środa, 15 czerwca 2016

Pół świata

Autor: Joe Abercrombie
Tytuł oryginału: Half the World
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Cykl: Morze Drzazg. Tom II
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015

   Pomimo nie najlepszych wrażeń z lektury otwierającej cykl Morze Drzazg - powieści Pół króla - postanowiłam sięgnąć po drugi tom. Wykreowany przez Joego Abercrombie świat okazał się na tyle interesujący, że dałam mu jeszcze jedną szansę. O tym, że była to słuszna decyzja, przekonałam się dość szybko, gdyż w Pół świata nie znajdziemy wad, jakie skutecznie zniechęcały do lektury w przypadku Pół króla. Natrafimy tu natomiast na wszystko, za co można lubić twórczość tego brytyjskiego autora.

   Drugi tom cyklu ponownie przenosi czytelnika na wody i wybrzeża Morza Drzazg. Tym razem jednak akcja powieści nie jest do niego ograniczona, gdyż jej część dzieje się daleko na wschodzie, na ziemiach wokół Morza Złotego, daleko poza jurysdykcją Najwyższego króla. Fabuła Pół świata osadzona jest kilkanaście miesięcy po wydarzeniach opisanych w Pół króla. Będący ministrem Gettlandu Yavri stara się zrobić wszystko, by zapewnić wielkość i dobrobyt swojej ojczyźnie, a kluczowym w tym celu wydaje mu się zerwanie poddańczego stosunku do Najwyższego króla.

   Głównymi postaciami powieści są młodzi rekruci, Zadra Bathu oraz Brand.  Młodość i związana z nią lekkomyślność oraz życiowa nieporadność sprawiają, że obydwoje pakują się w kłopoty, które na zawsze przekreślają ich szanse na dołączenie do elitarnego grona gettlandzkich wojowników. Niezwykłe talenty oraz charaktery obydwojga skupiły natomiast uwagę Yavriego, który postanowił wykorzystać ich do własnych celów, na zawsze wiążąc ze sobą ich losy. Dzięki wyprawie zorganizowanej przez ministra dojrzewają i uczą się bardzo wiele. Otoczeni przez pozornie przypadkową zbieraninę, odkrywają czym naprawdę jest prawdziwa wola walki oraz pobierają lekcje, jakie na zawsze zmieniają ich sposób patrzenia na świat.

   Oprócz dwójki głównych postaci ponownie mamy okazję spotkać się z bohaterami poznanymi w Pół króla. Jedynie w przypadku Yavriego możemy zaobserwować zmiany w charakterze, ściśle związane z nabytym doświadczeniem oraz piastowaną funkcją ministra Gettlandu. Znani z poprzedniego tomu Rulf czy Sumaela pojawiają się jako tło do rozgrywanych wydarzeń i choć oboje mają ważną rolę do spełnienia, są bardziej statystami niż pełnoprawnymi bohaterami opowieści. Spotkamy tu natomiast sporo zupełnie nowych postaci, które uzupełniają poczet ciekawych charakterów zgromadzonych wokół ministra. Ponieważ rozgrywające się wydarzenia poznajemy z perspektywy Zadry albo Branda, nie wnikamy zbytnio w relacje łączące pozostałych, mamy natomiast okazję dobrze się przyjrzeć temu, jak zmienia się ich stosunek do młodych bohaterów. Od początkowej pogardy czy politowania przeradza się w poczucie równości, aż w końcu obydwoje zaskarbiają sobie szacunek i poważanie.

   W powieści dzieje się bardzo dużo, jednak dynamiczna akcje nie dominuje na tyle, by zabrakło miejsca na dokładne przedstawienie przemierzanych przez bohaterów krain. Liczne walki zostały opisane dynamicznie i kolejne strony, na których postacie mierzą się ze sobą, czyta się błyskawicznie. Wszystkie wydarzenie mają swoje podstawy w polityce prowadzonej przez różne strony konfliktu, czy jest to Najwyższy Król i jego minister – Babka Wexen, czy Yavri albo młodziutka Cesarzowa Południa. W książce prawie nic nie dzieje się bez przyczyny i prawie nic nie jest pozostawione przypadkowi. Z czasem odkrywamy wielowarstwowe intrygi splatające losy bohaterów. Ponieważ wydarzenia poznajemy z perspektywy dwójki młodych ludzi, w książce znajdziemy wiele fragmentów, w których do głosu dochodzą ich rozchwiane, nieco dziecinne jeszcze emocje i myśli. Na szczęście nie ma ich na tyle dużo, by zniechęcały do lektury, stanowią raczej uzupełnienie kreacji postaci, które bez nich byłyby niepełne.

   Pod względem językowym Pół świata okazało się lepsze niż Pół króla. Przede wszystkim nie znajdziemy tu tylu banalnych stwierdzeń, które tak irytowały w pierwszej części. Tu nawet jeśli się pojawiają, to przytaczane są jako powiedzonka konkretnych osób i w takiej formie stają się strawne. Ponieważ jest to proza przeznaczona raczej dla młodszych czytelników, użyty język jest bardzo grzeczny i pozbawiony wulgaryzmów, przez co może sprawiać wrażenie nieco sztucznie ugładzonego.

   Pół świata okazało się znacznie ciekawsze od pierwszego tomu Morza Drzazg. Wprowadzenie dwójki narratorów zamiast jednego oraz powiększenie grona postaci, o których wiemy nieco więcej niż tylko to, że po prostu są, korzystnie wpłynęło na książkę. Dobra dynamika akcji połączona z dość dokładnym przedstawieniem świata sprawia, że w trakcie lektury ciężko o nudę i kolejne strony pochłania się błyskawicznie. W Pół świata znajdziemy domkniętą historię oraz zapowiedź jej dalszego ciągu, gdyż rozgrywające się w niej wydarzenia muszą mieć swoje konsekwencje. To zaś sprawia, że z chęcią sięgnę po kolejną część Morza Drzazg zatytułowaną Pół wojny.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

Niesamowite historie

Autor: Elizabeth Gaskell
Tytuł oryginału: Tales of mystrery and the macabre
Tłumaczenie: Ewa Horodyńska
Wydawnictwo: C&T
Rok wydania: 2014

   Niesamowite historie Elizabeth Gaskell to zbiór pięciu mrocznych, gotyckich opowiadań autorki znanej między innymi z powieści takich jak: Północ południe, Panie z Cranford, Ruth, czy Żony i córki. Autorka udowadnia, że w krótkich formach radzi sobie równie dobrze, co w tych obszerniejszych i znajdziemy tu wszystko za co cenią ją czytelnicy.

   Wszystkie opisywane w opowiadaniach wydarzenia rozgrywają się w dość odludnych ale i malowniczych sceneriach. Czy jest to zapomniany zamek we Francji (Szara dama), czy niewielkie miasteczko i okoliczny dwór Barford (Opowieść dziedzica). Niezależnie jednak od konkretnego miejsca akcji, wszystkie łączy jedno – oddalenie od wielkiego świata i towarzysząca im mroczna atmosfera. Jest to wręcz niezbędne w tego typu opowiadaniach, gdyż buduje klimat grozy i tajemnicy. Autorka wszystkie scenerie opisuje w sposób bardzo sugestywny, co tylko podkreśla wrażenia z lektury.

   Zawarte w zbiorze opowiadania można podzielić na dwie grupy. Znajdziemy tu typowe gotyckie historie, gdzie bohaterowie muszą mierzyć się z ludzką niegodziwością oraz takie, w których swój udział ma pierwiastek nadprzyrodzony. Do pierwszej kategorii należą: Opowieść dziedzica, Klątwa rodu Griffithsów oraz Szara dama, zaś tak modnymi w dziewiętnastym wieku historiami o duchach są Opowieść starej piastunki i Uboga Klaryska. Wszystkim opowieściom towarzyszy idealnie oddany nastrój grozy i niezależnie od tego, czy jej przyczyna jest naturalna czy nadprzyrodzona nie sposób jej nie odczuć.

   W przytoczonych historiach znajdziemy cały szereg interesujących indywiduów. Natrafimy tu na postacie będące ofiarami nikczemności innych bohaterów i ich własnej lekkomyślności. Należą do nich Anna Scherer z opowiadania Szara dama oraz Catherine Hearn z Opowieści dziedzica. O ile o drugiej z nich dowiadujemy się niewiele i informacje o jej dalszym tragicznym losie są dość skąpe, o tyle pierwszą z nich poznajemy bardzo dobrze. Młoda Niemka postanawia walczyć z losem, jaki stał się jej udziałem i możemy podziwiać jej odwagę oraz niezłomność w poszukiwaniu ratunku. Mężowie obydwu kobiet są pod wieloma względami bardzo podobni, choć pan Higgins (Opowieść dziedzica) znajduje w sobie pokłady dobroci i oddania, jakich na próżno szukać u monsieur de la Tourelle. Obydwaj zarysowani są dość jednoznacznie a ich wyraziste, choć mroczne, osobowości mają w sobie zdolność przyciągania czytelnika.

   Kolejną interesująca postacią jest Bridget Fitzgeralt, tytułowa Uboga Klaryska. Mierząc się z żalem i tęsknotą za utraconą córką powoli popada w szaleństwo. Gdy dociera do niej cały tragizm sytuacji do jakiej doprowadziła, odnajduje w sobie ogromne pokłady skruchy i chęć naprawy wyrządzonych krzywd. Równie tragiczny los spotkał pannę Furnivall (Opowieść starej piastunki), porażający w skutkach błąd, jaki popełniła za młodu mści się na niej do końca życia. Najsmutniejsze uczucia budzi jednak postać Owena Griffithsa. Jego losy przypominają nieco grecką tragedię, w której nie sposób uciec od fatum. Podobne skojarzenia budzi cała kompozycja opowiadania Klątwa rodu Griffithsów, wydarzenia powoli i nieubłaganie zmierzają ku tragicznej kulminacji a bohater wręcz mimowolnie z ofiary porywczego i despotycznego ojca staje się katem.

