Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2017

Długi kosmos

Autor: Terry Pratechett, Stephen Baxter
Tytuł oryginału: The long cosmos
Cykl: Długa Ziemia. Tom V
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017

  Śmierć sir Terry’ego Pratchetta na szczęście nie położyła kresu cyklowi „Długiej Ziemi”, który prawie od początku był zaplanowany na pięć tomów. I choć „Długi kosmos” to w znacznej mierze dzieło Stephena Baxtera, to jednak powstał wskutek intensywnej współpracy między oboma autorami. Po ostatnią książkę sygnowaną nazwiskiem twórcy „Świata Dysku” sięgnęłam z ogromną niecierpliwością i ciekawością jak zakończą się sprawy w wykrocznych światach.

   Akcja powieści osadzona jest prawie sześćdziesiąt lat po Dniu Przekroczenie, w którym to przed ludzkością po raz pierwszy otworzył się ciąg wykrocznych światów. Na całej Długiej ziemi odebrane zostało wołanie z kosmosu. „Dołączcie do nas” to główna myśl w nim zawarta, jednak wiadomość jest znacznie bardziej złożona i wielopoziomowa. Nic więc dziwnego, że zainteresowała nie tylko badaczy kosmosu pracujących przy Szczelinie, ale i Następnych. Echo zaproszenia dotarło również do społeczności trolli

   Ponownie spotykamy prawie wszystkie najważniejsze postacie jakie pojawiły się w „Długiej ziemi” i kolejnych częściach cyklu. Joshua Valiente, Nelson Azikiwie, Lobsang, Roberta, czy Maggie Kauffman to tylko kilkoro spośród poznanych wcześniej bohaterów, których mamy okazję spotkać po raz kolejny. Wciąż pozostają tacy sami, jak w poprzednich częściach, są nieco bardziej dojrzali, bogatsi w doświadczenia, z odciśniętym piętnem mijającego czasu, jednak nadal dręczy ich głód odkryć i chęć poznania nieznanego. We wspólnym przedsięwzięciu towarzyszą im młodzi bohaterowie Dev i Lee pracujący w Szczelinie oraz zaledwie jedenastoletni Jan Roderick, kolejny wychowanek Domu, z którego pochodził Joshua. 

   Przez większą część powieści fabuła toczy się wokół poszczególnych postaci. W związku z tym mamy do czynienia z różnorodnymi miejscami i kolejnymi wykrocznymi ziemiami. Spotykamy kilka zupełnie niezwykłych światów, jak znany już z poprzednich części świat pływających wysp – trawerserów, czy zupełnie nowy wariant ziemi porośniętej ogromnymi, kilkukilometrowymi drzewami. Wydarzenia dotyczące poszczególnych bohaterów finalnie się łączą, tak że samoistnie powstaje drużyna gotowa na ostatnią przygodę - odpowiedź na kosmiczne zaproszenie.

   Pomiędzy wciągającą fabułą i interesującymi wydarzeniami nie zabrakło miejsca na przemycenie pewnych filozoficznych i życiowych problemów. Spotykamy się tu ze starością i związanymi z nią słabościami, z którymi muszą sobie radzić bohaterowie. Natrafimy na decyzję o świadomym odejściu z własnej woli. A także, co nie zaskakuje tak bardzo jak poprzednie idee, znajdziemy tu pytanie równie stare, jak pomysł kontaktu z obcymi: czy powinniśmy odpowiadać na wezwanie z kosmosu z pełnym entuzjazmem, czy zachować daleko idącą ostrożność.

   Pod względem językowym książka w niczym nie odbiega od poprzednich części. Nadal można odnieść wrażenie, że więcej w niej Stepehena Baxtera niż sir Terry’ego Pratchetta. I choć powieści nie można nic zarzucić, język jest bardzo przyjemny i płynny, to jednak brakuje w niej, między innymi, typowo pratchettowych dygresji. Znajdziemy tu mnóstwo humoru i subtelności w przedstawianiu trudnych tematów. W połączeniu z dobrze rozplanowaną fabułą i wartką akcją otrzymujemy powieść, którą czyta się bardzo dobrze i wobec której nie pozostaje się obojętnym.

   „Długi kosmos” to wspaniałe zwieńczenie pięciotomowego cyklu, rodzaj pewnej klamry – Dzień Przekroczenie otwierający „Długą Ziemię” skontrastowany został z odkryciem zupełnie nowych możliwości przekraczania poza Ziemią. Jest to jedna z tych powieści, które łączą w sobie dobrze skonstruowaną fabułę, porywającą akcję ze wspaniałym, drobiazgowo wykreowanym światem. W tym wszystkim nie zabrakło też miejsca na poruszenie ważnych, choć przyziemnych tematów.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Pasterska korona

Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: The Shepherd’s Crown
Seria: Świat Dysku
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016

   Długo wyczekiwana przez fanów Pasterska korona Sir Terry’ego Pratchetta to czterdziesta pierwsza i jednocześnie ostatnia powieść, której akcja osadzona jest w Świecie Dysku. W związku z tym jeszcze przed pojawieniem się w księgarniach budziła wśród miłośników autora ogromne emocje, łącząc niecierpliwe oczekiwanie ze smutkiem, że to już koniec cyklu.

