piątek, 31 lipca 2015

Libster Blog Award- czyli notka- zapychacz

   Miesiąc powoli dobiega końca i pora by była, żeby stworzyć notkę podsumowującą... jednak... gdy pomyślałam o tym ile mam do napisania, by streścić dwa miesiące czytania, bo oczywiście nie udało mi się podsumować czerwca, stwierdziłam, że dziś jeszcze się wstrzymam. Tym bardziej, że dzięki autorom bloga A safe, warm place... ... with books, mam przynajmniej temat zastępczy, a jest nim nominacja do Libster Blog Award, za którą dziękuję. Dawno już nie brałam udziału w żadnym blogowym łańcuszku, więc jak najbardziej mogę to zrobić teraz. Zwłaszcza, że pytania są całkiem fajne. Zatem do dzieła.

1. Książka, którą poleciłabyś osobie, które nie lubi czyta, aby ją/go zachęcić?

   Jak ktoś nie lubi czytać, to raczej trudno będzie go zachęcić. Zdecydowanie skupiłabym się na w miarę krótkiej książce i w zależności od tego, co wiem o danej osobie miałabym kilka typów. Wszystkie są bardzo przystępnie napisane i niosą ze sobą silne wrażenia. Typ najbardziej uniwersalny to "Gra Endera" Orsona Scotta Carda, dużo się dzieje, sporo emocji, no i sam pomysł! Wstyd nie znać tej książki. Obowiązkową pozycją dla pań jest "Duma i uprzedzenie" Jane Austen, pełna wzruszeń i ciekawych postaci. To również powieść, której nie znać nie wypada, no chyba, że jest się mężczyzną. Zostaje mi ostatnia propozycja, ale tylko dla osób o niebanalnym poczuciu humoru, a jest to "Cztery róże dla Lucienne" Rolanda Topora, zbiór króciutkich opowiadań, pełnych czarnego humoru i groteski, coś dla smakosza, co urzec powinno też początkującego czytelnika. Dla tych moli książkowych, którzy powyższych tytułów nie kojarzą, niech będzie to zachętą, by po nie sięgnąć.

2. Czy miałaś kiedyś wrażenie, że czytaną książkę napisałabyś lepiej? Odpowiedź uzasadnij.

   Raczej nie, choć nie raz przychodziło mi do głowy, że zwroty akcji wprowadzane przez autora są niefajne i można by to zrobić lepiej. Miałam tak na przykład z "Trylogią husycką" Andrzeja Sapkowskiego, bo o ile rozumiem, że z zakończenie musiało być takie, a nie inne, niech będzie niezbędny tragizm, ale dopisanie potem jeszcze ze czterech rozdziałów, które skupiają się na polityce, uznałam za niepotrzebne przedłużanie książki, tym bardziej, że ostatnia scena z udziałem Reynevana i towarzyszącej mu niewiasty, była wręcz oczywista i musiała nastąpić. Ogólnie końcówka nieco się rozwlekła. Druga rzecz, która mnie niezmiernie rozczarowała, to trzeci to "Achaji" Andrzeja Ziemiańskiego i choć całość nie jest lekturą wybitną (delikatnie rzecz nazywając), to przynajmniej cechowała się wartką akcję, humorem i licznymi zwrotami akcji. W trzecim tomie nieco tego zabrakło, a wszyscy bohaterowie pogrążyli się w nałogach... 
   Czy napisałabym to lepiej? Wątpię, ale miło pomarzyć, że ktoś jednak mógłby to lepiej ubrać w słowa.

3. Oglądanie ekranizacji książki przed jej przeczytaniem - dobre czy złe?

   Oj zdecydowanie jestem przeciw. W ekranizacji człowiek od razu ma pokazaną wizję bohaterów, których w trakcie lektury można sobie dopiero wyobrazić, nadać im indywidualnych rysów, dopowiedzieć do nieco w ich charakterach. Przy obejrzeniu filmu/serialu przed sięgnięciem po książkę, często filmowi bohaterowie silnie utrwalają wizję tego, jak powinna wyglądać dana postać, wręcz narzucają się wyobraźni, hamując ją i zamykając w ramach. Inna sprawa, to spojlerowanie fabuły, to średnia przyjemność, czytać o tym, co wiemy, że musi się zdarzyć i często zniechęca by po książkę sięgnąć. Miałam tak choćby z "Grą o tron",  którą czytałam ze znikomym zainteresowaniem, po obejrzeniu serialu. Inna sprawa, że ani po kolejne tomy, ani sezony nie sięgnęłam, bo jakoś mnie G. R. R. Martin nie urzekł.

4. Czy słuchasz muzyki przy czytaniu? Jeśli tak, to jakiej?

   Bardzo rzadko, nawet jeśli coś włączę, to gdy pogrążam się w lekturze przestaję rejestrować dźwięki dobiegające z głośników.

5. Głośno ostatnio o kwestii przekazywania poglądów autora w jego książkach; czy zniechęciłoby Cię do książki to, że poglądy jej autora są przeciwstawne do Twoich?

   Ciężko mi powiedzieć... Nie czuję większych oporów przed poznawaniem poglądów autora i o ile książka jest czymś więcej niż tylko ich projekcją, to mi to nie przeszkadza. Co nie zmienia faktu, że jeśli uważam poglądy autora za głupie, bądź szkodliwe, tracę nieco szacunku do niego, co nie będzie przekładało się na zamiłowanie do jego prozy o ile ta będzie wysokiej próby. Zwłaszcza, że tak na dobrą sprawę, autor zawsze przemyci część swoich poglądów, a książka nie musi służyć jedynie rozrywce.

6. Książka samodzielna czy seria, a może saga? Co wolisz, i dlaczego?

   Nie lubię żegnać się z bohaterami, których zdążyłam polubić, stąd skłaniam się raczej ku wielotomowym pozycjom. Z drugiej strony tego typu cykle czasem czerpią na smutną przypadłość, gdy autorowi zaczynają kończyć się pomysły i kolejne części są jedynie odcinaniem kuponów od popularności poprzedników, a sam wątek główny rozwleka się niemożebnie. W przypadku pozycji jednotomowych, zwłaszcza tych krótszych aż ciężko opuszczać fajnie przedstawiony świat i intrygujące postacie. Dlatego chyba najlepiej się czuję czytając pozycje kilkutomowe, nie rozwleczone w nadmiarze, ani nie skurczone za bardzo.

7. Jak wygląda Twoje ulubione miejsce do czytania?

   Najlepiej czyta się w łóżku, albo wygodnym fotelu, najlepiej z kubkiem herbaty i jakimś ciastkiem do przegryzienia pod ręką. Choć niestety długie czytanie i tak sprawia, że z czasem w każdej pozycji robi się niewygodnie. Zresztą nie tyle miejsce jest ważne, co czas i gdy tylko mam chwilę, by poczytać, to wyciągam książkę, niezależnie od tego gdzie jestem, czy to domowe pielesze, czy komunikacja publiczna, czy też może kolejka u lekarza.

8. Pożyczanie - tak czy nie? Co robisz, jeśli ktoś nie odda Ci pożyczonej książki?

   Tylko zaufanym osobom, o których wiem, że książkę oddadzą. Gdy ktoś książki oddać nie chce, to najczęściej wpadam do takiej osoby, by ją sobie odebrać, no i taki człowiek na zawsze trafia na czarną listę, tych, komu książek nie pożyczę.

9. Postać z książki, której chciałabyś przyłożyć (z jakiegokolwiek powodu)?

   Przychodzi mi na myśl jedynie Bastard Rycerski z cyklu o Skrytobójcy Robin Hobb. Czytałam ten cykl bardzo dawno temu, ale bohater zapadł mi w pamięć aż za bardzo. Jest tak żałosny, z tendencją do użalania się nad sobą, że nic tylko porządnie złoić mu skórę. Na szczęście książką całkiem nieźle się broni, mimo takiej postaci, ale nie raz miałam ochotę mu przylać.

10. Książki "trudne" - zrezygnować, odłożyć na później, przecierpieć do końca?

   Zdecydowanie nie rezygnować! Wolę przemęczyć do końca, niż przekładać na później, ponieważ bardzo nie lubię czytania kilku rzeczy na raz. Wprawdzie tempo pochłaniania stron wyraźnie mi wtedy słabnie, ale co za różnica, można je szybko nadrobić jakimś prostym czytadłem. Sięgając po rzeczy trudniejsze, ambitniejsze jednak znacznie bardziej poszerza się horyzonty i zdecydowanie warto czasem czytać coś takiego. Z tego względu bardzo rzadko zdarza mi się nie dokończyć raz rozpoczętej książki i na palcach jednej ręki mogę policzyć tytuły, których nie ukończyłam.

