piątek, 30 stycznia 2015

Anaruk Chłopiec z Grenlandii

Autor: Czesław Centkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2014
Stron: 48

   Czesław Centkiewicz to znany podróżnik i wielokrotny zdobywca biegunów. Swoje miejsce w literaturze zawdzięcza wielu książkom podróżniczym i reportażom z wypraw, czy to tworzonymi samodzielnie, czy też we współpracy z żoną, która równie chętnie wędrowała po rejonach polarnych. W dorobku autora można znaleźć również kilka książek przeznaczonych dla młodszych czytelników i jedną z takich powieści jest historia dwunastoletniego Anaruka.

   Anaruk jest typowym eskimoskim chłopcem i jego życie w niczym nie przypomina tego, jakie znamy na co dzień. Dowiadujemy się o polowaniach na foki i białe niedźwiedzie oraz o ciężkiej pracy, jakiej poświęcają się wszyscy, począwszy od mężczyzn, poprzez kobiety i dzieci. Dzięki książce poznajemy życie typowej grenlandzkiej rodziny, myśliwych i koczowników, wiernych swoim tradycjom, żyjącym z harmonii, niezmiennie od wielu lat.

   Autor spędził wśród Eskimosów rok, całe arktyczne lato i długą polarną zimę, w czasie której burze śniegowe są tylko czasem rozpraszane przez mdłe światła zorzy polarnej. Mamy okazję poznać pełny obraz życia eskimoskiego społeczeństwa, które zawsze trzyma się razem. Ekstremalne warunki życia zrodziły ludzi twardych, jednak nie bezwzględnych. Eskimosi są gotowi wspierać się, gdy tylko zajdzie potrzeba oraz gdy mają taką możliwość. Nie znają fałszu ani przemocy, nie wiedzą czym jest kradzież, czy oszustwa, są prości i prostolinijni, niestety często jest to wykorzystywane przez białych handlarzy, sprzedających im za grosze towary, w zamian za cenne futra i skóry.

   Książkę czytało mi się bardzo dobrze, wielokrotnie zdumiały mnie szczegóły z życia ludzi północy. Jest to barwna opowieść o trudach codzienności i radości z udanego polowania. Zachwycił mnie ten tak, odmienny, świat, pełen wzajemnej ufności i solidarności. Pierwsze wydanie książki ukazało się ponad siedemdziesiąt lat temu, więc naszła mnie refleksja ile z tego świata przetrwało do dzisiaj. Czy Eskimosi nadal potrafią żyć, tak jak żyli do tej pory, czy zmuszeni byli ulec napierającej cywilizacji?

   Opowieść o Anaruku została zaliczona do szkolnych lektur i myślę, że słusznie. Może nie jest to historia, która porwie dzieciaki, lecz z pewnością poszerzy horyzonty młodego czytelnika, pokaże mu zupełnie inny świat. Nie jest to książka wybitna, jednak zdecydowanie warta poznania, gdyż jest swego rodzaju świadectwem, że można żyć w sposób tak odmienny, od tego, jaki znamy.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać.

niedziela, 25 stycznia 2015

Oberki do końca świata

Autor: Wit Szostak
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2014
Stron: 284

   Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce, skusiło mnie jednak nazwisko autora, którego miałam okazję poznać, dość dawno temu, przy okazji lektury książki „Poszarpane granie”. Ta powieść jest zupełnie inna, bardziej przyziemna, codzienna, pełna jednak subtelnej, niewysłowionej magii.

   Opowieść rozpoczynamy z początkiem dwudziestego wieku, na prowincji, gdzieś w ziemi radomskiej. Trudy codziennego życia na wsi rozpraszają dźwięki skrzypiec, zapraszające na wieczorne zabawy i wpisujące się w tradycję obchodzenia ważnych uroczystości. Jednym ze skrzypków jest Józef Wicher, a gra na instrumentach zawsze w rodzinie Wichrów była najważniejsza. Grał każdy, najpierw na bębenku wystukując rytm, później poznając tajniki wichorwych oberków.

   Oberki, mazurki i poleczki towarzyszą Wichrom na każdym kroku, są dla nich źródłem utrzymania i sposobem na życie, od czasów pierwszego Wichra, który zawitał Rokicin. W tych skocznych melodiach zaklęte jest nieco więcej niż tylko dźwięki. Muzyka ma kluczowe znaczenie, oddalając od Rokicin szarości codziennego dnia i koszmar drugiej wojny światowej. Jednak po wielu latach świat zewnętrzny dotarł nawet na tak odległą prowincję. Czas przemija, ludzie się zmieniają i tradycyjne oberki przestają być potrzebne. Synów Józefa urzekło miasto, wybyli więc z prowincji zostawiając całą swoją wiejską przeszłość za sobą.

   Wśród dźwięków muzyki toczy się zwyczajne życie Józefa Wichra. Problemy codzienności zagłusza grą na skrzypcach, które pomagają mu poradzić sobie z zawodem miłosnym, nagłym odejściem brata i tym, jak wojna brutalnie wdarła się do jego domu, podrzucając mu do piwnicy niemieckiego oficera. Radość z narodzin dzieci i rozczarowanie gdy nie garną się do muzyki, śmierć bliskich i spory z przyjaciółmi, typowe, codzienne problemy, które ubrane w nuty oberków nabierają zupełnie innego wymiaru.

   W książce znajdziemy swoistą mieszankę realizmu i magii, z jednej strony muzyka kształtująca rzeczywistość i łącząca grających z zaświatami, z drugiej zaś szara codzienność przepleciona ważnymi dla kraju wydarzeniami. Wojna, komunizm, aż w końcu odzyskana wolność, to wszystko czai się gdzieś z boku, na ostatnim planie, nie wchodząc z butami w życie rokicińskiej społeczności. Tu bowiem rządzi muzyka, czasem diabelska, czasem boska, posiada moc sprawczą, oddala troski codzienności. Jednak z czasem nawet muzyka przestaje wystarczać. Idzie nowe, nikt już nie potrzebuje starodawnych oberków i wiejskiej muzyki. Nowoczesność wdziera się dyskretnie, lecz zdecydowanie w społeczność, a Józef Wicher i jego oberki pozostają pieśnią przeszłości. Nawet rokiciński diabeł w wierzbowej dziupli jakoś się skurczył i odchodzi w zapomnienie.

   Jest to opowieść o muzyce i przemijaniu, o świecie jakiego na próżno dziś już szukać. Refleksyjna i pełna czaru historia w rytmie oberków, mazurków i polek. Każdy z rozdziałów zagrany został na inną nutę, czasem zabawną, czasem smutną. Dawne zwyczaje odchodzą, nie ma ich kto pielęgnować, nie ma komu zasiąść do skrzypiec, by wykrzesać z ich zmęczonych strun najprostsze chociaż dźwięki. Czytelnik znajdzie tu piękny i dokładny obraz wsi i tego, jak zmieniała się ona z biegiem lat.

Bardzo spodobała mi się ta opowieść, wzruszając niejednokrotnie, pogrążyła mnie w refleksyjnym, przyjemnym nastroju, z delikatnym poczuciem żalu za światem, który odszedł i nie wróci. Lektura upłynęła mi bardzo przyjemnie i z pewnością szybko nie zapomnę tej książki. Polecam ją każdemu, kto lubi się czasem zagłębić w inny, jednak wcale nie odległy świat.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater i przypominam, że znajduje się ona w puli nagród blogowego konkursu.

czwartek, 15 stycznia 2015

Opowiem ci mamo: co robią żaby

Autor: Marcin Brykczyński
Ilustracje: Katarzyna Bajerowicz-Dolata
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2014
Stron: 28

   Nie tak dawno zachwyciłam się pierwszą książką z tej serii, w „Opowiem ci mamo, co robią mrówki” oczarowały nie szczegółowe i przepięknie dopracowane ilustracje. Z wielką niecierpliwością czekałam na kolejne odsłony cyklu, choć zmiana rysownika sprawiła, że w końcu zrezygnowałam z zakupów. Do czasu, aż ukazała się książka o żabach, w której znów mamy okazję podziwiać prace Katarzyny Bajerowicz.

   W książce poznajemy życie żab, począwszy od spokojnego przebudzenia i wygrzebania się z błota wczesną wiosną, poprzez intensywny okres godowy, wyląg małych kijanek, aż do pełnego przeobrażenia w dorosłą żabę, która znów przed zimą szuka przytulnej kryjówki. Kolejne karty książki odkrywają czytelnikowi zachodzące zmiany, pory roku powoli następują po sobie, a żaby przechodzą pełny cykl rozrodczy. Jednak nie jest to tylko książka o tych sympatycznych, oślizgłych bezogonowych płazach. Na ilustracjach mamy okazję podziwiać pełny przekrój wodnego środowiska. Znajdziemy tu ważki i ich larwy, ryby, szczeżuje, komary, pijawki i całe bogactwo wodnej i nadwodnej fauny. Flora reprezentowana jest równie bogato, od wczesnowiosennych kwiatów podbiału, poprzez niezapominajki, tatarak, grzybienie, czy strzałkę wodną, aż po kwitnące brzozy i lipy.