   Pasterska korona to ostatni tom poświęcony Tiffany Obolałej i pozostałym czarownicom. W wyniku zaistniałych zmian młoda Wiedźma ze wzgórz musi wziąć pod swoją opiekę również mieszkańców Lancre. Czarownica z Kredy zaczyna dzielić swój czas między jedną krainą a drugą, starając się zadowolić ich mieszkańców. Tymczasem pokonane i schowane w swej domenie elfy wcale nie myślą porzucać wizji podboju ludzkiego świata.

   Jest to przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu. Tiffany, postawiona przed nowymi obowiązkami, uczy się, jak im podołać i choć początkowo wizja dodatkowej odpowiedzialności nieco ją przeraża, z czasem zaczyna ją akceptować. Dociera do niej, że nawet jeśli to właśnie od niej zależy dopilnowanie, by wszystko było jak trzeba, to wcale nie musi nadzorować tego osobiście i ma pełne prawo szukać i oczekiwać pomocy. Jest to również powieść o przemijaniu. O tym, że pewne rzeczy, które wydają się wieczne, również kiedyś się kończą, inne zaś, które wydają się być dawno przebrzmiałe, nadal potrafią być żywe. 

   Główną bohaterką książki jest Wiedźma ze wzgórz. Sir Terry Pratchett konsekwentnie kreuje jej postać. Tiffany wciąż pozostaje tą twardą i odpowiedzialną dziewczyną, która mimo młodości i własnych pragnień zawsze robi to. co powinna. Jest urodzoną czarownicą i w pełni rozumie, z czym wiążą się jej obowiązki jako takiej, nadmiar obowiązków, jakie na nią nagle spłynęły, powoduje, że zaczyna rozumieć, iż nie jest niezastąpiona i czasem musi pozwolić innym sobie pomóc. 

   Pasterska korona to kolejna okazja do spotkania z wszystkimi znanymi z poprzednich części czarownicami oraz Nac Mac Feeglami. Jednak najciekawszą z postaci, jakie znajdziemy w książce, jest Geoffrey Swivel, który pojawia się w Świecie Dysku po raz pierwszy. Trzeci syn szlacheckiej rodziny nie ma przed sobą zbyt wielu perspektyw, starsi bracia pełnią tradycyjne role, jakie im przypisano, odpowiednio dziedzica i kapłana. Najmłodszy Geoffrey nie ma przed sobą żadnej zaplanowanej kariery, a jego charakter, tak różny od temperamentu ojca, tylko sprowadza na niego kłopoty. Obdarzony silną empatią i zrozumieniem ludzkich charakterów, odkrywa własną ścieżkę w życiu.

   W Pasterskiej koronie natrafimy na typowy dla Sir Terry’ego Pratchetta język. Po raz kolejny autor w zabawny sposób opisuje rzeczy ważne i poważne. To sprawia, że pomimo wielu śmiesznych kwestii, jakie padają z ust bohaterów, czytelnikowi nie jest do śmiechu. Taki zabieg powoduje również, że mimo powagi tematów poruszanych w książce, lektura nie przytłacza. Sprawia wrażenie lekkiej, jednocześnie zmuszając czytelnika do myślenia i zastanowienia się nad otaczającym go światem.

   Nie sposób nie odczuć pewnego smutku w trakcie lektury Pasterskiej korony. Świadomość, że jest to ostatnia powieść ze Świata Dysku sprawia, że łatwo poddać się refleksyjnemu nastrojowi. Gdy dodać do tego poruszane w książce problemy, takie jak dojrzałość, odpowiedzialność, przemijanie i starość, to można mówić wręcz o melancholii. I choć zachowania Nac Mac Feegli nadal bawią, podobnie jak słowa Niani Ogg, to nie przełamują smutnego nastroju, w jaki wprowadza lektura. Powieść stanowi podsumowanie wszystkich wcześniejszych epizodów związanych z czarownicami i Tiffany, przewracając ostatnią stronę mamy świadomość, że ich historia została domknięta i przed jej bohaterami stoją jasno wytyczone ścieżki. I choć książka prezentuje sobą wszystko, za co można cenić Świat Dysku, zdecydowanie nie nadaje się do tego, by rozpoczynać z nią swoją przygodę z najważniejszym cyklem Sir Terry’ego Pratchetta.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

wtorek, 17 maja 2016

Długa utopia

Autor: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Tytuł oryginału: The Long Utopia
Tłumaczenie: Paweł W. Cholewa
Cykl: Długa Ziemia. Tom IV
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016

   Długa utopia to czwarta i przedostatnia powieść osadzona w uniwersum Długiej Ziemi wymyślonym przez Sir Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera. Podobnie jak w przypadku trzech poprzednich powieści, niczym w greckiej tragedii tak i tutaj następuje powolne wprowadzenie do kulminacyjnego punktu akcji i wyraźnie można wyróżnić moment, w którym fabuła zaczyna się zawiązywać i konkretyzować.