11. Czy masz książkę, do której zniechęciłaś się zanim jeszcze ją przeczytałaś?

   Chyba każdy ma. Często na pierwszy rzut oka zniechęca mnie objętość lektury, bo chociaż lubię długie książki, to jednak łatwiej sięga mi się po te krótkie, które nie zajmą mi aż tyle czasu. Nie lubię, gdy wokół książki jest zbyt wiele szumu, dlatego też wciąż nie sięgnęłam po Harry'ego Pottera, choć podejrzewam, że mógłby mi się spodobać i nie wykluczam, że kiedyś po niego sięgnę. Sytuacji, w której przełamałam mój początkowy opór jakoś nie mogę sobie przypomnieć, poza historiami sięgającymi czasów bardzo odległych.

Uff! to wszystkie odpowiedzi, na mnie jednak urwie się ta nitka łańcuszka, gdyż brak mi pomysłów na pytania.

czwartek, 30 lipca 2015

Przed północą

Autor: Paweł Leśniak
Wydawnictwo: F-K Olejesiuk
Rok wydania: 2015
Stron: 454

    Miałam mieszane uczucia sięgając po tę książkę. Opis na okładce wyraźnie sugerował, że będę mieć do czynienia z opowieścią o wampirach, buszujących wśród normalnych śmiertelników. Rzadko sięgam po taką tematykę, postanowiłam jednak dać tej powieści szansę. A wrażenia? Dość mieszane.

   Autor pochodzący z Nowego Sącza prezentuje czytelnikowi dobrze znane mu okolice, umieszczając większość akcji w Zakopanem. Niejednokrotnie zawitamy na Krupówki, czy w miejscowych knajpkach. Cała fabuła zamyka się w mniej więcej dziesięciu dniach, a właściwie nocach, zaś kumulacja wydarzeń następuje w noc sylwestrową.

   Akcja toczy się dwutorowo. Rozpoczyna się od rozmowy dwójki osób, jednak prawie do samego końca powieści możemy się jedynie domyślać kim są rozmówcy. Z ich dialogu poznajemy kulisy wydarzeń, jakie rozegrały się w ostatnim tygodniu od ich spotkania. A przez ten czas w Zakopanem działo się bardzo dużo, choć początki były dość niewinne.

   Poznajemy Raziela - młodego, nieco ponad stuletniego, wampira, który wraz z towarzyszami poszukuje ofiary w jednym z zakopiańskich barów. Nie wie jeszcze, że dziewczyna jaką miał zamiar tego wieczora upolować, sprawi, że całe jego dotychczasowe życie legnie w gruzach. Sytuację skomplikował również krwiopijca z Senegalu - Mballo, gość zakopiańskiego domu pod władaniem Danaga, ojca tutejszych wampirów. Prawie od samego początku wiemy, że przybył on z Afryki do Polski w konkretnym celu, jednak ten bardzo długo pozostaje nam nieznany.

   Główny wątek powieści osadzony jest wokół Raziela, jego ciekawość sprowadziła na niego kłopoty, sprawiając, że stał się wyrzutkiem. Zaś nie do końca jasna zażyłość z Mballo spowodowała, że zaczął łamać odwieczne zasady domu Danaga, począwszy od nawiązania kontaktu z ludzką kobietą - Marleną. W pierwszej chwili zachowanie dziewczyny wydało mi się całkowicie irracjonalne i niezrozumiałe, jednak z czasem jej motywy zostały wyjaśnione. Postępowanie pozostałych zakopiańskich wampirów nie do końca było dla mnie czytelne, większość z nich cechuje ogromna naiwność i niesłabnące oddanie ojcu, co tylko potęguje kontrast między nimi, a Razielem.

   W książce natrafimy na dość złożoną intrygę prowadzoną przez najważniejszego z zakopiańskich wampirów, przy współudziale istot, o których istnieniu pozostali krwiopijcy nie mieli pojęcia. Postępowanie Danaga momentami wydało mi się nieco pozbawione sensu, o ile można zrozumieć jego nienawiść do niepokornego Raziela, o tyle trudno było mi pojąć skąd wzięła się jego niechęć do reszty tych, którym dał drugie życie.

   Nie do końca jasne zachowania bohaterów to nie jedyne, co przeszkadzało mi w lekturze. Zapętlające się intrygi ujawniają kolejne frakcje w pozornie tylko prostym konflikcie między ludźmi a wampirami. Dla mnie w pewnym momencie zrobiło się tego zbyt wiele, odniosłam wrażenie, jakby całość nieco wymknęła się autorowi spod kontroli. W książce znajdziemy też dość mizernie zrealizowany wątek miłosny, przywodzący na myśl historie żywcem wyjęte z tanich romansów.

   Powieść napisana jest w dość prosty sposób i nie sprawiała problemów w lekturze. Jednak autor nie uniknął pewnych językowych potworków i odniosłam wrażenie, że nie do końca zdaje sobie sprawę ze znaczenia słowa „eufemizm”, gdyż używa go w dziwnych momentach i ciężko mi stwierdzić, co pod nim rozumie. W książce natrafimy na dużą ilość brutalnych scen i opisów, w których leją się litry krwi, są aż zbyt naturalistyczne i mogą powodować niesmak u wrażliwego czytelnika.

   Trudno mi polecić tę książkę. Z jednej strony czytało mi się ją dość przyjemnie i lekko, z drugiej zaś irytujące zachowania postaci i kilka dziwnych zwrotów akcji zrobiło na mnie nie najlepsze wrażenie. Gdy dodać do tego pozostałe wady, otrzymujemy dość przeciętną pozycję, przeznaczoną raczej tylko dla miłośników wampirów.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

środa, 29 lipca 2015

Admirałowie polskiej floty. Od Mieszka I do admirałów XXI wieku

Autor: Henryk Mąka
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2015
Stron: 286

   O polskiej flocie mówi się niewiele a historia jakoś często przemilcza dokonania Polaków na morzach i oceanach. O ile jeszcze czasem ktoś wspomni zwycięską bitwę pod Oliwą i jej bohatera Arenda Dickmana (jego historię spopularyzował Jacek Komuda w powieści Galeony wojny), to już inne postacie z historii Polskiej marynarki nikną w mrokach przeszłości. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po tę lekturę, tym większą, że morze zawsze było mi dość bliskie.

   Książka opowiada o losach polskiej marynarki wojennej od czasów średniowiecznych aż do współczesności. Wyraźnie możemy podzielić ją na dwie części, w pierwszej dotyczącej wydarzeń sprzed pierwszej wojny światowej poznajemy raczej ogólne tło polityczne i kulisy wojskowych operacji, niż postacie wybitnych dowódców. W przypadku admirałów XX i XXI wieku oprócz okoliczności, z jakimi musieli się zmierzyć, mamy okazję poznać ich pełne rysy biograficzne.

   Historia morskich podbojów Polaków rozpoczyna się już od Mieszka I, który od początku dążył by raczkujące państwo Polan posiadało dostęp do morza. Wolin był wtedy ogromnym portem budzącym zachwyt i zdumienie u przejezdnych, zapewniającym bogactwo oraz zyski z handlu. Polityka morska Słowian w tamtym okresie skupiała się głównie na morzu Bałtyckim, gdzie liczne plemiona słowiańskie, germańskie i nordyckie walczyły o dominację. Aż w końcu słowiańskie panowanie nad akwenem zapewnił Książę Racibor po całkowitym spladrowaniu Konungaheli w 1136 roku. Z czasem w wyniku wewnętrznych sporów Polska utraciła swą dominację nad Bałtykiem, co powtarzało się przez kolejne wieki.

   Nie wszyscy Polscy władcy zdawali sobie sprawę z tego, jak ważne jest posiadanie silnej i mobilnej floty oraz jak wielkie znaczenie ma dominacja nad morzem. Kolejne zwycięstwa zapewniały Polakom władzę na krótko, a sukcesy często nie były należycie wykorzystywane. Tak było od początków polskiej państwowości, do czasów rozbiorów. Niektórzy z polskich admirałów, jak Krzysztof Arciszewski zasłynęli w szerokim świecie, mając swój udział w kolonialnych podbojach. Było to jakby zapowiedzią losów późniejszych dowódców, z których wielu podbijało morze, daleko od bałtyckich wybrzeży.

   Z pośród notek biograficznych dwudziestowiecznych admirałów możemy przyjrzeć się rozmaitym historiom, często o dość tragicznych zakończeniach, zwłaszcza gdy wspomnieć admirałów dwudziestolecia międzywojennego, czy początków PRLu. Losy tych, często bardzo zdolnych, dowódców wysyłały ich po wszystkich morzach i oceanach, a zmagania drugiej wojny światowej często prowadziły ich w zupełnie egzotyczne rejony. Wszystkich zaś połączyło jedno- ogromna miłość do morza i silne przekonanie, że tylko mając silną pozycję na morzach Polska będzie silnym państwem.


