niedziela, 23 sierpnia 2020

Demon wyścigów


Autor: Stanisław A. Wotowski

Seria: Kryminały przedwojennej Warszawy. Tom 51

Wydawnictwo: CM

Rok wydania: 2018


Dwudziestolecie międzywojenne ma swój szczególny urok. Czasy świeżo odzyskanej niepodległości i budowy państwa polskiego związane były też  z pewną rewolucją społeczno-obyczajową, gdzie odczuć można było zmierzch arystokracji i szanse dla zwyczajnego obywatela. W takich, współczesnych sobie czasach, Stanisław Wotowski osadził akcję powieści „Demon wyścigów” związaną z torem na Służewcu i rozgrywającymi się na nim gonitwach.

Ogromne emocje i jeszcze większe fortuny zdobywane nagle i równie nagle tracone wraz z kolejną gonitwą są osią wokół której toczy się akcja powieści. Gdy od biegu zależeć może czyjeś być albo nie być, bardzo łatwo o pokusę, by zacząć to kontrolować i sterować wyścigiem, w celu osiągnięcia jak najlepszych korzyści. Jedną z takich osób jest mityczny i nieuchwytny Demon wyścigów. Gdy jego oko spoczęło na ogierze ze stajni Świtomirskich – Magnusie faworycie w nadchodzących derbach w sprawę wplątany został dżokej Grot.

Cała kryminalna intryga obraca się właśnie wokół postaci Janka Grota. To człowiek z gruntu uczciwy, dla którego wszelkie pozakulisowe machinacje są wręcz obrzydliwe. Jego opór budzi chęć zemsty wśród tych, którzy wobec ustawionych gonitw mieli ściśle sprecyzowane plany. Dżokej nie daje się ani przekupić, ani zastraszyć i postanawia na własną rękę, i dla własnego bezpieczeństwa dowiedzieć się kim jest tajemniczy manipulator.

Główną zaletą powieści jest bardzo szczegółowe i wiarygodne przedstawienie realiów wyścigów konnych, a biorąc pod uwagę, że autor był synem jeźdźca sportowego można utwierdzić się w tym, że znał to środowisko bardzo dobrze. Arystokraci oraz dorobkiewicze będący właścicielami stajni i dżokeje to tylko część ludzi, których powodzenie zależy od przebiegu gonitw. Dla nich też sam wyścig jest jedynie jednym ze źródeł możliwego dochodu. Równie ważne są zakłady i w książce nie brakuje graczy, którzy potrafią postawić wszystko na jedną kartę, czy w tym układzie konia. Obraz międzywojennej Warszawy uzupełniają lokalne knajpki i tajne klubiki, w których namiętni hazardziści mogą trwonić pieniądze, gdy akurat nie rozgrywa się żadna gonitwa.

Intryga kryminalna jest całkiem nieźle zbudowana. Nie jest to jednak przykład klasycznego kryminału, w którym detektyw – zawodowiec lub amator, powoli dochodzi od nitki do kłębka. Powieść bardziej przypomina opowieść sensacyjną, gdzie wplątany w szereg intryg Grot walczy o spokój swojego sumienia, karierę i życie. Wartka akcja oraz liczne jej zwroty prowadzą do punktu kulminacyjnego i rozwiązania intrygi.

Powieść czyta się nieźle, choć już od pierwszych stron uwagę zwraca nietypowa nieco składnia. Dziwny, trochę nienaturalny szyk słów sprawia szczególne wrażenie i może nieco utrudniać lekturę, z czasem jednak można się do niego przyzwyczaić. Zasób słownictwa jest spory i nie brakuje w nim tego związanego ściśle z końmi, wyścigami, czy hazardem. Jest ono jednak zrozumiałe dzięki dobremu umieszczeniu w kontekście.

„Demon wyścigów” to na pewno książka dla każdego, kogo fascynują gonitwy i konie. To również niezła kryminalna intryga, której sensacyjne rozwiązanie możemy śledzić wraz z kolejnymi wydarzeniami. Kreacje postaci są wiarygodne lecz nieco schematyczne, nie stanowi to jednak przeszkody w przyjemności płynącej z lektury. Dość zaskakujące rozwiązanie oraz nieco przewidywalny finał sprawiają dobre wrażenie. To w końcu ciekawy, choć nieco wybiórczy obraz Warszawy lat trzydziestych.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

piątek, 21 sierpnia 2020

Tomik poezji z rękawa

 


Autor: Ewa Anna Oleksiuk
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2018

Ponieważ często słucham poezji śpiewanej, więc i współcześnie pisane wiersze najczęściej poznaję jako piosenki, w których oprócz oddziaływania słowa liczy się też warstwa muzyczna. Godnym uwagi jest fakt, że liryczna warstwa utworów takich wykonawców jak Krzysztof Myszkowski, czy Jacek Stęszewski jest bardzo wysokiej jakości. Czasem jednak sięgam po wiersze wydane w formie tomików poezji. I tu nachodzą od razu dwie refleksje. Po pierwsze rzadko kiedy takie tomiki ukazują się inaczej niż w wydawnictwach vanity press, bądź wydane inicjatywą własną autorów. Po drugie, niestety jakość wydawanej współcześnie poezji pozostawia sporo do życzenia i w porównaniu z tą, jaką prezentują teksty śpiewających poetów nie bronią się zbyt dobrze.

Jednym z takich tomików jest niewielki zbiór wydany nakładem wydawnictwa Poligraf autorstwa Ewy Anny Oleksiuk, zatytułowany „Tomik poezji z rękawa” okraszony podtytułem „Wrzesień 1991 – październik 1994”. Jest to zbiorek wierszy pisanych przez nastolatkę i to niestety mocno daje się odczuć i dla dojrzałego, wyrobionego literacko czytelnika lektura tej książki to dość ciężkie przeżycie. 

Utwory zawarte w „Tomiku poezji z rękawa” kipią emocjami. Tymi pozytywnymi, jak i tymi negatywnymi. Są to emocje, czyste, pierwotne wręcz, nieprzefiltrowane przez rozsądek i lata doświadczeń. To typowa transkrypcja uczuć nastolatki, gdzie każde jest niezwykle wybujałe, takie na zawsze i do końca, całkowicie oderwane od rzeczywistości. Niestety taka tematyka zawsze ociera się gdzieś o infantylność i tak jest również w tym przypadku. W czytelniku z niemałym bagażem doświadczeń, przedstawienie własnych emocji w takim ujęciu budzi uśmiech politowania i pewien protekcjonalizm.

Warstwa językowa wierszy też nie broni się najlepiej. Rymy są proste, niejednokrotnie częstochowskie Często sprawiają wrażenie, że rymy powstały najpierw, na zasadzie zapisu najprostszego i najbardziej oczywistego skojarzenia. Nie ma tu żadnej finezji, znikomej choćby świadomości i rozumienia słowa. Nie ma tu żadnej zabawy słowem, jest proste przełożenie myśli na język pisany, pozbawione zupełnie jakiejkolwiek wirtuozerii i sztuki.