   W tej publikacji znajdziemy również króciutką grę planszową, zmuszającą graczy do odrobiny ruchu, bądź też kumkania oraz dwie wstawki zawierające przyrodnicze ciekawostki. Na pierwszej z nich dowiemy się nieco więcej o niektórych wodnych zwierzątkach, o topiku, który trzyma pod wodą powietrzny dzwon, czy o ciernikach budujących gniazda dla swego narybku. Druga wstawka zawiera pełny przegląd bezogonowych płazów, na jakie możemy trafić w Polsce, każda grupa została w skrócie opisana a dołączone ilustracje pozwolą czytelnikowi odróżnić je od siebie. Na ostatnim z dodatków dowiemy się, jak w szybki sposób złożyć małe papierowe żabki, które z pewnością sprawią dzieciom wiele frajdy.

   Ogromną siłą tej książki są rysunki, od razu widać, że autorka dokładnie wie, co chce narysować. Nie natrafimy tu na wymyślone rośliny o fantazyjnych kształtach, a ktoś zainteresowany przyrodą z pewnością znajdzie tu wiele ciekawostek, czy będzie to kotewka orzech wodny, czy też może stułbia. Każdą ze stron można oglądać wielokrotnie, co rusz znajdując na niej nowe szczegóły Krótkie dwuwersowe wierszyki są zabawne i proste, jednak bez towarzystwa drobiazgowych ilustracji straciłyby cały urok.

   Z czystym sercem polecam tę książkę każdemu dziecku, jest to publikacja, przy której można spędzić wiele godzin, omawiając co wydarzyło się na kolejnych stronach. Młody czytelnik ma okazję poznać świat przyrody, a rodzic z pewnością z równą chęcią pogłębi swoją wiedzę. Grube, sztywne kartki sprawiają, że książka może służyć dzieciom przez lata i myślę, że wielu młodych czytelników z przyjemnością będzie do niej wracać.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać.

   Przy okazji pragnę Wszystkich serdecznie zaprosić do udziału w konkursie na opowiadanie.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Konkurs na dobry początek nowego roku

   Dawno już u mnie konkursu nie było i chyba najwyższa pora, by jakiś się znalazł. Pula nagród dość skromna, ale mogę obiecać, że jak zainteresowanie będzie, to i konkursy będą częściej. Większość to egzemplarze recenzenckie, niektóre z nich posiadają niewielkie pieczątki, książki są przeczytane i widać na nich niewielkie ślady zużycia. Cała pula nagród prezentuje się tak:


   Jak widać klimaty bardzo różne, od lżejszych, młodzieżówek, poprzez niezobowiązującą przygodówkę, aż do nieco bardziej wymagających tytułów. Recenzje prawie wszystkich są już dostępne na blogu, wyjątkiem jest Pętla sokolnika, oraz Oberki do końca świata, informacja o tej drugiej niedługo się pojawi.

A teraz pora na zasady:

1. Organizatorem konkursu jestem ja- autorka tego bloga.
2. W związku z punktem 1, cała pula nagród pochodzi z mojej prywatnej kolekcji.
3. Wspomniana w punkcie 2 pula nagród to stosik powyżej. Zwycięzca konkursu ma prawo wybrać jedną z książek.
4. Konkurs potrwa od dzisiaj (12-01-2015) do końca stycznia (31-01-2015).
5. Ze zwycięzcą skontaktuję się osobiście, choć na odpowiedź będę czekać najwyżej tydzień. Nagrody wyślę pocztą, listem poleconym.
6. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest:
a) Podanie swojego imienia/nicka oraz adresu e-mail w komentarzu pod postem (nie przyjmuję anonimowych zgłoszeń!)
b) Odpowiedź na pytanie konkursowe.
c) posiadanie adresu korespondencyjnego na terenie Polski
7. Odpowiedzi na pytanie analizuję w sposób absolutnie subiektywny!
8. Dodanie bloga do obserwowanych oraz podlinkowanie konkursu nie jest obowiązkowe, będzie jednak miłym gestem.
9. Podobnie jak polubienie świeżo założonego funpage'a.

Pytanie konkursowe:

Która z zeszłorocznych recenzji najbardziej zapadła Wam w pamięć?

  Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w konkursie i od razu zapowiadam, że mogę do nagrody dorzucić jakiś gratisik- niespodziankę. Wybrany zwycięzca może wybrać jeden z powyższych tytułów.


czwartek, 8 stycznia 2015

Róg obfitości

Autor: Andrzej Urbańczyk
Wydawnictwo: Nord
Rok wydania: 2014
Stron: 402

   Z tym autorem spotkałam się już kilkukrotnie, przy czym ostatnie dwie lektury, opowiadania „Z całego świata” oraz aforyzmy „Koniec świata” uważam za bardzo udane. Pisarz i podróżnik urzekł mnie swoim spojrzeniem na świat i mądrością godną prawdziwego człowieka renesansu. Bez wahania więc sięgnęłam po „Róg obfitości”, oczekując że znajdę w niej wiele interesujących, czy też zabawnych tekstów.

   Jest to przedziwny zbiór, w którym, jak sam autor napisał, wrzucono mydło i powidło, prawdziwy groch z kapustą. Znajdziemy tu opowiadania, aforyzmy, scenariusze, krótkie sztuki teatralne, skecze kabaretowe, piosenki, króciutkie myśli, czy też fragmenty wykładów oraz pojedyncze zdania, akapity, które kiedyś zrodziły się w jego głowie, jednak nie zostały ujęte w żadnym z licznych dzieł pisarza.

   Książka składa się z piętnastu rozdziałów, każdy z zupełnie inną zawartością. Przygodę z tak rozmaitymi dziełami autora rozpoczynamy od kontrowersyjnego scenariusza do filmu o alternatywnym zakończeniu powstania warszawskiego. Wizja powstania dzięki swemu prawdopodobieństwu jest wstrząsająca, choć nieco obrazoburcza. Dalej znajdziemy typowe dla autora aforyzmy, dobitne, trafne i inteligentne. W książce jest też miejsce dla liryki, znajdziemy tu typową poezję, jak również piosenki i fraszki.

   Sporą część książki zajmują też opowiadania, w tym jedno napisane dość przystępną angielszczyzną. Zaskoczyły mnie miło historie science fiction, choć w jednym z nich, zatytułowanym „Pan wiatr” zdecydowanie nie pasowały mi teorie dotyczące zjawisk atmosferycznych. Najbardziej interesujące w tej publikacji były dla mnie dwa wstępy do wykładów, wprowadzenie do nawigacji napisane w bardzo przystępny sposób oraz króciutki wstęp do chemii. Wyraźnie widać, że autor hołduje słowom Alberta Einsteina, że „każda rzecz powinna być tak prosta, jak to tylko możliwe”, w związku z tym przekazuję wiedzę, z tych dość trudnych dziedzin, w sposób bardzo przystępny i przyjemny. Najgorsze wrażenie zrobiły na mnie skecze kabaretu Bobaq, do którego należał autor. Zdecydowana większość z nich była dla mnie totalnie niezrozumiała i absolutnie nieśmieszna, choć winiłabym tu lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku, w których te teksty powstały.

   Niezmiernie trudno jest jednoznacznie ocenić tak różnorodną publikację. Z jednej strony można podziwiać autora, który działał na prawie każdym możliwym literackim polu, z drugiej zaś, jakość tekstów jest różna. Nie bez znacznie pozostaje również wieka autora, którego młodość zbiegła się z końcem drugiej wojny światowej, stąd w wielu utworach znajdziemy nawiązania nie zawsze jasne dla współczesnego czytelnika. W tomie tym zawarto dzieła pisane w różnych czasach, od zupełnie świeżych fraszek, po teksty powstające jeszcze z lat studenckich. Tak, czy inaczej pozostaję pod wielkim wrażeniem umysłu pisarza, który z jednej strony bez żadnych problemów potrafi wyjaśniać trudne, często techniczne zagadnienia, a z drugiej prezentuje prawdziwie szerokie horyzonty,

   Jest to ciekawa książka i miejscami szczerze mnie zachwyciła, jednak były fragmenty, których lektura była mniej przyjemna. Miłośnikom autora, polecam, tych którzy się jeszcze z nim nie zetknęli zachęcam do sięgnięcie po inne jego książki, czy to dwie wspomniane na samym początku recenzji, czy też któreś z licznych podróżniczych wspomnień.


Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 6 stycznia 2015

Niebiańskie konie

Autor: Jose Freches
Tytuł oryginału: Le disque de jade I, Les Chevuax de celestes
Tłumaczenie: Wiktoria Melech
Seria: Talizman z nefrytu: Tom I
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2005
Stron: 480

   Starożytne Chiny zawsze brzmią dla mnie kusząco, egzotyczny świat, z zupełnie innym spojrzeniem na prawie wszystko, niż to co znamy z codzienności. Nazwisko autora również nie jest mi obce, gdyż miałam okazję czytać wcześniej jego trylogię zatytułowaną „Jedwabna cesarzowa”, również osadzoną w historycznych Chinach. Bez oporów sięgnęłam więc po „Niebiański konie” spodziewając się interesującej, choć niezbyt wymagającej lektury.