   Książka jest dość interesującą pozycją, można w niej poznać plejadę wybitnych postaci a przede wszystkim zrozumieć, jak wielkie znaczenie ma polityka morska. Autor w dość przystępnych słowach przybliża polityczne i wojenne kulisy działań marynarki wojennej, dzięki czemu lektura nie nuży a kolejne informacje przyjmuje się z ciekawością. Polecam tę książkę każdemu miłośnikowi morza oraz wszystkim, którzy lubią zgłębiać kulisy przeszłych wydarzeń, gdyż jest to przystępna i interesująca publikacja, a niejedna informacja w niej zawarta potrafi zaskoczyć.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać,

wtorek, 28 lipca 2015

Ostrze

Autor: Joe Abercrombie
Tytuł oryginału: The blade itself
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Cykl: Pierwsze Prawo. Tom I
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2015
Stron: 688

   Za każdym razem, gdy sięgam po pierwszy tom cyklu, o jakim nie mam bladego pojęcia, autorstwa pisarza, o którym wiem równie niewiele, mam spory dylemat, czy na pewno chcę czytać daną książkę. Czy trafię na lekturę, która porwie mnie od pierwszej strony i będę z niecierpliwością wypatrywać kolejnych tomów, czy może ugrzęznę w danej powieści na dłużej denerwując się zmarnowanym czasem? Jak było w przypadku „Ostrza”?

   Joe Abercrombie zaprezentował przede wszystkim dość rozbudowane i złożone uniwersum, którego osią jest wielkie miasto: Adua wraz z jego centrum Agricontem. Jest to stolica Unii, zrzeszającej wszelkie cywilizowane narody od Anglandu na północy, po Dagoskę w Gurkhul na południu aż za morzem. Jednak Unia jest dziś już tylko cieniem tego, czym była wcześniej. Wolne ludy północy zostały podbite przez Bethoda, każącego nazywać się Królem Północy, a na południu głowę podnosi kolejny z cesarzy, któremu marzy się wyzwolenie Dagoski z rąk Unii i przejęcie kontroli nad morzami.

   W takich politycznych okolicznościach poznajemy trójkę nieprzeciętnych bohaterów. Logena, barbarzyńcę z północy, wolnego człowieka, zwanego Krwawą Dziewiątką. Po starciu z płaskogłowymi szankami, przekonany, że jego towarzysze zginęli, zasięga porady duchów a one wysyłają go do Bayaza- Pierwszego Wśród Magów przekonując, że ten go poszukuje. Sam Bayaz jest postacią występującą w legendach Unii, z czego dziewięciopalcy wojownik nie zdaje sobie sprawy. Drugą z postaci jest Jezal dan Luthar, typowy młodszego syna arystokratycznego rodu, dla którego udział w corocznym Turnieju Szermierczym jest szansą na sławę. Dumny i niepokorny spędza czas na hulankach i zabawach, nie zwracając wielkiej uwagi, na to co dzieje się wokół niego. Jednak znajomość z siostrą przełożonego majora Westa, sprawia, że na wiele spraw zmuszony jest spojrzeć zupełnie inaczej. Ostatnim z bohaterów jest kaleka Sand dan Glokta, niezwykle skutecznego inkwizytora, zaufanego człowieka samego arcylektora. Dawniej był zwycięzcą Turnieju Szermierczego i jako pułkownik zyskał sławę oraz rozgłos, jednak jedna błędna decyzja podjęta podczas ostatniej wojny z Gurkhulem sprawiła, że ze sprawnego i godnego podziwu młodzieńca przeistoczył się w pożałowania godny ludzki wrak.

   Oprócz głównych postaci, z których perspektywy prowadzona jest narracja powieści mamy okazję poznać cały szereg bohaterów pobocznych i z czasem poznajemy wydarzenia również z ich perspektywy. Z pewnością warto zwrócić uwagę na rodzeństwo Westów, prowincjuszy pochodzących z Anglandu, Collem, kolejny z turniejowych triumfatorów tylko wynikom w szermierce zawdzięcza swą pozycję, gdyż jako drobny szlachetka nie miał najmniejszych szans, by zaistnieć w kręgach, dla których arystokratyczne pochodzenie jest często ważniejsze od umiejętności. Jego siostra Ardee, jest kobietą wyjątkową, nieprzystającą zupełnie do ideałów piękna ani nie grzesząca ogłada, jednak właśnie dzięki tym cechom jest postacią interesującą. Nie można nie wspomnieć również o Bayazie, którego motywy przez całą powieść nie są do końca jasne. Wiemy, że ma wielkie plany a ich realizacji dotyczy nie tylko Unii, jednak z czym tak naprawdę się wiążą?

   Jest to wielowątkowa opowieść i z początku dość trudno odkryć w jakim kierunku zmierza fabuła, co budzi zrozumiałe zainteresowanie oraz poczucie niepewności. Tym bardziej, gdy okazuje się, że rozwiązanie żadnej z przeplatających się w książce intryg nie jest wcale tak liniowe i banalne, jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Spotkamy się tu zarówno z pokrętną polityką Zamkniętej Rady Unii, jak i z drobnymi ambicjami pomniejszych władców, wątek militarny oraz romansowy. A nad wszystkim przewija się tajemniczy wątek Pierwszego Wśród Magów, dzięki któremu odżywają zapomniane przez stulecia legendy.

   Lektura upłynęła mi nad wyraz przyjemnie, książkę czyta się szybko, a sposób przedstawienia fabuły nie zostawia zbyt wiele miejsca na niedomówienia. Po kawałku odkrywamy kolejne warstwy intryg i motywy bohaterów. Znajdziemy tu idealnie wyważone proporcje dość wartkiej akcji przeplecionej z opisem intrygującego świata.

   Jest to kawałek świetnie napisanej i dobrze przemyślanej literatury fantastycznej. Jest w niej wszystko, co być powinno: ciekawie i skrupulatnie skonstruowane uniwersum oraz garść intrygujących postaci, wartka akcja i wciągająca fabuła. Pierwszy tom zdecydowanie pozostawia po sobie niedosyt, ogromną chęć jak najszybszego poznania dalszych losów bohaterów.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy Czytać,

piątek, 26 czerwca 2015

W krainie Czarnoksiężnika Oza

Autor: Lyman Frank Baum
Tytuł oryginału: The marvelous land of Oz
Cykl: Kraina Oz. Tom II
Tłumaczenie: Stefania Wortman
Ilustracje: Krzysztof Krawiec
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2013
Stron: 190

   Jest to, po „Czarnoksiężniku ze Szmaragdowego Grodu”, drugie spotkanie z Krainą Oz i bohaterami ją zamieszkującymi. Wprawdzie Dorota wróciła do siebie, jednak pozostali bohaterowie, których mieliśmy okazję poznać w pierwszym tomie dalej przebywają w uniwersum z takim pietyzmem stworzonym przez autora.

   Lekturę rozpoczynamy poznając nowego bohatera- Tipa, chłopca mieszkającego w Krainie Gilinków, którym opiekuje się wiedźma- Stara Ognicha. Chłopiec nie jest zadowolony z opieki, gdyż czarownica wykorzystuje go do najcięższych prac. Gdy pewnego dnia wiedźma wybiera się do miasta, Tip postanawia zrobić jej kawał i tworzy z patyków, ubrań oraz dyni człekopodobną postać, następnie ustawia ją na drodze, jaką będzie wracać jego opiekunka. Czarownica napotkawszy przedziwną postać postanawia sprawdzić na niej działania zakupionego właśnie proszku ożywiającego nieożywione. I w ten sposób Kubuś Dyniogłowy zostaje powołany do życia.

   W tym samym czasie na Szmaragdowy Gród zarządzany przez Stracha na wróble maszeruje oddział złożony z dziewcząt uzbrojonych w szpilki do włosów. Przewodzi im generał Dendera, która ma zamiar zająć Szmaragdowy Gród i dobrać się do zgromadzonych w nim klejnotów. Strachowi na wróble udaje się umknąć przed żądną jego słomy Denderą. Wyrusza na zachód szukać wsparcia u swego przyjaciela- Blaszanego Drwala.

   Świat Krainy Oz, to w dalszym ciągu pełne niespodzianek i niesamowitych stworzeń dobrze wykreowane uniwersum. Przestrzeń, gdzie zwyczajność miesza się z niezwykłym a magia wkrada się w codzienność. Jednak to nie czarodziejskie zdolności są najważniejsze, znacznie większe znaczenia ma spryt i dobre serce. I choć w tej części możemy zwiedzić tylko niewielki fragment tego pasjonującego świata, jednak w dalszym ciągu nawet to wystarcza, by w pełni wyobrazić sobie, jak mogą wyglądać krainy, przez które przemieszczają się bohaterowie opowieści.