   W niewielkich objętościowo opowiadaniach trudno znaleźć pełne i szczegółowe charakterystyki ich bohaterów, jednak nawet jeśli postacie zostały zarysowane dość powierzchownie, to są na tyle wyraziste, że zawracają an siebie uwagę czytelnika. Ogromna w tym zasługa tego, jak zostali przedstawieni, ponieważ wszyscy są bardzo realni. Ich wady i zalety są ponadczasowe i nietrudno wyobrazić ich sobie współcześnie. Widać w tym ogromny talent Elizabeth Gaskell i jej wielką znajomość natury ludzkiej. Autorka idealnie oddaje wszelkie możliwe rysy charakterów i żadna z jej postaci nie wydaje się nierealna.

   W opowieściach grozy najważniejszy jest nastrój jaki budzą one w czytelniku, wszystkie szczegóły, które sugestywnie oddają ponurą i tajemniczą rzeczywistość. I choć nietrudno znaleźć autorów, którzy radzą sobie lepiej w tej materii (znacznie bardziej sugestywna jest chociażby powieść W kleszczach lęku Henry’ego Jamesa czy Wichrowe wzgórza Emily Bronte), to Elizabeth Gaskell poradziła sobie dobrze. Stworzone scenerie i przedstawione postacie sprawiają odpowiednio mroczne wrażenie, a fabuła opowiadań wciąga, nie pozwalając się oderwać.

   Język jakim posługuje się autorka jest godny uwagi. Niezwykle plastyczny i pełen pięknie skonstruowanych zdań idealnie oddających ducha opowiadań. Niezależnie od tego, czy narracja w opowiadaniach jest pierwszo-, czy trzecioosobowa otrzymujemy niezwykle sugestywny obraz. Mnogość opisów, znacznie przeważających nad dialogami pomaga w kreowaniu mrocznej atmosfery opowieści.

   Niesamowite historie to zbiór pięciu, wartych uwagi opowiadań, w których Elizabeth Gaskell udowodniła, że tworzenie pełnych mroku i tajemnicy opowieści, tak popularnych w epoce, w jakiej żyła, nie stanowiło dla niej żadnego problemu. Przy okazji nadała im głębi, tak charakterystycznej dla jej obszerniejszych i bardziej rozpoznawalnych dzieł. Książka jest prawdziwą gratką dla miłośników pisarki jak również dobrym początkiem do zaznajomienia się z jej dorobkiem literackim.

czwartek, 9 czerwca 2016

Pół króla

Autor: Joe Abercrombie
Tytuł oryginału: Half a King
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Cykl: Morze Drzazg. Tom I
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015

   Joe Abercrombie stał się pisarzem rozpoznawalnym dzięki cyklowi Pierwsze prawo, w którym umiejętnie spleciona i przemyślana fabuła, w jaką zaangażowani są nietuzinkowi bohaterowie, łączy się z dynamiczną, pełną nagłych zwrotów akcją. Sięgając po Pół króla, powieść otwierającą drugi cykl autora Morze Drzazg, miałam nadzieję na równie dobrą lekturę osadzoną jedynie w innych realiach. Niestety książka nie sprostała moim oczekiwaniom, choć może zwyczajnie spodziewałam się po niej zbyt wiele.

   Morze Drzazg to trylogia osadzona w świecie, którego centralnym punktem jest właśnie wspomniany akwen. Na wybrzeżach znajdują się liczne królestwa, toczące między sobą spory i drobne przygraniczne potyczki. Żegluga po Morzu Drzazg jest podstawą transportu i kontaktów, gdyż lądowe szlaki praktycznie nie istnieją. Jednym z licznych państw jest Gettland, znajdujący się w stanie chwilowego pokoju z odwiecznym rywalem zza północnej granicy – Vansterlandem. W trakcie lektury bez problemu możemy sobie wyobrazić przedstawiony świat. Jest on opisany szczegółowo, choć można by się doszukać drobnych nieścisłości: raz rzeka jest niewiarygodnie szeroka, by chwilę później żeglugę po niej utrudniały nisko zwisające gałęzie drzew.

   Fabuła powieści skupiona jest wokół sukcesji gettlandzkiego tronu. Na skutek nagłej śmierci króla i jego następcy, jedynym kandydatem zostaje nastoletni Yarvi. Dotknięty kalectwem lewej ręki książę zawsze był traktowany z politowaniem i pogardą. Gdy po śmierci ojca wstępuje na tron, musi zrobić wszystko, by uzyskać należny mu szacunek i zemścić się na zabójcach króla. Tak rozpoczynająca się opowieść niejednokrotnie zaskakuje czytelnika nagłym zwrotem akcji, dzięki czemu nie jest zupełnie przewidywalna. Motyw zemsty i związanych z nią działań nie jest zbyt oryginalny, przywodzi na myśl Hamleta, a w związku z tym możemy się spodziewać, dokąd zmierza fabuła powieści i jak może się zakończyć opowiedziana historia.

   Yarvi jest główną postacią książki i to z jego perspektywy poznajemy wszystkie przedstawione wydarzenia, jesteśmy również świadomi większości jego przemyśleń i wniosków. Książę jest młodym, nieco naiwnym człowiekiem, który nie oczekuje zbyt wiele od innych. Może zaskakiwać czytelnika szerokimi horyzontami, niezwykłymi u tak młodego człowieka, oraz dojrzałością sądów, jednak wytłumaczeniem zdaje się być jego szkolenie na ministra (w powieści ministrowie to medycy i doradcy królewscy). Spośród pozostałych bohaterów nieznacznie wyróżniają się członkowie drużyny, w jakiej Yarvi podróżuje po wybrzeżu Morza Drzazg. Nie są to postacie, które zapadałyby w pamięć, są raczej jak satelity orbitujące wokół głównego bohatera. Wprawdzie posiadają swoją historię oraz motywy działania, jednak nie wybijają się na tyle, by stanowić niezależne i interesujące byty.

   Największym rozczarowaniem, z jakim przyszło mi się mierzyć w trakcie lektury, to język. Pamiętając, jak barwny i pełen zapadających w pamięć zabawnych fragmentów jest w cyklu Pierwsze prawo oraz to, w jak idealny sposób opisuje zarówno bieżące wydarzenia oraz relacje między postaciami, trudno nie odnieść wrażenia nieco słabszej formy autora. Wielokrotnie natrafimy tu na niezbyt zgrabne, nieco nadęte zdania, które może sprawdziłyby się jako hasła na okładkę, jednak w treści książki rażą swym banałem na tyle, że skutecznie zniechęcają do dalszej lektury. Gdyby takie stwierdzenia były prostym odzwierciedleniem myśli młodego bohatera, nie przeszkadzałyby aż tak bardzo, jednak pojawiają się również niezależnie od refleksji Yarviego. Sytuację ratują dialogi, wyraźnie różnicujące poszczególne postacie i nadające im indywidualnych cech, nie znajdziemy w nich również niepotrzebnych komunałów.

   Nie jest to najlepsza książka tego autora, a w porównaniu ze stojącą na bardzo wysokim poziomie trylogią Pierwsze prawo wypada jeszcze gorzej. Co jednak nie sprawia, że jest to powieść zła, wśród jej zalet z pewnością można wyróżnić interesujące i dobrze rozbudowane uniwersum oraz ciekawą i niejednokrotnie zaskakującą fabułę, w której wielka polityka miesza się z ambicjami i chęciami pojedynczych osób. Wysokie tempo akcji i mnogość wydarzeń nie pozwalają na nudę w trakcie lektury i dzięki temu książkę czyta się szybko i w miarę dobrze. Jest to dobra pozycja, od której warto rozpocząć swą przygodę z Joe’em Abercrombie, gdyż może nie zachwyci tak bardzo jak Pierwsze prawo, jednak będzie stanowić przyjemną i niezobowiązującą rozrywkę.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

wtorek, 7 czerwca 2016

Królowie Dary

Autor: Ken Liu
Tytuł oryginału: The Grace of Kings
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Cykl: Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu. Tom I
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Sine Qua Non. Imaginatio

   Ken Liu to amerykański pisarz chińskiego pochodzenia. Niejednokrotnie nominowany do nagród Hugo i Nebula za opowiadania, w zeszłym roku wydał pierwszą powieść Królowie Dary, która na polskim rynku ukazała się za sprawą wydawnictwa Sine Qua Non Imaginatio. Pełna orientalnych motywów książka otwiera cykl Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu, a jego drugiego tomu możemy spodziewać się już jesienią tego roku.

   Przedstawiony w powieści świat od samego początku przywodzi na myśl rodzące się chińskie imperium. Cesarz Medipere podbojami jednoczy kilka niezależnych dotąd królestw, wprowadzając przy okazji unifikację pisma, miar i wag oraz tak prozaicznych spraw jak rozstaw osi wozów. Armia, po zakończonej sukcesem wojnie, skupia się na pilnowaniu rzeszy niewolników wznoszących monumentalne budowle, między innymi cesarski grobowiec. Nie trzeba być wielkim znawcą historii Państwa Środka, by znaleźć wyraźną analogię do jego początków. Mimo podobieństw autor zaprezentował szczegóły świadczące o wyjątkowości uniwersum Archipelagu Dary. Fantastyczne stworzenia, wyraźna i namacalna wręcz obecność rządzących nim bóstw oraz zaawansowanie poziomu technicznego poszczególnych państw są wyjątkowe właśnie dla stworzonego przez Kena Liu świata. Drobiazgowość, spójność i dokładność w jego kreacji są ogromnym plusem powieści.

   Książka przywodzi na myśl kronikę wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni kilkunastu lat, wzbogaconą o nieliczne retrospekcje, mające na celu przybliżenie czytelnikowi poszczególnych postaci. Taka forma sprawia, że w powieści nie znajdziemy ani typowych protagonistów, ani antagonistów. Poznajemy szereg interesujących osób o bogatej przeszłości, jednak dopiero w drugiej połowie książki niektóre z nich stają się postaciami pierwszoplanowymi. 

   W powieści możemy znaleźć dwóch głównych bohaterów, są to Mata Zyndu oraz Kuni Garu określeni jako chryzantema i miecz. Pierwszy z nich jest potomkiem rodu wielkich dowódców. Pełen szlachetnych ideałów, za wszelką cenę pragnie wypełnić obietnicę, jaką jest pokonanie cesarza. Jego ogromna postura budzi szacunek, a poszanowanie dla honoru i rodowej dumy zjednuje mu serca podwładnych, dla których jest odległym ideałem. Zupełnym jego przeciwieństwem jest Kuni Garu, prosty człowiek z ludu, nie brzydzący się oszustwem. Inteligentny i przebiegły, stara się postępować słusznie, w pogardzie mając honor, sławę czy dumę. Nie cofnie się przed żadnym szalbierstwem, jeśli dzięki temu może uniknąć zbędnych ofiar. Jego bezpośredni stosunek do wszystkich przysparza mu wielu przyjaciół, a troska o nich sprawia, że Kuni Garu jest powszechnie ceniony i szanowany. Obydwaj zmieniają się pod wpływem rozgrywających się wydarzeń, utrwalają charaktery, potęgując zarówno zalety, jak i wady.