„Tomik poezji z rękawa” to wiersze mocno niedojrzałe, co zresztą nie dziwi, gdyż pisała je nastolatka. Niestety nie bronią się jako lektura dla bardziej świadomego i zwyczajnie doroślejszego czytelnika. Byłaby to znacznie ciekawsza propozycja, gdyby była to publikacja uznanego poety, wtedy byłaby to ciekawostka dokumentująca, jak bardzo rozwijał się i ewoluował jego styl. W przypadku debiutanckiego tomiku wierszy Ewy Anny Oleksiuk tak niestety nie jest. A pierwszy kontakt z tak niedojrzałą infantylną poezją trudno nazwać przyjemnym, jeśli ma się ileś już lat na karku i jakiś bagaż doświadczeń ze sobą. 

„Tomik poezji z rękawa” może się wybronić jako książka przeznaczona dla nastoletniego czytelnika, choć znacznie bardziej dla nastoletniej czytelniczki. Znajdziemy tu ekspresję emocji i sporą wrażliwość. To sprawia, że ten zbiór ma określoną grupę docelową, niestety nawet czytelniczkom z tej grupy ciężko polecić tę książkę. Jest zbyt prosta, zbyt oczywista i zbyt mierna językowo, by była wartościową. I choć nie wątpię, że znajdą się osoby, które będą potrafiły się utożsamić z zawartymi tu wierszami, dla których będą one trafnym komentarzem rzeczywistości, to jednak ciężko przymknąć oko na to, jak mocno wybrakowana jest to lektura, którą trudno ocenić chociażby jako poprawną.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

wtorek, 18 sierpnia 2020

Baśń o wężowym sercu

Autor: Radek Rak

Wydawnictwo: Powegraph

Rok wydania: 2019

Sięgając po trzecią powieść Radka Raka nie miałam przesadnie wielkich oczekiwań, choć pierwszy kontakt z tym autorem w ramach projektu „Legendy polskie” wspominam bardzo dobrze. Jakże miłym zaskoczeniem była dla mnie „Baśń o wężowym sercu”, która urzekła mnie całkowicie. 

Jakób Szela jest postacią historyczną, urodzony pod koniec osiemnastego wieku odegrał ogromną rolę w chłopskiej rebelii, tak zwanej rabacji galicyjskiej. Radek Rak sięgnął po tę postać, szkicując portret wsi galicyjskiej z początku dziewiętnastego wieku, przeplatając w historię wątki fantastyczne. 

Główną postacią „Baśni o wężowym sercu” jest właśnie Jakób Szela (autor trzyma się tej właśnie pisowni), czytając o jego młodości i perypetiach, ciężko uwierzyć w jego, jakże krwawy udział w chłopskim buncie. Jakób jest człowiekiem niezbyt charyzmatycznym, często niepewnym, wiernym swoim ideałom, ale pozbawionym odwagi, by o nie walczyć. Z biegiem lat – akcja książki rozciąga się w zasadzie na całą jego dorosłość, Jakób się zmienia, uczy i rozwija. Niebagatelną rolę w tym odgrywają siły nieczyste, czarty i legendarny wężowy król. 

Przedstawienie wsi i jej mieszkańców jest bardzo szczegółowe i idealnie oddaje jej ducha. Chłopi są prości, ale nie głupi, wierzący ale nie stroniący od przesądów, zabobonów i wiedźmiej magii. Z pokorą wykonują pańszczyznę, przyjmując razy, ale głęboko odczuwają niesprawiedliwość losu. W ich życiu nie brakuje ani jasnych stron, ani pragmatyzmu – ten zresztą często jest znacznie ważniejszy niż moralność. W porównaniu z nimi, przedstawiona szlachta nie wypada lepiej. Niezależnie od klasy liczy się siła i władza a gdy ktoś poczuje choćby jej odrobinę, nie omieszka z niej nie skorzystać.

Przyziemny wręcz realizm życia chłopów przeplata się z magią. Oniryczne wizje, niesamowite miejsca położone gdzieś poza granicą świadomości, co do których do końca nie mamy pewności, czy nie są tylko wyobrażeniem głównego bohatera. Do tego komplet nieludzkich postaci, począwszy od całkiem swojskiej wiedźmy, przez kota Kocmołucha, którego pochodzenie jest niejasne, aż po diabły – rogate satyry, których bronią jest mamienie ludzi. Fantastyczne wizje stają się częścią życia chłopstwa, które przyjmuje je z zupełnym spokojem, nie zawsze nawet zauważając, że mają miejsce. Czy faktycznie mają one miejsce, czy są tylko projekcją Jakóba Szeli?

Książkę czyta się wyśmienicie. Niezwykle plastyczny język wciąga czytelnika w klimat podkarpackich wiosek rozrzuconych wśród górskich szczytów. Bogactwo słownictwa w połączeniu ze specyficznym stylem narracji nie pozwala oderwać się od kolejnych stron. Każdy rozdział rozpoczyna się od „O...”, gdyż w pewnym sensie każdy jest osobą baśnią, które splatają się w jedną całość, tworząc fantastyczną opowieść. Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o licznych zdaniach, które zachwycają swoją trafnością, dzięki którym książka staje się wręcz kopalnią cytatów.

„Baśń o wężowym sercu” to wielowymiarowa opowieść o tęsknocie i poczuciu sprawiedliwości, o zemście i odpuszczeniu, o miłości, która bywa tragicznie romantyczna lub do bólu pragmatyczna. To powieść niepozbawiona filozoficznych rozważań, pytających o sens życia i rolę jednostki w świecie. To w końcu niezwykle wciągająca historia oparta o autentyczne wydarzenia, doprawione sporą dozą magii, mitów i podkarpackich legend. Najnowsza powieść Radka Raka zachwyciła mnie  zupełnie, jej lektura wciąga niczym bagno, przy czym zamiast otulać zimną wodą, otacza czytelnika niezwykle barwnym, pełnym fantazji światem.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Sztukater.

piątek, 14 sierpnia 2020

Las złamanych serc


Autor: Tomasz Samojlik, Marcin Podolec, Agata Mianowska

Cykl: Bardzo dzika opowieść. Tom I

Wydawnictwo: Kultura gniewu

Rok wydania: 2019

Tomasz Samojlik dał mi się poznać wcześniej jako rysownik i autor urzekającej książki „O rety! Przyroda”, pięknie prezentującej faunę różnych siedlisk. Drugi kontakt z tym autorem miałam sięgając po komiks „Ostatni żubr” poświęcony historii założenia najstarszego parku narodowego w Polsce. „Las złamanych serc” to pierwsza część „Bardzo dzikiej opowieści”, którą napisał właśnie Tomasz Samojlik, a narysowali Marcin Podolec i Agata Mianowska.

Główną bohaterką książki jest kotka Ryśka, porzucona na leśnym parkingu, dawniej mieszkająca w sklepie zoologicznym. Dość szybko spotyka ona żółwia i papugę, dwoje innych wyrzutków, którzy całkiem nieźle urządzili się w przyparkingowych śmietnikach. Kotka Ryśka nie ma zamiaru pozostawać na śmietniku, planuje wyruszyć na poszukiwanie nowego domu. Żółw i papuga dołączają do niej, a z krzaków wyłania się kolejny towarzysz, niepozorny patyczak. Szybko okazuje się, że w zagajniku, w jakim się znaleźli nie dzieje się dobrze. Miejscowi mieszkańcy terroryzowaniu przez psubratów, szukają pomocy i oparcia w rysiu, który zawsze sprawował pieczę nad okolicą. Jednak ryś przepadł i nikt nie wie, co się z nim stało.