   W tym tomie spotkamy ponownie starych znajomych. Stracha na wróble obdarzonego rozumem, oraz Blaszanego Drwala z nowym sercem od Czarnoksiężnika Oza. Ponadto mamy okazję poznać zupełnie nowe postacie, niezbyt rozumnego Kubusia, którego wielkim zmartwieniem jest możliwość, że jego głowa z dyni może się zepsuć, drewnianego konia, o nieco sztywnym chodzie oraz Wszechstronnie Wykształconego i Wielce Powiększonego Pluskwiaka Wtyka. Każdy z bohaterów obdarzony został jakąś cechą charakterystyczną. Tip jest lekko niefrasobliwy, Kubuś szalenie przejęty własną osobą, koń bywa złośliwy, a Wtyk Straszny lubi się wymądrzać, czym drażni otoczenie. Relacje między tak różnorodnymi postaciami nie należą do najłatwiejszych, jednak bohaterowie zawsze potrafią się porozumieć i nie ma między nimi większych kłótni.

   Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem i okraszona została pięknymi, barwnymi ilustracjami, które tym bardziej przyciągną uwagę i pobudzą wyobraźnię młodego czytelnika. Znajdziemy w niej również niejedną życiową mądrość, przemyconą w dość dyskretny sposób, bez zbędnego moralizatorstwa. Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim dzieciom oraz tym, którzy lubią wrócić do lat dziecinnych.

wtorek, 23 czerwca 2015

Na ustach grzechu

Autor: Magdalena Samozwaniec
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania:2012
Stron: 120

   Magdalena Samozwaniec, pierwsza dama polskiej satyry debiutowała właśnie tą powieścią. Po początkowych trudnościach, na jakie natrafiła, gdy nikt nie chciał wydać tej książki, znalazła wsparcie u rodziny, gdyż to ojciec sfinansował debiut córki. Powieść dość szybko podbiła rynek stając się literackim przebojem.

   Fabuła książki opiera się na opisaniu miłosnych perypetii przystojnego, lecz zubożałego hrabiego Kotowicza i młodej Steńki Doryckiej. Na przeszkodzie uczuciom dwojga młodych stają ich rodziny. Matka hrabiego postanawia ożenić go z bogatą baronówną Śwydrypałjo, natomiast Steńka wydana zostaje za hrabiego Dolarego Chłapskiego. Ale czy tak banalne trudności są w stanie ukrócić prawdziwą miłość?

   Postacie przedstawione przez autorkę są bardzo jednowymiarowe. Nie znajdziemy w nich głębi, wewnętrznych rozterek, często nawet na próżno szukać w nich jakichś myśli. Kierują się instynktem oraz bezrefleksyjnie poddają urokowi chwili. Dotyczy to zarówno dwójki głównych bohaterów, jak i ledwie zarysowanych postaci drugoplanowych, o których niewiele więcej można stwierdzić ponadto, że są.

   Cała opowieść dość luźno nawiązuje do książki Heleny Mniszkówny „Trędowata”, zresztą Magdalena Samozwaniec planowała zatytułować ją „Ospowata”, lecz za namową Tadeusza Boya – Żeleńskiego zmieniła swój zamiar. W ogólnym zamyśle jest wykwintną parodią romansowych powieści, jakie królowały wśród społeczeństwa dwudziestolecia międzywojennego i którymi namiętnie zaczytywały się współczesne autorce kobiety. Do bólu naiwna historia hrabiego i Steńki to dopiero przedsmak głębi satyry, jaka wyszła spod pióra młodszej córki Wojciecha Kossaka.

   Prawdziwą perłą w tej powieści jest język, bezlitośnie naśladujący napuszony styl, pełen rozwlekłych, często oderwanych od rzeczywistości metafor, jakim charakteryzują się dzieła Heleny Mniszkówny. Wiele zdań misternie skleconych przez Magdalenę Samozwaniec na stałe weszło do kanonu polskich aforyzmów. Często znaleźć możemy perełki, takie jak „ Stefania zapłoniła się aż po białka, a nawet żółtka swoich oczu”, które sprawiają, że lektura jest tym przyjemniejsza i nie sposób nie śmiać się w trakcie lektury.

   Jest to króciutka książka, ale niezmiernie esencjonalna, idealnie szydzi z banalnych romansów, które często charakteryzują się szalenie kwiecistym językiem. Czas natomiast pokazał, że taki styl pisania do dziś ma wielu naśladowców, a niskiej jakości literatura rozrywkowa ma się nad wyraz dobrze. Każdy, kto choć raz zetknął się z tego typu powieściami powinien sięgnąć również po „Na ustach grzechu”. Zresztą jest to pozycja, którą z czystym sercem mogę polecić każdemu miłośnikowi literatury, jeśli tylko ma poczucie humoru i potrafi docenić zabawę językiem.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Złota Ryba

Autor: Jose Freches
Tytuł oryginału: Le disque de jade II, poisson d'or
Cykl: Talizman z nefrytu: Tom II
Tłumaczenie: Wiktoria Melech
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2005
Stron: 432

   Gdy około pół roku temu sięgnęłam po pierwszy tom trylogii „Talizman z nefrytu”, nie spodziewałam się, że za lekturę kolejnej części zabiorę się aż tak późno. Tym bardziej, że początek historii był na tyle interesujący, iż z wielką chęcią spotkałam się ponownie z poznanymi w niej bohaterami i poczułam atmosferę Chin w trzecim wieku przed naszą erą.

   „Niebiańskie konie”, czyli pierwszy tom trylogii zakończył się śmiercią króla Qin- Anguo i wprowadzaniem na tron jego syna Yirena, z wielkim poświęceniem odbitego z roli zakładnika w państwie Zhao. Przy wprowadzeniu na tron Yirena ogromną rolę odegrał Lu Buwei, a jego kochanka Zhaoji została żoną nowego króla. Była tancerka wkrótce urodziła następcę tronu i tylko nieliczni wiedzieli, że nie jest on potomkiem królewskiego rodu. Lu Buwei miał zamiar odzyskać syna, podmieniając go na chłopca, którego kazał porwać w dalekich, południowych prowincjach, jednak przeszkodził mu w tym zbieg okoliczności i znamiona, jakimi obdarzeni byli obaj chłopcy. Rozczarowany kupiec wziął pod swoje skrzydła dziecko i nadał mu imię Złotej Ryby.

   Yiren okazał się nieudolnym władcą, a jego głównym zajęciem były polowania. Dzięki temu całość realnie sprawowanej władzy spoczywała w rękach pierwszego ministra- Lu Buweia. On jednak osiągnąwszy cel, do którego dążył, odkąd odnalazł nefrytowy talizman, nie potrafił się nim w pełni cieszyć. Za jego plecami swoje intrygi snuł Li Si, wicekanclerz o wielkich ambicjach i ogromnym zamiłowaniu do prawa. Nie mogąc pogodzić się z władzą, jaką posiada były handlarz końmi, prowadził kolejne działania, mające osłabić władzę pierwszego ministra.

   O ile w pierwszym tomie zdecydowanie wyróżniały się postacie kobiece, tak tu ich znaczenie znacznie spadło. Zarówno Huayang, jak i Zhaoji zeszły na drugi plan opowieści. Fabuła skupia się na postaci Zhenga- następcy tronu, wychowywanego wraz ze Złotą Rybą, drugą pierwszoplanowym bohaterem. Obaj chłopcy są diametralnie różni, pierwszy z nich podobnie, jak Li Si jest wielkim miłośnikiem rządów prawa, drugi wszechstronnie utalentowany, niejednokrotnie zdobywał przewagę nad swym królewskim towarzyszem zabaw, czym budził jego zawiść. Gdy wieku trzynastu lat Zheng przejął rządy po ojcu, na tronie państwa Qin pojawił się człowiek o nieograniczonych ambicjach, wynikających z kompleksów. Jego zamiłowanie do rządów silnej ręki, sprawiło, że Lu Buwei zaczął być przeszkodą, co skutecznie wykorzystał Li Si.

   Lektura tego tomu była równie przyjemna, jak poprzedniego. Ponownie mamy okazję zagłębić się w sieci pałacowych intryg, gdzie każdy ma ukryte motywy i każdy dąży, jeśli nie do zwiększenia swojego znaczenia, to chociażby do utrzymania się przy władzy. Ze względu na pewne odsunięcie z pierwszego planu postaci kobiecych mniej jest tu scen erotycznych, których w „Niebiańskich koniach” było znacznie więcej. W ich opisie ponownie mamy do czynienia z typowo dalekowschodnią terminologią i swobodnym podejściem do łóżkowych zabaw. W książce znajdziemy też sporo mistycyzmu, począwszy od magicznych właściwości nefrytowego, gwieździstego bi, poprzez taoistyczne praktyki, czy obrzędy odprawiane przez Głęboką Dolinę, babkę Wiosennej róży, córki Li Si.