   Na dalszych planach powieści znajdziemy mnóstwo interesujących postaci, a załączone retrospekcje pozwalają lepiej zrozumieć rządzące nimi motywy. Relacje, w jakie wchodzą z innymi, są zrozumiałe dla czytelnika, a ich cele i sposoby działania są jasne i klarowne. Takie przedstawienie bohaterów sprawia, że trudno wyróżnić wśród nich tych negatywnych bądź pozytywnych. Każdy z nich prezentuje różne odcienie szarości i w swoich zamierzeniach ma wyraźnie określone cele, których nie można ocenić jako jednoznacznie złe lub dobre. Sposób, w jaki starają się je realizować, jest różny, jednak ponownie trudno oceniać go inaczej niż jako skuteczny albo nieskuteczny.

   Fabuła powieści skupia się na wydarzeniach, jakie mają miejsce po wybuchu rebelii. Liczne walki, drobne i wielkie zwycięstwa, małe i druzgoczące porażki sprawiają, że w książce wciąż coś się dzieje i nie brakuje w niej akcji. Jednak sposób przedstawienia wydarzeń, przywodzący na myśl relację z dawno przebrzmiałej przeszłości, sprawia, że trudno wciągnąć się w fabułę powieści. Kronikarska narracja pozostawia czytelnika w dystansie do prezentowanej historii, co może utrudniać skupienie się na lekturze.

   Książka napisana jest bardzo plastycznym językiem, a liczne nawiązania słowne i stylistyczne przywodzą na myśl chińską kulturę. Porównania do przyrody i wplecione wiersze o wyraźnie orientalnym charakterze to kolejne, oprócz przedstawienia świata, dalekowschodnie motywy, z jakimi spotkamy się w trakcie lektury powieści. Narracja przywodząca na myśl relację nie pozostawia zbyt wiele miejsca na dialogi, które - gdy już się jednak pojawiają - dobrze oddają osobowość wygłaszających je postaci.

   Lektura powieści z początku może wydawać się nieco nudna. Powodem jest bardzo szczegółowe przedstawienie świata oraz liczni, dobrze scharakteryzowani, jakich spotkać można od samego początku. Gdy mniej więcej w połowie opowieści wyraźnie klarują się dwie strony rozgrywającego się konfliktu, fabuła zaczyna wciągać, a kronikarski charakter książki przestaje przeszkadzać. Finał powieści nie pozostawia czytelnika w niecierpliwym oczekiwaniu na kolejny tom, jednak bardzo dobre przygotowanie przedstawionego świata sprawia, że z przyjemnością będzie się do niego wracać.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Małe kobietki

Autor: Louisa May Alcott
Tytuł oryginału: Little women
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012

   Louisa May Alcott to dziewiętnastowieczna amerykańska pisarka a Małe kobietki jest zdecydowanie najbardziej rozpoznawalną jej powieścią. Choć określona „pionierką literatury kobiecej” niewiele się wyróżnia spośród autorek jej współczesnych a recenzowana książka budzi równie pozytywne, chociaż nieco inne wrażenia, co książki sióstr Bronte, czy proza Lucy Maud Mongomery.

   Osią wokół której toczy się fabuła opowieści jest niewielki dom Orchard House, w którym pani March mieszka wraz z czterema nastoletnimi córkami. Kobiety tęsknie wypatrują powrotu męża i ojca z wojny secesyjnej, radząc sobie w miarę swoich możliwości z przeciwnościami. Wspominają z rozrzewnieniem przeszłość, gdy nie musiały martwić się o kolejny dzień, nie popadając przy tym w nadmierny sentymentalizm. Zarówno matka, jak i dwie najstarsze córki pracują, by zapewnić byt rodzinie a przy okazji nie stronią od pomocy biedniejszym od siebie.

   Tytułowe „małe kobietki”, to cztery siostry, najstarsza, osiemnastoletnia Meg, młodsza o rok Jo, Beth oraz ledwie dwunastoletnia Amy to cztery zupełnie inne charaktery i temperamenty. Margaret jest nieco dumną i próżną damą, która pilnuje, by zawsze zachować się właściwie i zawsze wyglądać jak należy. Zupełnym jej przeciwieństwem jest zwariowana Jo, gdyż do damy jej wyjątkowo daleko. Lubi się bawić i szaleć a pożegnanie z dzieciństwem jawi się jej jako przykra konieczność. Roztrzepana i wesoła, zawsze ma mnóstwo pomysłów a jej porywczy temperament niekiedy sprowadza na nią kłopoty. Trzecia z sióstr Beth, to cichutka szara myszka o wielkim talencie muzycznym i ogromnym sercu. Skromna i obowiązkowa do szczęścia potrzebuje jedynie pianina i możliwości grania. Najmłodsza Amy, to oczko w głowie wszystkich pozostałych. Rozpieszczana przez wszystkich dziewczynka ma w sobie sporo egoizmu i dziecięcej jeszcze złości. Jednak nawet w niej kryje się dobre serce i chęć pracy nad sobą.

   To właśnie chęć doskonalenia charakterów dziewcząt jest głównym motywem powieści. Siostry przeżywają liczne przygody, z których wyciągają wnioski i starają się zmienić, by być jak najlepszymi osobami. Każda z nich próbuje przezwyciężyć swoje wady i choć często nie jest to dla nich łatwe, nie ustają w próbach. Ogromną pomocą jest dla nich matka, która w bardzo moralizatorski ale i pełen miłości sposób tłumaczy im, jak doskonalić własną osobowość. Drugą podporą w ich drodze do ideału jest Bóg i chęć przypodobania mu się jest dla dziewcząt bardzo ważna. I choć panny Marchy pokładają w nim nadzieję i ufność, to jednak matka próbuje przekazać im, że same są kowalami własnego losu i tylko od nich zależy to kim będą i jakie będą w przyszłości.

   Tym co w powieści najbardziej irytuje jest moralizatorski ton, jakim pani March rozmawia z córkami. Większość przytoczonych przez autorkę rozmów jest w pewnym sensie formą kazania, lekcją, z jakiej dziewczęta mają wynieść naukę. Na szczęście nie ma tych fragmentów zbyt wiele a nawet jak się pojawiają, przepełnione są ciepłem i uczuciem, jakim matka obdarza swoje małe kobietki. Dzięki temu nie są one męczące i lektura książki upływa przyjemnie.

   Pod względem językowym powieść niczym się nie wyróżnia. Jest napisana lekko, stosunkowo prostym językiem, nienajeżona przesadnie słownictwem, które już wyszło z użycia. Dzięki temu nie powinna sprawić wielkich problemów nawet młodym czytelnikom. Jest łatwiejsza w odbiorze niż niektóre z powieści Lucy Maud Montgomery, gdzie dość często można było znaleźć archaizmy, bądź dawno już nieaktualne zwroty. 

  Małe kobietki to typowa lektura przeznaczona dla młodych czytelniczek i mająca na celu wzbudzenie w nich autorefleksji oraz chęci do kształtowania charakterów. Perypetie dziewcząt są zabawne i nawet jeśli nie kończą się dla nich najlepiej, nie są pozbawione swoistego ciepła. Różnorodność charakterów tytułowych bohaterek sprawia, że każda „mała kobietka” czytająca powieść, znajdzie  w którejś z panien March jedną, która będzie jej wyjątkowo bliska i z którą będzie mogła się utożsamić. Dzięki temu, przekaz powieści może dotrzeć do każdego, a ponieważ niezależnie od czasów ważne jest samodoskonalenie własnej osobowości, książka wciąż jest aktualna. Pomimo wyraźnie edukacyjnej natury pozostaje ciepłą i pełną uroku opowieścią, co sprawia, że lektura upływa nad wyraz przyjemnie.

Pomnik Cesarzowej Achai. Tom IV

Autor: Andrzej Ziemiański
Cykl: Pomnik Cesarzowej Achai
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2014

   Po budzącej kontrowersje, ale raczej dobrze przyjętej Achai, Andrzej Ziemiański nie porzucił wykreowanego na potrzeby powieści uniwersum i osadził w nim kolejny cykl - Pomnik Cesarzowej Achai. Jego czwarty tom, będący przedmiotem niniejszej recenzji, jest jednocześnie rozwinięciem przedstawionej wcześniej fabuły, jak i wstępem do zakończenia, które zgodnie z wizją autora zamykać ma wszystkie poruszone wątki.

   Akcja powieści przenosi nas na drugi kontynent świata, w jakim znajduje się Cesarstwo utworzone przed wiekami przez Achaję. Spotkamy tam mieszkańców Królestwa Nayer, podobnie rozwiniętą społeczność, która posiada jednak zupełnie inną mentalność. Ludzie są apatyczni i bezwzględnie poddani władcy, zastraszeni perspektywą przymusowego werbunku, nie podejmują własnych inicjatyw, nie dopuszczają do siebie nawet zbyt odkrywczych myśli. Wyjątkiem jest niewielka, zbuntowana grupa skupiona w obleganej przez siły królewskie twierdzy Avahen. W wyniku zorganizowanej akcji wywiadowczej do Nayer trafiają Kai i Nuk, a niewiele później komandor Tomaszewski przenosi się do wspomnianej warowni.

   Autor nie porzucił wątku poświęconego Shen i jej oddziałom partyzanckim. Chłopi z jakimi spotyka się w Kong prezentują równie poddańczą postawę co większość mieszkańców Nayer. Zderzenie jej idealistycznej wizji buntu przeciw cesarstwu z rzeczywistością zmusza ją do podjęcia niestandardowych kroków. Najważniejsze wydarzenia dotyczące cesarstwa rozgrywają się w Negger Bank. To właśnie tu przebywa cesarzowa oraz Rand, którego podjazdowa wojna z siłami specjalnymi o wpływy wchodzi na zupełnie nowe tory.