   Akcja powieści osadzona jest w trzecim wieku przed naszą erą, a głównym jej miejscem jest Xianyang, stolica królestwa Qin. Tam właśnie spotykamy podstarzałego cesarza, którego marzeniem jest nieśmiertelność. W stolicy sąsiadującej prowincji, Handanie poznajemy kupca i hodowcę koni Lu Buweia. Niedobór koni w armii Qin dość szybko sprawia, że los bogatego handlarza splata się z losami najważniejszych osób w królestwie Qin.

   Cesarz Zhong oraz Lu Buwei, to tylko dwie spośród kilku pierwszoplanowych postaci. Równie interesujące są przedstawione w powieści kobiety, zwłaszcza dwie z nich, piękna i bardzo sprytna Huayang żona następcy tronu oraz jej protegowana śliczna i na pozór niewinna dziewczyna Zhaoji. Huayang jest mistrzynią pałacowych intryg, umiejętnie manipulując innymi, czy to wykorzystując swą pozycję, czy też korzystając z uroków swego ciała pnie się w dworskiej hierarchii na sam szczyt. Zhaoji uczy się od niej stawiać kroki w pałacowym świecie, jednak nie pozostaje tylko biernym narzędziem.

   W porównaniu z tak przemyślnymi kobietami, męskie grono postaci wydaje się być mniej interesujące. Stary, schorowany cesarz Zhong, będący na skraju obłędu nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje, jednak w dalszym ciągu pozostaje władcą absolutnym, którego rozkazów się nie kwestionuje. Następca tronu Anguo, na tle swego ojca wypada jeszcze gorzej, całkowicie zdominowany przez swoją żonę oraz silną potrzebę posiadania syna ma niewielkie pojęcie o zarządzaniu państwem. Najciekawiej zapowiada się Lu Buwei, który jest głównym bohaterem opowieści. W nietypowych okolicznościach zdobył tajemniczy nefrytowy talizman, który na zawsze odmienił jego życie, budząc uśpione wcześniej ambicje. Z bogatego, spokojnego kupca, którego jedynym pragnieniem było hodować, jak najwspanialsze wierzchowce, zmienił się w dworzanina, pozostając jednak w bardzo luźnym związku z dworem Qin. Bliska przyjaźń z Huayang, miłość do Zhaoji, a przede wszystkim możliwość dostarczenia armii Qin ogromnych ilości koni, sprawiają, że jest jedną z najważniejszych osób w państwie.

   Autor bardzo dobrze oddaje realia starożytnych Chin, zresztą, jak można przeczytać w notce biograficznej, jest również historykiem i ekspertem od chińskiej kultury. Świat ten jest zupełnie inny, od tego, który znamy. Przede wszystkim różni go podejście do seksualności, która w Europie zawsze była tematem tabu, tu kobiety swobodnie posługują się własnym ciałem, by osiągnąć cel i nie są z tego powodu piętnowane. W książce znajdziemy sporo scen erotycznych opisanych w typowo dalekowschodni sposób, a więc z wielką ilością metafor: nefrytowych drążków i złotych bram. Fragmenty te zostały opisane dość szczegółowo, jednak w nieco monotonny sposób, większość z nich wygląda tak samo i nie budzą zbyt wielkich emocji.

   Powieść czyta się lekko i niezobowiązująco, napisana przystępnym językiem nie nuży i przede wszystkim bez przeszkód pozwala się zorientować w tym, kto jest kim, co czasem w książkach poświęconych dworskiej polityce bywa kłopotliwe. Znajdziemy tu również nieco scen batalistycznych, w których mamy okazję podziwiać spryt dowódców, potrafiących umiejętnie wykorzystać własną przewagę.

   Polecam tę powieść miłośnikom orientalnych klimatów, gdyż bardzo dobrze oddaje atmosferę starożytnych Chin. Nagromadzenie interesujących postaci oraz wielowątkowość tworzą bardzo przyjemną opowieść, będącą pierwszą częścią trylogii. Ci, którzy oczekują przyjemnego, pobudzającego erotyku, mogą się nieco rozczarować i porównując tę powieść z cyklem „Jedwabna cesarzowa” muszę przyznać, że tam napięcie stopniowane było znacznie lepiej.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Nareszcie

Autor: Ewa Elżbieta Nowakowska
Wydawnictwo: Forma
Rok wydania: 2014
Stron: 96

   Kolejny raz przyszło mi się zmierzyć ze współczesną polską poezją. Sięgnęłam po książkę Ewy Elżbiety Nowakowskiej, gdyż zachęcił mnie opis sugerujący liczne nawiązania do przyrody i otaczającego świata. Nie jest to jednak poezja, która by do mnie trafiła, choć nie mogę stwierdzić, by była zła, czy niezrozumiała.

   Wiersze zostały zgrupowane w ośmiu częściach oddających kolejne pory dnia i nocy, od późnego wieczora do zmierzchu. Od razu widać, że każda z nich jest metaforą, czasem nawiązująca do pór roku, gdzie indziej oddająca ludzkie losy, czy zmiany w relacjach międzyludzkich. Same wiersze są rozmaite, jednak wszystkie są gęsto naszpikowane przenośniami, wymagają przemyślenia, by w pełni je odebrać. Spodziewałam się poezji nieco bardziej oddziałującej na wyobraźnię, wprowadzającej w takie rozmarzony, refleksyjny nastrój. Utwory zawarte w tym tomie są większym wyzwaniem, wymagają przemyśleń, logicznego podejścia, rozbioru na części pierwsze i wręcz pełnej analizy.

   Tematyka wierszy tylko na pozór jest różnorodna, po przekopaniu się przez warstwę metafor dochodzimy do sedna, zmienności relacji międzyludzkich, przemijania tego co znamy. Czego mi zabrakło w tej poezji to oddziaływania na emocje, kolejne wiersze czytałam z taką zimną ciekawością, nie poruszyły mnie, ani nie wzbudziły w zasadzie żadnych uczuć. Zdecydowanie wolę poezję, która silniej wpływa na podświadomość.

   Nie twierdzę, że jest to zła poezja, jednak prawdziwie docenić może ją tylko wyrobiony poetycko czytelnik. Dla mnie chyba okazała się zbyt trudna, za bardzo nowoczesna, a przez to tak zupełnie neutralna. Po wierszach oczekuję znacznie więcej, szukam takich, które mnie porwą i wprowadzą mnie w rozmaite nastroje, tym się to nie udało. Może po prostu nie jest to lektura dla mnie?

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 4 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014

   Nadszedł w końcu czas, by jakoś podsumować poprzedni rok. Wypadł on nieco słabiej od poprzedniego roku, jednak w 2013 przez trzy kwartały nie pracowałam i siłą rzeczy czasu na lekturę było więcej, mogłam spokojnie zarywać noce przy książkach. Ogólnie jestem dość zadowolona z wyników, choć oczywiście wolałabym by wyglądały lepiej. Zdecydowanie zwiększyłam różnorodność książek, po które sięgam, co mnie cieszy.

   W porównaniu z rokiem poprzednim ilość przeczytanych książek różni się niewiele. W ciągu roku przeczytałam ich 114, przy 119 w roku poprzednim. Ilość przeczytanych stron wyniosła: 25666, co jest już znacznie słabszym wynikiem, niż ubiegłoroczny (31423). W przeliczeniu wynosi to jedynie nieco ponad 70 stron dziennie. Najlepszy czytelniczy wynik udało mi się osiągnąć w październiku, było to aż 108 stron dziennie. Najsłabiej zdecydowanie wypadły dwa ostatnie miesiące. By uzupełnić liczbowe statystyki dodam jedynie, że w mojej biblioteczce zawitało aż 246 nowych tytułów.

   Czytałam rozmaite lektury, od poważniejszych, poprzez bardziej swobodne, można powiedzieć, że pełny przegląd przez rozmaite gatunki literackie i liczbowo wyglądał on tak:

   Zdecydowanie dominowała współczesna literatura dziecięco- młodzieżowa: 26 tytułów
Kolejna na liście fantastyka: 19 książek
Następnie klasyka literatury: 12 pozycji
Kolejne na liście to ex aequo powieść obyczajowa i literatura naukowa: po 10 tytułów
Przeczytałam również komiksy, dokładnie: 9 sztuk
Nieco niżej uplasował się kryminał, z wynikiem: 8 egzemplarzy
Listę kończy poezja: 6 tomików
I zamyka powieść historyczna: raptem 3 tytuły.

   Ponadto przeczytałam jeszcze 10 książek, które ciężko jest jednoznacznie zakwalifikować, a były wśród nich: wspomnienia, biografie, przewodnik turystyczny, aforyzmy, czy też rozprawka filozoficzna. 