Zwierzęcy bohaterowie książki budzą sympatię, zarówno stroną wizualną, jaki i swoją charakterystyką. Każde z nich ma silnie zarysowaną osobowość, nie zawsze opartą na stereotypach z jakimi kojarzą się zwierzaki. I tak, sowa wcale nie musi być tą najmądrzejszą, kot niekoniecznie będzie złośliwy, a lis fałszywy. Autorzy nie poszli na łatwiznę w kreowaniu bohaterów i robi to dobre wrażenie. Co ważne, postacie się rozwijają, walczą ze swoimi słabościami, pokonują zwątpienie, zmagają się ze strachem. 

Fabuła komiksu jest mocno proekologiczna. Porusza ważny temat porzucania zwierząt domowych w dzikim środowisku, co nie jest dobre ani dla samych zwierzaków, ani dla środowiska. I choć nie padają tu słowa potępienia dla takiego zachowania, to jednak sposób w jaki opisane zostały losy Ryśki i pozostałej trójki są nad wyraz wymowne. Gdy dodamy jeszcze plany związane z bandą Psubratów, budowanie ekologicznej świadomości w młodym czytelniku staje się oczywiste. „Bardzo dzika opowieść” w pierwszym tomie wyraźnie wskazuje, że zwierzę czuje i cierpi, że może się bać i może tęsknić za poczuciem bezpieczeństwa. To bardzo ważne podstawy pozwalające w odbiorcy budować szacunek do otaczającej nas przyrody, nawet jeśli to tylko (albo aż!) mieszkające z nami zwierzęta domowe.

Komiks prezentuje się bardzo dobrze. Wyraziste ilustracje i intensywne kolory to jego wielka zaleta. Zwierzęcych bohaterów cechuje wspólność kreski, nie są przesłodzeni, nie są też karykaturalni i choć może nie jest to najwierniejsze odwzorowanie zwierzaków, to już na pierwszy rzut oka wiadomo z jakim gatunkiem mamy do czynienia. Warstwa językowa opowieści również nie budzi zastrzeżeń, komiks czyta się płynnie a przedstawienie akcji mocno wciąga czytelnika.

Największym minusem „Lasu złamanych serc” był dla mnie fakt, że opowieść urwała się w tak emocjonującym momencie a na wyjaśnienie czegokolwiek trzeba będzie czekać aż do premiery kolejnej odsłony przygód dzielnej i zdeterminowanej Ryśki. Komiks czyta się wyśmienicie, jest w nim intryga, jest dobrze zarysowany rozwój postaci, jest również coś więcej – nienachalne budowanie świadomości ekologicznej w młodym czytelniku. To godna polecanie pozycja, która w mądry sposób niesie nie tylko rozrywkę najlepszego gatunku, ale i coś więcej, co sprawia, że nie jest to tylko banalna opowieść o walecznych zwierzakach.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Książki przyrodnicze dla dzieci warte uwagi

    W czasie jednej facebookowej dyskusji u Moreni, padło zapytanie o wydawców książek dla dzieci godnych polecenia. A ponieważ książek dla dzieci u mnie jest mnóstwo i nieskromnie mogę stwierdzić, że jeśli o nie chodzi mam pewną wiedzę, postanowiłam się tą wiedzą podzielić. I w ten sposób powstaje pierwsza, zapewne ostatnia (no może jednak nie, jak się okaże, że temat chwycił i co znacznie ważniejsze, mam o czym pisać) notka - polecajka. Z góry ostrzegam, będzie długa i zdjęciami okraszona aż miło. Skupiam się na kilku wydawcach, których bardzo lubię: Dwie Siostry, Nasza Księgarnia, Wilga, Kultura Gniewu, ale nie ograniczam do nich. Znacznie większe ograniczenie panuje w kwestii autorów, ale i tu oprócz kilkorga ulubieńców - czy to rysowników, czy artystów piszących, jest też sporo innych. No i najważniejsze - skupiam się na książkach przyrodzniczych, gdyż po pierwsze takie dominują w mojej dziecięcej biblioteczce, a po drugie, taki też jest zamysł ten notki - jest tu kilka odchyleń - ale wszystkie książki, które tu wymieniłam warto chociaż rozważyć. Część była zrecenzowana, teksty są podlinkowane w tytułach książek.

   Część pierwsza to książki dla najmłodszych dzieci, kolorowe, obrazkowe, do przeglądania i zachwytów.

Stos zdominowany przez Naszą Księgarnię, z autorów dwie wspaniałe rysowniczy: Emilia Dziubak i Katarzyna Bajerowicz, więcej poniżej.

52 Tygodnie Anne Crauzas To dość ciekawa pozycja, na którą trafiłam przypadkiem, opisuje 52 tygodnie na gałązce jednej jabłonki. Każdy tydzień, to inny ptak. Wizualnie piękna, treścią w porządku. 

A to Drzewo Katarzyny Bajerowicz - książka - nieksiążka, zbiór arkuszy, z których można, niczym z puzzli ułożyć tytułowe drzewo. Na rewersach ciekawostki przyrodnicze lub zadania do wykonania, w jakiś sposób związane z drzewami.
A tu seria: Opowiem Ci mamo... Cztery tytuły: Co robią mrówki, Co robią żaby, Skąd się bierze miód Katarzyny Bajerowicz z tekstem Marcina Brykczyńskiego oraz Co robią dinozaury Emilii Dziubak. Grube tekturowe kartki zapewniają odporność na małe dociekliwe łapki, a piękne, kolorowe ilustracje bardzo realistyczne oddają maleńki świat u naszych stóp. Do pierwszych trzech powstały też książki - bloki z zadaniami, Mrówkowy, Żabawny i Miodowy, z ilustracjami Katarzyny Bajerowicz i mnóstwem fajnych zadań dla przedszkolaków. Książka o dinozaurach jest nieco inna, celowana w nieco starsze dzieci, ma więcej treści, wizualnie również piękna.
Niezwykłe przyjaźnie w świecie zwierząt Emilia Dziubak To kolejna książka tej autorki, która zachwyca rysunkami i treścią. Podobnie jak Opowiem Ci mamo, co robią dinozaury, przeznaczona dla odrobinę starszych dzieci, niemniej jednak to wspaniałe wprowadzenie z podstawy ekologii i zależności między organizmami. Tekturowe kartki zapewniają sporą żywotność książki.
Rok w lesie Emilia Dziubak A to z kolei czysto rysunkowa pozycja, na okładkach można przeczytać o jej zwierzęcych bohaterach a każde kolejne strony to poszczególne miesiące w lesie. Książka do oglądania i wyszukiwania. Seria Rok w... ma więcej tomów, ale to jedyny rysowany przez Emilię Dziubak.
O rety! Przyroda Tomasz Samojlik O tym autorze jeszcze tu będzie, jego kreska jest bardzo charakterystyczna, a tematyka pociągająca. Książka (tym razem na cienkich kartkach) przedstawia zwierzęce życie w rozmaitych biocenozach. Niedawno zaś ukazała się  O rety! Przyroda świata, jako swoisty suplement do tej pozycji.