   Podobnie jak w poprzednich trzech tomach Pomnika Cesarzowej Achai, w czwartej części również znajdziemy wiele różnych wątków. Najmniej eksploatowanym motywem są tym razem bezpośrednie starcia i walki między oddziałami, a jedyne, na jakie się natkniemy, to walki partyzanckie w prowincji Kong i oblężenie twierdzy Avahen. Znacznie więcej miejsca zajmuje polityka, zarówno ta na szczycie, gdzie rozstrzygają się losy najważniejszych osób w cesarstwie, jak i ta  bardziej przyziemna, w której chodzi o wpływy na najniższe warstwy społeczne i budowanie w nich świadomości samostanowienia. Relacje między bohaterami są w powieści równie ważne. Dotyczy to zarówno już rozwijającego się związku Shen i Kadira, jak i kiełkującego dopiero uczucia między Kai i Tomaszewskim.

   Ponownie spotykamy wszystkich bohaterów, z jakimi mieliśmy do czynienia w trzech poprzednich tomach. Dobrze opisani i scharakteryzowani już wcześniej, nie prezentują niczego nowego, jedynie Wyszyńska pokazuje takie strony swojej osobowości, jakie trudno było nawet wywnioskować z poprzednich części. Niewiele spotkamy tu nowych postaci i jedynym wartym wspomnienia wyjątkiem jest Ina - młoda pilotka latawców zwiadowczych z twierdzy Avahen, której lotnicza kariera zakończyła się, gdy tylko dziewczyna nabrała odrobiny ciała. Sfrustrowana i zrezygnowana dziewczyna wraz przybyciem komandora Tomaszewskiego odkrywa zupełnie nowe perspektywy.

   Pod względem języka powieść niczym się nie różni od poprzednich trzech tomów. Proste słownictwo, nieskomplikowana składnia oraz żywe, dynamiczne dialogi sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie jest też tak najeżona wulgaryzmami, jak Achaja, choć te również tu znajdziemy.

   Czwarty tom Pomnika Cesarzowej Achai pozwala czytelnikowi zagłębić się w przedstawiony świat, w którym autor konsekwentnie dąży do zamknięcia wszystkich rozpoczętych wątków. Odkrywane są nowe strony w konfliktach, zmieniają się sojusze, a wyścig do odkrycia, czym jest tajemnica tytułowego pomnika, powoli dobiega końca. Wspomnieni jeszcze w Achai Ziemcy również mają swój udział w przedstawianych wydarzeniach, gdyż Pomnik Cesarzowej Achai domyka wątki poruszone w pierwszej trylogii.

piątek, 3 czerwca 2016

Stosik zakupowo-recenzencki

   Przyszła i pora na zapowiadany długo stosik. Zebrałam na nim książki, które przyszły do mnie w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy i wyjątkowo mało w nim recenzentek (te załapały się wcześniej albo jeszcze nie doszły). Dominuje, jakżeby inaczej, fantastyka i co wyjątkowe jeden autor, ponieważ postanowiłam uzupełnić moją nad wyraz skromniutką (jednotomową) kolekcję jego utworów. Teraz jest ich znacznie więcej i tylko niewielki smutek mnie męczy, gdyż nie mam miejsca na regale, by ładnie je wyeksponować. Ale dość już próżnego przelewania słów, stosik (dwuczłonowy) prezentuje się tak:


   Klasycznie już od dołu licząc:

   Małe kobietki Louisa May Alcott To jedna z dwóch zdobyczy z Warszawskich Targów Książki, na które wpadłam dosłownie na momencik. Już przeczytana (miała szczęście ominąć wieczną Poczekalnię), możliwe, że wkrótce zrecenzuję.
   Chcę wszystko Charlotte Bronte Dorota Combrzyńska-Nogala Ta z kolei, to efekt poprzednich zakupów w Arosie, nie wiem czemu nie załapała się na wcześniejszy stosik. Niestety trafiła do Poczekalni i nie wiem ile tam posiedzi.
   Pasterska korona Terry Pratchett Patronat Insi i recenzentka dla mnie, już przeczytana. Smutno, że jest to ostatnia książka ze Świata Dysku. Recenzja wkrótce na blogu, na Insi już jest,
   Pół króla, Pół świata Joe Abercrombie Obie przeczytane, jak można się było przekonać z poprzedniej notki. Obie recenzentki od Insi.
   Roderick Hudson, Dokręcanie śruby Henry James Pierwsza z nich (zakup arosowy) się tu wkradła nieproszona, była też na poprzednim stosiku. Drugą kupiłam na Targach Książki i cóż... czeka...
   Opowiem ci mamo skąd się bierze miód Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński Uwielbiam tę serię. Kupiona wraz w Arosie, wraz z pozostałymi zakupowymi z tego stosiku.
   Idź i czekaj mrozów Marta Krajewska Pierwszy z e-booków w dzisiejszej notce. Oczywiście recenzentka od Insi. Zachwyciłam się na tyle, że...(cdn...)
   
  I druga część stosiku (prawie w całości zakupowa):


   Od lewej licząc:

   Idź i czekaj mrozów Marta Krajewska ... na tyle, że nie oparłam się pokusie i kupiłam wersję papierową.
   Córki niczyje Wilkie Collins Miałam nadzieję dostać ja od Stukatera, niestety mój brak czasu, by wciągać kolejne recenzentki od nich, w wymaganej przez umowę ilości, spowodowały rozwiązanie współpracy. Cóż... skoro już się napaliłam na książkę, to oczywiście musiałam ją kupić.
   Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina Jacek Wróbel To kolejny e-book do Insi, już przeczytana, a recenzja pewnie niedługo pojawi się też na blogu.
   Lód, Król Bólu, W kraju niewiernych, Perfekcyjna niedoskonałość, Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe Jacek Dukaj Tak, to w utwory tego autora postanowiłam wzbogacić moją biblioteczkę. Póki co czekają wszystkie w Poczekalni, ale dawno nie miałam takiej radości z zakupów.
   Maleńka Dorrit Charles Dickens Z tą była podobna historia jak z Córkami niczyimi. Czeka sobie na wolną chwilę, między jedną recenzentką a drugą.

   No i tyle. Może stosik jest nieco monotematyczny, ale dał mi sporo satysfakcji i skutecznie zasilił moją Poczekalnię, że o zabraniu miejsca na regałach nie wspomnę. Zapowiedziane recenzje jeszcze w tym miesiącu, a pozostałe... Nie mam pojęcia kiedy.

czwartek, 2 czerwca 2016

Podsumowanie kwietniowo-majowe

   Jakoś w zeszłym miesiącu nie udało mi się zrobić podsumowania, więc pora zrobić je zbiorczo z dwóch miesięcy. Obydwa zdominowała fantastyka, ponieważ zasypana zostałam recenzentkami od Insimilionu i zabrakło nieco czasu na inne lektury. No cóż, czerwiec zaczyna się nieco inaczej, bo w oczekiwaniu na kolejną porcję recenzentek sięgam po niefantastykę z własnej półki. Wśród lektur pojawiły się dwa e-booki i choć zdecydowanie wolę papierową wersję książki, to nie żałuję takiego wyboru recenzentek. No ale to dopiero za miesiąc (albo i jeszcze później jak znam moją ostatnią regularność), pora przejść do konkretów.

   W przeciągu dwóch miesięcy przeczytałam 13 książek, w sumie 5868 stron, co daje ładny wynik nieco ponad 96 stron dziennie. Wynik, z którego trudno nie być zadowolonym. W kwietniu zawitało u mnie raptem 6 książek, majowe nabytki wliczę w bieżący stosik, który pojawi się już niedługo - niech no tylko listonosz się zjawi. Teoretycznie patrząc na liczby można by się spodziewać skurczenia mojej Poczekalni, jednak biorąc pod uwagę fakt, że nie wrzucam w nią recenzentek, ponieważ te mają krótkie terminy, a moje lektury to były głównie recenzentki (był jeden skromniutki wyjątek), więc Poczekalnia znów urosła.

   A kolejno to było tak:

   Jesienna republika Brian MacClellan

   Zwieńczenie Trylogii Magów Prochowych zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Podobnie jak cały cykl. Oczywiście recenzentka od Insi, a tekst już od dawna jest na blogu.

   Długa utopia Terry Pratchett, Stephen Baxter

   Czwarta część opowieści rozgrywających się na Długich Ziemiach, pod pewnymi względami bardzo podobna do poprzedniego Długiego Marsa. Oczywiście jest to kolejna książka zrecenzowana dla Insi.

Krew i stal Jacek Łukawski

  Pierwszy w podsumowywanym okresie debiut, który mnie szczerze zachwycił. Niecierpliwie czekam na kolejne części, tym bardziej, że zakończenie pozostało bardzo otwarte. Oczywiście od Insi. Więcej o niej w recenzji.

   Nim zawisną Joe Abercrombie

   Drugi tom Pierwszego prawa porywa i zachwyca równie mocno co pierwszy. Książka od Insimilionu, a recenzja już na blogu.

  Opowiem Ci mamo, skąd się bierze miód Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński

   Taki drobny przerywnik wśród fantastycznych recenzentek od Insi. Uwielbiam tę serię, o ile rysunkami zajęła się Katarzyna Bajerowicz. Przeoczona w kwietniowym stosiku, pojawi się w bieżącym. Nie wiem czy doczeka się własnej notki.

   Grimm City. Wilk! Jakub Ćwiek

   Nowy cykl Jakuba Ćwieka zaczyna się bardzo interesująco i po raz kolejny czekam na ciąg dalszy. Ale niestety z tym się wiąże czytanie nowości. Jest to kolejny tekst pisany dla Insi.

   Pół króla Joe Abercrombie   

   Druga z trzech powieści tego autora, z jakimi miałam do czynienia w tym miesiącu i zdecydowanie najsłabsza z nich. Książka otwiera cykl Morze Drzazg, mój egzemplarz oczywiście od Insi.

   Królowie Dary Ken Liu

   Kolejna z recenzji pisanych dla Insimilionu, na blogu pojawi się wkrótce. Jest to pierwszy tom cyklu Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu a połączenie fantastyki z azjatyckimi klimatami dało bardzo interesujący efekt.