   Akcja Długiej utopii osadzona jest kilka lat po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Długim Marsie. Wskutek wyprawy badawczej poprzez równoległe warianty wykrocznego Marsa, ludzkość zdobyła technologię umożliwiającą budowę windy kosmicznej, co sprawiło, że porzucony po „Dniu przekroczenia” program podboju kosmosu wrócił do łask. W tym samym czasie na jednej z milionów wykrocznych Ziemi powstała osada skupiająca „Następnych”, będących kolejnym etapem w ewolucji człowieka, istot znacznie inteligentniejszych od ludzi. Jednak fabuła książki tym razem nie została zamknięta jedynie w nieskończonych kopiach znanego świata. Jeden z wątków prowadzi nas również w przeszłość, gdy wraz z Nelsonem Azikiwie poszukujemy informacji o przodkach Joshuy Valiente i śledzimy informacje o pierwszych „naturalnych kroczących”.

   Po raz kolejny spotykamy znanych z poprzednich części bohaterów, na których upływający czas odcisnął swoje piętno. Największą przemianę przeszedł Lobsang, który, utraciwszy możliwość towarzyszenia Następnym, załamał się i postanowił uciec od dotychczasowego życia (o ile można mówić o życiu w przypadku superinteligentnego komputera). Joshua również się zmienia, w wieku pięćdziesięciu kilku lat najwięcej przyjemności odnajduje w samotnym przemierzaniu „wykrocznych” światów, jednak gdy okoliczności tego wymagają, po raz kolejny porzuca wszystko, by próbować zrozumieć naturę Długiej Ziemi i ratować sytuację, gdy dostrzega kłopoty. Identyczną postawę prezentuje Sally Linsay, którą łączy z Joshuą nie tylko głębokie zrozumienie natury równoległych światów, ale i silna potrzeba odseparowania się od ludzkości. Jednak podobnie jak Joshua, nie waha się ani chwili, gdy Długa Ziemia znajduje się w niebezpieczeństwie.

   Pod względem konstrukcji fabuła przypomina tę, z jaką spotkać się można było w Długim Marsie. Ponownie przez książkę przewijają się pozornie niezwiązane ze sobą wątki, a kierunek, ku któremu zmierza opowieść, wydaje się być mocno rozmyty. Dopiero w drugiej połowie opowiadana historia zaczyna nabierać głębszego sensu, a poruszone wątki splatają się ze sobą, tworząc całość. Takie ujęcie fabuły oraz niezbyt dynamiczna akcja sprawiają, że przez pierwszą połowę książki ciężko jest skupić się na lekturze.

   Język powieści nie zmienił się w porównaniu z poprzednimi częściami cyklu. Trudno w warstwie językowej znaleźć coś, co by się wyróżniło. Dialogi są skonstruowane dobrze, ale konwersacje bohaterów nie porywają. Opisy są jasne i logiczne, jednak brakuje w nich emocjonalnego oddziaływania na czytelnika, dzięki któremu byłby on nie tylko biernym widzem oglądającym wydarzenia z dużej odległości, ale poczułby się ich częścią. Znajdziemy tu mnóstwo rozważań o ludzkości, do jakich przyzwyczaił czytelników sir Terry Pratchett, niestetyw książce brakuje typowego dla niego humoru.

   Długa utopia nie jest złą książką, nie jest też książką wybitną. Porusza ważne kwestie, jak choćby istotę poświęcenia jednostki dla ogółu, przez co zmusza czytelnika do myślenia. Zdecydowanie jej mocną stroną są kreacje bohaterów, główne postacie konsekwentnie się rozwijają począwszy od Długiej Ziemi, natomiast te zapełniające dalsze plany opowieści są nakreślone w sposób przemyślany i charakterystyczny. Zabrakło nieco nowych bohaterów, w dalszym ciągu obracamy się w tym samym kręgu bohaterów. Trudno nazwać konstrukcję fabuły wadą, gdyż z jednej strony jest ona dobrze i w najdrobniejszych szczegółach przemyślana, z drugiej jednak jej początkowe rozmycie sprawia nie najlepsze wrażenie, ponieważ nie łatwo jest się na niej skupić. Autorzy zrobili kolejny krok naprzód, jeśli chodzi o przedstawienie uniwersum wykrocznych światów, dzięki czemu książka niesie ze sobą odpowiednią dawkę świeżości.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

piątek, 22 kwietnia 2016

Długi Mars


Autorzy: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Tytuł oryginału: The Long Mars
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Cykl: Długa Ziemia. Tom III
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015

   Długi Mars to trzecia część zapoczątkowanego przez Długą Ziemię cyklu autorstwa Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera. Po opisanych w pierwszym tomie konsekwencjach „Dnia przekroczenia”, kiedy to  przez ludzkością otworzyły się miliony równoległych „wykrocznych światów” przynosząc wielkie możliwości w Długim Marsie poznajemy również związane z nimi zupełnie nowe zagrożenia.

   W Długim Marsie wciąż poruszamy się po świecie, jaki zdążyliśmy poznać w Długiej Ziemi. Ludzie przy pomocy urządzenia zwanego krokerem potrafią przemieszczać się do równoległych światów, zwanych wykrocznymi. Światy te pozbawione ludzi są pełne życia a co znacznie ważniejsze obfitują w surowce jakie na Ziemi (zwanej od tej pory Ziemią Podstawową) zaczęły się kończyć. A ponieważ za każdym światem oddalonym o jeden krok kryje się kolejny i kolejny nie trudno wyobrazić sobie jak wielka przestrzeń otworzyła się przed ludzkością po „Dniu Przekroczenia”. Im dalej zagłębiamy się w kolejnych wariantach Ziemi, tym znajdujące się na nich życie coraz mniej przypomina to jakie znamy. Taka wizja światów oddalonych na wyciągnięcie ręki  nie jest może bardzo oryginalna ale w dalszym ciągu niezmiernie kusząca.