   Wysoki wynik literatura dziecięca w dużej mierze zawdzięcza niewielkim objętością i to właśnie ten typ literatury znacząco zwiększył udział w moich lekturach. W porównaniu z ubiegłym rokiem wyraźnie widać, że coraz częściej sięgam po książki popularno-naukowe oraz po pozycje nietypowe dla mnie, stąd z pewnością aż tak wysoki wynik osiągnęła współczesna literatura obyczajowa. Znacząco zmalała ilość czytanych przeze mnie kryminałów, oraz klasyków literatury. 

   Najgorszą przeczytaną w tym roku książką była powieść Arte Haliny Grudzieńskiej, niewiele lepiej odebrałam Dziewczynę w mechanicznym kołnierzu Kathryn Smyth. Za to moje serce podbiła książka Opowiem ci mamo co robią żaby Marcina Brykczyńskiego i Katarzyny Bajerowicz-Dolaty oraz kolejne spotkanie z Niebezpiecznymi związkami Pierre'a Choderlos de Laclos

   Podsumowując ten rok dodam jeszcze, że rozpoczęłam współpracę recenzencką z Lubimy czytać, co jeszcze bardziej pozwala mi poszerzyć czytelnicze horyzonty. W dalszym ciągu recenzuję dla Sztukatera, dzięki czemu również sięgam po bardzo urozmaiconą lekturę. Na samym blogu również pojawiły się niewielkie zmiany. Pomijam tu zmianę wyglądu, mam raczej na myśli zupełnie inne proporcje notek książkowych, do pozostałych. Wpisy kulinarne, czy krawieckie prawie zniknęły z bloga, a notki muzyczne przepadły całkowicie, co wprost wynika z mniejszej ilości dostępnego czasu. Blog dorobił się fanpage'a, na który po raz kolejny zapraszam, jeśli ktoś tam jeszcze nie trafił.

   Nie lubię robić postanowień na kolejny rok, staram się dotrzymywać słowa nawet samej sobie i wolałabym uniknąć presji czytania czegoś na co w danej chwili niekoniecznie mam ochotę. Ogólnym postanowieniem niech będą: postarać się przeczytać więcej książek, niż w roku ubiegłym, przede wszystkim zaś więcej stron oraz skurczyć, miast powiększać Poczekalnię. Oba założenia może nie wydają się ambitne, ale dla mnie będą wyzwaniem. Oby rok 2015 przyniósł same dobre lektury i spełnił też inne, niekoniecznie książkowe oczekiwania. Myślę również, że miło by było nowy rok przywitać jakimś konkursem i już takowy zapowiadam.

sobota, 3 stycznia 2015

Podsumowanie listopadowo-grudniowe

   Ponieważ listopada odbił się dość mizernie na mojej blogowej i przede wszystkim czytelniczej aktywności, postanowiłam zrobić podsumowanie łączne, z dwóch poprzednich miesięcy. Na dniach powstanie też, zaległa już nieco, notka podsumowująca cały poprzedni rok i szczerze muszę przyznać, że zastanawiam się, jak wypadł na tle poprzedniego. Póki co prezentuje niezbyt imponujące wyniki z dwóch miesięcy.

   Pora więc na cyferki, jak wspominałam dość mizerne. W przeciągu dwóch miesięcy udało mi się przeczytać niecałe 13 tytułów, w tym pojawia się jedna, którą porzuciłam po kilkudziesięciu stronach i jeden tytuł, który ciężko nazwać książką i którego w statystyki przeczytanych stron liczyć nie zamierzam. W związku z tym pochłonęłam raptem 2716 stron, więc przy dzieleniu przez całe dwa miesiące otrzymałam skromniutki wynik około 44,5 strony dziennie. Tak mizernych wyników nie miałam odkąd zaczęłam prowadzić bloga. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że przespałam większość listopada i połowę grudnia.

   Znacznie lepiej wygląda sytuacja z książkami, które u mnie w tym okresie zamieszkały, a było tego dość sporo, wymiany, zakupy, prezenty i pozycje recenzenckie sprawiły, że Poczekalnia spuchła niebotycznie, a i zaległy stos do recenzji czeka. Ilościowo było to aż: 53 pozycje. Co sprawia, że stosunek książek przeczytanych do zakupionych nie osiągnął nawet jednej czwartej.

Cóż mi pozostaje, jak liczyć na to, że z nowym rokiem będzie lepiej.

   W ramach podsumowania jeszcze kolejno przeczytane książki, choć kolejność może się różnić, od tej, w jakiej czytałam, nie do końca już pamiętam, a nie zapisuję dokładnych dat przeczytania:

   Rewolwery i pistolety Aleksandr B. Żuk

   Mnie samą zdziwiła obecność tej książki na liście, choć teoretycznie zamówiłam ją z pełną świadomością. Jest to właśnie ta pozycja, której nie udało mi się skończyć, ale pocieszam się, że to naprawdę jest typowa encyklopedia, a nigdy nie byłam wielką fanką broni palnej, by pochłonąć ją z wypiekami na twarzy. Więcej o niej można poczytać tu.

   Nigdziebądź Neil Gaiman

Wiele sobie obiecywałam po tej powieści i niestety przeżyłam dość poważne rozczarowanie, choć wynikło ono z pewnością z tego, że spodziewałam się lektury, która mnie porwie i oczaruje, a tu... cóż czytało się miło i nie mogę stwierdzić, by mnie znudziła, ale tego nieokreślonego czegoś zabrakło, co jednoznacznie sprawia, że autor nie trafia do grona moich ulubieńców. Więcej w recenzji.

   Niebiańskie konie Jose Freches
   To pierwszy tom ciekawie zapowiadającej się trylogii Talizman z Nefrytu i jednocześnie jeden z nielicznych tytułów przeczytanych w ostatnim czasie w ramach skurczenia Poczekalni. Ambitne plany zakładały rozprawienie się z całą trylogią, jednak cóż... nie wyszło, gdyż zasypały mnie recenzenckie pozycje. Był plan zrecenzowania tej książki i jeszcze tak zupełnie nie umarł, może uda mi się za to zabrać.

   Opowiem ci mamo, co robią żaby Marcin Brykczyński, Katarzyna Bajerowicz-Dolata

   Książka o mrówkach tej dwójki autorów uwiodła mnie całkowicie, ta również skradła moje serce. Przepiękne, pełne szczegółów ilustracje idealnie oddają rzeczywisty wygląd spotykanych na jej kartach roślin i zwierząt. Książka zrecenzowana, czeka na zielone światło od Lubimy czytać.

   Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów Małgorzata Czyńska

   Kolejna pozycja recenzencka, bardzo dobrze odebrałam tę książkę, mimo że malarstwo nie należy do moich zainteresowań. Dowiedziałam się z niej wielu ciekawostek i poznałam pasjonujące biografie kobiet, będących natchnieniem. Więcej moich wrażeń dostępne jest w recenzji.

   Anaruk chłopiec z Grenlandii Czesław Centkiewicz

   To niewielka książeczka przybliżająca obyczaje Eskomosów, napisana przez wielkiego podróżnika, kochającego lodowe połacie i surowe arktyczne warunki. Była to interesująca antropologiczna podróż, choć obawiam się, że przedstawiony w niej świat odchodzi już w zapomnienie, jeśli nie odszedł całkowicie. Zrecenzowana, oczekuje na zielone światło do publikacji.

   Kuzynka Phyllis Elizabeth Gaskell

   Tę książkę przeczytałam od razu, jak do mnie przybyła, dzięki czemu ominęła Poczekalnię szerokim łukiem. Sprawiła to niewielka objętość obiecująca błyskawiczną lekturę i wielka miłość do autorki. Książka była dokładnie taka, jak się spodziewałam, subtelna i na wskroś brytyjska. Bardzo długo czytała na zrecenzowania, ale w końcu się doczekała.

   Bez pamięci Paweł Daniel Zalewski

   Przede wszystkim nie spodziewałam się aż tak dobrej lektury, oczekiwałam raczej ciekawej powieści, która zupełnie nie leży w moim klimacie. Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, przede wszystkim, świetnym piórem, ale również niebanalną historią opartą na faktach. Po raz kolejny polecam, choć wydaje mi się, że zrobiłam to już wystarczająco.

  W przededniu Orson Scott Card, Aaron Johnston 

   Tę zakupiłam, gdy tylko kolejny tom przyszedł w ramach recenzenckiego zamówienia. Od dawna była w planach, choć obawiałam się, że będzie słabsza. Z jednej strony bardzo lubię pierwszego z autorów, z drugiej mam już nieco dość, kolejnych odświeżeń historii powiązanej z Andrew Wigginem. O moim dalszych zachwytach można poczytać w recenzji, jednak naprawdę polecam tę książkę.

   Pożoga Orson Scott Card, Aaron Johnston

  To drugi tom Pierwszej Wojny z Formidami, porwał równie pięknie, to poprzedni. Więcej w nim scen militarystycznych, jednak ich ilość jest wyważona, nie dominuje całkowicie powieści. Spodobało mi się, że autorzy nie porzucili jednego z wątków, mimo że teoretycznie spokojnie mogli to zrobić, gdyż okazał się nieznaczący w porównaniu z główną linią fabularną. Zrecenzowana i oczekuje na zielone światło od Lubimy czytać.