   Pół wojny Joe Abercrombie

   Ostatnia już w tym okresie książka tego autora i kontynuacja Pół króla. Zrobiła na mnie znacznie lepsze wrażenie, niż pierwsza część. Oczywiście od Insi, a tekst pojawi wkrótce na stronie.

   Pomnik Cesarzowej Achai. Tom IV Andrzej Ziemiański

Oczekując wielkiego finału cyklu sięgnęłam po jedyny jego tom, którego nie czytałam wcześniej. Wyjątkowo nie jest to recenzentka, choć recenzji oczywiście się doczekała.

   Idź i czekaj mrozów Marta Krajewska

   Pierwszy z dwóch e-booków od Insi. Autorka zwróciła moją uwagę już przy lekturze kilku jej opowiadań w zbiorze Geniusze fantastyki, wybór tej książki do recenzji był strzałem w dziesiątkę. Zachwyciła mnie na tyle, że do e-booka dokupiłam sobie wersję papierową. Pełnej recenzji spodziewajcie się niedługo. A ja niecierpiwie wypatruje kolejnej części.

   Pasterska korona Terry Pratchett

   Ostatnia powieść ze Świata Dysku przyniosła mi wiele emocji. Smutno wiedzieć, że czytałam już wszystkie tomy serii, choć w sumie lubię zamykać cykle, to jednak Świat Dysku był wyjątkiem. Oczywiście od Insimilionu, a jak ktoś jeszcze jakimś cudem nie ma swojego egzemplarza, to zapraszam do konkursu.

   Cuda i dziwy Mistrza Haxerlina Jacek Wróbel

   Na tę książkę miałam chęć już od premiery, jednak jakoś nie wychodziło. W końcu skusiłam się na e-booka od Insi i jestem zadowolona. Jednym z powodów były opowiadania z Geniuszy fantastyki. Recenzja wkrótce.

   Jak wspominałam na początku: w zasadzie sama fantastyka i choć nie jest mi z tym jakoś bardzo źle, to jednak potrzebuję nieco odpoczynku i innych gatunków literackich. Zapowiedziane teksty pewnie wrzucę jakoś w tym miesiącu a prawdopodobnie dodam też coś nowego. No i już niedługo zapowiadany stosik, który z powodu mojego lenistwa nieco się spóźnia. Część książek, które na nim się znalazły już jest dawno przeczytana, ale ułożone jedna na drugiej zawsze ładnie wyglądają. Cieszę się z takiego wyboru lektur, gdyż po pierwsze trafiłam na dwie przecudne perełki (Krew i stal oraz Idź i czekaj mrozów) i w sumie nie miałam do czynienia z książkami naprawdę złymi. Mocno rozczarowało mnie, nadal jednak całkiem przyzwoite, Pół króla, ale na szczęście drugi tom, przełamał nieco niesmak związany z pierwszym.

niedziela, 29 maja 2016

Grimm City. Wilk!

Autor: Jakub Ćwiek
Cykl: Grimm City. Tom I
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Sine Qua Non. Imaginatio

   Gdy na rynku pojawiła się komiksowa seria Baśnie, będąca uwspółcześnioną adaptacją znanych historii spisanych przez braci Grimm, gdzieś w szufladzie u Jakuba Ćwieka leżały notatki, stanowiące podstawę, na której oparł on swoje Grimm City. W międzyczasie ukazało się kilka powieści autora, inne cały czas pozostały w fazie tworzenia, a pomysł na opowieści oparte o utwory braci Grimm powoli dojrzewał i ewoluował. Aż w końcu dojrzał i do księgarń  trafił pierwszy tom historii osadzonej w Grimm City, Wilk!.

   Tytułowe Grimm City, to ponure miasto przemysłowe, gdzie bezdeszczowe dni zdarzają się bardzo rzadko. Wszystko pokrywa czarny pochodzący z kopalń tłusty pył, gdyż miasto powstało na szczątkach dawno poległego olbrzyma, które zapewniają niewyczerpane źródło węgla i ropy. Po szarych, brudnych ulicach przemykają zmęczeni i spracowani ludzie, poubierani, jakby na przekór przygnębiającym okolicznościom, w pstrokate płaszcze przeciwdeszczowe. Jednak ponura sceneria to niejedyny problem z jakim boryka się Grimm City. Miastem rządzi przemoc, a skorumpowana policja nie funkcjonuje jak powinna, przymykając oczy na szemrane interesy mafijnych bossów. Dwie rodziny podzieliły wpływy w mieście i gdy na ulicach zaczynają ginąć członkowie obydwu, pojawiają się pogłoski o trzecim graczu.

   W takiej przygnębiającej scenerii poznajemy młodego, pozbawionego znajomości, a co za tym idzie perspektyw na błyskotliwą karierę, muzyka Alfreda Moora. W skutek zbiegu okoliczności wplątuje się w samo centrum kryminalnej afery. Szukając pomocy nawiązuje kontakt z agentem niezależnej Noble Service McShanem oraz ze skonfliktowanym z nim detektywem Evansem. Wspomniana trójka próbuje rozwikłać kto stoi za szeregiem brutalnych zbrodni. Wszyscy troje zostali przedstawienie dość powierzchownie. Znajdziemy tu jedynie wzmianki o ich przeszłości oraz o cechach charakteru i osobowości. Alfred, z którego perspektywy poznajemy toczące się wydarzenia nie wyróżnia się niczym szczególnym, nie mamy również okazji poznać go dogłębnie. Nie są to przy tym postacie papierowe i płytkie, gdyż zostały zarysowane dobrze i konsekwentnie, ponadto otrzymujemy przesłanki dotyczące głębi ich osobowości, której jednak nie mamy okazji poznać.

   Grimm City. Wilk! to przede wszystkim powieść kryminalna i to właśnie ten wątek jest w niej kluczowy. Zbrodnia oraz znalezienie sprawców i kierujących nimi motywów dominują i determinują relacje między postaciami. Intryga jest ciekawa i oryginalna, a jej rozwiązanie odrobinę tylko przewidywalne, na tyle, by gdy już do niego dojdziemy zaskakiwało, ale nie sprawiało wrażenia niezwiązanego z odkrywanymi przez całą powieść tropami.

   Historia zabójstwa inspektora Wolfa jest dopiero pierwszą z opowieści osadzonych na ulicach Grimm City, autor wspomina, że pojawią się kolejne. Grimm City. Wilk! pełni zatem rolę wprowadzania czytelników w ponury świat miasta, w którym opowieść jest religią. W książce znajdziemy zatem wiele fragmentów, służących nakreśleniu wykreowanej rzeczywistości. Zostały one wplecione w fabułę na tyle umiejętnie, że czytając nie czuje się przestojów i tempo akcji utrzymane jest na wysokim poziomie.

   Pod względem językowym książka niczym się nie wyróżnia spośród innych dzieł autora. Jest on żywy i raczej potoczny, prawie pozbawiony neologizmów i zasadniczo dość prosty. Dzięki temu jest też bardzo łatwy w odbiorze, tym bardziej, że stylistycznie również nie znajdziemy tu żadnego wyzwania. Wtrącone niekiedy wulgaryzmy nie sprawiają negatywnego wrażenia a są naturalną częścią kreacji postaci i wydarzeń w jakich się one znalazły. W warstwie językowej brakuje jednak czegoś, co by urzekało i zapadało w pamięć.

   Książka zrobiła na mnie dobre wrażenie a lektura upłynęła błyskawicznie. Jej największą zaletą z pewnością jest kreacja świata w tym tytułowego Grimm City. Wprawdzie można by oczekiwać nieco więcej po stworzonych postaciach, jednak trudno doszukać się w nich wad czy niekonsekwencji, a niedosyt przynosi jedynie ich nieco zbyt powierzchowne przedstawienie. Kryminalna intryga w fantastycznym świecie nie jest zupełnie nowym pomysłem, podobnie jak zaadaptowanie w nowej wersji znanych wszystkim baśni, jednak mimo wszystko Grimm City. Wilk! niesie ze sobą nieco świeżości i oczarowuje mroczną atmosferą tytułowego miasta.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

Nim zawisną

Autor: Joe Abercrombie
Tytuł oryginału: Before they are hanged
Cykl: Pierwsze prawo. Księga II
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2016

   Pierwsze prawo to trylogia, która przyczyniła się do sławy Joe’go Abercrombie, w stworzonym na jej potrzeby uniwersum brytyjski pisarz osadzał później kolejne teksty. Drugim tomem cyklu jest powieść Nim zawisną, w pierwszym polskim wydaniu zatytułowana Nim zawisną na szubienicy. Książka trzyma wysoki poziom, z jakim mieliśmy do czynienia w debiutancka książka autora, Ostrze (Samo ostrze w pierwszym wydaniu), wprowadzający czytelników w bogaty świat pełny potężnej magii, licznych wojen i ludzi o silnych charakterach.

   Uniwersum Pierwszego prawa w Nim zawisną zaprezentowane jest z trzech perspektyw, co wiąże się z trzema równorzędnymi wątkami powieści. Począwszy od dalekiej północy – Anglandu, poprzez Dagoskę na rozgrzanym słońcem południu, aż po zrujnowane przed wieloma laty Stare Cesarstwo gdzieś na krańcu świata. Niestety zabrakło mapy, która ułatwiłaby orientację w geografii przedstawionego świata. Nie można autorowi zarzucić niedbałości w kwestii kreacji uniwersum. Drobiazgowe opisy sprawiają, że poczujemy chłód pełnych błota północnych bezdroży, majestat dawno wymarłego, ale i potężnego miasta oraz duszną atmosferę oblężonej Dagoski.

   Akcja powieści toczy się trójtorowo i w każdym z wątków odnajdziemy bohaterów poznanych w pierwszym tomie cyklu. Pułkownik West wraz z armią Unii wyrusza, by bronić Anglandu przed wojskami króla Bethoda, któremu udało się podbić i zjednoczyć całą Północ. Inspektor Glokta, awansowany na superiora Dagoski, staje przed wyzwaniem jakim jest utrzymanie miasta w rękach Unii i zmierzenie się z oblegającymi je Gurkhulczykami. Ostatnim z wątków jest wędrówka, jaką przedsięwziął Pierwszy Wśród Magów Bayaz, werbując do tego zadania poznanych w Ostrzu Logena Dziewięciopalcego oraz Jezala Luthara. Wszystkie trzy historie silnie się przeplatają i we wszystkich dzieje się na tyle dużo, że czytelnik w żadnej z nich nie odczuwa spowolnienia akcji czy przestojów. Każda została przedstawiona tak interesująco, że nie sposób wybrać wątek, który można by faworyzować.

