuszona do wyjazdu. Z bezpiecznego miejsca przenosi się w pełną niepewności przyszłość. Wyłania się z niej jasne przesłanie, zamysł twórców, którzy ubolewają nad falą emigracji rodaków. Zakończenie opowieści jest otwarte i choć niesie ze sobą wiele smutku i tęsknoty, możemy wyobrazić sobie jak ta historia się skończy.

   Podstawową wartością tej książki z pewnością jest jej forma. Pozwala na bliższe poznanie tak odległego kawałka świata, jak Meksyk. Młodemu czytelnikowi z pewnością przybliży inną kulturę oraz pozwoli poszerzyć horyzonty, zrozumieć, że na świecie są dzieci, w całkowicie odmiennych sytuacjach. Sama historia może wydać się prosta i nieco przygnębiająca.

   Zdecydowanie polecam tę pozycję miłośnikom kultury iberoamerykańskiej. Myślę, że jest to książka, którą warto przeczytać z dzieckiem.. Mnie ona nie do końca przekonała, ponieważ,  nie lubię, gdy literatura dla dzieci niesie ze sobą tak wyraźne i jasne przesłanie, wolę, gdy dziecko może samodzielnie wysnuć wnioski.

Książka przeczytana dzięki uprzejmości portalu Sztukater.

niedziela, 17 listopada 2013

Zabawny ptaszek


Autor: Jennifer Yerkes
Tytuł oryginału: Drole d'oiseau
Tłumaczenie: Anna Nowacka-Devillard
Wydawnictwo: Widnokrąg
Rok wydania: 2013
Stron: 40

   Sięgnęłam po tę pozycję z wielką przyjemnością. Minimalistyczna i oszczędna strona tytułowa zapowiadała równie przyjemną oprawę graficzną wewnątrz. Podoba mi się sposób wydania tej niewielkiej książeczki. Kartki z bardzo dobrego, grubego papieru oraz nieco tylko grubsze okładki zostały jedynie zszyte wzdłuż grzbietu. Taki widoczny szew przywodzi na myśl własnoręcznie wykonany skoroszyt.

   Opowiedziana historia jest dość prosta i przywiodła mi na myśl historię "Co to za ptak" autorstwa Władimira Sutiejewa, jedną z bajek zamieszczonych w zbiorze "Bajeczki z obrazkami". Tu jednak opowieść o ptaszku, który nie chciał być niepozorny została nieco rozwinięta i ma swój ciąg dalszy. Wypływa z niej ważna życiowa mądrość. Nieważne, że ktoś uważa twoje cechy za wadę, ważne, że ty potrafisz przekuć je w zaletę i zamiast stroić się w cudze piórka jesteś po prostu sobą. Lektura tej historii może pomóc dzieciom w zwalczaniu ich rodzących się dopiero kompleksów, a także nauczyć tolerancji wobec innych, różnych od nich samych dzieci.

   Najmocniejszą stroną tej publikacji jest obraz, pojawianie się i znikanie, gra formą i brakiem formy. Oszczędne i proste ilustracje są bardzo ładne, akurat w moim guście. Tekstu w tej opowieści nie ma zbyt wiele, raptem kilka słów na każdej stronie, a czesem nawet mniej. Jednak taka formuła pozostawi wiele pola do popisu. Pobudza wyobraźnię, pozwalając czytelnikowi, by sam dopowiedział sobie szczegóły tej historii. Radziłabym jednak nie zostawiać jej w pobliżu kredek, gdyż sporo bieli na każdej stronie może skusić mlodego czytelnika, do uzupełnienia tej obrazkowej historii nie tylko wyobraźnią.

   Lektura tej neiwielkiej książeczki była dla mnie prawdziwą przyjemnością, niejednokrotnie przeglądałam ją, by nacieszyć oczy ilustracjami, na których tytułowy ptaszek co rusz pojawia się i znika. Polecam tę pozycję rodzicom, gdyż jest to mądra i pięknie wydana opowieść. Zawiera w sobie wszystko, co dobra książka dla dzieci mieć powinna, ładne ilustracje, przystępną i ciekawą historię oraz ważną prawdę ukrytą i podaną w sposób nienachalny.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 16 listopada 2013

Zdobyczy listopada część druga

   Dziś kolejny, niewielki, bo niewielki, stosik. Tym razem, w zdecydowanej większości ufundowany przez Sztukatera. Jedną tylko z poniższych książek nabyłam samodzielnie w ulubionym markecie Polaków. Ale o to i zdjęcie:


    Klasycznie od dołu licząc:

   Młody Samuraj, Krąg ognia Chris Bradford Powieść przygodowa dla młodzieży, a konkretniej jej szósty już tom. Wzięłam ją w ramach eksperymentu, a i nazwisko autora przypomniało mi studia oraz analizę białaka za pomocą odczynnika Bradford.
   Majka i nowa siostrzyczka Susanne Fulscher To też eksperyment, z gatunku, co fajnego wydawnictwo proponuje małolatom, tyle że tym razem typowa powieść dla dorastających dziewczynek.
   Szubienicznik Jacek Piekara Bardzo lubię powieści tego pana, więc jak trafiłam na tę, to nie zastanawiałam się zbyt długo, zwłaszcza, że cena była atrakcyjna. Jedyny mój zakup w tym stosiku.
   Emigracja Jose Manuel Mateo, Javier Martinez Pedro Zainterosowałam się tą książką jako etniczną ciekawostką. Przejrzałam ją już i przeczytałam, recenzja wkrótce.
   Zabawny ptaszek Jennifer Yerkes Ta za to urzekła mnie szatą graficzną. Również już przeczytana, a recenzja czeka na ostatnie poprawki.
   Z notatnika młodego podróżnika, Pojazdy i nie tylko Katarzyna Węgierek Przygarnięta, z czystą premedytacją, z myślą o synu, choć już wiem, że musi nieco do niej dorosnąć. Przekartkowałam i bardzo mi się podoba. 

    Ot i tyle, w tle moja kotusia, która od jakiegoś czasu sypia w miejscu, gdzie zwyczajowo robię stosikowe fotki. Nie była zbyt zachwycona, że jej przeszkadzam, więc oczywiście udaje, że mnie tam wcale nie było.

Wigilia Wszystkich Świętych


Autor: Agatah Christie

Tytuł oryginału: Hallowe'en party
Tłumaczenie: Krzysztof Masłowski
Wydawnictwo: Phantom Press International
Rok wydania: 1993
Stron: 288

   Po książki, które wyszły spod pióra królowej kryminału sięgam bez zastanowienia, a gdy bohaterem jest Hercules Poirot to tym bardziej nie trzeba mnie namawiać. Tak było też z tą pozycją i się nie zawiodłam. Mały, wąsaty Belg w zaskakujący sposób rozwikłał tajemnice, na którą naprowadziła go Ariadna Olivier.

   W spokojnej, prowincjonalnej miejscowości, która nie wyróżnia się niczym szczególnym zorganizowane zostało przyjęcie dla młodzieży z okazji Hallowe'en. Przyjęcie, choć udało się znakomicie, miało swój  ponury finał, w brutalny sposób zamordowano jedną z uczestniczek. Na miejscu znalazła się Ariadna Olivier, której pewne słowa, jakie wcześniej wypowiedziała ofiara nie dały spokoju, postanowiła więc prosić o pomoc Herculesa Poirot. Kto dokonał tak ohydnego czynu? Czy faktycznie był to jakiś przechodzący w pobliżu szaleniec?

   Sceneria tej zbrodni aż sugerowała obecność panny Marple. W Woodleigh Common znają się wszyscy, a każda wiadomość lotem błyskawicy roznosi się wśród wszystkich mieszkańców. Prowincja, gdzie nigdy nie zdarzyło się nic bardzo zdumiewającego, a zbrodnia do której doszło zaskoczyła wszystkich. Zachwycił mnie opis ogrodu Quarry Garden, miejsce pełne mrocznego uroku i eterycznego piękna. Bardzo zainteresowały mnie zabawy na organizowanym przyjęciu. Niektóre mnie zdumiały, jak łapanie płonących rodzynek, inne przywodziły na myśl wróżby jakie u nas tradycyjnie odprawia się z okazji Andrzejek.

   Jest to dość późna powieść Agathy Christie, Poirot nie ma już tyle werwy co w innych powieściach, jednak jego szare komórki wciąż pozostają niezawodne. Z wielką przyjemnością spotkałam ponownie panią Ariadnę Olivier, postać nieco autobiograficzną, do której autorka podchodzi w wielkim humorem i przymróżeniem oka. Mamy też okazję ponownie spotkać, będącego już na emeryturze nadinspektora Spence'a, którego można poznać w książce "Pani McGinty nie żyje".