   Mrówkowy blok rysunkowy Katarzyna Bajerowicz-Dolata

   Książka "Opowiem ci mamo co robią mrówki" całkowicie mnie zachwyciła walorami plastycznymi. Trochę trwało nim sięgnęłam po "Mrówkowy blok rysunkowy" ale i mój syn musiał do niego dojrzeć. Tę pozycję w sumie ciężko nazwać książka, jest to raczej zeszyt plastycznych ćwiczeń i prostych łamigłówek, z którymi poradzi sobie dziecko cztero- pięcioletnie. Ale interesujące zadania umieszczone w bloku to tylko jedna z jego zalet. Równie ważne są niewielkie teoretyczne wstawki, objaśniające czym są niektóre z malutkich zwierzątek, które spotykamy na kartach książki o mrówkach. Dziecku sprawia przyjemność poszukanie, skąd wycięto te niewielkie kadry, więc warto obok bloku trzymać .Opowiem ci mamo co robią mrówki", by od razu wszystko porównać i sprawdzić. "Mrówkowy blok rysunkowy" to nie tylko świetna, plastyczna przygoda, to również źródło bardzo przystępnie podanej wiedzy przyrodniczej.

   Nareszcie Ewa Elżbieta Nowakowska

   To jedyna w tym zestawieniu poezja, spodziewałam się lektury, która mnie uwiedzie i niestety zawiodłam się w swych oczekiwaniach. Wiersze autorki zwyczajnie do mnie nie trafiły, ale z poezją tak to już jest, albo trafia od razu, albo w ogóle. Wkrótce pojawi się recenzja.


   Sceny z życia smoków Beata Krupska

   To już ostatnia książka przeczytana w zeszłym roku. W zasadzie odkąd do mnie trafiła powoli czytałam ją synowi, jednak ponieważ on jakoś nie zapałał wielką miłością do tego tytułu, postanowiłam ją szybciutko dokończyć, by wywiązać się ze zobowiązań. Spodobała mi się i bardzo miło spędziłam przy niej czas. Już zrecenzowana oczekuje na pozwolenie na publikację.

   Tak więc wyglądał mój niezbyt pokaźny dorobek czytelniczy w końcówce ubiegłego roku. Przekrój gatunków i tematów, jak zawsze duży i jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że w tym niewielkim zestawie uniknęłam książek, które musiałabym męczyć. Większość tytułów przeczytałam ze sporym zainteresowaniem i przy prawie wszystkich świetnie się bawiłam. Zapowiedziane recenzje pewnie niedługo zawitają na blogu, choć następną notką będzie podsumowanie całoroczne. Jestem bardzo ciekawa wyników.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

W przededniu

Autor: Orson Scott Card, Aaron Johnston
Cykl: Pierwsza wojna z Formidami- Tom I
Tytuł oryginału: Earth unaware
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 374

   Fanom fantastyki, a w szczególności science fiction, nie trzeba przedstawiać pierwszego z autorów. Jego „Gra Endera” podbiła serca czytelników dużą dawką emocji i przede wszystkim niebanalnym pomysłem, na pozornie tylko ograny, schemat fabularny. W pracy nad książką „W przededniu” wspomagał go Aaron Johnston, który od lat współpracował w Orsonem Scottem Cardem, przy tworzeniu komiksowej opowieści o pierwszej bitwie z robalami. Wspólnymi siłami postanowili zamknąć tę historię w ramach powieści.

   Akcja powieści dzieje się w kilku płaszczyznach, niektóre z nich z czasem się zazębiają, inne do końca funkcjonują jako oderwane od siebie wątki. Pierwszą poznaną postacią jest Victor, wolny górnik bytujący gdzieś w dalekim kosmosie w okolicach Pasa Kuipera, pracujący wraz z rodziną nad wydobywaniem surowców z asteroid. W dość niewielkiej, relatywnie patrząc, odległości na statku Makarhu, Lem, dziedzic wielkiej fortuny, wraz z zespołem badawczym prowadzi testy nad nowym sprzętem wydobywczym. Ostatnim z miejsc akcji jest Ziemia, na którą trafiamy za pośrednictwem Wita O'Toole'a dowódcy międzynarodowych sił specjalnych, elity wśród zawodowców, Policyjnego Oddziału Polowego.

   Zachwyciła mnie precyzja w kreowaniu kosmicznej wizji, ciężko było mi znaleźć w niej jakieś nieścisłości, choć nie wątpię, że jakieś znaleźć można. Obraz Wszechświata w Pasie Kuipera jest bardzo pociągający, choć warunki życia nie należą do najprostszych. Grupy rodzinne wolnych górników opanowują wszelkie umiejętności pozwalające im jak najlepiej wykorzystać swoje talenty w dalekim kosmosie. To właśnie Edimar, jedna z załogantek El Cavadora, genialna nawigator za pomocą specjalistycznego sprzętu obserwacyjnego, jako pierwsza namierzyła obcy statek. Zupełnym kontrastem dla świata wolnych górników, jest świat korporacji Juke Limited, związany ze statkiem Makarhu. Ze względu na niewielką odległość od El Cavadora, Lem i jego załoga dość, szybko zostają poinformowani o potencjalnym zagrożeniu. Tym czasem odległa Ziemia nic nie wie, o wydarzeniach w kosmosie, życie spokojnie toczy się dalej, a ludzie nie przeczuwają nawet jak blisko czai się niebezpieczeństwo.

   Wśród trójki głównych bohaterów, najsłabiej mamy okazję poznać Wita O'Toole'a, nie dowiadujemy się prawie nic o jego przeszłości i życiu poza POP. Zupełnie inaczej jest z Victorem i Lemem. Pierwszy z nich, młodziutki, genialny mechanik, urodzony w kosmosie, z jednej strony jest typowym nastolatkiem, buntującym się przeciwko decyzji Rady- starszych załogantów El Cavadora, z drugiej strony posiada wybitny, analityczny umysł, dzięki któremu potrafi stłumić początkowy bunt, by działać na korzyść rodziny. Z czasem odnajduje w sobie ogromne pokłady odwagi, dzięki którym porywa się na niemożliwe. Lem Juke, syn wielkiego biznesmena, przez lata znosił despotyzm ojca, poddającego go kolejnym próbom. Gdy w końcu ojciec powierzył mu ważną i przełomową misję, postanowił wykorzystać szansę, by udowodnić mu, że potrafi być kimś, niezależnie od jego wpływów. Jest to około trzydziestoletni mężczyzna, geniusz w zarządzaniu, jednak jego charakter silnie ukształtowała niezdrowa relacja z ojcem, w której więcej jest rywalizacji, niż czegokolwiek innego. W książce spotkamy też sporo bohaterów pobocznych, między innymi znanego z „Gry Endera”, bohatera w starciach z robalami: Mazera Rakhama, choć w tym tomie pojawia się on epizodycznie i dość szybko musimy go pożegnać.

   Fabuła książki, dla czytelników „Gry Endera” tylko częściowo jest przewidywalna. Wiemy, że dojdzie do starcia z Formidami i zdajemy sobie sprawę, jak ono się skończy. Powieść ta opowiada nam o kulisach pierwszego kontaktu, a reakcji świata na inne życie w kosmosie i o tym, na jakim etapie technologicznym była ludzkość w momencie kontaktu z obcą cywilizacją. Opowiedziana historia porywa, ciężko się od niej oderwać, tempo akcji jest bardzo dobre i żaden z wątków nie nudzi.

   Nieco obawiałam się tej powieści, dość alergicznie reaguję na takie odcinanie kuponów od czegoś co sprzedało się świetnie, jednak muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze odebrałam tę książkę. Brakuje w niej filozoficzno-religijnych rozważań, jakie można było znaleźć w dalszych częściach Sagi o Enderze, które dla wielu czytelników okazały się zbyt ciężkostrawne. Znajdziemy tu bardzo wiele akcji, oraz wciągającą fabułę i interesujące postacie.

   W porównaniu z „Grą Endera” książka wypada słabiej, jednak ciężko dorównać powieści, która wstrząsała czytelnikami na kilku płaszczyznach. Podobała mi się zdecydowanie bardziej niż cykl o Groszku, zapoczątkowany „Cieniem Endera”. Miłośnikom świata Andrew Ksenobójcy, szczerze tę książkę polecam, gdyż pozwala nieco odświeżyć wizję przekazaną w „Grze Endera”. Równie mocno zachęcam, by ci, którzy z twórczością autora jeszcze się nie zetknęli, sięgnęli po tę powieść, jest to kawał dobrze napisanego science fiction i choć stanowi przede wszystkim świetną rozrywkę.

piątek, 26 grudnia 2014

Stosik przedświąteczny i poświąteczny

   Już od dłuższego czasu zabierałam się za notkę stosikową i jakoś mi nie szło, aż dotarłam do momentu, gdy lepiej już było poczekać tych parę dni, zebrać książkowe prezenty i dopiero potem o czymś pisać. W związku z tym dzisiejsza notka jest dość obszerna i bogata w rozmaite książki. Tematyka różna, choć w prezentach przeważa fantastyka, ale w stosie recenzenckim, głównie od Sztukatera, jak zawsze znaleźć można prawdziwe bogactwo rozmaitych tytułów. Czytanie nawet jakoś mi idzie, choć mogłoby być lepiej, a niektóre książki już od dłuższego czasu czekają, aż je zrecenzuję.