   Złota Ryba” jest dobrą kontynuacją swojej poprzedniczki, skupienie się na innych, nowo wprowadzonych, postaciach dało wrażenie świeżości, tym większej, że akcja przestała ograniczać się do stolicy państwa Qin. Z czystym sercem mogę polecić ten tom, jak i poprzedni miłośnikom orientalnych klimatów i tym wszystkim, którzy cenią dworskie rozgrywki. Przede mną lektura ostatniego tomu i mam nadzieję, że nie przyjdzie mi czekać na nią aż tak długo, gdyż apetyt na poznanie dalszych losów bohaterów mam ogromny.

sobota, 20 czerwca 2015

Polgara czarodziejka

Autor: David Eddings, Leigh Eddings
Tytuł oryginału: Polgara the Sorceress
Tłumaczenie:Maria Duch
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1999
Stron: 686

   To ostatnia z książek uzupełniających najsłynniejszy cykl Davida Eddingsa: „Belgariadę”. Obok pięciotomowej serii „Malloreon” i powieści „Belgarath czarodziej”, wydanej w Polsce w trzech częściach historię przedstawionego uniwersum dopełnia opowieść snuta przez Polgarę, córkę najstarszego człowieka w stworzonym przez autora świecie.

   Polgara wraz ze swą bliźniaczą siostrą urodziły się w momencie, gdy Belgarath wykradł Klejnot Aldura z Mallorei. Rozpoczął się czas proroctw, okres, w którym każda z przeciwstawnych Konieczności zamiast wprost przekazywać wskazówki odnośnie dalszego postępowania, jak miało to miejsce wcześniej, zaczęła przemawiać za pomocą obłąkanych szaleńców. Wszelkie zebrane przez obie strony konfliktu proroctwa wróżą kilka ważnych dla dziejów świata wydarzeń. Zgodnie z nimi, Torak nieraz spotka się z uczniami Aldura, a każda z konfrontacji przyniesie długotrwałe skutki.

   Ogólny zarys tego, co działo się przez siedem tysiącleci od stworzenia świata został bardzo dobrze przedstawiony w opowieści Belgaratha. Historia, jaką prezentuje nam Polgara jest uzupełnieniem wspomnień ojca. Poznajemy kulisy wydarzeń, w których bezpośrednio uczestniczyła umiłowana uczennica Aldura, jednocześnie znacznie lepiej zgłębiając jej charakter oraz motywy postępowania. Mamy okazję przyjrzeć się ogromnej roli, jaką odegrała w Arendii, dzięki której mianowano ją na księżną Erat. Swoje księstwo czarodziejka przez wieki przekształciła w Sendarię, jaką znamy z „Belgariady”. Jednak rola Polgary nie ograniczała się do Arednii i księstwa Erat, uczennica Aldura niejednokrotnie interweniowała również w innych rejonach świata, by w końcu, po wymordowaniu prawie całej królewskiej linii Rivy, skupić się na ochronie jego potomków. Podobnie jak opowieść snuta przez ojca, historia przedstawiona w książce kończy się wraz z przyjściem na świat Gariona, więc do samego końca wypełnia lukę w opowieści o losach Pogromcy Boga.

   Ta powieść to przede wszystkim pamiętnik Polgary, jej sposób prowadzenia narracji jest nieco bardziej frywolny od bardzo kronikarskiego stylu, w jakim przedstawiona jest historia Belgaratha. Często natrafimy na bezpośrednie zwroty do czytelników opowieści- jacy towarzyszyli Polgarze w jej wyprawach, a których zdążyliśmy poznać na kartach „Belgariady” i „Malloreonu”. Czarodziejka niejednokrotnie ujawnia motywy, jakie nią kierowały, mogliśmy się ich jedynie domyślać podczas lektury pozostałych powieści osadzonych w tym samym uniwersum. Dzięki temu księżna Erat przybiera nieco bardziej sympatyczne oblicze, choć nadal jej protekcjonalność oraz pewna doza arogancji może irytować.

   Jest to nie tyle kronika wydarzeń, co bardziej pamiętnik, czym znacząco różni się od tego, co Eddingsowie zaproponowali w książce „Belgarath czarodziej”, znajdziemy tu również znacznie więcej emocji, uczuć oraz prywatnych, niekiedy nawet bardzo, spraw narratorki. Polgara przez kolejne stulecia dojrzewa, by w końcu stać się tym, kogo mieliśmy okazję poznać na kartach „Pionka proroctwa”- powieści otwierającej Belgariadę.

   Była to dość przyjemna lektura, jednak zdecydowanie przeznaczona dla tych, którzy mają za sobą już wszystkie wcześniejsze opowieści dotyczące świata stworzonego przez Eddingsa za sobą. Powieść stanowi dobre uzupełnienie obu pięciotomowych cykli i powinna przypaść do gustu fanom autora. Nie polecam natomiast sięgania po tę książkę tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z pisarzem, będzie dla nich zbyt niejasna i ogólnikowa, a co więcej w znacznej mierze zdradzi najciekawsze wątki, z jakimi spotkać się można na kartach „Belgariady”, „Malloreonu” oraz „Belgaratha czarodzieja”.

środa, 17 czerwca 2015

Złota skóra

Autor: Carla Montero
Tytuł oryginału: La piel dorada
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2014
Stron: 372

   To trzecia powieść tej hiszpańskiej autorki, której pewien rozgłos przyniosła jej poprzednia książka „Szmaragdowa tablica”. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z Carlą Montero i mimo początkowych wątpliwości, że będę mieć do czynienia z lekturą nieco nijaką, muszę zaliczyć je do udanych.

   Scenerią przedstawionych wydarzeń jest Wiedeń z początku XX wieku i w powieści znajdziemy bardzo dokładne opisy światka wiedeńskich artystów. Przez powieść przewijają się malarze, rzeźbiarze, mecenasi oraz co najważniejsze modelki, które mimo wątpliwej reputacji są chętnie witane w artystycznych kręgach. Na kartach książki mamy też okazję spotkać się z arystokracją, której głównym przedstawicielem jest Hugon von Ebenthal. A dzięki działalności głównej bohaterki, nieco tajemniczej Ines poznajemy również te mniej pociągające dzielnice, gdzie nędza walczy o lepsze z głodem.

   Historię poznajemy z perspektywy Karla Sehlackmana, detektywa, którego zadaniem jest przeprowadzenie śledztwa w sprawie brutalnego zamordowania jednej z modelek. Dla pochodzącego z mieszczańskich kręgów Karla, świat artystycznej bohemy jest czymś zupełnie nowym. Przepustką do niego staje się postać Hugona, z którym łączą detektywa więzy przyjaźni oraz typowo feudalna zależność, w jakiej pozostawali rodzice obojga. Na obu ogromne wrażenie wywarła Ines, modelka pasjonująca się fotografią, która dzięki swojemu życiowemu towarzyszowi, malarzowi Aldous stawia pierwsze kroki jako artystka.

   Sprawa brutalnych morderstw wstrząsa Wiedniem, dla Karla jest tym bardziej kłopotliwa, że wyraźnie wiąże się zarówno z Hugonem, jak i Ines. Detektyw jednak musi pozostać obojętnym wobec uroku, jaki wzbudziła w nim modelka oraz względem przyjaźni jaka łączy go z Hugo, gdyż tylko dzięki temu będzie w stanie odkryć, kto stoi za szeregiem brutalnych zabójstw, które zdają się mieć swoje korzenie w przeszłości.

   O ile rozwiązanie kryminalnej zagadki mnie zaskoczyło, o tyle zwieńczenie obyczajowych wątków powieści już nie. Czułam wręcz pewne zażenowanie, gdy po wyjaśnieniu, kto był sprawcą morderstw, losy pozostałych bohaterów ułożyły się najlepiej, jak tylko mogły. I nawet nie chodzi o to, że nie lubię szczęśliwych zakończeń, raczej o to, że rozwiązywanie wszystkich wątków w sposób najbardziej przewidywalny z możliwych uważam za lekkie pójście na łatwiznę.

   To co mnie nieco irytowało w książce, to wstawki pisane z perspektywy mordercy. Dokładnie ten sam zabieg zastosował Boris Akunin w powieści „Dekorator”, z którą od razu skojarzyłam tę lekturę, z powodu samego motywu zabójstw nawiązujących do postaci Kuby Rozpruwacza. W tych wstawkach mamy okazję przyjrzeć się zaburzonemu umysłowi mordercy i jego szalonemu sposobowi patrzenia na świat, jednak moim zdaniem książka nie straciłaby w ogóle, gdyby tych wtrąceń nie było.

   Zaskoczyło mnie, że jest to tak dobra powieść, spodziewałam się bardziej ckliwej lektury, z bohaterami bez wyrazu, a otrzymałam trzymającą w napięciu historię, na kartach której przewija się barwny korowód postaci z krwi i kości. Trudno też pominąć nieco feministyczny wątek, powiązany z tym, jak trudno artystkom było zdobyć sławę i być kimś więcej niż modelką, czy panią mecenas roztaczającą ochronne skrzydła nad początkującymi artystami.