   Język powieści, jak zawsze u tej autorki jest bardzo dobry, przez książkę się mknie, pochłaniając kolejne strony. Dobrze zbudowana intryga i powoli odkrywane tajemnice przeszłości sprawiają, że napięcie podczas lektury nie słabnie. Nie odczułam żadnego przestoju, ani znudzenia. Akcja toczy się nieśpiesznie, by zwiększyć tempo pod koniec, doprowadzając do zaskakującego finału.

   Miłośnikom klasycznych kryminałów oraz wielbicielom Agathy Christie nie trzeba tej książki polecać. Dla tych, którzy swą przygodę z królową kryminału i jej najbardziej rozpoznawalnym bohaterem dopiero mają zacząć, ta pozycja będzie dobrym wyborem. Jest w niej wszystko, za co czytelnicy na całym świecie wciąż chętnie sięgają po utwory tej autorki.

wtorek, 12 listopada 2013

Listopadowy stosik prawie monotematyczny

   Dziś pora na malutką prezentację allegrowych zdobyczy. Postanowiłam skurczyć nieco moją półkę polowania i nabyłam kilka wymarzonych pozycji. Ich stan odbiega od ideału, ale ciężko w niewielkiej cenie znaleźć coś w lepszym stanie. A stosik wygląda tak:


   Od dołu licząc
   Taetr IMolier Pierwszy tom zebranych komedii Moliera, tom II nabyłam jakiś czas temu z wymiany. Powoli kończę czytać, choć nie wiem, czy podołam recenzji. Póki co świetnie się bawię przy lekturze.
   Wigilia Wszystkich Świętych, Obligacje za milion dolarów, Przeznaczenie, Tajemnica lorda Listerdale'a, Trzynaście zagadek, Kurtyna- Agatha Christie Z tych sześciu książek autorstwa Królowej kryminału czytałam jedynie ostatnią pozycję. Pozostałych jestem niezmiernie ciekawa i z wielką chęcią się za nie zabiorę.

   Jak wspomniałam stosik monotematyczny, ale i tak mocno się napaliłam na lekturę. No i moja kolekcja dzieł Agathy Christie rozrosła się pięknie do siedemdziesięciu sztuk.

sobota, 9 listopada 2013

Król Cierni

Autor: Mark Lawrence
Tytuł oryginalny: King od Thorns
Cykl: Rozbite imperium Tom II
Tłumaczenie: Anna i Jarosław Fejdych
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2013
Stron: 624

   Pierwszy tom trylogii "Rozbite imperium" zachęcił mnie do sięgnięcia po drugą odsłonę przygód księcia Jorga z Ancrath "Króla Cierni". Niestety to spotkanie nie było już tak udane jak poprzednie i nie czuję zbyt wielkiej ciekawości by sięgnąć po zwieńczenie cyklu. "Król Cierni" jest dłuższy od swojego poprzednika o około dwieście stron i z przykrością muszę stwierdzić, że momentami wiało nudą.

   W tym tomie bliżej poznajemy wyżyny i góry Renaru, które kuszą swym malowniczym pięknem i prostą surowością. Gdy Jorg wyrusza na wyprawę mamy okazję zwiedzić z nim inne księstwa powstałe po rozpadzie imperium. Załączona mapa okazuje się jednak niezbyt pomocna, gdyż widnieje na niej niewiele informacji i niejednokrotnie ciężko było zlokalizować, którędy dokładnie wędrują bohaterowie. Ponadto odniosłam dziwne wrażenie przekłamania, a właściwie nieścisłości w czasie i odległości. Przebycie podobnej odległości oznaczonej na mapie raz zajmowało bohaterom tygodnie, by innym razem zbliżoną odległość, w trudnym terenie pokonali w kilka dni. Wydawać by się mogło, że autor wyrysował mapę, ale nie brał jej pod uwagę w trakcie pisania powieści.

   W "Królu Cierni" akcja została podzielona, podobnie, jak poprzednio, na dwie oddalone w czasie i przeplatające się wzajemnie części. Pierwsza z nich jest retrospekcją, cofnięciem o cztery lata, do momentu, w którym zakończył się pierwszy tom trylogii. W kilka miesięcy po zdobyciu Upiornego Zamku i pomszczeniu najbliższych Jorg stara się odnaleźć w roli władcy. Próbuje też pomóc Gogowi, gdyż odezwała się zaklęta w nim moc ognia i jego sny zaczęły stanowić niebezpieczeństwo dla otaczających go osób. Jorg razem z braćmi wyrusza, by zmusić największego, czarnoksiężnika ognia do rozwiązania problemu. Z tego okresu pochodzą też przytaczane listy Katherine ap Scooron, w których poznajemy rozwiązanie licznych tajemnic, jakie Jorg zamknął w specjalnie w tym celu przygotowanej szkatułce. Czasy równoległe spisywanym pamietnikom Jorga, to moment jego starcia z opisanym w proroctwach pretendentem do cesarskiego tronu. Książę Strzały jest bohaterem idealnym i wspaniałym kandydatem na cesarza Imperium. Można po nim oczekiwać, że zjednoczy cesarstwo zapewniając mu spokój i rozkwit. Jednak w tym celu musi zjednać sobie Jorga albo siłą podbić jego królestwo. Akcja skupia się na podboju Upiornego Zamku przez armię Księcia Strzały i fortelach, jakich używa Jorg, by nie ulec, przeważającej sile wroga.