   Pierwszy stosik- recenzencki:


   Od dołu licząc:
   Rycerzy staropolskich wojenne przypadki Michał Górzyński Już wcześniej zainteresowałam się tym tytułem, gdy zobaczyłam go w propozycjach Sztukatera, nie wahałam się, przygarnęłam.
   Lisowczycy Antoni Ferdynand Ossendowski Powieść historyczna, napisana dość dawno temu, jednak solidnie cenzurowana, dopiero teraz doczekała się kolejnego wydania. Również od Sztukatera.
   Świat według Clarksona. cześć V. Przecież nie proszę o wiele... Jeremy Clarkson Najnowszy tom felietonów Top Gearowego dziennikarza. Lubię jego poczucie humoru i trzeźwe spojrzenie na świat. Z chęcią przeczytam, wyjątkowo w tym stosiku od Lubimy Czytać.
   Oberki do końca świata Wit Szostak Czytałam powieści fantasy tego autora i wspominam je dość miło, z chęcią przeczytam coś innego.
   Róg obfitości Andrzej Urbańczyk To książka, która zachęciła mnie do złożenia zamówienia w Sztukaterze, polubiłam tego autora przy okazji innych jego książek i głód na jego twórczość wciąż trwa.
   Nareszcie Ewa Elżbieta Nowakowska Na deser malutki tomik poezji, jestem świeżo po lekturze i wrażenia mam mieszane.

    Kolejny stosik, to już moje prezenty od Mikołaja, stosik pokaźny, choć autorów tylko troje.


   Korona śniegu i krwi Elżbieta Cherezińska Czytałam wiele o tej książce i jako jedyna w tym stosie nie pochodzi z mojej listy życzeń. Tak, czy inaczej jestem jej bardzo ciekawa.
   Kłamca 4. Kill'em All Jakub Ćwiek Ostatni z tomów cyklu o Kłamcy, jeden z nielicznych, którego jeszcze nie czytałam, oprócz tego została mi do przeczytania cześć 2,5.
   Pan Lodowego Ogrodu (cztery tomy) Jarosław Grzędowicz To również było w liście do Św Mikołaja. Wiele o niej słyszałam i apetyt mam ogromny, choć czasu, jak zawsze brak.

   Ostatni stosik, to już mikołajowe prezenty, które również zasilą rodzinną biblioteczkę, a które otrzymali inni członkowie rodziny. Po niektóre z nich z chęcią sięgnę sama.


   Prezenterki Aleksandra Szarłat To książka, która jest zupełną niespodzianką, średnio trafiony prezent, ale zobaczę, może dam jej szansę.
   Władca liczb, W otchłani mroku, Liczny Charona Marek Krajewski Kolejne trzy kryminały tego autora w biblioteczce, kiedyś pewnie po nie sięgnę.
  Świat według Clarksona. część IV W czym problem? Jeremy Clarkson Prezent męża, ale ja równie chętnie po nią sięgnę. Tej i tamtej z pierwszego stosiku, jako jedynych mi brakowało w kolekcji,

   Jak widać zdecydowanie mam co czytać, jednak zdecydowane pierwszeństwo mają pozycje recenzenckie, a oprócz tych z tego stosiku,  czekają jeszcze trzy z poprzedniego. Cóż zaległości zrobionych w listopadzie, tak szybko się nie odrobi.


wtorek, 23 grudnia 2014

Bez pamięci

Autor: Paweł Daniel Zalewski
Wydawnictwo: ASTRA
Rok wydania: 2014
Stron: 312

   Lubię czasem sięgnąć po książkę, która na pozór, absolutnie nie wpisuje się w moje zainteresowania. Czasem natnę się na jakimś niezbyt ambitnym dziele, ale równie często trafiam na coś, od czego trudno się oderwać. W ten sposób zupełnym przypadkiem trafiłam na tę powieść, która oczarowała mnie niebanalną historią i powaliła ładunkiem zawartych w niej emocji.

   Historia zaczyna się niepozornie, od wspomnień z dzieciństwa głównego bohatera, mieszkanie w kamienicy i babcia opowiadająca rozmaite historie, a gdzieś na ścianie portret dziadka, który zawieruszył się po drugiej wojnie światowej. Piotr postanawia rozwikłać rodzinną tajemnicę i znaleźć grób swojego dziadka. Nie spodziewał się jednak, że w związku z tym przeżyje niesamowitą, nierealną wręcz, przygodę, która zaprowadziła go znacznie dalej niż do Lwowa, będącego jej początkiem.

   Władysław Zalewski, poszukiwany dziadek, był przed wojną słynnym lwowskim cukiernikiem, wyborne słodycze jego produkcji zachwycały cały Lwów, by powoli podbić Warszawę. Plany te pokrzyżowała wojna, w wyniku której Władysław został aresztowany, a następnie zesłany w głąb Związku Radzickiego. Piotr w poszukiwaniu śladów dziadka trafił i tam. Po kilkudniowej podróży koleją wylądował w Tumieni, miejscu z którego wysłane były, odzyskane w niezwykły sposób, listy. Gdy jest już bliski rozwiązania tajemnicy, los pcha go dalej, aż na mongolskie stepy. Piotr próbując rozwikłać rodzinną zagadkę, powoli popada w szaleństwo, gubiąc gdzieś poczucie rzeczywistości, opętany żądzą poznania prawdy, traci kontakt z realnym światem. Prześladują go widma i postacie z listów wpędzając w bezsenność i skutkując szaloną pogonią za nieuchwytnym.

   Książkę przeplatają przytoczone listy obrazujące czytelnikowi kolejne lata życia Władysława. Czasy pełne chwały, wątpliwy okres lwowskiego aresztowania, aż po ciężkie czasy w tumieńskim obozie. Równie ważne, co listy, są w tej historii wspomnienia, spotykanych przez Piotra osób, starszych ludzi, którzy jeszcze pamiętali Władysława. Wstrząsnęła mną opowieść pana Kazimierza, ukazująca kulisy trudnej podróży na rosyjskie rubieże. W zupełnie innym tonie są wspomnienia mongolskich staruszków, pełne nawiązań do tradycji i koczowniczego stylu życia.

   Każdy kolejny epizod podróży Piotra, to również swoisty obraz kraju w jakim się znalazł. Począwszy od nieco tylko egzotycznego Lwowa, aż po zupełnie dziką i niezrozumiałą Mongolię, pachnącą herbatą ze zjełczałym masłem i twardą baraniną. Kulisy życia w gerach, pośród morza skąpych traw, stad kóz, koni, wielbłądów i jaków urzekają swą egzotyką, a zwyczaje mieszkańców, jak choćby drobiazgowo opisany rytualny ubój koni, budzą ogromne zainteresowanie, nierzadko pomieszane z obrzydzeniem. Obraz współczesnego życia w Tumieni również jest intrygujący, z jednej strony miasto, starające się być nowoczesne, z drugiej brzemię obozów i grupa potomków polskich zesłańców, namiętnie krzeszącą w sobie miłość, do ojczyzny dawno utraconej przez poprzednie pokolenia.

   Autor przepięknie zbudował intrygę, aż trudno uwierzyć, że to tylko fikcja, wydarzenia wydają się zbyt niesamowite, za bardzo abstrakcyjne, by powstały w jego głowie. O prawdziwości opisywanej historii zaświadczyć mogą też liczne, zamieszczone zdjęcia, na których bez trudu rozpoznamy wspominane w książce postacie. Powieść jest bardzo dobrze napisana, nie sposób oderwać się od historii i z każdą stroną coraz mocniej czujemy głód prawdy, jaki kieruje losami Piotra. Niebanalni bohaterowie, jakich wnuk Władysława spotyka na swojej drodze tylko dodają opowieści autentyczności i kolorytu.

   Cieszę się, że ta książka wpadła w moje ręce, zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie spodziewałam się aż tak przejmującej i świetnie napisanej historii. Realność przedstawianych zdarzeń sprawia, że trudno czytać ją obojętnie, coraz to nowe emocje opanowują czytelnika wraz z rozwojem fabuły. Zdecydowanie polecam tę lekturę każdemu, ciekawemu świata, czytelnikowi, w którym drzemie głód poznania czegoś nowego.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy Czytać.

wtorek, 16 grudnia 2014

Kuzynka Phyllis

Autor: Elizabeth Gaskell
Tytuł oryginału: Cousin Phyllis
Tłumaczenie: Agnieszka Klonowska
Wydawnictwo: C&T
Rok wydania: 2014
Stron: 132

   Elizabeth Gaskell zachwyciła mnie już kilkukrotnie, z wielką chęcią więc sięgnęłam po tę króciutką historię. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i nie mogę stwierdzić, by nie spełniła moich oczekiwań. Uroczo subtelna i wdzięczna, w drobiazgowy sposób opisuje kulisy życia kilkorga osób, z dziewiętnastowiecznej, brytyjskiej prowincji.

