środa, 31 lipca 2013

Wieża czarów

Autor: David Eddings
Tytuł oryginału: Castle of Wizardry
Cykl: Belgariada- Tom IV
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Rok wydania: 2001
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 344

   Poprzedni tom zakończyło starcie dwóch mocy i odzyskanie skradzionego klejnotu, jednak jak się okazało, do końca przygody Gariona jeszcze daleko. W prologu dowiadujemy się więcej na temat Rivy oraz jej namiestników. O tym, jak wiąże się to z poznanymi bohaterami, przekonamy się dopiero w drugiej połowie książki.

   W tym tomie zdecydowanie więcej miejsca zajmuje polityka i dworskie rozgrywki. W poprzednich księgach takie kwestie zostały tylko delikatnie wspomniane i nie poświęcono im zbyt wiele uwagi. Wcześniej najważniejsza była wędrówka oraz jej cel, a także drużyna złożona z odpowiednich osób, o których wspominało proroctwo. Wyjaśnia się w końcu to, czym jest Kodeks Mriński i co z niego wnika. Wszystko zmierza do wielkiej wojny, do której nikt nie jest tak naprawdę gotowy. Ale o tym, jak będzie wyglądało starcie wschodu z zachodem dowiemy się dopiero w ostatniej odsłonie Belgariady.

   W tej księdze pojawia się kilka nowych postaci, jednak stanowią raczej tło, które dopełnia całość stworzonego świata i role, jakie mają w nim do odegrania, są zdecydowanie drugorzędne. Powróciło też sporo starych znajomych, poznanych we wcześniejszych tomach. Jednak, choć każdy z nich jest ważny, a nawet niezbędny, to są to bohaterowie drugiego planu. Miło ich spotkać ponownie, zwłaszcza, że dzięki ich obecności lepiej możemy zrozumieć, tych, których poznaliśmy dotychczas.

   Oprócz Gariona, na pierwszy plan wysunęła się CeNedra. W tym tomie ma dużo do powiedzenia i jeszcze więcej do zrobienia. Dojrzewa, a choć nie była na to przygotowana, musi porzucić maskę rozpieszczonej księżniczki i przybierać dużo poważniejsze oblicze. Garion również dorasta i choć przychodzi mu się zmierzyć z czymś, czego się nie spodziewał, a do czego czuje wielką niechęć, daje z siebie wszystko i odpowiedzialnie stawia czoła temu, co go spotkało.

   Książkę czyta się wyśmienicie i nie przeszkodziła mi nawet zmiana tłumacza. Eddings udowadnia, że równie dobrze radzi sobie z opisami wyprawy i przypadkowych spotkań, jak i z wielką polityką. Niuanse dyplomatycznych traktatów, jak i kwestie przejmowania władzy zostały dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, dzięki czemu sprawiają wrażenie wiarygodnych i sensownych.

   Na zakończenie, dodam jedynie, że z niecierpliwością czekam na ostatni tom. Ciekawa jestem, jak zakończy się przygoda Belgariona i choć wynik starcia, które będzie mieć miejsce w „Ostatniej rozgrywce czarodziejów”, można przewidzieć, wierzę, że autor niejednym mnie jeszcze zaskoczy.

Za korektę i poprawki serdecznie dziękuję Serenity i Oceansoul.
Recenzja ukazała się również na stronie Twierdzy Insimilion.

2 komentarze:

  1. To raczej nie mój gust, może kieeedyś sięgnę po pierwszą część

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do komentowania, choć lojalnie ostrzegam, że komentarze poniżej pewnego poziomu nie zostaną opublikowane.