Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Dmytruszyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Dmytruszyńska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Panna i smok

Autor: Anna Dmytruszyńska
Wydawnictwo: OVO
Rok wydania: 2015

   Przy pierwszym spotkaniu z Anną Dmytruszyńską i jej „Tuzinem wierszy dla urwisów” jej twórczość wydała mi się mocno przeciętna. Ot, zwyczajne, nie zachwycające niczym wierszyki dla dzieci. Sięgając po „Pannę i smoka” nie spodziewałam się niczego szczególnego. Oczekiwałam opowieści dla dzieci, w której na próżno szukać czegoś więcej. Książka jednak pozytywnie mnie zaskoczyła.

  Bohaterką opowiadania jest królewna Helenka, dziedziczka tronu w Całkiem Ładnym Zamku. Pewnego dnia zostaje porwana przez złego smoka, który zamieszkał w okolicy. Król wraz z poddanymi rusza córce na ratunek. Nie zabrakło również przystojnego księcia na białym koniu, który zamierza zabić smoka, uratować dziewczynkę i ożenić się z nią za pięć lat. Fabuła pozornie więc jest typową bajką o uwięzionej księżniczce, jednak dość szybko możemy się przekonać, że to tylko powierzchowny osąd.

   Helenka nie przypomina typowej królewny. Nie jest rozkapryszoną, roszczeniową panną, która tylko czeka aż inni będą na jej rozkazy. Dziewczyna jest rezolutna i nie boi się samodzielnie rozwiązywać swoich problemów. Nie boi się smoka i nie ma najmniejszych oporów, by spokojnie napić się z nim herbaty. Wizyta rycerza psuje jej plany, gdyż samodzielnie znalazła znacznie lepsze rozwiązanie sprawy porwania niż bezmyślne zabicie smoka i przymusowe zamążpójście.

   O ile postać Helenki została naszkicowana drobiazgowo, o tyle pozostali bohaterowie znacznie bardziej przypominają klasyczne archetypy. Król jest królem i ojcem, który zrobi wszystko by ratować jedyne dziecko. Zgodnie z baśniową konwencją, jest poczciwym, nieco pociesznym mężczyzną, otoczonym grupką wiernych wasali. Książę na białym koniu, również w niczym nie odbiega od standardowego przedstawienia postaci. Młody, przystojny i bogaty w wszelkie przymioty ciała jest przy tym nieco zarozumiały i zbyt pewny siebie. Od baśniowego schematu odbiega nieco smok. Nie jest to bezmyślna i żądna krwi bestia. Jest inteligentny i nie ma oporów przed prowadzeniem negocjacji, dzięki którym wszystkim w królestwie będzie żyło się lepiej.

   Opowieść jest pięknie wydana. Mapy na wewnętrznych stronach okładek pozwalają czytelnikom poznać przedstawione królestwo, a nazwy poszczególny miejsc mają w sobie wiele uroku, znajdziemy wśród nich zarówno Królewski Zagon Kapusty jak i Lasy Pełne Grzybów. Kolorowe ilustracje Alicji Kocurek sprawiają bardzo baśniowe wrażenie, podkreślając konwencję przyjętą przez autorkę.  Wewnątrz znajdziemy zarówno duże dwustronicowe, wielobarwne obrazki, jak i niewielkie rysunki wpasowane w tekst. Z jednej strony duże połacie zapełnione treścią mogą nieco zniechęcić młodych czytelników, z drugiej zaś czcionka jakiej użyto jest duża i całość jest bardzo czytelna.

   Anna Dmytruszyńska używa bogatego słownictwa, które również przywodzi na myśl tradycyjne baśnie. Znajdziemy tu takie słowa, których nie używa się na co dzień, jednak nie ma ich bardzo wiele. Nie są to też ani specjalistyczne określenia, ani archaizmy, raczej wyrażenia wychodzące powoli z użycia lub po prostu niepopularne - jak choćby „pantalony”, czy „sprawunki”. W książce dominują zdania złożone, ale nie wielokrotnie, dzięki czemu są łatwe w odbiorze. 

   „Panna i smok” to wspaniała, wciągająca opowieść dla dzieci, w której autorka pobawiła się nieco z konwencja baśni i nadała historii zupełnie inny wymiar. Ma ogromny potencjał wychowawczy, gdyż ukazuje, że znacznie lepiej samemu spróbować sobie poradzić z problemem, niż czekać na rycerza na białym koniu, przynoszącego ratunek. Ubranie tej myśli w interesującą, zabawną historyjkę, sprawia, że losy Helenki poznajemy z niekłamaną przyjemnością. Książka z pewnością może pomóc w budowaniu w dziecku pewności siebie i wiary we własne siły i jest to jej ogromną zaletą.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 6 lutego 2014

Mały zbój. Tuzin wierszy dla urwisów

Autor: Anna Dmytruszyńska
Ilustrowała: Katarzyna Kołodziej
Wydawnictwo: OVO
Rok wydania: 2013
Stron: 24

   Bez wahania sięgnęłam po tę niewielką książeczkę, mimo że jej oprawa graficzna nie do końca przypadła mi do gustu. Miałam jednak nadzieję, że literacko spodoba mi się znacznie bardziej i nie zawiodłam się. Wierze niezmiernie przypadły mi do gustu, a co równie ważne, spodobały się też mojemu dziecku.

   Słów w tej książeczce nie ma zbyt wiele, zawiera wszak raptem dwanaście niedługich wierszyków, co sprawia, że stanowi idealną propozycję dla dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z literaturą. Krótkie historyjki opowiedziane w kilku, rymujących się zdaniach niosą ze sobą sporą dozę humoru i pobudzają wyobraźnię. Autorka poruszyła kilka codziennych tematów, jakie dotyczą kilkulatka, począwszy od zagadki, gdzie znikają skarpetki, po różne psoty, nieobce żadnemu dziecku.

   Kolorowe ilustracje sprawiają wrażenie namalowanych przez siedmiolatka, co pozwala młodym czytelnikom poczuć się niczym współautor książeczki. Wszystkie są utrzymane w ciepłej, radosnej palecie barw i idealnie współgrają z nastrojem wierszy Daleko mi do zachwytu nad oprawą graficzną, gdyż, jak już wspominałam, nie do końca jest w mi odpowiada, jednak wraz z tekstem tworzą nierozerwalną całość, co sprawiło, że mi nie przeszkadzały a tylko podkreślały wydźwięk zawartej w tomie poezji.

   Jest to godna polecania propozycja dla młodych czytelników, których z pewnością rozbawi, choć może również podsunąć kilka pomysłów na psotę. Nie zniechęci dzieci nadmierną objętością i podejrzewam, że zostanie niejednokrotnie przeczytana. Dorosły zapewne też nie raz się uśmiechnie, czytając o małych łobuziakach, zwłaszcza, jeśli am takich w domu.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.