   Miejscem akcji jest niewielkie miasteczko, w którym swoją pracę przy budowie kolei rozpoczyna siedemnastoletni Paul Menning. Dość szybko staje się zaufanym swojego przełożonego Edwarda Holdswortha, którego darzy pełnym szacunkiem i niekłamanym podziwem. W ramach postępującej pracy Paul trafia do miejscowości, w której mieszka daleka rodzina jego matki, to właśnie tam, w Heathbridge spotyka Phyllis. Paul został bardzo ciepło przyjęty przez swą ciotkę i zaczął bywać częstym gościem państwa Holman, powoli nawiązując wątłą nić przyjaźni z kuzynką.

   Książka w piękny, nieco subtelny sposób, opisuje złożoność wzajemnych relacji między ludźmi. Paul prze młodzieńczą nadgorliwość i współczucie popełnił błąd, który miał bardzo poważne konsekwencje. Wydarzenia z perspektywy współczesności mogą wydać się śmieszne, jednak biorąc poprawkę na to, że akcja ma miejsce w dziewiętnastym wieku i o niektórych rzeczach absolutnie się nie rozmawiało, sprawa staje się zdecydowanie bardziej poważna.

   Polubiłam bohaterów tej książki, typowych przedstawicieli epoki, zarówno nieco nieporadnego Paula, któremu po prostu dał się ponieść emocjom, jak i Phyllis, dziewczynę na pozór twardą, lecz o bardzo wrażliwym sercu. Postacie drugoplanowe również są warte uwagi, ciepła i matkująca wszystkim pani Holman, dość szybko wzbudza sympatię, pozostając czuł, nie jest nachalna. Pan Holman to postać nietuzinkowa, obdarzony żywym umysłem i bujną wyobraźnią, dzielnie pracuje wraz z innymi, nie wznosząc się ponad nikogo. Pan Edward Holdsworth jest typem dżentelmena i choć nawet on nie uwolnił się od lekkomyślnego zwierzenia, to jednak starał się postępować uczciwie ze wszystkimi, trudno go winić za rozwój sytuacji.

   Jest to historia, od której trudno się oderwać, Gaskell po raz kolejny z mistrzostwem operuje piórem budząc w czytelniku przeróżne emocje. Od zaciekawienia, poprzez delikatną irytację, że też los pokierował bohaterami, tak a nie inaczej, aż do miłego wzruszenia, nad finałem fabuły. Zachowanie bohaterów może nieco zirytować, ale gdy mamy świadomość, że są oni ściśle związani, ze światem, w jakim żyją, zdenerwowanie przechodzi w zadumę nad ich losem. Dzięki idealnemu odwzorowaniu dziewiętnastowiecznych realiów książka przenosi nas do zupełnie innego świata.

   Dla miłośników autorki jest to pozycja obowiązkowa, dzięki której możemy podziwiać jak poradziła sobie w krótszej formie. Powieść, a właściwie nowela, pozwala oderwać się na chwilę od codzienności i to jest jej wielką zaletą, a kunszt w operowaniu słowem sprawia, że tym bardziej warto po nią sięgnąć.

czwartek, 11 grudnia 2014

Stosik grudniowy

   Ostatnio blog strasznie zaległ odłogiem i tylko patrzeć, jak rozplenią się po nim pająki, ale cóż... ogólnie listopad zawsze źle znoszę a i miałam też nieco innych planów na głowie, więc tak wyszło. Co gorsza na czytanie niestety brakło czasu, na pisanie zresztą też i większość ostatnich notek, to po prostu publikacje recenzji oczekujących już od jakiegoś czasu. Myślę, jednak, że kryzys nieco minął i ta notka ma mi między innymi posłużyć, jako zachęta, by wziąć się za czytanie oraz pisanie. 

   A stosik, jak to stosik... Dominują na nim propozycje recenzenckie, wszystkie od Lubimy czytać, które otrzymałam jeszcze w listopadzie i cierpliwie czekają na przeczytanie. Jest też coś mojego, no i jedna zguba z ostatniej książkowej wymiany. A i przepraszam za jakość zdjęcia, coś nie mogłam go dobrze naświetlić.


   Klasycznie od dołu licząc:

   Opowiem ci mamo co robią żaby Marcin Brykczyński, Katarzyna Bajerowicz- Dolata To już druga książka tych autorów i jestem nią równie mocno zachwycona co poprzedniczką. Mój syn zresztą podziela mój pogląd. Przeczytana już wielokrotnie a recenzja czeka na zielone światło. Dla przypomnienie poprzedniczka.
   Sceny z życia smoków Beata Krupska To też propozycja recenzencka, wciąż jeszcze w trakcie lektury. Miłe dla oka ilustracje i smoki sprawiają, że sięgam po nią z wielką chęcią.
   Anaruk chłopiec z Grenladnii Czesław Centkiewicz O tym autorze słyszałam bardzo wiele, jednak jakoś zabrakło okazji by sięgnąć po którąś z jego okołobiegunowych książek, w końcu w ramach współpracy padło na ten tytuł. Już przeczytana i wstępnie zrecenzowana..
   Bez pamięci Paweł Daniel Zalewski To moja obecna lektura i jestem miło zaskoczona, bo napisana jest bardzo dobrze. Mimo dość trudnej i refleksyjnej tematyki czyta się ją wyśmienicie i ciężko się oderwać. Również otrzymana od Lubimy czytać.
   Historia roślin jadalnych Jarosław Molenda Tę książkę również zamówiłam, bo zainteresowała mnie tematyka. Zerknęłam do niej i boję się, że nie będzie to łatwa lektura.
   Złodziej wrót Orson Scott Card Tę dostałam w ramach imieninowego prezentu. Ucieszyłam się, choć muszę zdobyć jeszcze tom pierwszy.
   W przededniu, Pożoga Orson Scott Card, Aaron Johnston Prolog do sagi o Enderze, czyli wojny z robalami. Pierwsza już za mną, czeka cierpliwie na zrecenzowanie, drugą zamówiłam od LC, no i musiałam dokupić pierwszy tom, bo bez sensu byłoby czytać od drugiego. Po lekturze wrażenia mam pozytywne.
   Maigret i pan Charles, Maigret w Vichy Georgeos Simenon To akurat dwa nabytki z krakowskiego antykwariatu. Czekają cierpliwie, aż najdzie mnie na kryminał.
   Obcy przyszedł na farmę Mika Waltari to właśnie zagubiona pozycja z wymiany i kolejna książka tego autora lądująca w mojej poczekalni.
   Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu Ulriel Waldo Cutler To ostatnia już z recenzenckich pozycji na tym stosiku. W sumie jakoś nie miałam okazji poczytać legendy arturiańskiej stąd taki wybór.

   Jak widać stosik solidny, a co gorsza już szykuje się następny. Mam nadzieję, że wena dopisze i jakoś mi pójdzie z pisaniem zaległych recenzji. 

piątek, 5 grudnia 2014

Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów

Autor: Małgorzata Czyńska
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014
Stron: 284

   Malarstwo można lubić, bądź nie, jednak losy samych malarzy i postaci uwiecznianych przez nich na płótnach bardzo często są burzliwe i niesamowicie interesujące. W niniejszej książce mamy okazję poznać historię czternaściorga artystów oraz portretowanych przez nich kobiet. Czasem, jak w przypadku Tamary Łempickiej, czy Fridy Kahlo malarka i modelka są jedną i tą samą osobą.

   W książce dominują artyści dwudziestowieczni, spośród malarzy, żyjących wcześniej poznajemy jedynie historię Francisco Goya'i, Leonarda da Vinci, Jana Vermeera oraz wśród malarzy dziewiętnastowiecznych Balthusa i Edouarda Maneta. Bohaterów opowieści często otaczała atmosfera skandalu, a obrazy uwieczniające ich muzy niejednokrotnie były przyczyną powszechnego oburzenia i zgorszenia. Losy samych postaci nierzadko są bardzo burzliwe i tragiczne.

   Artyści posiadający silnie rozwiniętą wrażliwość, często padali jej ofiarą, nie radząc sobie z trudami życia codziennego. Niektórzy, niczym Witkacy, czy Modigliani uciekali w stronę używek, inni pogrążali się w rozpuście, jak Picasso, czy Klimt, lub niczym Salvadore Dali, z trudem odnajdywali się w realnym świecie. Jednak nie było by ich najsłynniejszych obrazów, gdyby nie towarzyszące im kobiety, modelki, które prawie zawsze były też kimś więcej. Burzliwe związki, spektakularne awantury, wielkie namiętności, to najczęstsze ze scenariuszy. Wyjątkowo jak w przypadku Vermeera, czy Jacka Malczewskiego mamy do czynienia z normalniejszą sytuacją. Choć nawet Malczewski nie uniknął skandalu, gdy jako żonaty mężczyzna związał się z zamężną Marią Balową, jednak w porównaniami z związkami współczesnych im malarzy, ich związek był wyjątkowo spokojny. Historia poswatania portretu Giocondy również wydaje się być jedynie prostym zleceniem u sławnego artysty, choć dziś nie ma już szans by uzyskać odpowiedź, co kryje uśmiech Mona Lisy.