Kolejny stos to wciąż książki raczej dla młodszych dzieci, gdzie czytania nie ma bardzo dużo, tym razem zdominowane przez Foksalową Wilgę i w przeciwieństwie do poprzedniego znajdziemy tu jedynie zagranicznych autorów.

Remek marzyciel Anne Crauzas Wspomniana w poprzednim stosie autorka ma na swoim koncie jeszcze jedną książkę, którą chcę polecić. Remek Marzyciel to piękna opowieść o zrzucaniu ograniczeń. Piękna i pobudzająca wyobraźnię.
Kim jest ślimak Sam Jakub Szamałek, Katarzyna Bogucka Książka, która swego czasu narobiła nieco zamieszania, prezentująca, że zachowania LBGT+ to nie tylko domena ludzi i u zwierząt również ma miejsce. Warta uwagi o tyle, że pisana również przez przyrodnika.
Narwańcy, uwodziciele, samotnicy; Elegantki, truciciele i inne ziółka Adrianne Barman Dwie niezwykle kolorowe książki z minimalną ilością treści (co w sumie jest ich największą wadą). Pomimo tego warte uwagi ze względu na mnogość przedstawionych zwierząt i roślin oraz pociągającą oprawę graficzną.
Tajemniczy świat pod stopami Yuval Zommer, Charlotte Guillain Książka harmonijka, rozłożona ma kilka metrów, na sztywnych kartkach przekopujemy się przez kolejne warstwy tego co znaleźć można u naszych stóp.
Wielka księga ssaków, Wielka księga ptaków, Wielka księga morskich stworzeń i Wielka księga robali Yuval Zommer Cztery piękne, kolorowe książki prezentująca różne zwierzęta podzielona na cztery grupy. Nieco treści, całkiem niezłej i piękne ilustracje.
Jak wspominałam ten autor tu jeszcze zagości. Tym razem komiksy, raczej dla dzieci już czytających. Mnie zachwyciły, wizualnie i treścią. Piękne, kolorowe i bardzo mądre, idealne do budowania świadomości ekologicznej u dzieci. 
Bardzo dzika opowieść Tom I Las złamanych serc Tomasz Samojlik, Marcin Podolec, Agata Mianowska Tu oprócz Tomasz Samojlika dwóch innych autorów, opowieść piękna i wzruszająca a jej największą wadą jest oczekiwanie na kolejny tom. Na szczęście już w sierpniu miał się pojawić.
Bartnik Ignat i skarb puszczy, Ostatni żubr Tomasz Samojlik Dwa komiksy poświęcone historii Puszczy Białowieskiej, więc oprócz przyrodniczych ciekawostek są też interesujące pod względem historycznym.
To nie jest las dla starych wilków Tomasz Samojlik Tu znajdziemy szereg luźno powiązanych opowieści o różnych zwierzakach zamieszkujących las. Z ekologicznym przesłaniem i wciągającą fabułą.
Ryjówka przeznaczenia, Norka zagłady, Powrót rzęsorka, Zguba zębiełków Tomasz Samojlik Tetralogia o ryjówce Dobrzyku, który musi pokonać liczne przeszkody, by uratować swój świat. Sporo nawiązań do fantastyki (chrząszcz mówiący NI!) oraz opowieść o wpływie człowieka na dzikie życie.
Umarły las, NieUmarły las, Zew padliny Tomasz Samojlik, Adam Wajrak Wspaniały duet ludzi związanych z przyrodą Białowieskiego Parku Narodowego połączyło siły by stworzyć komiks (z krótkimi niekomiksowymi wstawkami), o tym jak wielkie znaczenie ma śmierć dla lasu. A wszystko z perspektywy dzięcioła trójpalczastego i innych dzięcilich kolegów.
Kolejny stos to już książki dla nieco starszych dzieci, sporo treści, ale i nieco obrazków, świetnie napisane, książki, które dzieci czytają z przyjemnością, a i rodzice czegoś się dowiedzą.
Czy to pierdzi? Nick Carusa, Dani Rabrioti, Ethan Kocak Tak, zwierzęta też miewają gazy a tu znajdziemy szereg ciekawostek. w pewnym wieku dla dzieci jest to szalenie interesujący temat. To chyba najmniej pociągająca wizualnie książka w tej notce.
Robale, czyli co nas zżera, Kupa, przyrodnicza wycieczka na stronę Nicola Davies, Neal Layton Choć tematyka może niezbyt pociągająca (chyba, że jest się kilkulatkiem), to obie książki są pełne niezwykle ciekawych informacji. Narysowana zabawnie i przyjemnie dla oka, uwielbiam je obie.

Pupy, ogonki i kuperki; Gęby, dzioby i nochale Maria Bulichowska, Mikołaj Golachowski; Amory, zaloty i podboje Szymon Drobniak Trzy książki skupione wokół dość szczególnej tematyki, ale jak sie okazuje świat zwierzęcych zadków, paszcz, czy obyczajów godowych bywa niezwykły.
Intymne życie zwierząt Anke Kuhl, Katharina von der Gathen A to wręcz rozwinięcie książki o zwierzęcych amorach, więcej szczegółów, lepiej usystematyzowane. Pasjonujące i niezwykle ciekawe.
Kiedy wieloryby miały nogi Dougal Dixon, Hannah Bailey Świetna książka o ewolucji, bardzo przystępnie napisana i niezwykle ciekawa.
Kolejny stos, to też książki dla starszych dzieci, wszystkie wielkie w formacie, pełne wiedzy i piękne wizualnie. Najmniej przyrodnicze z nich wszystkich są Mapy Daniela i Aleksandry Mizielińskich ale to na tyle wspaniała pozycja, że nie mogłam jej pominąć.

Gdzie ten ssak? Gdzie ten ptak? Dawid Kilon Dwie książki łączące w sobie prezentację żyjących u nas zwierzaków z wyszukiwaniem ich na stronach książek. Piękne i pełne wiedzy.
Grzyby Asia Glis, Liliana Fabisińska Jedyna w tym stosie książka poświęcona wyłącznie grzybom, ciekawa i kolorowa, pełna interesujących faktów o tej niedocenianej mocno grupie organizmów.
Zwierzęta, które zniknęły Natalia Kucharska Piękna opowieść o wymierających i wymarłych zwierzętach, od początków istnienia życia na Ziemi, po współczesność.
Atlas przygód dinozaurów, Atlas przygód zwierząt Emily Hawkins Dwa tomy o zwierzętach ogółem i dinozaurach usystematyzowane pod względem geograficznym.
Animalium Jenny Broom, Katie Scott, Botanicum Kathy Willis, Katie Scott, Dinozaurium Lilly Murray, Chris Wormell Trzy piękne i pełne informacji książki, zachwycają wizualnie i przykuwają uwagę treścią. Sporo wiedzy opakowanej w bardzo pociągający sposób.
Którędy do Yellowstone Daniel i Aleksandra Miezielińscy Wyprawa przez kilka parków narodowych Świata, to niezwykle kolorowa i pociągająca wycieczka, pełna informacji dotyczącej sytuacji zwierząt i ich ochrony na danym terenie, a wszystko okraszone prostą, ale przyjemną fabułą,  służącą za pretekst do przedstawienia świata.
Mapy, Mapy, których nie masz Daniel i Aleksandra Mizielińscy Wydane też w jednym tomie, arcyciekawe atlasy, przybliżające wybrane kraje świata i to co dla nich jest najbardziej charakterystyczne. Mało treści, ale mnóstwo informacji. Oprócz książki, jest też równie wielkiego formatu blok z zadaniami.
Pod wodą, pod ziemią Daniel i Aleksandra Mizielińscy Kolejna książka tej dwójki, równie zachwycająca, co poprzednie, informacje z geografii, geologii, przyrody. Książka dwustronna, od jednej strony znajdziemy to co pod wodą, od drugiej, to co pod ziemią. Do książki są też dwa bloki, również formatu A3 pełne zadań.