   Historia rozpoczyna się od katastrofy ekologicznej. Pod Yellowstone na Ziemi Podstawowej wybucha wulkan w skutek czego ogromna chmura pyłów paraliżuje znaczny obszar Stanów Zjednoczonych. Skutki erupcji są długofalowe, gdyż dochodzi do zmian klimatycznych, które na zawsze odmieniają układ sił politycznych. Kilka lat po katastrofie Stany Zjednoczone wysyłają w wykroczne światy misję badawczą, a jej celem jest dotrzeć dalej niż wszystkie poprzednie ekspedycje.. Tymczasem o jeden świat od Szczeliny (rzeczywistości, w której Ziemia przestała istnieć wskutek zderzenia z asteroidą) trwają prace związane z programem kosmicznym. Dotarcie w przestrzeń kosmiczną odległą tylko o jeden krok dało astronautom zupełnie nowe możliwości.. Obydwa wątki toczą się równolegle i dominują nad innymi przez większą część powieści. Sprawia to wrażenie pewnego rozmycia fabuły, gdyż trudno dociec dokąd ona zmierza. Z czasem na prowadzenie wysuwa się, tocząca się na drugim planie powieści, historia związana z Lobsangeim i Joushą Veliente związując i uzupełniając oba wątki związane z eksploracją nowych „wykrocznych” światów. 

   Głównymi postaciami w Długim Marsie są Maggie i Sally, a związane z nimi historie wypraw mają na celu dokładne ich przedstawienie i zaprezentowanie jak obie kobiety radzą sobie w kryzysowych sytuacjach. Będąca żołnierką i dowódcą Maggie musi się zmagać z niespodziewanymi okolicznościami, jakie niosą ze sobą odległe wykroczne światy. Ciąży na niej odpowiedzialność za podległych jej ludzi oraz za powodzenie misji. Gdy odnajduje zaginiony w poprzedniej wyprawie sterowiec, staje przed koniecznością dokonania trudnego wyboru, który może wpłynąć na losy ludzkości. Za pomocą drobnych sytuacji Maggie przedstawiona została jako dobry dowódca, dbający o dobro swoich ludzi i osiągnięcie celów misji. W porównaniu z wyważoną i bardzo rozważną Maggie, Sally może wydać się nieco mniej dojrzała. Jednak to tylko pozory, gdyż „naturalna krocząca” (osoba potrafiąca przemierzać światy bez wspomagania krokera) wykazuje się niemałym rozsądkiem i nie lada odwagą.  Wraz z ojcem i podstarzałym astronomem, wyrusza na wyprawę badawczą poszukując życia, może nawet inteligentnego, na którymś z równoległych Marsów. Ta wyprawa pozwala jej na lepsze zrozumienie ojca, z którym miała bardzo nikłe kontakty oraz na pełniejsze poznanie samej siebie. Gdy w finale obie kobiety muszą współpracować bez problemu odnajdują wspólny język a bagaż nabytych podczas wypraw doświadczeń sprawia, że gdy okoliczności tego wymagają potrafią podjąć mądrą decyzję.

   Gdy w szalonym tempie wraz z obiema bohaterkami przemierzymy już tę ogromną ilość wykrocznych światów, pojawia się moment kulminacyjny w opowieści. To właśnie tu swoją rolę do odegrania mają poznani w poprzednich tomach Lobsang (Sztuczna inteligencja zdradzająca pozory życia) oraz Joshua Valiente, pierwsza osoba, która świadomie przekroczyła. Pierwszy z nich, dysponując ogromną ilością danych i wielką mocą obliczeniową najlepszych procesorów, zauważa pewną anomalię związaną z niektórymi ludźmi i z pomocą Joshuy próbuje ją wyjaśnić. 
  
   Powieść napisana jest dość prostym językiem, który nie oczaruje czytelnika. Nie znajdziemy tu wielkiego nagromadzenia środków stylistycznych, ani zbytnio rozbudowanych zdań. Dzięki temu książkę czyta się dość dobrze, choć zabrakło w niej pewnej lekkości pióra. Nie ma tu też tak charakterystycznego dla Sir Terry’ego zdystansowania się narratora do przedstawianych wydarzeń i niebanalnego humoru.

   Długi Mars nie jest złą książką, choć zdecydowanie inaczej napisaną niż najlepiej kojarzony z pierwszym z autorów Świat Dysku. Jednak podobnie jak w nim, tak i tu znajdziemy dobrze postawione pytania dotyczące ludzkości i człowieczeństwa, które zmuszają czytelnika do refleksji. Przedstawiona wizja wykrocznych światów w dalszym ciągu (po Długiej Ziemi i Długiej wojnie) zachwyca, choć nieco irytować może ogromne tempo, z jakim przemierzają je bohaterowie. Rozmywająca się fabuła, która nie wiadomo dokąd zdąża, również nie ułatwia odbioru książki. Pomimo tego, warto po nią sięgnąć, gdyż jej finał nie zostawia czytelnika obojętnym a pojawiające się w nim pytanie: czy w obliczu nowego zwycięży w nas strach przed nieznanym czy tolerancja ponad wszystko, zmusza do myślenia.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Smoki na Zamku Ukruszon i inne opowiadania

Autor: Terry Pratchett
Ilustracje: Mark Beech
Tytuł oryginalny: Dragons on Crumbing Castle: and other stories
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2014
Stron: 386

   Na wiele lat przed swoim debiutem młody Terry Pratchett zwykł opowiadać kolegom rozmaite historie, które dość szybko  zaczął spisywać. Po latach pisarz powrócił do tych historii i zebrał je w tomie „Smoki na zamku Ukruszon”, jedynie odrobinę poprawiając ich nieco surowy język i charakter. . 