   Nim zawisną to kolejna okazja do spotkania z postaciami znanymi z Ostrza. Przedstawione wydarzenia ponownie poznajemy z kilku perspektyw, gdyż mamy do czynienia z kilkorgiem narratorów. Pierwszym z nich jest pułkownik West wprowadzający nas w kulisy kampanii unijnej armii na północy. Wydarzenia związane z wojną z Bethodem poznajemy również dzięki Wilczarzowi, jednemu z wolnych Północnych, Człowiekowi Nazwanemu. Troje narratorów znajdziemy w wątku związanym z wyprawą, gdyż swą historię snują równocześnie Jezal, Logen oraz Ferro. Jedynie epizod dagoskański przedstawiony jest z jednego punktu widzenia – superiora Glokty. 

   Wymieniona szóstka bohaterów wypełnia pierwszy plan powieści. Poznajemy nie tylko dokładny opis wydarzeń, jakich są świadkami, ale również ich przemyślenia i sposób patrzenia na świat. Dzięki temu mamy dobrą okazję, by zrozumieć ich charaktery, a te są niebanalne i niepozbawione głębi. Żaden z nich nie jest wolny od lęków czy wad, dzięki czemu stają się realni. Inspektor Glokta o zdeformowanym ciele znajduje w sobie litość, której źródła nie jest w stanie dokładnie pojąć. Tajemnicza i zabójcza Ferro, jaką po raz pierwszy spotkać można było w końcówce Ostrza, z jednej strony jest kobietą odważną i dziką, z drugiej drży na myśl o uczuciach, gdyż te według niej świadczą o słabości. Luthar przechodzi solidną szkołę, gdy po raz pierwszy opuszcza gościnne mury Agriontu i musi zmierzyć się z trudami niebezpiecznej wyprawy w nieznane. Towarzyszący tej dwójce Logen pozostaje dalej tym samym nieulękłym wojownikiem, który nie waha się wziąć na siebie odpowiedzialności za niefortunnie skomponowaną drużynę, z jaką przyszło mu przemierzać nieznane krainy. Kreacja Wilczarza również nie ewoluuje, w dalszym ciągu, podobnie jak Logen, jest przede wszystkim wojownikiem trzeźwo patrzącym na świat. Inaczej ma się sytuacja z pułkownikiem Westem, ponieważ wydarzenia, w jakich bierze udział, odciskają na nim silne piętno.

   Oprócz szóstki protagonistów w powieści znajdziemy cały szereg postaci zapełniających dalsze plany opowieści. Niektórzy z nich zostali przedstawieni dość dokładnie, inni jedynie pobieżnie. Ich prezencja jest z jednej strony odbiciem ich zachowań oraz słów, z drugiej zaś wynika wprost z tego, jak odbierają ich narratorzy opowieści. Nie mamy wglądu w ich myśli ani motywy, możemy się ich jedynie domyślać. Kluczowym jest, jakie relacje tworzą z szóstką głównych postaci, a te Joe Abercrombie przedstawił wyśmienicie.

   Pod względem językowym powieść się nie wyróżnia, nie znajdziemy tu nic, co mogłoby oczarować, ani nic, co negatywnie wpłynęłoby na odbiór książki. Jedyne wprowadzone neologizmy służą do opisania świata przedstawionego i nazwania występujących w nim istot. Odrobina wulgaryzmów użyta została, by lepiej oddać emocje bohaterów, i zbytnio nie razi. Znajdziemy tu również pewną dawkę humoru opartego na ironicznych wypowiedziach bohaterów. Dzięki temu książkę, mimo znacznej objętości, czyta się błyskawicznie.

   Nim zawisną to porządnie napisana powieść fantasy, w której trudno doszukać się wad. Wśród jej zalet z pewnością należy uwzględnić bardzo dobre kreacje postaci i idealnie przedstawione relacje między nimi. Mnogość wydarzeń przyciąga uwagę, jednak trudno o przesyt, gdyż autor zadbał o to, by akcja nie zdominowała fabuły. Ta natomiast jest logiczna i nieco przewidywalna, akurat na tyle, by dać czytelnikowi poczucie, że wie dokąd zmierza i jaki jest cel poruszanych wątków. Nie znaczy to, że w powieści brakuje nagłych zwrotów akcji. Na próżno tu jednak szukać głębszych myśli czy jakiegoś przesłania. Książka zapewnia świetną rozrywkę, nie zmuszając czytelnika do refleksji.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

czwartek, 26 maja 2016

Żelazna wojna

Autor: Angus Watson
Tytuł oryginału: Clash of Iron
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2016

   Żelazna wojna Angusa Watsona to kontynuacja Czasu żelaza, powieści, której akcja toczy się w pierwszym wieku przed naszą erą na ziemiach brytyjskich. W obu książkach autor umiejętnie połączył powieść historyczną z fantastyką i o ile elementu nadprzyrodzonego w pierwszej części nie było zbyt wiele, o tyle w Żelaznej wojnie znajdziemy znacznie więcej magii. Jednak nie dominuje ona w książce i drugi tom Trylogii czasu żelaza to w dalszym ciągu przede wszystkim świetna opowieść o historii Brytanii.

   W pierwszej części czas i miejsce akcji były ściśle ograniczone, poznaliśmy wydarzenia jakie miały miejsce tylko na obszarze królestwa Maidun w przeciągu kilku miesięcy. W Żelaznej wojnie mamy do czynienia zarówno z większym odstępem czasu (akcja rozciąga się na kilka lat), jak i ze znacznie rozleglejszym terenem na jakim rozgrywa się fabuła powieści. Oprócz brytyjskich państewek i Iru (obecnej Irlandii), wraz z bohaterami przemierzamy ogromne połacie Galii, docierając aż do Rzymu. Dokładność i drobiazgowość w prezentacji miejsc i realiów robi wrażenie. Towarzyszymy podbojowi Galii przez Juliusza Cezara, poznając wydarzenia zarówno z jego perspektywy, jak i z perspektywy kolejnych pokonanych narodów. Krótka wizyta w starożytnym Rzymie pozwala na tym silniejsze odczucie kontrastu między wysoko rozwiniętą cywilizacją Imperium a dzikimi barbarzyńcami. Jednak zarówno jedni, jak i drudzy są przedstawieni jako pełni wad i choć pod wieloma względami widać wyższość Rzymian, to jednak daleko im do ideału. Autor w bardzo wyrazisty sposób przedstawił, że społeczeństwa zamieszkujące Galię i Brytanię wcale nie są tak prymitywne, jak wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Najbardziej krytycznie zaprezentowani zostali Iryjczycy oraz mieszkańcy północnych rejonów Brytanii, jednak w obu przypadkach krytyce poddani zostali bardziej ich przywódcy niż same narody.

   Nie natrafimy tu na zbyt wiele nowych osób. Żelazna wojna to kolejna okazja do spotkania się z poznanymi wcześniej postaciami, z których część porzuciła role trzecioplanowe, by stać się głównymi bohaterami opowieści. Na pierwszym planie wciąż znajduje się Lowa, po burzliwych wydarzeniach opisanych w Czasie żelaza będąca królową Maidun. Postawiona w zupełnie nowych dla siebie okolicznościach kobieta uczy się polityki i sprawowania władzy, a lekcje nierzadko są bardzo bolesne. Towarzyszy jej Wiosna, dziewczyna o ogromnej druidycznej mocy, z której nie zawsze jednak potrafi skorzystać. Dziewczynka przeistacza się z podlotka w młodą pannę, szkoląc się przy okazji pod czujnym okiem Lowy w łucznictwie i fechtunku. W międzyczasie próbuje zrozumieć czym jest tkwiąca w niej magia, by móc w pełni nad nią zapanować. Ostatnim z głównych bohaterów Czasu żelaza jest Dug Fokarz. On jako jedyny odsunął się nieco w cień, robiąc miejsce innym postaciom, jednak jego rola w powieści w dalszym ciągu pozostaje bardzo ważna. Jednocześnie jego kreacja najmniej ewoluowała w porównaniu z pierwszym tomem trylogii. Wojownik po spektakularnym zwycięstwie na arenie zdobył w końcu majątek umożliwiający mu realizację marzenia o własnej farmie i wiedzie spokojną egzystencję. Jednak, gdy tylko okoliczności tego wymagają, nie waha się porzucić domu, by zrobić to, czego się od niego oczekuje.

   Nie sposób nie wspomnieć o pozostałych pierwszoplanowych postaciach. Pierwszą z nich jest Ragnall Owczy Król. Wysłany do Rzymu z misją dyplomatyczną dość szybko ulega urokowi stolicy Imperium. Mimo przeciwności losu, z którymi przyszło mu się mierzyć, w dalszym ciągu pozostaje słabym psychicznie człowiekiem poszukującym oparcia wśród mocniejszych od siebie. Znajdując protektorat w osobie samego Juliusza Cezara, bez większych skrupułów zmienia stronę konfliktu i opowiada się za nadchodzącym wraz z Rzymianami rozwojem cywilizacyjnym i technologicznym. Pomimo druidycznych nauk, jakie odebrał za młodu, bez wyrzutów sumienia popiera ideę, że cel uświęca środki i daje się porwać imperialnym marzeniom Cezara. Trójką kolejnych postaci, które wyszły z cienia, w jakim schowane były w pierwszym tomie, są Carden Nancarrow, Chamanka oraz Atlas. Brytyjczyk, Iberyjka oraz Kuszyta po upadku Zadara rozpoczęli służbę u Lowy, wykonując dla niej trudną i niebezpieczną misję w Galii, gdzie ich celem jest powstrzymanie prącego na północ Juliusza Cezara. Mamy okazję lepiej poznać każde z nich, już nie są tylko żądnymi krwi najemnikami, gdyż w Żelaznej wojnie ich charaktery nabrały wyrazistych rysów. Możemy zrozumieć ich motywację i przyjrzeć się jak sobie radzą w trudnych, czasem wręcz beznadziejnych sytuacjach, a przy okazji poznać ich słabości.