I na tym mogłaby się skończyć ta notka, ale mam jeszcze mały bonus - suplement, do trzech (czterech) pozycji powstały też zachwycające puzzle, które muszę tu umieścić.





Pierwsze dwa, to oczywiście suplement do Map Autorstwa Daniela i Aleksandry Mizielińskich, kolejne zawierając ilustracje autorstwa Emilli Dziubak, do książek Opowiem Ci mamo, co robią dinozaury oraz Rok w lesie. Z kronikarskiego obowiązku powinnam też wrzucić wspominane wyżej bloki rysunkowe, niemniej jednak, te które posiadam nie bardzo się już nadają do prezentowania - spełniły swoją rolę. Wspomnę jedynie, że wszystkie wydane są podobnie, z tyłu bardzo gruba tektura - idealna jako podkładka, na każdej ze stron zadanie, a na ich rewersach albo kolorowanka, albo pusta przestrzeń, by dziecko wyżyło się tak jak ma na to ochotę.

Na tym kończę tę długaśną notkę, zachęcam do dyskusji i pytań, oraz ponownie do zwrócenia uwagi na wspomniane książki, jeśli szukacie czegoś co zaszczepi w dziecku miłość do natury.

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Podsumowanie lipca

   Lipiec nie był dla mnie zbyt łaskawy jeśli chodzi o lekturę. I choć nie mogę powiedzieć, bym nie była zadowolona z książek, które przeczytałam, to było ich zdecydowanie za mało. Zdecydowanie mniej, niż sobie zaplanowałam. No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i czas się po prostu wziąć do czytania na poważnie.
   Moje lipcowe lektury prezentują się następująco:


   Koszmar jednej noc Elizabeth Gaskell To jedyna nierecenzencka pozycja w tym niewielkim stosie. Typowa dla tej autorki opowieść grozy, w której jedna decyzja wpłynęła na życie głównej bohaterki. Opowieść o tym, że czasem płaci się też za cudze błędy.
   Cztery Urszula Kiełczewska Niewielki tomik współczesnej poezji, zaskakująco przyjemny o dojrzały.
   Jasne słońce o brzasku. Birma Kacper Soszka Wyprawa w jeden z najbardziej egzotycznych krajów Azji, pasjonująca lektura.
   W czwartym wymiarze Antoni Lange Prekursor polskiej fantastyki i powieści grozy, zbiór dwunastu opowiadań pełnym niesamowitości  i szczególnego kultu nauki.

   Jak widać nie ma tego za wiele, a i gatunkowość rozmaita. Stron zaś bardzo malutko. Oby sierpień był lepszy!


środa, 29 lipca 2020

Pająk



Autor: Marek Romański
Cykl: Pająk
Seria: Kryminały przedwojennej Warszawy. Tom 52
Wydawnictwo: CM
Rok wydania: 2018

   Wydawnictwo CM od jakiegoś już czasu specjalizuje się we wznawianiu starych polskich kryminałów. Zarówno te pisane w epoce PRLu, jak i te, które powstały jeszcze wcześniej mają swoje serie wydawnicze skrupulatnie uzupełnianie o kolejne tomy. Jedną z pozycji mających swe miejsce w cyklu: „Kryminały przedwojennej Warszawy” jest powieść Marka Romańskiego „Pająk. Atak na ambasady”, której głównym bohaterem jest inspektor Edward Durski znany pod pseudonimem Pająk.

   Gdy w hotelowej restauracji w tajemniczych okolicznościach ginie dyplomata nikt jeszcze się nie spodziewa, że będzie to dopiero pierwszy z zamachów na przedstawicieli obcych narodów pozostających w Polsce na placówkach dyplomatycznych. Sprawa od początku wydaje się niezwykle trudna i pozbawiona wszelkich poszlak poza postacią pięknej młodej kobiety o blond włosach i bliżej nieokreślonym rysopisie. Z takimi enigmatycznymi wskazówkami zmagać się musi Pająk, młody i niezwykle zdolny, i oczywiście przystojny policjant. 

   Wśród przedstawionych postaci tylko Edwardowi Durskiemu poświęcono więcej miejsca, rysując jego portret psychologiczny i przytaczając bogaty życiorys. Pozostali bohaterowie są raczej symboliczni, niegłupi ale choleryczny szef, piękna i wrażliwa kobieta, nieco naiwny, niewolny od nałogów dziennikarz, czy w końcu sam antagonista, genialny, dbający o prywatność i zawsze gotów wyprowadzić innych w pole. To z jednej strony dość schematyczne postacie, z drugiej zaś nie męczą ani nie irytują czytelnika. Pojawiają się na scenie, odgrywają swoją rolę i schodzą z niej niezbyt nawet zapadając w pamięć. Nawet piękna blondynka, choć staje się ważną postacią w toczącej się fabule, to jednak pozbawiona jest głębi. I choć poznajemy motywy nią kierujące, to wciąż odgrywa raczej rolę obowiązkowej w tak nakreślonej fabule statystki.

   Wątek kryminalny broni się całkiem nieźle, choć więcej w tej powieści sensacji niż klasycznego kryminału, w którym krok po kroku śledzimy zmagania detektywa ze zbrodniarzem. Jest tu międzynarodowy spisek i pełne brawurowej akcji sceny, które sprawiają, że momentalnie tempo akcji wzrasta niewyobrażalnie. I choć znajdziemy tu chwile namysłu, niezbędne do rozwikłania zagadki, to jednak nie na nich został położony nacisk. Ponadto postać antagonisty od prawie samego początku jest w miarę oczywista i ilość niewiadomych pozostawionych na finał powieści nie jest zbyt wielka. 

   „Atak na ambasady” czyta się całkiem nieźle. Napisany jest w stosunkowo prosty, ale i wciągający sposób. Jest napisana współczesnym pisarzowi językiem, co znacząco odbiega od tego, jakim posługujemy się teraz. To nadaje lekturze specyficznego uroku oraz sprawia, że opowieść o Pająku pełna jest nieaktualnego już słownictwa, albo chociaż kontekstów, które dziś nie są oczywiste. W połączeniu ze stosunkowo prostą składnią idealnie oddającą dynamikę opowieści, otrzymujemy lekturę z pewnością nie wybitną, ale bardzo przystępną.