   W zbiorze znajdziemy czternaście, utrzymanych na dość wysokim poziomie, opowiadań dla dzieci. W każdym z nich natrafimy na typowy dla  autora humor oraz niebanalne pomysły sprawiające, że teksty są wyjątkowe. Tytuły jednoznacznie wskazują o czym jest dana historia, jednak wiele z nich kończy się zaskakującą puentą, całkowicie negując to, czego można by się spodziewać podczas lektury.

   Do opowiadań, które nie przypadły mi do gustu należą dwie „Klechdy o Ludzie Dywanu”, ponieważ były najmniej zaskakujące spośród wszystkich zebranych w tym zbiorze. Odniosłam wrażenie, jakby zabrakło w nich koncepcji tworzącej zamkniętą fabułę. W obu przedstawiono mieszkańców Dywanu, poszukujących nowego domu., jednak obydwa wydały mi się  nieco oderwane od większej całości. Autor zresztą wrócił do pomysłu w debiutanckiej powieści „Dywan”, w której rozwinął ideę maleńkich mieszkańców ogromnego dywanu. 

   Tytułowe opowiadanie to jedno z tych, jakie spodobały mi się najbardziej, podobnie jak zamykający zbiór „Święty Mikołaj idzie do pracy”. W „Smokach na zamku Ukruszon” spotkamy się z ciekawym rozwinięciem motywu potwora terroryzującego miasto. Drugi tekst jest interesującą odpowiedzią na to, co może porabiać Święty Mikołaj w pozostałych dniach roku. Obydwa urzekają nieco przewrotnym charakterem oraz zaskakująco mądrym spojrzeniem na tendencje ludzkich zachowań.

   Przedstawione historie są dość krótkie, jednak w każdej natrafimy na wyrazistych bohaterów. Kreacje postaci przełamują stereotypy - czy jest to ekscentryczny milioner, czy też okrutny smok, większość cechują zachowania jakich byśmy się po nich nie spodziewali. Mimo niewielkiej objętości we wszystkich tekstach natrafimy na ciekawie przedstawione światy, będące arenami opisywanych wydarzeń,. niekiedy jest to malutka brytyjska mieścina, innym razem zaś tropikalna dżungla czy górski szczyt. Każda ze scenerii jest wyrysowana w bardzo sugestywny sposób, co jest niezwykle cenne w książce przeznaczonej dla młodego czytelnika.

   Książkę uatrakcyjniają również liczne, czarno-białe ilustracje. Narysowane w prosty sposób są dość czytelne, idealnie oddając lekki i zabawny klimat opowiadań. Pod względem graficznym na uwagę zasługuje również wyróżnienie niektórych słów(zwłaszcza wykrzyknień i onomatopei) zmianą wielkości bądź użyciem innej czcionki. Na przykład przy słowie „brzdęk” znaki są rozedrgane, zaś przy „wyciu” rozciągnięte.

   Autor za pomocą prostych opowiastek, z ogromnym wyczuciem, prezentuje cały szereg ludzkich zachowań, obnażając ich słabości i luki w rozumowaniu. Gdy uświadomimy sobie, jak młody był Terry Pratchett, kiedy powstawały te teksty, możemy tym bardziej podziwiać, że już wtedy wykazywał się dobrym zrozumieniem ludzkiej natury i otaczającego go świata.

   Książka napisana jest typowym dla autora językiem, czyli lekko i z humorem. Plastyczne opisy sprawiają, że bez problemu możemy wyobrazić sobie przedstawione wydarzenia i poczuć się ich częścią. Ilość dialogów jest dobrze wyważona, a poszczególne kwestie idealnie oddają emocje bohaterów. Natrafimy tu również na bardzo charakterystyczne dla Twórcy Świata Dysku przypisy uzupełniające fabułę opowieści o drobne, pozornie nic nie znaczące szczegóły, dzięki którym jego opowiadania nabierają bardzo wyjątkowego charakteru.

   Dla fanów sir Terry'ego Pratchetta ten zbiór będzie niezwykle cenny dzięki pewnej surowości tekstów i świeżości pomysłów młodego autora. Daje idealne wyobrażenie jak kształtował się umysł wielkiego pisarza. Równie wiele przyjemności z lektury książki mogą uzyskać dzieci, odkrywające dopiero geniusz tego wybitnego twórcy, gdyż świetnie się sprawdza jako preludium do jego powieści.

wtorek, 17 listopada 2015

Folklor Świata Dysku

Autorzy: Terry Pratchett, Jacqueline Simpson
Tytuł oryginału: The Folklore of Discworld
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015
Stron: 358

   Miłośników Świata Dysku z pewnością ucieszyła informacja o kolejnej okołodyskowej publikacji. Tym razem, wspomagany przez Jacqeline Simpson, sir Terry Pratchett postanowił rozprawić się z podaniami, legendami, zwyczajami i tradycjami  najsłynniejszego z płaskich światów.    W „Folklorze Świata Dysku” znajdziemy wyjaśnienia i inspiracje, jakie kryją się za twórczością Pratchetta.