   Zdecydowanie polecam tę książkę każdemu miłośnikowi historycznych kryminałów, bo chociaż wątek morderstw nie jest jedynym, który w niej znajdziemy, jednak stanowi główną oś fabularną powieści. Fani powieści historycznych również znajdą w niej coś dla siebie, podobnie jak wielbiciele romansów. Może nie jest to powieść wybitna, czy zmuszająca do myślenia, jednak jako lektura rozrywkowa sprawdza się idealnie.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Niespodzianka na 6 liter

Autor: Barbara Spychalska-Granica
Wydawnictwo: Zyska i S-ka
Rok wydania 2015
Stron: 376

   Niezbyt często sięgam po współczesne romanse, zdecydowanie wolę powieści, które lepiej pozwalają mi na oderwanie się od rzeczywistości, z jaką mam do czynienia na co dzień. Czasem jednak zdarza mi się sięgnąć po tego typu lekturę i w ten sposób trafiłam na debiutancką powieść Barbary Spychalskiej-Granicy.

   Bohaterką i jednocześnie narratorką opowieści jest Magda Zięba, około trzydziestoletnia rozwódka, ciężko pracująca w biurze projektowym swego starego znajomego. Jej jedynymi radościami w życiu, są spacery z suczką rasy bokser, okazjonalne zakupy oraz spotkania z przyjaciółmi. Gdy pewnego dnia przypadkiem spotyka Benedykta, nie podejrzewa nawet jak bardzo zmieni to jej codzienne, dość samotne życie.

   Książka charakteryzuję się typową dla romansu fabułą. Zwyczajna, szara codzienność zostaje zburzona przez spotkanie z kimś niezwykłym. Oczywiście w tym samym czasie da o sobie znać były mąż, który będzie próbował odnowić kontakty z bohaterką, co więcej jej przyjaciel i szef Andrzej, również nagle odkrywa, że Magda ma w jego życiu szczególne znaczenie. Zwrotów akcji znajdziemy tej powieści dość sporo, jednak nie mogę stwierdzić, by którykolwiek z nich mnie zaskoczył. Typowy schemat romansu jest tu wykorzystany w najdrobniejszych szczegółach, zburzona samotność, rozkwitająca nadzieja, rodzące się uczucie, trudność w podjęciu wyboru, zawiedzione zaufanie oraz rozterki wśród przyjaciół, to tylko część, tego co czeka czytelnika na kartach tej książki.

   Ponieważ to Magda opowiada swoją historię, jej charakterystykę poznajemy najlepiej, Jest kobietą skrzywdzoną przez nieudane małżeństwo, jednak wciąż nie wyzbytą nadziei i naiwności. Momentami zupełnie ślepa wobec tego co ją otacza, ma kłopoty by zrozumieć nawet to, co próbuje jej przekazać własny organizm. Teoretycznie bystra pracownica, bez której firmie ciężko byłoby się obejść w życiu osobistym i codziennych decyzjach cechuje ją krótkowzroczność i brak szerszej perspektywy, jest niedomyślna i ma problemy z oceną otaczających ją osób. Humor poprawia sobie kupując kolejne torebki, buty, apaszki, choć na dobrą sprawę wcale ich nie potrzebuje.

   Z pozostałych postaci z pewnością na wzmiankę zasługuje nieco tajemniczy Benedykt, który od początku historii przedstawiony jest w jak najlepszym świetle. Czytając między wierszami w domysłach Magdy, od razu możemy się domyślić czym się zajmuje, choć dla samej bohaterki do ostatnich chwil pozostało to tajemnicą. Kolejnym z mężczyzn pojawiających się wokół pani Zięby jest Andrzej, jej pracodawca i przyjaciel ze studiów, wraz z żoną Elżbietą stanowią paczkę dobrych znajomych, co nie przeszkadza mu po latach odkryć, że jednak Magda byłaby dla niego lepszą towarzyszką życia. Andrzej wydał mi się słabym człowiekiem, zdominowanym i uzależnionym finansowo od teścia, co wydało mi się absurdalne w świetle tego, że prowadzi biuro projektowe, współpracując z zagranicznymi kontrahentami. Jego żona Elżbieta jest typem wiernej i zawsze oddanej małżonki, której jedynym celem w życiu jest dbanie o siebie i pełny żołądek męża. Znudzona takim stanem rzeczy postanawia poszukać pracy, by ruszyć się z domu. Ostatnią z postaci, które przyjdzie nam spotkać jest Ewa, najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki, szczęśliwa matka i żona, pozbawiona nadmiernych pretensji do świata, zawsze życzliwie służy pomocą, gdy tylko Magda jej potrzebuje.

   Językowo książka jest dość przeciętna, pomijając niezmiernie irytującą manierę narratorki, do nazywania swojej suczki „psią”. Narracja poprowadzona jest płynnie i dość wartko, nie znajdziemy tu jednak nic, co stylistycznie mogłoby zachwycić czytelnika. Bohaterowie zostali zarysowani powierzchownie a ich kreacja również nie jest nadzwyczajna. Wobec żadnego z nich nie poczułam nawet odrobiny sympatii, ciężko również powiedzieć, by ich charaktery zachwycały, o poszukiwaniu jakiejkolwiek głębi można zupełnie zapomnieć.

   Mimo wszystko spędziłam przy tej książki kilka przyjemnych chwil i chociaż mnie nie zachwyciła, to nie mogę stwierdzić, by budziła moją niechęć, bądź irytację. Jest typową przedstawicielką gatunku i choć można by jej zarzucić, że powinna bardziej wzruszyć, albo wzbudzić jakieś cieplejsze uczucia, jednak myślę, że miłośnikom tego typu lektur powinna sprawić sporą przyjemnością.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 14 czerwca 2015

Pepe i spółka. Znowu na tropie

Autor: Jean-Philippe Arrou-Vignod
Tytuł oryginału: Enquete au college. Integrale 2
Cykl: Pepe i spółka- Tom II
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014
Stron: 354

   Książki dla młodzieży bywają rozmaite, jednak większość z nich skupia się na jednym, bądź kilkorgu charakterystycznych bohaterach, którzy zdominują całą opowieść. Tego typu powieścią, jest również „Pepe i spółka znowu na tropie”, w której rolę główną gra trio postaci, z tytułowym Pepe na czele. Co od pierwszej chwili mi się spodobało, nie jest to książka dedykowana którejkolwiek płci i podejrzewam, że równie chętnie sięgną po nią dziewczęta i chłopcy.

   Historię rozpoczyna wydarzenie cieszące większość uczniów- koniec roku szkolnego, jednak dla Matyldy, Remiego i Pepe nie jest to aż tak pasjonująca perspektywa. Wraz z wakacjami nadciąga nuda, a to stan, który ciężko znieść trójce żywiołowych nastolatków. Na szczęście dla Matyldy i Remiego jest wśród nich Pepe, który zawsze ma nadmiar pomysłów i to właśnie dzięki niemu paczka przyjaciół przeżyje niejedną pasjonującą historię.

   Trójka bohaterów to uczniowie piątej klasy, połączyło ich zamiłowanie do przygód oraz przyjaźń, dzięki której bez większych problemów radzą sobie z różnicami w charakterach. A te są dość wyraźne, wyważona i w miarę spokojna Matylda lubi czasem poczuć dreszczyk emocji a jako jedyna dziewczyna w grupie ma czasem typowo dziewczęce zachcianki. Remi, stonowany i nieco tchórzliwy chłopiec, stara się być ostrożny, jednak nie ma żadnych problemów by przełamać strach, gdy chodzi o przyjaciół. Pepe jest z nich wszystkich najbardziej wyrazistą postacią, młodszy od kolegów z klasy, prymus o ogromnym poczuciu własnej wartości i z przekonaniem o swej intelektualnej wyższości nad resztą. Z drugiej strony jest nieopanowanym żarłokiem, dla którego pokusy podniebienia są niezmiernie ważne. Wszyscy troje zostali tak dobrani, by każdy czytelnik znalazł swojego ulubieńca.

   W książce znajdziemy trzy opowieści, kolejne intrygi prowadzą nas po zamkach nad brzegami Loary, w ponurym grodzie nad jeziorem Loch Ness, aż w końcu bohaterowie znajdą się w równie malowniczej i nieco strasznej warowni nieopodal szkoły do której uczęszczają. Historie opowiedziane najpierw przez Matyldę, następnie przez Remiego są pełne nagłych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń, choć, niestety, dość mocno oderwane od rzeczywistości. Tempo każdej z nich nie pozwala nudzić się w trakcie lektury, a fabuła odpowiednio trzyma w napięciu, by z niecierpliwością wypatrywać rozwiązania zagadki.