   Fabuła nie należy do tych, w których niecierpliwie czeka się na rozwiązanie zagadki,co rusz obstawiając w roli winnego innego „ogrodnika” to jednak można się przy tej książce całkiem nieźle bawić. Protagonista budzi sympatię czytelnika i co najważniejsze autorowi udało się uniknąć stworzenia go nieomylnym i niezniszczalnym. „Atak na ambasady” Marka Romańskiego to całkiem zgrabny kryminał z elementami powieści sensacyjnej i nawet czytany dzisiaj, prawie sto lat po premierze budzi pozytywne wrażenia.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Sztukater.

piątek, 24 lipca 2020

Ostatni żubr

Autor: Tomasz Samojlik
Rysunki: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo: Kultura gniewu
Rok wydania: 2019

   Tomasz Samojlik jest rysownikiem i autorem komiksów, znanym między innymi jako twórca postaci żubra Pomponika, czy Ryjówki przeznaczenia. Mój kontakt z tym autorem sprowadzał się dotychczas do jednej, niekomiksowej zresztą, pozycji - „O rety! Przyroda”, będącym świetnie narysowanym przewodnikiem przez świat zwierząt przeznaczonym dla młodszych i nieco starszych dzieci. Większość jego prac poświęcona jest w jakimś stopniu zwierzętom, tak jest też w przypadku komiksu „Ostatni żubr”.

   „Ostatni żubr” to historia osadzona w roku tysiąc dziewięćset dziewiętnastym, gdzie na dopiero co odzyskanych dla Rzeczpospolitej terenach ścierają się interesy tych, którzy w Puszczy Białowieskiej widzą jedynie źródło cennego surowca, z tymi miłującymi przyrodę, a dla nich niedopuszczalne jest zniszczenie ostatniej prawdziwie pierwotnej puszczy w Europie. Miejscowi mieszkańcy zdecydowanie sprzyjają tym drugich, gdyż to oni żyją z i w Puszczy, i najlepiej wiedzą jak wielka jest jej waga.

   W komiksie oczywiście nie brakuje tytułowego bohatera, młodego żubra, osieroconego przez zabitą przez kłusowników matkę. Podrośnięty cielak wyrusza w głąb puszczy, gdyż według legend to właśnie tam jest serce kniei, miejsce szczęśliwości pełne żubrzych stad. Spotykane po drodze zwierzęta, nie mają złudzeń, czym jest serce puszczy, jednak młodzian się nie poddaje  robi wszystko by znaleźć innych przedstawicieli swego gatunku.

   Historia przedstawiona przez Tomasza Samojlika to nie tylko opowieść o żubrze, spory fragment komiksu poświęcony jest ludziom pracującym nad utworzeniem w Puszczy Białowieskiej rezerwatu przyrody na wzór amerykańskiego Yellowstone. To komiks o historii pracy nad ochroną pradawnej kniei, a liczne przypisy i wstawki dotyczące historycznych postaci pozwalają sprawdzić podane dane w mniej kolorowych źródłach. Biorąc pod uwagę, czym oprócz rysowania zajmuje się Tomasz Samojlik taki dobór tematyki nie dziwi zupełnie.

   Oprócz komiksu w publikacji znajdziemy też wspomniane wcześniej przypisy, wyjaśniające kulisy powstania pierwszego parku narodowego w Polsce, ale  też kilka zadań przeznaczonych dla dzieci. Są to proste zadania, związane z rysowaniem, szukaniem różnic, czy układaniem liter w słowa. Wszystkie są powiązane w jakimś stopniu z tematyką opowieści o ostatnim żubrze.

   Komiks czyta się dobrze. Wydarzenia przedstawione zostały w wyważonym dramatyzmem, nie przesadzonym, biorąc pod uwagę młody wiek docelowego czytelnika. Nie zabrakło tu kresowej gwary jaką posługują się miejscowi mieszkańcy, a także różnorakiej stylistyki wypowiedzi i języka obu stron konfliktu. Zupełnie inaczej wysławiają się naukowcy, a zupełnie w innym stylu utrzymane się wypowiedzi ludzi widzących w puszczy jedynie zysk.

   Graficznie „Ostatni żubr” jest pozycją bardzo kolorową, wyraziste odcienie, zdecydowana kreska i mocne kontrasty nadają rysunkom charakterystyczny wygląd, znany z innych publikacji autora. Kolory w pewien sposób oddają też nastrój, są jasne i wesołe, gdy obserwujemy przygody żubra, a ponure, utrzymane w odcieniach szarości, granatu czy fioletu, gdy dotyczą rozmów między czarnymi charakterami w tej historii.

   „Ostatni żubr” to kolorowy proekologiczny komiks, pokazujący historię najstarszej puszczy w granicach naszego kraju. Jest świetną rozrywką, ale i pozycją budzącą w młodym czytelniku ekologiczną świadomość. To opowieść dla każdego miłośnika przyrody, niezależnie od wieku, znajdziemy w niej nie tylko historyczne ciekawostki, ale i te dotyczące przyrody. Jest to jedna z tych pozycji, którą z czystym sercem mogę polecić młodemu czytelnikowi, gdyż wiem, że nie tylko będzie się przy niej świetnie bawił, ale i zyska szansę, by dowiedzieć się czegoś nowego.

Recenzja powstała na potrzeby portalu Sztukater.

niedziela, 19 lipca 2020

Wyżej



Autor: Grzegorz Podsiadło
Wydawnictwo: Warszawska Firm Wydawnicza
Rok wydania: 2018

   Urwiste szczyty, przepastne doliny o stromych ścianach, czy bezgraniczne pustkowia, jednym słowem: góry. Zawsze były inspiracją poetów, którzy stojąc na stromej grani czuli swą małość i bliską obecność czegoś nadprzyrodzonego. Nie inaczej jest z tomikiem wierzy Grzegorza Podsiadły zatytułowanym „Wyżej”. To wyraz zachwytu górołaza, który ucieka od codziennych trosk, by stanąć twarzą w twarz z Bogiem na górskim szczycie.

   Góry są tematem przewodnim zawartych w książce utworów. Te strome i wysokie, ale również te bardziej niepozorne. Tatry, Bieszczady, Pieniny, ale też zagraniczne pasma górskie, w których autor postawił stopę i które odcisnęły na nim swoje piętno. Znajdziemy to wszystko, co w górach jest pociągające,przepiękne krajobrazy i możliwość zmagania się z własnymi słabościami, by zdobyć kolejny szczyt. Nagrodą jest niesamowita satysfakcja i poczucie bliskości z Bogiem. 

   Bóg jest wszechobecny w wierszach Grzegorza Podsiadły zawartych w tomiku „Wyżej”. Jest tym, który stworzył góry i niebo, ale jest też tym, z którym można rozmawiać na szczycie, gdy człowiek staje sam mu naprzeciw. Góry są tym magicznym portalem, gdzie jego obecność jest wyjątkowo odczuwalna, gdzie staje się on bliskim rozmówcą, a nie odległą niebiańską istotą. To w górach można zadać mu trudne pytania i znaleźć na nie odpowiedzi.

Wiersze Grzegorza Podsiadły to prawie zawsze typowy wiersz biały, pozbawiony rymów oraz znaków interpunkcyjnych ciąg słów układających się w płynną opowieść o człowieku w górach. Słownictwo nie jest bardzo bogate, w użyciu są zwyczajne słowa, brakuje też zabawy językiem i wieloznacznością słów. Dzięki temu utwory są proste i łatwe w odbiorze, bez potrzeby zagłębiania się w meandry interpretacji. Ich przekaz jest jasny i zrozumiały dla każdego, nie tylko dla zapalonych górołazów.