   Autorzy skupili się na wyszukaniu podobieństw między historiami znanymi w Świecie Dysku, a tymi znanymi na Ziemi, wykazując, że pewne wzorce są wspólne. Zgodnie z koncepcją książki opowieści, napędzane narrativum swobodnie przenikają przez multiwersum, co  tłumaczy występujące zbieżności. Mit o stworzeniu świata, kreacje bóstw, potwory, licznie występujące humanoidy, a także szereg zwyczajów, tradycji i zachowań; wszystkie mają swoje odpowiedniki w naszej rzeczywistości. Sir Terry Pratchett czerpał garściami z rozmaitych dostępnych mu opowieści,  modyfikując poznane historie tak, by lepiej wpasowywały się w rzeczywistość świata niesionego na grzbietach czterech słoni. Dzięki tej książce czytelnik może  uświadomić sobie jak rozległe i różnorodne były źródła, z których Pratchett czerpał pomysły, począwszy od mitologii wielu kultur, aż do lokalnych opowieści, mających swe, mniej lub bardziej, zmodyfikowane warianty w innych zakątkach świata. 

   Interesującym aspektem tej książki jest możliwość lepszego zrozumienia i głębszego poznania złożoności Świata Dysku. Po lekturze „Folkloru Świata Dysku” czytelnik zaczyna zauważać znacznie więcej na kartach poszczególnych powieści wchodzących w skład cyklu; dostrzega niuanse, które wcześniej mogły mu umknąć. Dzięki temu tym lepiej można ocenić geniusz Pratchetta, jego umiejętność zaimplementowania znanych opowieści w stworzone przez siebie uniwersum. Świadomość jak głęboko niektóre historie przeniknęły do Świata Dysku sprawia, że odbiera się go jako jeszcze pełniejszy, bardziej spójny i drobiazgowo dopracowany.

   Książka stanowi też dobre źródło informacji na temat pewnych zwyczajów i opowieści oczywistych dla Brytyjczyków, a dla nas zupełnie obcych. Załączona bogata bibliografia stanowi świetne uzupełnienie poruszonych tematów i wskazuje dociekliwym czytelnikom, gdzie szukać kolejnych informacji na temat folkloru i przytoczonych historii, do których niejednokrotnie nawiązano w Świecie Dysku.

   Jest to przyjemna lektura, choć wymaga nieco skupienia od czytelnika. Napisana w formie rozprawki, zawiera liczne cytaty pochodzące zarówno z powieści ze Świata Dysku, jak i z licznych,  należących do klasyki, utworów literackich. W książce znajdziemy odniesienie do mitologii, legend i opowieści, jednak nie powinny one sprawić problemu żadnemu oczytanemu czytelnikowi. Zabrakło mi natomiast przypisów, tak charakterystycznych dla innych dzieł sir Terry'ego Pratchetta.

   Dla wielbicieli Świata Dysku jest to pozycja obowiązkowa. Ta niezmiernie interesująca i pełna ciekawostek książka stanowi ogromne źródło wiedzy o płaskim świecie. Pozwala również na lepsze poznanie mechanizmu tworzenia Pratchetta, który z niepozornego podania potrafił stworzyć często przewrotną, a zawsze intrygującą historię. Utwór w znacznej mierze przybliża też czytelnikowi samego autora, stanowiąc swoisty spis lektur, które ukształtowały umysł, w jakim narodził się Wielki A'Tuin oraz cztery ogromne słonie, dźwigające dysk na swych grzbietach.


Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

poniedziałek, 5 października 2015

Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko

Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: A slip on the keyboard
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015
Stron: 328

   Śmierć sir Terry'ego Pratchetta wstrząsnęła chyba każdym miłośnikiem fantastyki. Wkrótce po tym smutnym wydarzeniu na księgarnianych półkach w Polsce ukazała się bardzo nietypowa książka tego autora. „Kiksy klawiatury” to zbiór esejów, felietonów, wykładów i wypowiedzi twórcy „Świata Dysku”, który pozwalają poznać i zrozumieć go znacznie lepiej.

   Książkę otwiera przedmowa Neila Gaimana, wielkiego przyjaciela sir Terry'ego, uświadamiając czytelnikowi, że za większością książek Pratchetta czaił się gniew. Złość, którą pisarz był w stanie zaprząc do twórczego działania. Widać to w wielu częściach „Świata Dysku”, gdyż w prawie każdej  pod zabawną otoczką, skryty jest jakiś poważny problem. Autor, nie mogąc z nim nic zrobić w rzeczywistości, poruszał go na papierze.