   Książe Strzały i jego brat to dwie z nielicznych nowych postaci, jakie mamy okazję spotkać na łamach tej powieści. Żaden z nich nie wzbudził mojej sympatii, zwłaszcza, że zostali przedstawieni z perspektywy Jorga. Króla Renaru za to poznajemy coraz lepiej, między innymi dzięki wspomnieniom zamkniętym w szkatułce, której wieko niejednokrotnie zostaje podniesione. Jorg się zmienił, co jest normalną konsekwencją dorastania i wchodzenia w wiek męski. Jednak odniosłam wrażenie, że autor za bardzo chciał wybielić swego antybohatera. Co zaś przeszkadzało mi najmocniej, to fakt, że Jorgowi w dalszym ciągu wszystko się udaje. Wychodzi cało z każdej opresji, czy to dzięki swemu sprytowi, czy to dzięki szczęściu. Jest to irytujące, gdyż Jorg sprawia wrażenie osoby, która zna się na wszystkim i czego się nie podejmie okazuje się w tym geniuszem. Nawet jego okrucieństwo i wyrachowanie nie łagodzą wrażenia, że jest bohaterem idealnym. Ciężko zobaczyć w nim człowieka a tym trudniej go polubić, a fakt, że steruje nim czarownik snów, nie stłumiła mojej niechęci do niego i całej powieści.

   Język książki jest poprawny, nie zachwyca, ale czyta się ją bez większych problemów. Nieco wolniejsze tempo akcji przeplecione rozmyślaniami bohatera sprawiło, że powieść miejscami nudziła. Niektóre opisane wydarzenia wydały mi się zupełnie bez sensu i wrzucone w treść nieco chaotycznie. Jakby autor chciał zamieścić w swym dziele wszystko, co tylko mu przyszło do głowy, nie bacząc na to, czy umieszczenie takich wątków ma jakikolwiek sens. Motyw z Chelą wydał mi się właśnie taki, odniosłam wrażenie, że został upchnięty na siłę, tylko po to by było mrocznie i nieprzyjemnie. Zakończenie nieco mnie zaskoczyło, choć przyznać muszę, że kończyłam lekturę raczej z poczucia obowiązku, niż z chęci dowiedzenia się, jaki będzie finał tej historii.

   Z czystym sercem mogę "Króla Cierni" polecić tym, których zachwycił pierwszy tom "Rozbitego imperium", choć moim zdaniem jest od niego słabszy. Jeżeli komuś pierwsza odsłona przygód Jorga nie przypadła do gustu, może spokojnie odpuścić sobie lekturę tego tomu, gdyż nie znalazłam w nim nic, dlaczego warto było poświęcać mu swój czas.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater.

sobota, 2 listopada 2013

Książę Cierni

Autor: Mark Lawrence
Tytuł oryginału: Prince of Thorns
Cykl: Rozbite imperium, Tom I
Tłumaczenie: Jarosław Fejdych
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Stron: 422

   Co roku, albo i częściej, w którymś z wydawnictw pojawia się książka okrzyknięta rewelacyjnym debiutem, nikomu wcześniej nieznanego pisarza. Ta powieść również doczekała się takiej łatki, a nota od wydawcy aż roi się od słów znanych autorów fantasy, zachwalających sobie tę pozycję. Oczekiwałam po niej mrocznej i krwawej opowieści o dążeniu do władzy i pokonywaniu własnych słabości. Nie mogę stwierdzić, bym się zawiodła, jednak nie zostałam oczarowana tą historią i zapewne szybko o niej zapomnę, gdyż nie wzbudziła we mnie takich emocji, bym mogła i chciała ją zapamiętać.