   Powieść czyta się bardzo dobrze, wystarczająco mocno przykuwa uwagę, nie pozwalając się oderwać, a liczne ilustracje sprawią, że młody czytelnik nie będzie czuł się przytłoczony jednorodną masą tekstu. Język książki jest niewymagający, ale bardzo płynny, co również ułatwia lekturę. Klimatem zaś przypomniała mi nieco moje ulubione pozycje z dzieciństwa, takie jak „Szatan z siódmej klasy”, czy „Wakacje z duchami”, choć w tej opowieści nieco przeszkadzał mi brak realizmu. Sprawił, że wiadomym było iż jest to tylko wyimaginowana historia i czytelnik nie ma najmniejszych szans na przeżycie takowej.

   Uważam tę powieść za naprawdę dobrą propozycję dla młodego czytelnika. Jest zabawna i wciągająca, a trójka niebanalnych bohaterów bez problemu zdobędzie sympatię. Okraszona tajemnicą fabuła powinna przyciągnąć czytelników obojga płci i dlatego polecam ją każdemu dziecku między dziesiątym a czternastym rokiem życia.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 13 czerwca 2015

Dyskretny bohater

Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł oryginału: El heroe discreto
Tłumaczenie: Marzena Chrobak
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014
Stron: 380

   To moje drugie spotkanie z tym peruwiańskim autorem i laureatem nagrody Nobla. Po niezbyt łatwej, ale i pasjonującej, lekturze powieści „Pantaleon i wizytantki”, która przede wszystkim zaskoczyła formą, postanowiłam dać pisarzowi drugą szansę i sięgnęłam po „Dyskretnego bohatera”. Zresztą literatura iberoamerykańska zawsze mnie pociągała swą egzotyką i specyficznym spojrzeniem na świat.

   W powieści przeplatają się dwa wątki, jeden zakorzeniony w Limie opowiedziany z perspektywy don Rigoberta, wiernego przyjaciela Ismaela Carrery, właściciela największej peruwiańskiej firmy ubezpieczeniowej. Drugi wątek osadzony jest w Piurze, niewielkim, otoczonym pustynią, mieście na północy kraju, a jego narratorem jest Felicito Yanaque, właściciel dobrze prosperującej firmy transportowej. Autor w bardzo barwny i sugestywny sposób opisuje oba miasta, choć zdecydowanie lepiej przyjdzie nam poznać prowincjonalną Piurę.

   Blisko osiemdziesięcioletni Ismael Carrera, który ma wszystko, z wyjątkiem godnych dziedziców majątku, postanawia się ożenić, z prawie czterdzieści lat młodszą służącą. Związek ten wywołał ogromny skandal, tym większy, że dwoje synów Ismaela nie ma zamiaru odpuścić ani grosza z majątku ojca. Don Rigoberto znalazł się w samym centrum tego wydarzenia, od momentu gdy zgodził się być świadkiem na ślubie przyjaciela. Felicito Yanaque, przedsiębiorca, który do wszystkiego doszedł ciężką pracą pewnego poranka znajduję list z propozycją „ochrony”. Jednak nie ma najmniejszego zamiaru dać się zastraszyć i jako jedyny mieszkaniec rozwijającej się Piury postanowił stawić szantażystom opór.

   W kryminalnym wątku z Piury możemy spodziewać się dość zaskakującego zakończenia, a rozwiązanie zagadki, kim są szantażyści wcale nie przynosi ulgi Felicitowi Yanaque. Sam przedsiębiorca jest niezwykłym przykładem człowieka, który będąc wiernym swoim ideałom oraz zawsze postępując w sposób ze wszech miar moralny i etyczny dorobił się sporego, jak na prowincjonalne możliwości majątku i stał się w Piurze ważną osobistością. Wysokie poczucie moralności nie przeszkadza mu w utrzymywaniu kochanki, z obecności której jego żona świetnie zdaje sobie sprawę. Don Rigoberto, pasjonat sztuki, żonaty ze znacznie młodszą od siebie Lukrecją poświęcają swój czas na planowanie podróży po Europie, którą ze względów na zachowanie Ismaeala i jego synów musieli odłożyć w czasie. Oboje wnikliwie komentują zachowanie bogacza oraz kulisy jego zaskakującego małżeństwa. Sen z powiek spędza im również nietypowe zachowanie Fonsita, syna Rigoberta.

   Oprócz szeregu interesujących postaci, mamy okazję przyjrzeć się mentalności oraz obyczajom, zupełnie innym od tych jakie znamy w Europie. Gdzie kobieta może być co najwyżej żoną albo kochanką, a jeśli już pracuje zawodowo, to na mało znaczących stanowiskach jak służąca, handlarka, czy sekretarka. Wyraźnie widać też różnice i podziały społeczne, wynikające wprost z różnic majątkowych. Zupełnie inaczej też prezentują się mieszkańcy stolicy oraz prowincjusze z Piury. I choć obraz peruwiańskiego społeczeństwa, jaki rysuje nam autor, nie jest pełny, jednak daje spore wyobrażenie o całości.

   Książkę czyta się bardzo dobrze, choć i tu natrafić można, na znany z „Pantaleona i wizytantek” zabieg przeplatających się dialogów, między różnymi bohaterami. Nie często spotkamy się z tego typu zapisem, w którym miast bezpośredniego przywołanie rozmowy, następuje jej przytoczenie i z pewnością nie jest aż tak kłopotliwe w odbiorze, jak we wspomnianej powieści. Płynna narracja i interesująca fabuła sprawiają, że od powieści ciężko się oderwać.

   Polecam tę książkę każdemu, przedstawia szereg ciekawych, świetnie zarysowanych, ludzkich charakterów. Dla miłośników iberoamerykańskiej literatury jest to pozycja obowiązkowa, jako typowy przedstawiciel takiej prozy. Nieco egzotyczna, emanuje południowym klimatem i kusi wnikliwością przedstawienia południowoamerykańskich realiów.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

piątek, 12 czerwca 2015

Gigantyczna broda, która była złem

Autor: Stephen Collins
Tytuł oryginału: The gigantic beard that was evil
Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
Rok wydania: 2015
Stron: 236

   Nie nazwałabym siebie miłośniczką komiksów, jednak po ten tytuł sięgnęłam z ogromną ciekawością. Czy kluczowe znaczenie miał niebanalny tytuł, a może kusząco czarno-biała grafika na okładce? Ciężko mi w tej chwili stwierdzić. Za to na pewno zainteresował mnie krótki opis z czym będę mieć do czynienia przez kolejne strony tej publikacji.

   „Tutaj” jest miejscem, w którym wszyscy wiedzą czego można się spodziewać, a każdy żyje własnym, ustalonym i niezmiennym rytmem. Wszystko jest przewidywalne, nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a to zapewnia spokój i stabilizację. Gdzieś daleko, poza brzegami wyspy jest budzące grozę „Tam”. Zresztą już samo morze, ze względu na swą chaotyczność i zmienność jest wystarczająco niepokojące dla mieszkańców „Tutaj”.

   Pewnego dnia Dave odkrywa na swej twarzy coś bardzo niepokojącego i nadzwyczajnego. Powoli zaczyna rosnąć mu broda, jest to o tyle niezwykłe, że w „Tutaj” nikt nie ma zarostu. Co gorsze, wspomniany zarost nie poddaje się żadnym zabiegom pielęgnacyjnym i wciąż się rozrasta. Mężczyzna przestaje wyglądać estetycznie, dlatego musi pozostać w domu, wszak na ulicach „Tutaj” wszystko ma swój ustalony i niezmienny porządek. Jednak jego niezwykły przypadek zaczyna budzić niezdrowe zainteresowanie społeczeństwa, które postanawia rozwiązać zaistniały problem.

   Jest to typowa wręcz opowieść o utopii i o tym, jak łatwo wypaść z jej schematu. W doskonale funkcjonującym świecie nagle pojawia się niepasujący do niego element. Dave zaczyna być inny, dziwny, wyróżnia się i to rodzi niepokój, burząc idealny ład w społeczeństwie. Władze „Tutaj” podejmują wszelkie możliwe kroki, by nie dopuścić do zakłócenia porządku, do tego, by na wyspie „Tutaj” zagościła niebezpieczna i pełna zmienności atmosfera „Tam”.

   Komiks narysowany jest w bardzo przyjemny dla oka sposób. Dominująca czerń intensywnie przełamywana bielą idealnie oddaje zmieniające się nastroje towarzyszące głównemu bohaterowi opowieści. Niezbyt szczegółowa kreska nadaje specyficznych rysów całej społeczności „Tutaj” oraz tworzy mroczny i niepokojący obraz „Tam”. Broda Dave'a jest czarna, ponura i nieposkromiona, zupełnie jak szumiące morze, oddzielające bezpieczne „Tutaj”, od przerażającego swą wyjątkowością „Tam”.