   Dominującym motywem w książce jest prowadzona wojna. Przyglądając się z bliska działaniom Juliusza Cezara w Galii i starciom w Brytanii poznajemy zarówno rozmaite strategie bitewne, jak i genialne zagrywki taktyczne. Drobiazgowość autora w opisie działań wojennych zasługuję na uwagę. Angus Watson, opisując przedstawiane wydarzenia, opierał się na licznych źródłach historycznych, co tylko dodaje powieści realizmu. Kolejnym ważnym poruszonym motywem jest polityka. Wprawdzie nie mamy okazji przyjrzeć się z bliska knowaniom Cezara w Rzymie, jednak możemy dokładnie śledzić jego postępowanie na podbitych ziemiach, gdzie odpowiednio manipulując faktami, tworzy swój własny mit. Lowa natomiast, wyniesiona nagle do pozycji królowej Maidun, poznaje kulisy władzy i uczy się jak wiele należy brać pod uwagę, by zapewnić pokój własnemu narodowi. Polityka w tym wątku jest znacznie bardziej prymitywna niż wyrafinowane machinacje Cezara, jednak pod wieloma względami pozostaje równie skuteczna. Ostatnim ważnym wątkiem jest historia relacji między Lową i Dugiem. Jest to trudna miłość, gdzie urażona duma miesza się z pożądaniem. Śledząc losy tych dwojga nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że jest między nimi coś wyjątkowego. Jednocześnie ich historia opowiedziana została bez zbędnej afektacji, dzięki czemu ich zażyłość przedstawiona jest bardzo naturalnie.

   Powieść napisana jest bardzo przystępnym i nieco tylko wulgarnym językiem. Postacie cechują się konkretnymi manierami i przyjętymi powiedzonkami w wypowiedziach, dzięki czemu ich kreacja zyskuje kolorytu i staje się pełniejsza. Opisy licznych bitew i potyczek są szczegółowe i pozbawione chaosu, co pozwala na wyobrażenie sobie bez żadnych problemów co się dzieje na polach zmagań poszczególnych wojsk. Dobrze wyważone proporcje między dialogami a akcją przedstawianych zdarzeń i realiami życia w pierwszym wieku przed naszą erą sprawiają, że książkę czyta się płynnie, a lektura upływa bardzo szybko. Nie natrafimy tu na dłużyzny, ale i nie odniesiemy wrażenia, że akcja pędzi do przodu w zabójczym tempie, w którym mógłby zniknąć jej fabularny sens.

   Drugi tom trylogii zapoczątkowanej Czasem żelaza to obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika historii starożytnego Rzymu i imperialnych podbojów w Europie. To również idealna okazja do poznania kulis życia w Brytanii i Galii tego okresu. Mocno zarysowany wątek mrocznej, druidycznej magii paradoksalnie nie odbiera powieści realizmu, wspaniale uzupełniając przedstawiony świat. Żelazna wojna to pozbawiona zbędnego patosu i powagi opowieść o wojnie, polityce i miłości, nie powinna więc rozczarować nawet wybrednego czytelnika. I choć nie jest to książka, która porusza ważne egzystencjalne problemy oraz nie zmusza do głębszych refleksji, to jednak jest to naprawdę dobry kawałek literatury.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion. 

środa, 25 maja 2016

Krew i stal

Autor: Jacek Łukawski
Cykl: Kraina Martwej Ziemi. Tom I
Wydawnictwo: Sine Qua Non. Imaginatio
Rok wydania: 2016

  Przed debiutującym autorem zawsze stoi wyzwanie. Gdy już uda mu się wydać powieść, pojawia się pytanie, czy jego książka okaże się sukcesem czy wręcz przeciwnie? Jak w tym świetle odnalazł się Jacek Łukawski, którego powieść Krew i stal otwiera planowany cykl Krainy Martwej Ziemi?

  Od początku lektury uwagę zwraca drobiazgowo przedstawione uniwersum. Załączona mapa pozwala zorientować się w jego geografii, a opisy i opowieści snute przez bohaterów wprowadzają czytelnika za kulisy jego historii. Z zawartych w powieści informacji wyłania się typowy świat fantasy z pseudośredniowiecznymi warunkami życia, okraszony całą gamą stworzeń zaczerpniętych ze słowiańskiej mitologii. Uniwersum poznajemy stopniowo, towarzysząc bohaterom w wędrówce przez pojawiającą się w tytule cyklu Martwą Ziemię. To ogromna połać lądu spustoszona przed stu pięćdziesięciu laty przez ścierające się potężne magiczne siły. Nie znajdziemy tu najmniejszych oznak życia, a postawienie choćby kroku w skażonym czarami obszarze skutkuje śmiercią. Jednak moc zaklęć słabnie, dzięki czemu podróż przez Martwą Ziemię staje się możliwa. Kilka rozdziałów powieści przenosi czytelnika do stolicy królestwa - Carmennes, dzięki czemu poznajemy również politykę przedstawionego świata.

   Główną postacią powieści jest Arthorn, wojownik wykonujący zlecenie dla swego protektora, wiernego królowi Garharda. Jest człowiekiem odważnym i zdecydowanym, nie waha się przed podjęciem zadania, nawet jeśli początkowo uważa, że szanse na powodzenie ma mizerne, jeśli nie żadne. Odpowiedzialnie traktuje powierzoną mu misję i zrobi wszystko, co nakazuje mu powinność wobec przełożonego. Na drugim planie powieści znajdziemy kilka charakterystycznych, choć nieco sztampowych i słabo zarysowanych postaci. Wyróżnić możemy wielkiego osiłka Marcasa, którego cechuje spore doświadczenie i wiele życiowej mądrości, oraz młodego, porywczego, pełnego niepewności i zapału Gwyndowa. W snutą w opowieści intrygę zaangażowany jest również Lord Auriss, dążący do przejęcia władzy w królestwie. To człowiek zdeterminowany, który nie cofnie się przed niczym, a który - czym zdumiał sam siebie - natrafił na trudność, jakiej się nie spodziewał. Dość ważną fabularnie postacią jest niezmiernie tajemniczy i budzący grozę Fardor. Nie dowiadujemy się o nim zbyt wiele, jednak jego nekromanckie zapędy oraz ogromna moc budzą niepokój. Możemy być też pewni, że spotkamy go w kolejnych odsłonach Krainy Martwej Ziemi, gdyż ewidentnie jego rola dopiero się rozpoczęła.

  W powieści stopniowo odkrywamy kolejne warstwy intrygi, co skutecznie pobudza uwagę czytelnika. Każda z poznawanych w trakcie wędrówki postaci niesie ze sobą informacje odnośnie prawdziwego celu podróży, aż zwyczajne zadanie przeradza się w takie, od którego powodzenia zależą losy świata. Takie stopniowe odkrywanie tajemnic przed czytelnikiem sprawia bardzo dobre wrażenie i nie pozwala oderwać się od lektury. Nie natrafimy tu natomiast na zbyt wiele nagłych zwrotów akcji czy twistów fabularnych, choć z pewnością nie można narzekać na nudę, w książce dzieje się dużo i intensywnie. O ile potyczki bohaterów z przeciwnikami są przedstawione bardzo realistycznie, o tyle relacje między nimi zostały potraktowane w marginalny sposób. W związku z tym nie znajdziemy tu typowego wątku miłosnego, a romanse, w jakie wdają się postacie, stanowią raczej podkreślenie realizmu przedstawionego świata, niż mają znaczący wpływ na fabułę.

   Tym, co najbardziej oczarowało mnie w powieści Jacka Łukawskiego, jest jej język: niezbyt łatwy w odbiorze, pełny wielokrotnie złożonych zdań i licznych archaizmów. Bogate słownictwo, jakim przedstawione zostały przygody bohaterów i stworzony świat, jest ogromną zaletą Krwi i stali. Dialogi są żywe, a kwestie wypowiadane przez postacie są dla nich specyficzne. Gdy dodać do tego poczucie humoru autora i często prześmiewcze nawiązania do znanych utworów, jak choćby Wiedźmina czy Władcy pierścieni, to otrzymujemy wyróżniającą się książkę, która zapada w pamięć.

   Krew i stal to dobra, choć niepozbawiona wad powieść fantasy, spełniająca wszystkie wymogi, jakie postawić można przed tego typu książką. Przemyślnie skonstruowana fabuła, drobiazgowo przedstawiony świat oraz wyjątkowy język, jakim została napisana, to jej największe zalety. Po drugiej stronie znajdują się nieco sztampowi bohaterowie oraz niezbyt wyraziście zarysowane relacje między nimi. Jednak są to mankamenty, które nie przeszkadzają i nie odbierają przyjemności, jaką niesie ze sobą lektura powieści. Jest to debiut na naprawdę wysokim poziomie i skutecznie zachęca do niecierpliwego wyczekiwania kolejnych tomów cyklu, zwłaszcza że zakończenie budzi ogromny niedosyt.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

wtorek, 24 maja 2016

Jesienna republika

Autor: Brian McClellan
Tytuł oryginału: The Powder Mage Trilogy. Autumn Republic #3
Cykl: Trylogia Magów Prochowych. Tom III
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2016

   Jesienna republika Briana McClellana to zwieńczenie Trylogii Magów Prochowych, cyklu, w którym tradycyjne czary oparte na mocach żywiołów mieszają się z magią prochu. To powieść pełna spektakularnych walk, wielkiej polityki, mocnych wrażeń i silnych charakterów zdeterminowanych do osiągnięcia założonych celów.

   Autor konsekwentnie trzyma się przedstawionego świata. Obie magie, tradycyjna i prochowa, przedstawione są jako przeciwstawne, ale i uzupełniające się siły. Wśród śmiertelników pojawiają się bogowie, jakim przyporządkowane są poszczególne państwa „Dziewięciu”.  Akcja Jesiennej republiki skupia się w Adro i jej stolicy Adopeście, nie mamy więc okazji poznać innych zakątków przedstawionego uniwersum. Po przewrocie mieszkańcy Adopestu szykują się do wyborów pierwszego ministra, który ma objąć pierwsze republikańskie rządy. W tym samym czasie na południowej granicy Adro trwa wojna z Kezem. Zarówno miasto, jak i górskie przygraniczne okolice przedstawione są drobiazgowo i konsekwentnie, choć zdecydowanie więcej uwagi poświęcono tym drugim. Wraz z bohaterami przemierzamy górskie bezdroża, schodzimy w zasnute mgłą kotliny oraz wspinamy na szczyty; to wszystko pozwala na świetne wyobrażenie sobie zaprezentowanych okolic i w swobodny sposób przenosi czytelnika do świata powieści.