   Jak wiele fantastycznych powieści, tę również otwiera mapa wykreowanego świata. Przedstawiony układ lądów wydaje się znajomy i w trakcie lektury odkrywamy czemu tak jest. Narrator wspomina Budowniczych, zamieszkujących ten świat bardzo dawno temu, pojawiają się postacie, które znamy z historii, czy filozofii, a religia wybitnie przypomina Chrześcijaństwo. O tym, że nie jest to przypadek mamy okazję dowiedzieć się, a raczej domyśleć, przemierzając kolejne strony. Odkrywamy fakt, że mamy do czynienia z Europą na długo po jakiejś wielkiej katastrofie, a starożytni Budowniczowie, to tak naprawdę ludzkość na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego.Taka wizja świata jest dość kusząca, jednak autor nie bardzo dał czytelnikowi okazję, by się w tym świecie zagłębić. Załączona mapa też niewiele ułatwia, gdyż jest bardzo nieszczegółowa i trudno się zorientować, gdzie znajdują się bohaterowie, zwłaszcza, że galopujące tempo akcji nie ułatwia orientacji w terenie.

   Fabułę napędza żądza zemsty, której poszukuje czternastoletni książę Jorg Ancrath na mordercach swej matki i brata. Scenę morderstwa, poznajemy w retrospekcjach i wyjaśnia ona tytuł książki. Dziewięcioletni Jorg, wrzucony w ciernisty krzew, nie mogąc się poruszyć, przyglądał się, jak mordują jego rodzinę i służbę. Ciernie prawie wyssały z niego życie i na zawsze naznaczyły bliznami jego ciało, a mord jaki musiał się oglądać wypaczył jego duszę. Gdy po długiej kuracji doszedł do siebie, jego jedynym pragnieniem stało się pomszczenie najbliższych i utoczenie krwi mordercy. W podjętej wyprawie towarzyszy mu grupa renegatów, morderców i złoczyńców.

   Powieść pełna jest antybohaterów, w których ciężko znaleźć choćby odrobinę pozytywnych cech i jeszcze ciężej ich polubić. Zdeprawowani zbójcy, gwałciciele i zwyrodnialcy to główni bohaterowie książki. Sam książę Jorg nie odbiega od nich zbytnio, gdyż w cierniowym krzewie umarło w nim wszystko co dobre i miłe. Stał się okrutny i wyrachowany, za wszelką cenę dąży do upragnionego celu. Pali, grabi i morduje, z czystego umiłowania do okrucieństwa. Autor, chcąc może wybielić swego antybohatera ujawnia, że nie do końca jest on odpowiedzialny za swoje czyny, ale odniosłam wrażenie, że jest to próba zrobienia z niego antybohatera idealnego. Gdy czasem do głosu dochodzi jego sumienie, Jorg dusi je w zarodku uważając za oznakę słabości. Nie polubiłam żadnego z bohaterów. Autor nie dał okazji, by czytelnik mógł się zbliżyć do kogokolwiek poza Jorgiem, a tego młodzieńca nie sposób polubić.

   Książkę czyta się nieźle, choć natrafiłam na kilka dziwnie skonstruowanych zdań, czy problemów z odmianą polskich słów, podejrzewam tu błędy w tłumaczeniu, które umknęły w trakcie korekty. Nie przeszkadzają one zbytnio w lekturze, ale mogą być sporą wadą dla pedantycznych czytelników, zwracających uwagę na takie drobiazgi. Specyficznie wykreowany świat, z jednej strony jest dość ciekawy a z drugiej sprawia wrażenie, jakby autor nie mógł się zdecydować, czy woli klimat pseudo średniowieczny, czy może post apokaliptyczny. Wśród książek, których akcja dzieje się w alternatywnej historii Europy, znacznie ciekawiej przedstawili świat Jacqueline Carey, w trylogii Dziedzictwo Kusziela, czy też Jacek Piekara w opowieściach o Mordimerze Maderdinie. Zwłaszcza ten drugi cykl wydał mi się podobny, gdyż Polak również stworzył antybohatera i wyszło mu to zdecydowanie lepiej. W tej powieści, odniosłam wrażenie, że autor nie bardzo miał pomysł na kreacje świata, a sama akcja, choć porywająca i bez chwili nudy, to dla mnie nieco zbyt mało, by zachwycić się lekturą.