   Niektórych bohaterów tej książki, znałam już wcześniej, jak choćby historia Fridy Kahlo i jej związku z Diego Riverą, opowieść tę spopularyzował film Julie Taymor „Frida”, dzięki któremu już dość dawno zwróciłam uwagę, na niesamowite, pełne bólu, obrazy meksykańskiej malarki. Równie bliska była mi historia Salvadore'a Dali, gdyż już od dawna zafascynowało mnie jego malarstwo. Niektórzy z artystów byli mi prawie zupełnie obcy, jak Amadeo Modgiliani, czy Egon Shiele, a lektura tej książki stała się idealną okazją do poznania ich twórczości. O pozostałych najczęściej coś słyszałam i dopiero dzięki tej książce mogłam przybliżyć sobie ich losy oraz artystyczne dokonania.

   Książkę czyta się bardzo dobrze, przytoczono w niej wiele listów, czy wypowiedzi osób bliskich artystom na ich temat, co zdecydowanie dodaje to książce autentyczności, a w kwestii tak delikatnej i nieoczywistej jak relacje międzyludzkie jest to bardzo ważne. Historie wielu artystów są dość podobne, czy jeśli chodzi o skandale wywoływane ich obrazami, jak miało to miejsce w przypadku Goya'i, Balthusa, oraz Maneta, czy gdy mowa o ich burzliwych związkach z kobietami. Jadnak prawie wszystkie opowieści łączy jeden wspólny mianownik, ogromny wpływ modelki na malarstwo artysty. Każda ze wspomnianych kobiet, była dla swego malarza muzą i natchnieniem, dlatego do dziś możemy podziwiać ich twarze na najlepszych płótnach.

   Jest to bardzo ciekawa propozycja, nie tylko dla miłośników sztuki. Poznajemy ludzkie dramaty, którym artyści dali wyraz w swoich największych i najważniejszych obrazach. Zdecydowanie polecam każdemu, kogo interesują prawdziwe i niebanalne losy wybitnych osób.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Lubimy czytać.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Stosik listopadowy numer dwa

   Ponieważ pogoda nie rozpieszcza, postanowiłam dogodzić sobie kolejnymi tytułami, które ledwo zmieszczą się w mojej biblioteczce. Tym razem cała obfitość pochodzi z jednej wymianowej paczki, jest tego bardzo dużo, a gatunkowo rozmaicie i jak zawsze w takiej sytuacji dominują książki stare. Na fotkę nie załapała się jedna książka, ale dorzucę ją w następnym stosie, bo coś czuję, że jeszcze jakiś się zjawi.
   Na zdjęciu prezentują się dość skromnie:


   A kolejno od dołu licząc:
   Krzysztof Kolumb, Jezioro śmierci. Młody Orzeł James Fennimore Cooper Kolejne dwie powieści tego autora zasiliły przygodową część mojej biblioteczki, cierpliwie czekają, aż najdzie mnie na nie ochota.
   Admirał i Kochanek George Bidwell Kolejna z biografii autorstwa tego pana i ponownie niezwykła, kontrowersyjna postać. Tym razem Horatio Nelson.
   Rozbitkowie z Cynthi, Zamek Karpaty, Łowcy meteorów Juliusz Verne Czyli następne tytuły na półkę z literaturą przygodową.
   Maigret i złodziej Georges Simenon Kolejny kryminał z detektywem Maigretem. Jak wiele innych, czeka na odpowiedni nastrój.
   Czerwień na czerwieni Wiera Kamsza Tę wzięłam w ostatniej chwili, daję szansę autorce, bo mnie zaintrygowała, jak mnie przekona, będę szukać kolejnych tomów.
   Naszyjnik królowej Alexandre Dumas I tak półka z tym autorem coraz bardziej się zapełnia.
   Cichym ścigałam go lotem Joe Alex Ponownie kryminał, kolejny z serii
   Wyprawa w śniegi Ellis Petters Następny tom opowieści o mnichu, średniowiecznym detektywie.
   Zamknięty krąg Erle Stanley Gardner I jeszcze jeden kryminał
   Dożywocie Aleksander Fredro Czyli prześmiewca po raz kolejny.
   Księżna de Cleves Marie de Lafayette Klasyczny romans, zawsze chętnie przygarnę.
   Ryszard II William Shakespeare Na samym szczycie wylądował jeden z moich ulubionych dramaturgów. 

   Stosik jak widać spory. Nie wiem, za którą z tych książek wezmę się najpierw, wybór duży, a wszystko i tak zależy od chwilowego nastroju. Coś Was kusi? Polecacie coś?

czwartek, 13 listopada 2014

Nigdziebądź

Autor: Neil Gaiman
Tytuł oryginału: Neverwhere
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2014
Stron: 332

   Moje dotychczasowe spotkania z tym autorem przyniosły mi mieszane uczucia. Z jednej strony rewelacyjne wrażenia, jakie odniosłam po lekturze „Dobrego omenu” który powstał przy współpracy z Terrym Pratchettem, z drugiej zaś niewielkie rozczarownie, jakie wzbudził we mnie zbiór „Dym i lustra”. W końcu przyszło mi się zmierzyć z jedną z najbardziej rozpoznawalnych powieści tego pisarza i jedno pozostało bez zmian, wciąż mam ochotę poznać inne jego książki, ponieważ w dalszym ciągu nie potrafię wyrobić sobie jednoznacznej opinii o tym autorze.

   Miejscem akcji jest Londyn, na pozór tylko, taki jakim go znamy współcześnie, dość szybko odkrywamy jego mroczniejszą naturę- Londyn Pod, równoległą rzeczywistość zamieszkaną przez rozmaite plemiona ludzi o niezwykłych talentach. Richard Mayhew, zwyczajny człowiek, prowadzący spokojne i niczym niewyróżniające się życie okazał dobre serce przypadkowo spotkanej, rannej dziewczynie. Był to pierwszy krok, który całkowicie odmienił jego codzienną rutynę. Gdy dziewczę powróciło do siebie, Richard łudził się, iż wszystko znów będzie jak dawniej, jednak okazało się, że powrót do tego, co było przed spotkaniem z Drzwi, jest niemożliwy. Mężczyzna postanowił ją odnaleźć i z jej pomocą odwrócić skutki, tego co się stało.

   Londyn Pod jest bardzo ciekawym miejscem, a jego główną własnością jest to, że jeśli raz miało się z nim styczność przestało się istnieć dla prawdziwego Londynu. Richard w pogoni za Drzwi, schodzi coraz głębiej i zapuszcza się coraz dalej w świat rodem ze swoich koszmarów. Przepuszczony przez plemię Szczuromówców wyrusza na ruchomy targ, by odnaleźć dziewczynę. Po drodze spotyka Łowczynię, legendarną postać ze świata Pod, aż w końcu razem z nią dołącza do Drzwi i Markiza de Carabas, wyruszają do anioła Islingtona, który pomoże znaleźć im odpowiedzi na dręczące ich pytania.

   W powieści znalazło się też miejsce na czarne charaktery, zaliczyć do nich można Pana Croupa i Pana Vandemara, płatnych morderców i specjalistów od mokrej roboty. Zlecono im ściganie Drzwi, jednak osoba zleceniodawcy dość długo pozostaje dla czytelnika tajemnicą. Obaj sprawiają wrażenie profesjonalnych sadystów, którzy z chęcią znęcają się nad ofiarami, o ile zleceniodawca im na to pozwoli. Każdego z nich charakteryzuje jakieś dziwactwo, co jednak nie przeszkadza im być zawodowcami.

   Intryga została spleciona dość ciekawie i nie jest zbyt oczywista, a jej rozwiązanie jest zaskakujące. Wokół niej zawiązana jest fabuła powieści i nie znajdziemy w książce zbyt wielu wątków pobocznych. Jednak tempo akcji i niejednokrotne jej zwroty nie pozwalają się nudzić w trakcie lektury. Nieliczne opisy rzeczywistości Londynu Pod robią ogromne wrażenie, przenoszą w mroczny, nierealny świat, którym jednak rządzą prawa fizyki.

   Powieść czyta się dobrze, choć nie była to książka, przez którą się płynie. Mimo niewielkiej objętości, zajęła mi dość dużo czasu, choć trudno mi znaleźć coś, co mogłabym jej zarzucić. Nie udało mi się poczuć klimatu Londynu Pod, mimo wielkich chęci miałam problem, by w pełni go sobie wyobrazić. Spodobało mi się zakończenie wątku Richarda, choć jego decyzja mnie nie zaskoczyła.

   Mam dość mieszane uczucia względem tej książki, z jednej strony bardzo mnie zainteresowała, a wizja świata Pod jest szalenie intrygująca, z drugiej zaś, zabrakło mi tego, trudnego do zdefiniowania, czegoś, co by mnie całkowicie urzekło. Książka mnie nie oczarowała, choć nie wątpię, że tkwi w niej wielki potencjał, dlatego polecam by każdy sam sprawdził, czy zadziała na niego magia tej powieści.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.