   Zebrane utwory podzielone są na trzy grupy. W dwóch początkowych znajdziemy odniesienia do pisarskiej kariery sir Terry'ego. Wspomnienia z pierwszych tras promocyjnych, wystąpienia z okazji odbioru niektórych z licznych nagród oraz anegdoty z przeszłości - z pracy dziennikarza czy rzecznika prasowego. Z tych tekstów wyłania nam się wielki bibliofil i ogromny miłośnik fantastyki, a przede wszystkim bardzo skromny człowiek. Pratchett nigdy nie zaliczał siebie do wielkich pisarzy fantastyki; komercyjny sukces, jaki odniósł zdawał się go nieco oszałamiać i zaskakiwać. Nigdy nie bał się wychodzić do swoich fanów, w nieodłącznym czarnym kapeluszu pojawiał się na licznych konwentach i wydarzeniach literackich. Był człowiekiem bardzo pracowitym, założył sobie określony tryb pracy i się go trzymał, jednak daleko mu było do pracoholika.

   Zupełnie w innej tonacji utrzymane są teksty z trzeciej części, zatytułowanej „Dni gniewu”. Tu zebrano teksty i wystąpienia, z których wyraźnie widać zaangażowanie pisarza w ważnych dla niego kwestiach. Począwszy od ochrony orangutanów, po dwa niezmiernie istotne dla niego problemy: postępującą chorobę Alzheimera oraz prawo do eutanazji. Tu znów motorem napędowym jego działań jest gniew. Złość skierowana przeciwko bezdusznym i głupim, jego zdaniem, przepisom oraz bunt wobec pobłażliwego traktowania choroby, która odbiera ludziom godność. Znajdziemy tu też echo strachu przed tym, że on też może znaleźć w uwłaczającej sytuacji powolnego konania.

   Książkę czyta się błyskawicznie, napisana została tak charakterystycznym dla autora, niezmiernie przystępnym, językiem. Dwie pierwsze części przyjmuje się lekko i z uśmiechem, natomiast  ostatnia, mimo że niepozbawiona elementów humorystycznych, budzi zupełnie inne emocje. W trakcie lektury poważniejszych tekstów, trudno jest nie zgodzić się z pisarzem, wielkim humanistą, którego najbardziej przerażała myśl, że nie będzie panował sam nad sobą. Nieco dziwne może się wydać takie zestawienie tekstów, ale ukazuje wszystkie twarze autora, zarówno zabawnego gawędziarza, jak i bojownika o sprawy dla niego ważne.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

środa, 22 października 2014

Nauka Świata Dysku IV. Dzień sądu


Autor: Terry Pratchett, Jack Cohen, Ian Stewart
Tytuł oryginału: The science od Discworld IV. Jugdement day
Cykl: Nauka Świata Dysku, Świat Dysku
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 344

   Choć wcześniejsze trzy tomy „Nauki Świata Dysku” mam już od jakiegoś czasu, skutkiem zbiegu okoliczności najpierw przeczytałam ten najnowszy. Nie przeszkodziło mi to zbytnio w rozkoszowaniu się lekturą, natomiast umożliwiło poznanie, czym tak naprawdę jest ta seria i zachęciło mnie to do sięgnięcia po wcześniejsze jej odsłony.

   Książkę można podzielić na dwie zasadnicze, przeplatające się ze sobą, części. Znacznie skromniejsza objętościowo jest opowieść dziejąca się w murach Niewidocznego Uniwersytetu i perypetie związane ze Światem Kuli. Większą część zajmują natomiast rozważania naukowo-filozoficzne oraz poszukiwania odpowiedzi na pytania nękające dociekliwych ludzi od początków cywilizacji. 

   Historię fabularną otwiera zbudowanie przez Myślaka Stibonsa Czegoś Strasznie Wielkiego, czyli odpowiednika Wielkiego Zderzacza Hadronów z naszego kulistego świata. W wyniku niefortunnego przypadku do Świata Dysku poprzez L-przestrzeń trafia bibliotekarka z Ziemi, Marjorie Daw. W sprawę kulistego świata mieszają się, w wyjątkowo dla nich pokojowy sposób, członkowie Kościoła Omnian Dnia Ostatecznego, jednak i tak dochodzi do konfrontacji z magami z Niewidocznego Uniwersytetu. Czy autorytet Patrycjusza wystarczy do rozwiązania sporu, czy może potrzeba będzie boskiej interwencji? 

   Zdecydowana większość książki poświęcona jest rozważaniom naukowym na rozmaite tematy, począwszy od budowy materii i najdrobniejszych cząstek, poprzez ewolucję, aż do wymiarów wszechświata. W książce znajdziemy przegląd najnowszych doniesień z różnych dziedzin nauki i skrót najważniejszych teorii. Poznamy historię zmian poglądów na pewne tematy od zawsze zaprzątające ludzkość - istnienie bogów, to, jak wygląda nasz świat i czy jesteśmy aż tacy wyjątkowi. 

   Książkę czytało mi się dobrze, choć nie mogę stwierdzić, że była to lekka, niezobowiązująca lektura. Autorzy dość dobrze tłumaczyli różne, zawiłe teorie naukowe i nie miałam większych problemów, by sobie z nimi poradzić. Pomocna przydała się też wiedza, którą wyniosłam ze studiów, zwłaszcza ta dotycząca fizyki, matematyki i chemii. Książka jest jednak napisana w taki sposób, że nikomu nie powinna sprawić kłopotów, a co najwyżej wymagać od niektórych nieco więcej skupienia. Bardzo pomocne są krótkie fabularne wstawki, pozwalające się na moment oderwać od poważniejszej treści. 