  Tym, co sprawiło, że nie trafiły do mnie zupełnie wiersze zawarte w tomiku „Wyżej” jest wszechobecność Boga. Zdecydowana większość utworów jest jakąś formą modlitwy, jakąś rozmową z najwyższym. Zupełnie nie trafiło to do mojej wrażliwości lirycznej, wprawiając mnie w zniechęcenie rosnące z każdym kolejnym utworem. 

   Również artystyczna wrażliwość Grzegorza Podsiadły nie jest wspólna z moją. Z tego powodu ciężko było mi się zachwycić jego utworami, a słowa i frazy jakich użył wydały mi się albo zbyt wydumane, albo zanadto infantylne. I z jednej strony udało mi się w jego wierszach poczuć przestrzeń i urok gór, z drugiej zaś irytujące były ciągłe rozmowy z Bogiem. Jakby góry nie służyły głównie do lepszego poznania siebie a jedynie do utwierdzenia się w wierze. Zabrakło mi nieco tej nieporównywalnej z niczym autorefleksji, która włącza się zawsze, gdy człowiek sam musi się mierzyć ze sobą i gdy na codzienne trudy można spojrzeć z należytym dystansem. Bo skoro udało się zdobyć szczyt, to pokonanie ich wydaje się znacznie łatwiejsze, niż przed wypadem w góry.

   „Wyżej” Grzegorza Podsiadły to zbiór kilkudziesięciu niezbyt długich utworów w równej mierze poświęconych górom, co Bogu. Przepastne głębiny, strome turnie i niebo na wyciągnięcie ręki przeplatają się tu z rozmowami w Bogiem, którego bliskość w górach odczuwalna jest znacznie wyraźniej, niż na co dzień. Samotność górskiej wędrówki i możliwość zagłębienia się we własne myśli tworzą atmosferę sprzyjającą rozmowom ze Stwórcą.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

wtorek, 14 lipca 2020

Przerażające opowieści



Autor: Charles Dickens
Tytuły oryginałów: The trial for murder, The signalman, A madman’s manuscript, The Queer chair, The goblins who stole a sexton, The ghost of art, A Child’s dream of a star, Four ghosts stories, The ghost in the bride’s chambers Christmas Ghost, The lawyer and the ghost, The portrait-painter’s story, Captain murder and the devil’s bargain, The testator’s Visitation, Well-authenticated Rappings, Devil’s Inn, A confession found in the prison in the time of Charles the Second.
Tłumaczenie: Jan S. Zaus
Seria: Klasyka literatury angielskiej
Wydawnictwo: CM
Rok wydania: 2019

   Żadnemu z miłośników literatury brytyjskiej nie trzeba przedstawiać Charlesa Dickensa. Jego „Wigilijna opowieść” doczekała się ogromnej ilości wydań na polskim rynku czytelniczym a i powieści są licznie reprezentowane. Nieco jedynie mniejszym uznaniem cieszą się opowiadania tego autora, tym bardziej cieszy kolejna interesująca seria wydawnicza oficyny CM. Mowa oczywiście o cyklu „Klasyka literatury angielskiej” i ukazanej ostatnio w jego ramach książce „Przerażające opowieści” Charlesa Dickensa.

   W zbiorze opowiadań znajdziemy osiemnaście utworów, których wspólnym mianownikiem jest groza. Czasem jest to tylko lekki dreszczyk niepokoju, czasem duszna i ciężka wręcz atmosfera, kiedy indziej zaś lekko komediowe opowiadanie o duchach. Duchów w „Przerażających opowieściach” znajdziemy najwięcej, czy będą to zjawy przyjazne, czy złowrogie, zawsze ich objawienie się żyjącym wpędza ich w silne uczucie niepokoju. Tak dobrana tematyka jest prawie że emblematyczna dla okresu w jakim utwory zostały napisane. Były to czasy, gdzie spirytyzm miał się bardzo dobrze, a w wielu domach odbywały się seanse.

   Jednak duchy i niesamowitość to nie jedyne, co tu znajdziemy, gdyż „Przerażające opowieści” to przede wszystkim studium człowieka. Jego reakcji na kontakt z niesamowitym, graniczącej miejscami w szaleństwem. Jego wątpliwości w trzeźwość własnych zmysłów, czy trafną ocenę sytuacji. Z opowiadań Charlesa Dickensa wyłania się niezwykle realistyczny obraz człowieka doprowadzonego do skrajnie nierzeczywistej sytuacji, w której chcąc, nie chcą musi się odnaleźć. Bohaterowie opowiadań, jak w prawdziwym życiu, radzą sobie w różny sposób, zależnie od tego jak trzeźwy jest ich osąd rzeczywistości.

   Krótkie formy utworów pozwalają na zupełnie inny odbiór, niż zagłębianie się w powieści. Nie ma tu miejsca na powolne budowanie miejsc, na stopniowe wprowadzanie do zdarzeń, czy pełną i szczegółową kreację wielopoziomowych postaci. Opowiadania mają jednak tę zaletę, a Charles Dickens wykorzystał ją znakomicie, że są idealnym nośnikiem, służącym przekazaniu jakiejś myśli. Czy będzie to anegdota z dzieciństwa, czy skutek przemyśleń lub wspomnień autora, ubrane zostały one w niewielkie objętościowo ramy, które niosą ze sobą odpowiednią dawkę emocji.

   Opowiadania czyta się wyśmienicie. Zostały napisane niezwykle bogatym i barwnym językiem, malującym wręcz obrazy przed oczami czytelnika. Sugestywność tworzenia atmosfery opowiadań jest niezwykle silna i bardzo łatwo jest pogrążyć się w nich całkowicie. Język pozostając tak bogatym i malowniczym nie traci nic na swojej dynamice. Nie znajdziemy tu skomplikowanej stylistyki i nadmiernie rozbudowany zdań, w których łatwo się pogubić. To wciąż proza bardzo przystępna, z akcją prowadzoną na tyle dynamicznie, że nie odczuwa się znużenia, czy przestojów.

   Najnowsza propozycja zbioru opowiadań Charlesa Dickensa to prawdziwa perełka a jej największą wadą jest jakość wydania. O ile lepiej byłoby oglądać tę książkę w większym formacie i twardej oprawie. To zbiór, który nie pozostawia obojętnym, a dla każdego miłośnika brytyjskich klasyków jest pozycją obowiązkową. Dla tych z kolei, którzy nie mieli wcześniej kontaktu z utworami autora jest świetną okazją, by nadrobić zaległości.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

sobota, 11 lipca 2020

Istota ludzka



Autor: Robert Ross
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2019

   Sięgając po powieść Roberta Rossa, nie miałam najmniejszego pojęcia, czego mogę się spodziewać. Szybkie zerknięcie w dorobek autora zasugerowało, że będzie to literatura młodzieżowa wzbogacona o wątki science-fiction. „Istot ludzka” tylko po części taka jest, gdyż jej czysto fabularny charakter zaburzają rozważania z pogranicza filozofii.

   Główną bohaterką książki jest Zosia, młoda, niespełna osiemnastoletnia, niezwykle utalentowana dziewczyna. Zosi wszystko przychodzi niezwykle łatwo, przyswajanie nowej wiedzy jest dla niej banalnie proste, a analityczne zdolności i umiejętność wyciągania wniosków są ponadprzeciętne. Dzięki nim, zamiast na pierwszy rok filozofii, zostaje przyjęta od razu w poczet doktorantów, pozostając najmłodszą wśród nich. Studia stają się dla niej możliwością zrozumienia siebie, ale i przekazania światu swoich przemyśleń.