   Czy więc warto sięgnąć po pierwszy tom Rozbitego imperium? Myślę, że tak, gdy ktoś ma ochotę na brutalną historię, w mrocznym fantasy, w której bohaterowie giną i nie spotyka ich nic dobrego. Lektura upłynęła mi przyjemnie i stosunkowo szybko, ale podejrzewam, że równie szybko ulotni się z mojej pamięci. Sięgnęłam po tom drugi nie tylko z obowiązku, gdyż poczułam lekką ciekawość, jak też dalej potoczą się losy poznanych postaci. Nie jest to jednak książka, do której bym wróciła, nie uważam jej też za obowiązkową pozycję w biblioteczce miłośników fantasy.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi: Sztukater.

piątek, 1 listopada 2013

Spis lektur i podsumowanie października

   Ten miesiąc jest o tyle przełomowy dla mnie, że każda przeczytana książka doczekała się recenzji, dlatego zrezygnowałam z tradycyjnego posta z opiniami o książkach i połączyłam go z podsumowaniem, bo nie mam ochoty się powtarzać i tworzyć nadamiarowych bytów w moim kawałku internetu, choć prozaiczna prawda mowi, że większy wpływ ma na to choroba, która mnie dopadła w środę (wstrętny, złośliwy paciorkowiec!) oraz śmierć mojego kochanego, stacjonarnego komputera, przez co korzystać muszę z malutkiego laptopika, za którym nie przepadam.

    Zacznę od opinii:

   Na początek, cztery (z pięciu) tomy Malloreonu Davida Eddinsa

   Wszystkie przeczytałam i zrecenzowałam w tym miesiącu.  Cóż więcej mogę dodać? Cykl uważam za kultowy w gatunku fantasy, napisany w czasach, gdy miesięcznie wychodziło najwyżej po kilka premierowych, fantastycznych powieści. Może nie odkrywczy, czy szokujący, ale pełen świetnie ukształtowanych bohaterów, których łączą bardzo dobrze opisane bliskie relacje. Ponad półtorej tysiąca stron wielkiej, epickiej, ale bez przesady, przygody w drobiazgowo wykreowanym świecie. I choć niełatwo ją zdobyć w formie papierowej i trzeba jej poświęcić nieco czasu, to po raz kolejny gorąco polecam. Kawał świetnie napisanej fantastyki.

   Śpiąca jasnowłosa Bogdan Loebl

   Moja pierwsza książka otrzymana w ramach współpracy, ciekawa, choć nie do końca moje klimaty. Podoba mi się jej okładka, choć wydanie nie jest najlepsze i nie tyle chodzi mi o papier, gdyż tej jest przyzwoity, co o reklamowe wkładki pod koniec książki. Przeczytana, zrecenzowana i do przygarnięcia. Zachwycił mnie wiersz w niej zawarty, ale lektura niestety nie urzekła.

   Tuwim, wiersze dla dzieci Julian Tuwim

   Kolejna pozycja od Sztukatera, przygranięta i preczytana z wielką ochotą. Recenzja sprawiła mi nieco kłopotów, gdyż nie recenzowałam wcześniej wierszy i było to dla mnie niejakie wyzwanie. Synowi bardzo się podoba, szczególnie polubił wiersze: Dwa Michały, Pan Maluśkiewicz i wieloryb oraz Lokomotywa. Świetna okazja, by pobawić sie intonacją przy głośnym czytaniu, co pobudza salwy śmiechu.

   Książę cierni Mark Lawrence

   Długo się zastanwiałam, jaką jeszcze książkę przygarnąć od Sztukatera. Trafiło na tę pozycję oraz jej kontynuację. Recenzja pojawi się już niedługo, póki co napiszę jedynie, że jest ciekawa. Mroczna i ociekająca krwią. Wydała mi się jednak nieco niepełna. Nie wrócę do niej na pewno i z czystym sercem odkładam ją na półkę wymianową.

   A teraz już pora na statystyki:

    W październiku przeczytałam raptem 7 książek, w sumie: 2272 strony, co daje niecałe 73 strony dziennie. Wynik dość przeciętny, ale w sumie satysfakcjonujący, obawiałam się,  że będzie gorzej odkąd poszłam do pracy. Recenzje sześciu książek już można przeczytać, a Książę cierni Marka Lawrence'a pojawi się na dniach.

   Przybyło do mnie aż 14 książek, więc stosunek przeczytanych do nabytych znów jest niezbyt korzystny, choć bywało gorzej. Z tych 14: cztery dostałam od Sztukatera do recenzji, cztery kupiłam w taniej książce, a pozostałe sześć przyszło do mnie z wymiany.

   I już na sam koniec ogłoszenie, Sztukater wciąż poszukuje recenzentów do współpracy, więc śmiało piszcie na: info@sztukater.pl.