   Jesienna republika to kolejna okazja do spotkania postaci poznanych w Obietnicy krwi i Krwawej kampanii w narzuconych przez poprzednie tomy rolach. Znów będziemy towarzyszyć Adamatowi prowadzącemu śledztwo, generałowi Tamasowi próbującemu wygrać konflikt, jaki rozpętał, oraz Tanielowi Dwa Strzały w jego starciach z Kresimirem. Nie można jednak powiedzieć, że postacie nie ewoluują, wszyscy troje w wyniku okoliczności, w jakich się znaleźli, zmuszeni zostali do przeanalizowania wartości, które są dla nich najważniejsze. Wnioski, jakie wyciągnęli, są dla nich zaskakujące, jednak dla czytelnika stanowią naturalną konsekwencję w kreacji postaci, bohaterowie dojrzewają psychicznie i wraz ze zdobytymi doświadczeniami przychodzi mądrość. Wprawdzie większość protagonistów wychodzi cało z opresji, w jakich się znaleźli, ale nawet jeśli wykorzystali w tym celu swoje nadzwyczajne zdolności, przedstawione sytuacje nie sprawiają wrażenia odrealnionych i idealnie wpasowują się w prawidła stworzonego przez autora uniwersum. 

   Oprócz wspomnianej trójki głównych postaci na pierwszym planie powieści znalazł się również Bombador ze swoją terminatorką Nilą. Pierwszego z nich, będącego ostatnim ocalałym z rzezi królewskiej kamaryli magiem Adro, łączy trudna do zrozumienia dla innych przyjaźń z prochowym magiem – Tanielem Dwa Strzały. Obdarzony wielką mocą, świetnie wyszkolony mag doskonale panuje nad swoją mocą. Po latach wyczerpującego szkolenia stał się bezwzględny i zawsze gotowy działać tak, by przetrwać. Zupełnym przeciwieństwem dla niego jest Nila. Młoda kobieta, do tej pory będąca praczką, przypadkiem odkrywa ogrom posiadanej mocy, zdolnościami zawstydzając swego nauczyciela. Rozpoczynająca nauki Nila nie dość, że nie potrafi panować nad drzemiącą w niej siłą, to jeszcze zupełnie nie radzi sobie z emocjonalnymi konsekwencjami jej użycia. 

   Trzeci tom Trylogii Magów Prochowych to powieść wielowątkowa ze zdecydowaną przewagą wątku wojennego. Kampania na południowej granicy z Adro toczy się burzliwie, a wynik starcia jest trudny do przewidzenia. Bohaterowie, którzy nie są bezpośrednio powiązani z działaniami wojskowymi, i tak trafiają w pobliże pola bitwy, realizując zadania, jakie przed nimi postawiono. Kolejnym ważnym wątkiem Jesiennej republiki jest polityka. Wybory pierwszego ministra w Adopeście są okazją dla starcia się dwóch przeciwstawnych sil: cieszącego się poparciem Tamasa Richarda Thumblara oraz nieco tajemniczego ale posiadającego ogromne zasoby Lorda Clermonte’a. Obydwaj konkurenci wykorzystują różne środki do osiągnięcia zwycięstwa w wyborach, jednak ich rywalizacja, mimo że zacięta, nie jest brutalna. Spory nacisk autor położył na wątkach dotyczących relacji między bohaterami. Widać to wyraźnie zarówno w niełatwej więzi między Tamasem a Tanielem Dwa Strzały, jak i uczuciowym trójkącie, którego środkiem jest młody prochowy mag, a towarzyszą mu Ka-Poel oraz była narzeczona Vlora. Wszystkie, nawet najdrobniejsze wątki są dobrze rozplanowane i wykończone. Nie ma tu miejsca na niedomówienia ani  spekulacje.

   Powieść napisana jest poprawnie. Nie znajdziemy tu żadnych wpadek, nie natrafimy również na frazy, które wybitnie zapadłyby w pamięć. W dialogach nie widać znacznego zróżnicowania między postaciami, jednak kwestie przez nie wypowiadane nie zlewają się i zawsze doskonale wiemy, kto jest autorem padających słów. Pomimo tego książkę czyta się bardzo dobrze, duże tempo akcji oraz niezbyt wielka ilość opisów sprawiają, że przeczytanie tych blisko siedmiuset stron nie stanowi żadnego problemu. Pod względem językowym jednak zabrakło Jesiennej republice czegoś, co można by uznać za wyjątkowe i co zapadłoby w pamięć.

   Mimo pewnych braków zwieńczenie Trylogii Magów Prochowych jest dobrą książką, idealną zaś, gdy szukamy przyjemnej i niezobowiązującej lektury. Świat powieści jest przedstawiony na tyle skrupulatnie, a wydarzenia na tyle interesujące, że od powieści trudno się oderwać. Jest to porządnie napisana historia, jakiej można się było spodziewać po literackim wychowanku Brandona Sandersona. Jesienna republika niesie ze sobą pewną świeżość przy jednoczesnym trzymaniu się konwencji fantastycznej opowieści.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.

wtorek, 17 maja 2016

Długa utopia

Autor: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Tytuł oryginału: The Long Utopia
Tłumaczenie: Paweł W. Cholewa
Cykl: Długa Ziemia. Tom IV
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016

   Długa utopia to czwarta i przedostatnia powieść osadzona w uniwersum Długiej Ziemi wymyślonym przez Sir Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera. Podobnie jak w przypadku trzech poprzednich powieści, niczym w greckiej tragedii tak i tutaj następuje powolne wprowadzenie do kulminacyjnego punktu akcji i wyraźnie można wyróżnić moment, w którym fabuła zaczyna się zawiązywać i konkretyzować.

   Akcja Długiej utopii osadzona jest kilka lat po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Długim Marsie. Wskutek wyprawy badawczej poprzez równoległe warianty wykrocznego Marsa, ludzkość zdobyła technologię umożliwiającą budowę windy kosmicznej, co sprawiło, że porzucony po „Dniu przekroczenia” program podboju kosmosu wrócił do łask. W tym samym czasie na jednej z milionów wykrocznych Ziemi powstała osada skupiająca „Następnych”, będących kolejnym etapem w ewolucji człowieka, istot znacznie inteligentniejszych od ludzi. Jednak fabuła książki tym razem nie została zamknięta jedynie w nieskończonych kopiach znanego świata. Jeden z wątków prowadzi nas również w przeszłość, gdy wraz z Nelsonem Azikiwie poszukujemy informacji o przodkach Joshuy Valiente i śledzimy informacje o pierwszych „naturalnych kroczących”.

   Po raz kolejny spotykamy znanych z poprzednich części bohaterów, na których upływający czas odcisnął swoje piętno. Największą przemianę przeszedł Lobsang, który, utraciwszy możliwość towarzyszenia Następnym, załamał się i postanowił uciec od dotychczasowego życia (o ile można mówić o życiu w przypadku superinteligentnego komputera). Joshua również się zmienia, w wieku pięćdziesięciu kilku lat najwięcej przyjemności odnajduje w samotnym przemierzaniu „wykrocznych” światów, jednak gdy okoliczności tego wymagają, po raz kolejny porzuca wszystko, by próbować zrozumieć naturę Długiej Ziemi i ratować sytuację, gdy dostrzega kłopoty. Identyczną postawę prezentuje Sally Linsay, którą łączy z Joshuą nie tylko głębokie zrozumienie natury równoległych światów, ale i silna potrzeba odseparowania się od ludzkości. Jednak podobnie jak Joshua, nie waha się ani chwili, gdy Długa Ziemia znajduje się w niebezpieczeństwie.

   Pod względem konstrukcji fabuła przypomina tę, z jaką spotkać się można było w Długim Marsie. Ponownie przez książkę przewijają się pozornie niezwiązane ze sobą wątki, a kierunek, ku któremu zmierza opowieść, wydaje się być mocno rozmyty. Dopiero w drugiej połowie opowiadana historia zaczyna nabierać głębszego sensu, a poruszone wątki splatają się ze sobą, tworząc całość. Takie ujęcie fabuły oraz niezbyt dynamiczna akcja sprawiają, że przez pierwszą połowę książki ciężko jest skupić się na lekturze.

   Język powieści nie zmienił się w porównaniu z poprzednimi częściami cyklu. Trudno w warstwie językowej znaleźć coś, co by się wyróżniło. Dialogi są skonstruowane dobrze, ale konwersacje bohaterów nie porywają. Opisy są jasne i logiczne, jednak brakuje w nich emocjonalnego oddziaływania na czytelnika, dzięki któremu byłby on nie tylko biernym widzem oglądającym wydarzenia z dużej odległości, ale poczułby się ich częścią. Znajdziemy tu mnóstwo rozważań o ludzkości, do jakich przyzwyczaił czytelników sir Terry Pratchett, niestetyw książce brakuje typowego dla niego humoru.

   Długa utopia nie jest złą książką, nie jest też książką wybitną. Porusza ważne kwestie, jak choćby istotę poświęcenia jednostki dla ogółu, przez co zmusza czytelnika do myślenia. Zdecydowanie jej mocną stroną są kreacje bohaterów, główne postacie konsekwentnie się rozwijają począwszy od Długiej Ziemi, natomiast te zapełniające dalsze plany opowieści są nakreślone w sposób przemyślany i charakterystyczny. Zabrakło nieco nowych bohaterów, w dalszym ciągu obracamy się w tym samym kręgu bohaterów. Trudno nazwać konstrukcję fabuły wadą, gdyż z jednej strony jest ona dobrze i w najdrobniejszych szczegółach przemyślana, z drugiej jednak jej początkowe rozmycie sprawia nie najlepsze wrażenie, ponieważ nie łatwo jest się na niej skupić. Autorzy zrobili kolejny krok naprzód, jeśli chodzi o przedstawienie uniwersum wykrocznych światów, dzięki czemu książka niesie ze sobą odpowiednią dawkę świeżości.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Insimilion.