   Filozofia jest nieodłączną częścią tej książki i praktycznie wszędzie przemycane są jakiej rozważania o naturze świata. Niestety w dość silnym kontraście stanęły mi refleksje filozoficzne Zosi, które nie zachwyciły niczym specjalnie wyjątkowych czy odkrywczym, z budowaniem z niej postaci niezwykle inteligentnej, której prace stają się wręcz rewolucyjne.

   Tym, co zaś najmocniej mnie rozbawiło, to skupienie się na wieku bohaterki w kontekście możliwości inicjacji seksualnej. W kilku miejscach wyraźnie podkreślone zostało, że będzie ona dla niej dostępna dopiero po osiągnięciu pełnoletności. W połączeniu z myślami, w których Zosia ma chęć zaciągnąć do łóżka chłopaka, poznanego raptem kilka dni wcześniej jest to tak absurdalne i oderwane od rzeczywistości, że staje się zupełnie zabawne. Tak samo jak silnie skupienie wokół wyglądu zewnętrznego bohaterów, gdzie padają słowa, że jeśli kobieta chce coś osiągnąć, to musi dobrze wyglądać. Choć taka myśl w książce przeznaczonej dla młodzieży bardziej smuci, niż śmieszy.

   Największą zaś wadą tej książki jest jej zupełne oderwanie od rzeczywistości, które w zakończeniu wznosi się wręcz na wyżyny. I nie był dla mnie problemem, niezwykły rodowód Zosi, choć biologicznie rzecz biorąc wydaje się on zupełnie pozbawiony sensu. Niemniej jednak miał on swoją rolę do odegrania. Tym, co naprawdę irytowało, było wykreowanie świata, pozornie współczesnego i realnego, w którym giną gdzieś zupełnie realia, jakie próbuje mu się nadać. Nie wszystko daje się wytłumaczyć niezwykłością Zosi, co w konsekwencji prowadzi do wrażenia, że cala kreacja świata została potraktowana zupełnie po macoszemu, bez choćby zastanowienia się, na ile ona ma sens.

   Zaletą, choć raczej niewielką, książki jest jej przystępny i niezbyt wymagający język. Pozbawiony ozdobników oraz metafor służy zdaniu trzecioosobowej relacji z tego co Zosia, bądź jej bliscy przeżywają lub myślą. Relacja zdaje się być nieco sucha, ale w połączeniu z dość sporym tempem wydarzeń wypada nieźle. Akcje przerywają filozoficzne stawki padające z ust Zosi i kilkorga innych osób, problem w tym, że nie wnoszą zbyt wiele poza przedstawieniem spojrzenia na świat głównej bohaterki. Niemniej jednak książkę czyta się sprawnie i nie męczyłam się przy niej za bardzo.

   „Istota ludzka” to książka, którą daje się przeczytać, ciężko jednak jest się przy niej dobrze bawić. Wprawdzie opowiedziana historia wciąga i jej fabuła może budzić zainteresowanie, to jednak pozostawia przykre wrażenie, że zamierzonemu oderwaniu głównego wątku od rzeczywistości, towarzyszy zupełnie niezamierzone odrealnienie wszystkiego innego. Ponadto lektura pozostawiła na mnie smutne wrażenie, że choć miała ambitnie poruszać istotną kwestię tego, czym tak naprawdę jest człowieczeństwo, zrobiła to tak nieudolnie, że nie sposób wyciągnąć jakichkolwiek wniosków, z tego co w niej padło. Połączywszy całość z bardzo infantylnym zakończeniem, ciężko znaleźć w niej cokolwiek wartego uwagi.

Recenzja powstała na zlecenie portalu Sztukater.

środa, 1 lipca 2020

Podsumowanie czerwca

   Tak jakoś wyszło, że czerwiec był u mnie miesiącem dwóch autorów, był też zdecydowanie miesiącem książek dla dzieci, zarówno tych z fabułą, jak i popularno-naukowych. Nie znaczy to, że nie czytałam innych rzeczy w tym miesiącu, ale jakoś tak wyszło, że dominacja jest dość znacząca. Jedno mogę stwierdzić z pewnością: autorem, który mnie kupił był Tomasz Samojlik a jego komiksowe cykle po prostu mnie oczarowały.

   Na stosie wyglądało to tak:


   Wielka księga robali, Wielka księga morskich zwierząt, Wielka księga ptaków, Wielka księga ssaków Yuval Zommer Lubię książki o zwierzętach dla dzieci, takie ogólne przeglądowe również, po tych chyba jednak spodziewałam się odrobinę więcej. Raz, że ilustracje nie do końca do mnie trafiły, dwa zbiór zawartych tu ciekawostek jest dość powierzchowny i w sumie bardzo ogólnikowy.
   Do bani z takim komiksem Tadeusz Baranowski Kolejne spotkanie z Profesorkiem Nerwosolkiem mogę zaliczyć do udanych. Jak zawsze sporo humoru i niebanalne rozwiązania.
   Binio Bill i Szalony Heronimo, Binio Bill kręci western i leci w kosmos Jerzy Wróblewski  Pierwszy jest typową przygodą szeryfa Billa, w drugim splotły się różnorakie fantazje autora, ale dzielny Binio Bill poradził sobie ze wszystkimi.
   Umarły las, NieUmarły las, Zew padliny Adam Wajrak, Tomasz Samojlik Pierwszy z komiksowych cyklów drugiego z autorów, ten dotyczy różnych obrzydliwych rzeczy w lesie, gdzie zgnilizna i rozkład są nieodłączną częścią życia. Jak zwykle zabawnie, pięknie i mądrze. 
   To nie jest las dla starych wilków Tomasz Samojlik Pojedynczy tom, zbiór opowieści o różnorakich zwierzętach i ich codziennych przygodach. Ogromne wartość edukacyjna w bardzo przystępnej formie.
   Ryjówka przeznaczenia, Norka zagłady, Powrót rzęsorka, Zguba zębiełków Tomasz Samojlik Czterotomowa opowieść o ryjówce i innych owadożernych ssakach. Świetna fabuła, nawiązania do popkultury i jednocześnie budowanie w dzieciakach świadomości ekologicznych zależności między organizmami między sobą i między nimi a człowiekiem.
   Reguła przetrwania Vitus B. Droscher Napisana przed prawie pięćdziesięcioma laty nieco straciła na aktualności. Dość szerokie spojrzenie na etologię zwierząt.Bardzo ciekawa pozycja.
   Bohaterowie Joe Abercrombie Jedyna niekomiksowa fabularna pozycja w czerwcu, z którą zresztą miałam spory problem, zwłaszcza w pierwszej połowie. Potem jakoś poszło z górki, niemniej jednak spodziewałam się nieco przystępniejszej lektury.

   To tyle, jak widać mocno zwierzęco i mocno komiksowo, co znacząco wpłynęło na statystyki ilościowe i sprawiło, że stosik całkiem, całkiem utył. Z drugiej strony znów tylko moje książki w lekturze bez żadnych recenzentek, co w pewnym sensie też cieszy. Zobaczymy co przyniesie lipiec.