Polecam tę książkę gorąco wszystkim ciekawym świata ludziom, choć może ona wymagać od czytelnika otwartego umysłu i chęci poznawania nowych rzeczy. Jest to książka, która skłania do nieco abstrakcyjnego myślenia o rzeczach obecnych w naszym świecie, a wciąż bardzo niezrozumiałych, dając niejednokrotnie powody do śmiechu. 

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Ostatni bohater

Autor: Terry Pratchett
Ilustrował: Paul Kidby
Tytuł oryginału: The last hero
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Cykl: Świat Dysku
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Stron: 176

   Do tej pory poznałam już wszystkie wydane u nas opowieści ze Świata Dysku, tę niczym wisienkę na torcie, zostawiając sobie na później. W odróżnieniu od wszystkich pozostałych, ta oprócz literackiej wartości wprawia również w zachwyt wydaniem. Paul Kidby od wielu lat współpracuje z Pratchettem nad ilustrowaniem stworzonego przez Sir Terry'ego uniwersum, a efekty tej współpracy zachwycają i sprawiają, że książka jest uczta dla oka.

   Tym razem nie tylko wyobraźnia autora pomogła wizualizować sobie Świat Dysku, ilustracje, których jest w książce bardzo dużo są przepiękne i nie sposób oderwać od nich oczu. Świetnie wykonane, idealnie oddają ducha płaskiego świata, podróżującego na grzbietach czterech słoni, stojących na skorupie wielkiego A'Tuina. Pratchett uzupełnił ten plastyczny obraz dokładnie oddając realia i prawa natury rządzące Dyskiem.

   Jest to kolejna opowieść o Rincewindzie, w której również Marchewa Żelaznywładsson ma swoją rolę do odegrania. Nie można pominąć również Srebrnej Ordy z Cohenem Barbarzyńcą na czele, ani arcymistrza zła: Złowrogiego Harry'ego. Przygoda zaczyna się niepozornie, Cohen postanowił zebrać swych, równie wiekowych, przyjaciół, by skończyć żywot jak na bohatera przystało- rzucając wyzwanie bogom. Patrycjusz, przy pomocy magów oraz Leonarda da Quirm próbują powstrzymać tę szaloną ekspedycję wysyłając misję, która ma powstrzymać legendarnych bohaterów i uratować świat. Jak zwykle zadanie uratowania świata spoczęło na barkach Rincewinda, towarzyszą mu słynny wynalazca oraz najbardziej godny zaufania strażnik miejski Ankh-Morpork. Jak wyglądała ich wyprawa, oraz jak się zakończyła, tego musicie dowiedzieć się sami.

   Dla kogoś, kto miał już styczność z opowieściami ze Świata Dysku, spotkanie ze świetnie znanymi z innych książek bohaterami, było niczym odświeżenie starych znajomości. Jeżeli, ktoś nie miał do tej pory okazji poczytać o mieszkańcach Ankh-Morpork, nie jest to najlepsza książka by ich poznać. Najbardziej chyba zawiodłam się na Vetinarim, było w nim nieco za mało Patrycjusza, choć z drugiej strony nie ma go w tej powieści zbyt dużo. ŚMIERĆ załapał się na kilka ilustracji, jednak jego udział w opowiadanej historii jest jeszcze mniejszy, niż w przypadku włodarza Ankh-Morpork. Z wielką ciekawością poznałam natomiast członków Srebrnej Ordy, o których do tej pory jedynie słyszałam, wszyscy, jak jeden mąż, są prawdziwymi bohaterami, nawet jeżeli już nie dosłyszą, czy mają problemy z pamięcią. Trochę zasmuciło mnie tak szybkie pożegnanie ze zidiociałymi kompanami Złowrogiego Harry'ego, gdyż zdążyłam ich polubić. Każdy z wykreowanych bohaterów jest wyrazisty i zachwyca realizmem, a większość z nich można polubić.

   Język powieści ocieka humorem, co czytelnikowi obeznanemu ze stylem autora nie jest obce. Pratchett jak zwykle pisząc o fantastycznych przygodach, w wymyślonym uniwersum przemyca wiecznie aktualne prawdy. Jak zawsze pobudza do myślenia. Czy można godnie się zestarzeć i czy piękna śmierć jest ważniejsza niż życie? Czy warto rzucić wyzwanie losowi, czy może lepiej płynąć z prądem? Jak daleko można się posunąć, by ocalić wszystko co ma znaczenie? Pod przykrywką lekkiej i zabawnej opowieści kryje się drugie dno, które sprawia, że ta książka pozostaje w pamięci i nie jest tylko czczą rozrywką.


   Podsumowując, uważam, że nie jest to najlepsza powieść na początek znajomości ze Światem Dysku, zbyt wiele ważnych w całym cyklu postaci pojawia się tu tylko epizodycznie, więc niewiedza o tym, jacy są w innych książkach, może nieco zakłócić odbiór tego tomu. Za to ilustracje Paula Kidby'ego sprawiają, że książka ta może przyciągnąć do Świata Dysku, tych, którzy do niego jeszcze nie trafili, są piękne i bardzo klimatyczne. Jeśli chodzi zaś o styl Pratchetta, to albo się go kocha, albo nie trawi, ale jak to mówią: nie dowiesz się, póki nie spróbujesz.