   Była to bardzo przyjemna lektura zmuszająca do refleksji i trzymająca czytelnika w dość specyficznej atmosferze, nieco mrocznej, a z pewnością niepokojącej.. Nie sposób nie zadać sobie pytania jak na co dzień reagujemy na inność, która nas otacza, na to jak społeczeństwo zachowuje się, gdy widzi, że pojawia się coś, co może zburzyć ustalony dotąd porządek. I czy nie zareagowalibyśmy dokładnie tak, jak mieszkańcy „Tutaj”?

   Polecam ten komiks każdemu, kto nie boi się sięgnąć po taką formę literatury. Idee w nim zawarte są bardzo uniwersalne, a przykładowe „Tutaj” możemy znaleźć wszędzie. Nawet w najbliższym otoczeniu może trafić się nam jakaś broda po sąsiedzku, wprowadzając zamęt i zmuszając do działania. Jest to dość uniwersalna opowieść o tolerancji i o tym, jak niewiele wystarczy, by spokojni, zrównoważeni obywatele zmienili się w jednej chwili w niebezpieczny tłum.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 10 czerwca 2015

Kacper Niewypał. Total(na) porażka

Autor: Stephan Pastis
Cykl: Kacper Niewypał. Tom III
Tytuł oryginału: Timmy Failure. We meet again
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Stron: 272

   Często zdarza mi się sięgać po literaturę dziecięcą, z jednej strony powoduje mną ciekawość co nowego pojawiło się w tym sektorze rynku wydawniczego, z drugiej zaś z chęcią sprawdzam, jakie książki warto polecić dziecku. W ten sposób natrafiłam na trzecią część cyklu przygód detektywistycznych Kacpra Niewypała.

   Głównym bohaterem tej opowieści jest chłopiec, uczeń początkowych klas szkoły podstawowej, choć sam o sobie mówi, że jest detektywem. Jego pomocnikiem jest Total, wyimaginowany przyjaciel- niedźwiedź polarny, który zawsze służy Kacprowi pomocą, choć nie omieszka wystawić za nią faktury płatnej w przysmakach.

   Kacper warunkowo wraca do szkoły i żeby go z niej nie wydalili musi oddać projekt z przyrody, którym nie jest zainteresowany nawet w najmniejszym stopniu. Dopiero zlecenie od starszego kolegi na odnalezienie legendarnego Cud Projektu przyrodniczego wyzwala w Kacprze jakieś większe emocje związane z tym przedmiotem. Swą pomoc w znalezieniu tego mitycznego wręcz artefaktu zaoferowała Karina Corrida, wróg numer jeden Kacpra, co gorsze Niewypał właśnie z nią ma przygotować swój własny projekt przyrodniczy.

   Cała opowieść przedstawiona jest z perspektywy głównego bohatera, a wydanie książki przywodzi na myśl dziennik, notatnik, w którym Kacper zapisuje, co go spotkało. W związku z tym narracja miejscami jest dość chaotyczna idealnie oddając sposób myślenia tak młodego człowieka, co niestety niekorzystnie odbiło się na płynności lektury. Za to ciekawym urozmaiceniem są liczne ilustracje, również wyglądające, jakby wyszły spod ręki narratora.

   Fabuła powieści miejscami zaskakuje, chociaż z powodu specyficznie prowadzonej narracji dość ciężko się na niej skupić. Na brak akcji nie można narzekać, Kacper co rusz pakuje się, albo raczej to inni go pakują, w jakieś nowe przygody. Ponieważ to właśnie główny bohater jest narratorem opowieści, pozostałe postacie poznajemy z jego bardzo subiektywnej perspektywy. Oczywiście nie jest problemem, by między wierszami dopatrzeć się ich pełniejszej charakterystyki, nie zaburzonej przez uprzedzenia i odczucia Kacpra.

   Przez książkę przemknęłam dość obojętnie i to jest chyba jej największą wadą. Trudno byłoby mi znaleźć w niej cokolwiek, co wzbudziłoby moje zainteresowanie, a sam Kacper dość mocno mnie irytował. Sprawił wrażenie dość zagubionego i bardzo nieufnego dziecka, któremu trudno przyznać się do porażki.

   Powieść ma spore szanse spodobać się dzieciom, choć jej odbiorcami będą raczej chłopcy, niż dziewczęta. Powinna wzbudzić ciekawość młodego czytelnika a jej pamiętnikarska, naszpikowana szkicami forma z pewnością ułatwi lekturę, tym, którzy dopiero uczą się składać litery w zdania. Jednak patrząc na nią okiem rodzica, nie udało mi się znaleźć w niej nic wartościowego, a jedynie dość banalne przygody przeciętnych bohaterów, których trudno przedstawić dziecku jako wzór do naśladowania.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 9 czerwca 2015

Dzień gniewu

Autor: Arturo Perez-Reverte
Tytuł oryginału: Un dia de colera
Tłumaczenie: Weronika Ignas-Madej
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Stron: 364

   Sięgając po tę książkę nie miałam tak naprawdę pojęcia na co się porywam. Do tej pory autor kojarzył mi się z powieściami, czasem nieco magicznymi, czasem zwyczajną sensacją, innym razem dobrze napisaną opowieścią historyczną. I właśnie tego ostatniego spodziewałam się po tym tytule, więc moje zdumienie było ogromne, gdy już rozpoczęłam lekturę i dowiedziałam się, czym jest ta publikacja.

   Aurturo Perez-Reverte przez wiele lat pracował jako korespondent wojenny i dziennikarz, swoje doświadczenia zebrał w bardzo ciekawej książce zatytułowanej „Terytorium Komanczów” Pozycji, którą recenzuję znacznie bliżej właśnie do tego reportażu niż do którejś z licznych powieści autora. Gdyż ta publikacja tym właśnie jest, szczegółową, opartą na wielu źródłach relacją z jednego z ważniejszych wydarzeń, które wstrząsnęły Hiszpanią.

   2 maja 1808 roku od samego poranka był dniem dość nerwowym. Madryt pełen wojsk napoleońskich, niejasna sytuacja polityczna, absolutnie niezrozumiała dla zwykłego człowieka, oraz niepewność tego co dzieje się prawowitym władcą Hiszpanii wystarczyły, by lud wybuchł. Zareagował w najprostszy dla siebie sposób- agresją skierowaną przeciwko obcym. Zwyczajni ludzie: biedacy, przestępcy, rzemieślnicy, spokojni na co dzień obywatele, chwycili noże by bronić swej godności i króla przed Francuzami. Do walk dołączyła raptem garstka żołnierzy, gdyż większość z nich aż za dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że walczą o sprawę beznadziejną, a ogrom wojsk zgromadzonych u bram Madrytu nie wróżył nic dobrego.

   Książka hiszpańskiego pisarza na ponad trzystu stronach skupia się na bohaterstwie mieszkańców Madrytu. Jest to swoisty hołd złożony powstańcom, którzy nie bacząc na represje i możliwe skutki ruszyli do walki o wolność i godność ojczyzny. Rozentuzjazmowany tłum nie bacząc na konsekwencje rzucił się na każdego Francuza, jakiego udało mu się dorwać. Po, często improwizowaną broń, sięgnęły również kobiety i dzieci. I choć nie cały Madryt powstał nie sposób odmówić powstańcom bohaterstwa. Przez kolejne strony śledzimy małe zwycięstwa, drobne starcia poszczególnych, wymienionych z nazwiska, postaci, możemy podziwiać ich odwagę i czuć wstręt do bestialstwa, jakiego dopuszczają się w imię wolności. Koniec zmagać jest łatwy do przewidzenia, a liczba ofiar olbrzymia. Można pytać o sens tego ludowego zrywu, można się zastanawiać, czy był on konieczny, jednak nie można jego uczestnikom odmówić ogromnego zaangażowania i heroizmu.

   Nie jest to łatwa lektura, zwłaszcza gdy ktoś, podobnie jak ja, spodziewał się płynnego powieściowego języka autora. Książka jest relacją, można stwierdzić, reportażem, a fakt, że wydarzenia w niej opisane miały miejsce ponad dwieście lat temu absolutnie tu nie przeszkadza. Mnogość źródeł do jakich odnosi się autor tylko potwierdza jej realizm, możemy się jedynie domyślać, co jest fikcją wplecioną w wydarzenia przez autora. Umiejętna narracja pisarza sprawia, że książkę przez cały czas czytamy w pełnym napięciu, słysząc wręcz salwy wystrzałów i krzyki przerażenia, czując słony zapach krwi i gryzący prochowy dym.

   Zaintrygowała mnie ta książka, przede wszystkim pozwoliła dowiedzieć się czegoś więcej o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Madrycie za czasów wojen napoleońskich, w których polscy szwoleżerowie również mieli swój udział. Polecam tę historię każdemu dociekliwemu czytelnikowi i choć nie przemyka się przez nią błyskawicznie, zbyt wiele napięcia ze sobą niesie, jednak jest to pozycja zdecydowanie warta lektury.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać.