sobota, 26 kwietnia 2014

Pomnik cesarzowej Achai- Tom II

Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka słów
Rok wydania: 2013
Stron: 704

   Po pierwszym tomie, w klimacie zdecydowanie militarystycznym, przyszedł czas na zmianę i choć w tym tomie również natrafimy na opisy walk, jednak to nie wokół nich osnuta została fabuła powieści. Dominantą jest tu polityka, zarówno ta międzynarodowa, jak i bardziej przyziemne rozgrywki na granicy władzy.

   Wojsko Polskie w końcu zaczęło nawiązywać oficjalne stosunki z Cesarstwem Arkach. Obopólne korzyści sprawiają, że rozmowy na najwyższym szczeblu przeprowadzone zostały bez problemów. Arkach otrzymało kilka nowoczesnych ścigaczy, a Polacy zaczęli pracować nad wydobyciem oleju skalnego. Ale, jak zawsze oprócz rozmów oficjalnych prowadzone były też negocjacje kuluarowe, w których korzyści nie są aż tak oczywiste a sposób prowadzenia negocjacji jest zdecydowanie ciekawszy.

   Pojawienie się nowoczesnych maszyn w Negger Bank wzbudziło strach i entuzjazm, jednak mieszkańcy miasta bardzo szybko nauczyli się czerpać zyski z nowego stanu rzeczy. Polacy za ropą naftową zawędrowali aż do legendarnego, zrujnowanego Syrinx, jednak olej skalny nie był ich jedynym celem. Coraz bardziej intrygująca inżynier Wyszyńska zdaje się wiedzieć więcej, niż inni. Podobnie, jak siły specjalne zwiadu Arkach, szuka tajemniczych artefaktów, pochodzących z mateczników potworów oraz wykazuje zainteresowanie miejscem pochówku cesarzowej Achai.

   Ponownie mamy okazję spotkać się Kai i Tomaszewskim, którzy stali się pod wieloma względami nierozłączni. Dziewczyna coraz lepiej odnajduje się w nowej rzeczywistości, a Krzysiek powoli zaczyna przekonywać się do magii, choć nadal szuka dla niej naukowego wyjaśnienia. Po raz kolejny spotykamy też Shen, która przechodzi chyba największą przemianę, uświadamiając sobie, że jest przede wszystkim wolną osobą. Sponiewierana przez swoich, uwolniona i uzbrojona przez przybyszów, nie zamierza stawać po żadnej stronie, wspominając, że Zaan i Sirius również byli samotni na swej drodze.

   Tom drugi mógłby być nudny, gdyby zabrakło w nim nowych postaci. Na pierwszy plan wysnuwa się, zniewieściały nieco, Rand. Zachwycony Biafrą, stworzył specyficzną siatkę cywilnych szpiegów, opozycję dla nietykalnych prawie sił zwiadu. Jego pomocnicą jest głuchoniema Aie, obdarzona wieloma talentami, potrafi podjąć błyskawiczną decyzję i nie boi się niczego. Przypomina nieco Siriusa, choć jest zdecydowanie lepiej wykształcona niż zaginiony książę sprzed tysiąca lat.

   Tempo powieści jest nieco wolniejsze, niż w przypadku tomu pierwszego, jednak dzięki temu lepiej możemy przyjrzeć się zmianom, na jakie skazany został świat południowej półkuli. Wielopoziomowe i drobiazgowe rozpatrzenie polityki między miejscowymi, a przybyszami jest bardzo interesujące i sprawia, że trudno oderwać się od książki. Echo wielkiej tajemnicy, której strzegą oddziały zwiadu, a którą równie zainteresowana jest Wyszyńska wraz z wspólnikami, jest jednym z nielicznych, nieoczywistych wątków w książce. Fabuła jest dość przewidywalna, jednak, gdy już czytelnikowi może się zdawać, że wie, na czym stoi, pojawiają się siły, których się nie spodziewał.

Pod względem językowym ten tom niewiele się różni od poprzedniego, choć tu mamy możliwość podziwiać umiejętnie zbudowane, wielopiętrowe intrygi. Podobnie, jak poprzednio, tak i tu jest przemoc i wulgaryzmy, jednak zdecydowanie ich mniej niż w „Achai”. Ziemiański posiada niezwykły talent, który sprawia, że od kolejnych stron niezmiernie trudno się oderwać a rozdziały mijają niezauważenie jeden po drugim.


Drugi tom „Pomnika cesarzowej Achai” jest na tym samym poziomie, co pierwszy, a dzięki zmianie przewodniego tematu daje wrażenie świeżości. Dlatego, jak ktoś sięgnął po tom pierwszy, bez obaw może sięgnąć po ciąg dalszy. Nawiązań do „Achai” jest tu chyba nawet więcej, niż w poprzedniej części, dlatego uważam, że lepiej sięgnąć najpierw po trylogię, choć jej nieznajomość, nie wprawi w zupełne zagubienie.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Pomnik cesarzowej Achai- Tom I

Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2012
Stron: 678

   Każdy, kto miał przyjemność przeczytać „Achaję” tego autora, zastanawiał się z pewnością, o co miało chodzić, z Ziemcami i Cichymi Braćmi, oraz czemu miał służyć wątek Mereditha. Ta powieść daje czytelnikowi odpowiedź na przynajmniej jedno z tych pytań, gdyż to mieszkańcy drugiej półkuli wymyślonego przez Ziemiańskiego uniwersum odgrywają w niej kluczową rolę.

   Już sam tytuł tej kilkutomowej opowieści wskazuje, że czytelnik będzie miał okazję wrócić na tereny, które mógł mieć okazję już poznać. Miejscem akcji jest głównie Cesarstwo Arkach, kilka stuleci po śmierci Achai. Jednak mimo ogromu czasu, który dzieli obie powieści, niewiele się zmieniło, nie można też zauważyć znaczącego rozwoju cywilizacji.

   Jednak, gdybyśmy wciąż obracali się w tym samym, nieco tylko zmienionym świecie, powieść z pewnością wydała by się nieco nudnawym odcinaniem kuponów od swojej poprzedniczki. Na szczęście dwutorowa akcja prowadzi nas na północną półkulę, poza granicę Gór Bogów, na pokład eksperymentalnego okrętu Marynarki Polskiej. Polacy, z alternatywnej rzeczywistości, osiągnęli wysoki rozwój militarystyczny i można odnieść wrażenie, że przemysł zbrojeniowy jest podstawową gałęzią przemysłu.

   Głównym wątkiem fabularnym jest, nie do końca przypadkowe, spotkanie zmilitaryzowanej północy z południem pełnym magii i nie trudno się domyślić, że ten wątek, przewijać się będzie przez kolejne tomy. Przybysze z północy nieco się przyczaili i tylko przypadek sprawił, że kontakt nastąpił szybciej, niż by chcieli. A gdzieś w tym wszystkim pojawił się Meredith, którego ciało za sprawą Wirusa zmaterializowało się na pokładzie ORP „Dragon”.

   W powieści poznajemy bliżej trójkę bohaterów. Kai, młoda czarownica, ciekawa świata i zachwycona, tym, że udało jej się porzucić nudną rutynę pustynnej szkoły. Shen, ochotniczka, która w ramach ucieczki przed nieciekawą atmosferą w domu zgłosiła się do wojska. Trzecim bohaterem jest mężczyzna- oficer wywiadu marynarki Krzysztof Tomaszewski. Dziewczęta są dość podobne do siebie, pomimo różnic w pozycji i wykształceniu. Są typem bohaterek, do jakich przyzwyczaił nas autor. Silne, zdecydowane, bystre i inteligentne, nawet jeśli nie bardzo wiedzą czego chcą, to z pewnością wiedzą, czego nie chcą i nie poddają się biernie temu, co przyniósł im los. W obu można znaleźć coś z Achai. Porucznika Tomaszewskiego znacznie trudniej mi porównać do kogoś, kto pojawił się w „Achai”. Nieco tajemniczy, inteligentny, dociekliwy, dobry dowódca, nie snuje intryg niczym Biafra, nie manipuluje tłumem, jak Zaan, najbardziej chyba przypomina mi Viriona, choć w przeciwieństwie do niego nie jest wolnym strzelcem.

   Ziemiański przyzwyczaił swoich czytelników, że w jego powieściach dzieje się bardzo dużo. Tak jest też w tej książce, szkolenia, potyczki, starcia i odrobina magii. Brak tu tak drastycznych zwrotów akcji, jakie miały miejsce w „Achai” i wydarzenia następujące po sobie są dość przewidywalne. Książka podąża utartym, dość sprawdzonym schematem, wystawiając bohaterów na kolejne próby. Jednak lektura mimo wszystko nie nudzi. A gdzieś w tym wszystkim drzemie wielka tajemnica, cel do którego dążą zarówno służby specjalne Arkach, jak i tajemniczy cywile z północy. Tego, jakie znaczenie w tym wszystkim może mieć tytułowy pomnik, ciężko się nawet domyślać, gdyż przesłanek jest bardzo mało.

   Język powieści jest bardzo przystępny i żywy, idealnie dopasowany do opisywanych wydarzeń. Miejscami prosty i wulgarny, gdzie indziej zahaczający o filozoficzne rozważania. Narracyjny talent pisarza, sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie i nie można narzekać na nudę, mimo lekkiej monotonii w fabule.


   Zdecydowanie polecam tę powieść tym, których oczarowała „Achaja”, tym, którzy jej nie czytali, odradzam lekturę „Pomnika cesarzowej Achai”, mimo że nawiązań do poprzedniczki nie ma aż tak wielu. Nie nazwę tej książki literacką ucztą, jednak jest to dobrze napisany kawałek fantastycznej powieści, która porywa i czaruje.  

sobota, 12 kwietnia 2014

Zdobycze kwietnia

   W kwietniu postanowiłam się wstrzymać od współpracy recenzenckiej, by nieco nadrobić zaległości w czytaniu książek, które już od jakiegoś czasu się u mnie zagnieździły. Z założenia też miałam nie kupować nowych książek, jednak rzeczywistość, jak zawsze musiała zweryfikować moje plany. No i w ten sposób, przy sporym udziale promocji w ulubionym dyskoncie Polaków, nieprzerwany strumień książek zasila moje pękające już w szwach regały. Stosik zaś wygląda tak: 


Klasycznie od dołu licząc:

   Jane Austen, klasyka literatury Emiluy Wollaston Album poświęcony jednej z moich ulubionych autorek i jej twórczości. Kupiłam za zawrotną kwotę 9.99 zł.
   Encyklopedia Na ścieżkach wiedzy, 100 owadów i 100 samochodów opracowanie zbiorowe:  XACT Times Production Team Dwupak książek edukacyjnych, również dorwany na biedronkowej promocji, zgodnie ze słowami, ta pierwsza jest dla mnie, a ta druga dla niego.
   Agnes Grey, Lokatorka Wildfell Hall Anne Bronte Dwie długo wypatrywane i upragnione powieści, ostatnie z twórczości sióstr Bronte, na które od dawna szykowałam już miejsce. Obie kupiłam mamie na urodziny i w ten sposób zasiliłam rodzinną bibliotekę.
   Najsłynniejsze miłości królów polskich Jerzy Besala Lubię czasem sięgnąć po opracowania historyczne, a jak ponadto kuszą niewielką ceną, to resztki wahania rozmywają się bardzo szybko.
   Dziwactwa i sekrety władców Polski Iwona Kienzler Również zdobycz w biedronkowej przeceny, kiedyś z pewnością po nią sięgnę.

   No i tyle, z nowości na moim stosiku, zaczęłam już lekturę pierwszej z książek i nie jestem zawiedziona, reszta pewnie nieco poczeka, gdyż sięgnęłam po trzy tomy Pomnika Cesarzowej Achai Ziemiańskiego i pewnie nieco czasu mi na niej zejdzie.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Podsumowanie i lektury marca

   Marzec zakończył się szybciej, niż myślałam. Zdecydowanie obfitował w nowe pozycje w mojej biblioteczce a i książek udało mi się nieco ukończyć. Niestety niewiele z nich mnie urzekło, co podobnie, jak nienajlepszy wynik jest z pewnością skutkiem nie do końca dobranego czytelniczego repertuaru. A przechodząc do liczb:

   W marcu udało mi się przeczytać 9 książek, co dało w sumie: 2098 stron, czyli około 67 stron/dziennie. Nie jest to rewelacyjny wynik, plasuje się gdzieś w dolnych granicach moich możliwości. Mogłabym szukać wymówek, ze brak czasu, nadmiar obowiązków oraz intensywnie spędzanych weekendów utrudnia mi znalezienie czasu na lekturę, jednak nie wiem, czy to ma sens.

   Marzec, za to był niezmiernie hojny jeśli chodzi o nowe zdobycze. Z jednej strony urządziłam intensywne polowanie na upragnione tytuły, z drugiej zaś zgarnęłam sporą pulę urodzinowych prezentów, z trzeciej strony majaczyła jeszcze przesyłka od Sztukatera. Tak, czy inaczej do mojej biblioteczki zawitało w tym miesiącu aż 16 książek, z których udało mi się przeczytać jedynie te zamówione do recenzji- sześć sztuk, zakupione dwa tomy Kłamcy również już kiedyś czytałam, więc Poczekalnia utyła raptem o 8 książek, niestety z półki oczekujących zdjęłam jedynie trzy pozycje, więc wynik żałosny. Choć każda nowa książka w domu cieszy, mimo wszystko, bo wiem, że kiedyś ją przeczytam.

    Z przeczytanych książek recenzji doczekały się prawie wszystkie, choć czasem swoją opinię musiałam rodzić w bólach i cierpieniu. A kolejno przeczytałam:

   Śmierć w chmurach Agatha Christie

  To już jedna z ostatnich powieści królowej kryminału, która czekała aż ją poznam. Jest to bardzo klasyczny kryminał. Zamknięte pomieszczenie, ograniczona grupa podejrzanych, dziwne powiązania między nimi a ofiarą, a pośród nich on- Herkules Poirot. Powieść pod wieloma względami podobna do Morderstwa w Orient Expresie, zresztą o sprawie tamtego morderstwa wspomina sam detektyw. Rozwiązanie zagadki jak zawsze zaskakująco oczywiste. Nie zrecenzowałam jej, gdyż ciężko mi napisać coś odkrywczego o tak typowym schemacie. Autorka, jak zawsze z ogromnym kunsztem oprawiła go w bardzo kuszącą ramę.
   Emocjany wybrane Katarzyna Grzyb

   To zbiorek dość infantylnej poezji, nieco uroku można się w nim doszukać, ale głębie znaleźć będzie ciężko. Miło wspominam lekturę, choć nie będę za nią tęsknić. Można przygarnąć, a więcej napisałam w recenzji.

   Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu Kady Cross

   Srteampunk dla nastolatków, z naciskiem na miłosne perypetie bohaterów i egzaltowane uczucia między nimi. Nie czytało się źle, ale pozostawiła po sobie nienajlepsze wrażenie. Podejrzewam, że nawet gdybym znała tom pierwszy nie było by lepiej, wątpię, czy bym nawet sięgnęła po drugą odsłonę przygód Finley.

   City Dharma Kaja Bogusław Duch

   Ta książka była prawdziwym wyzwaniem, a zrecenzowanie jej okazało się szalenie trudne. Nie wiem, czy ją rozumiem, wiem natomiast, że absolutnie nie ciągnie mnie by ją w pełni zrozumieć. Zbyt wiele w niej sztuki, w takim totalnie współczesnym pojęciu.

   Marcowe fiołki Sarah Jio

   Nie mogę stwierdzić, by była to zła powieść i choć na co dzień nie czytuję zbyt wielu współczesnych romansów, to wiem, że dobrą książką też nazwać jej nie mogę. Jest bardzo przeciętną lekturą, nie wzrusza, ale też nie irytuje, czyta się przyjemnie, ale nie zachwyca. Chyba nie jest to pozycja dla mnie. Szerszą opinię znajdziecie tu.

   Światy dwa, W pogoni za leśnym lichem Katarzyna Georgiou

   Jedyna pozycja wśród marcowych lektur, która całkowicie i z zaskoczenia podbiła moje serce. Przepiękne wiersze, całkowicie mnie poruszyły. Cztery pory roku, niczym cztery etapy w życiu następują po sobie z nieubłaganą konsekwencją. Książka wzrusza i zmusza do myślenia. Po raz kolejny bardzo gorąco polecam każdemu o zbliżonej, do mojej, wrażliwości.

   Długa Wojna Terry Pratchett, Stephen Baxter

   Druga po Długiej Ziemi opowieść, której akcja dzieje się w wykorcznych ziemiach. O ile tom pierwszy zachwycił pomysłem i oczarował świeżością, o tyle ta powieść wydała mi się nieco monotonna. Rozmaite wątki są strasznie rozstrzelone i toczą się, co by się toczyć. Ciężko mi było dociec do czego zmierza fabuła, gdzie w tym wszystkim jest ta Długa Wojna? Chyba oczekiwałam po niej więcej, stąd też lekkie rozczarowanie. Nie jest to jednak zła książka, porusza sporo ważnych tematów i zmusza do myślenia, choć może zabrakło mi nieco absurdalnego humoru Pratchetta i satyry, do których przywykłam w Świecie Dysku? Nie udało mi się zmusić do recenzji, nieco brakło mi słów, by napisać, jakie wywarła na mnie wrażenie.

   Agencja Barnett i spółka Maurice Leblanc

   Ładnych kilka lat temu Biblioteka Bluszcza odświeżyła serię przygód dżentelmena włamywacza. Zakupiłam i przeczytałam wtedy prawie wszystkie tomy, ten był jednym z trzech, na które polowałam od dawna. W końcu złowiłam, na niezbyt taniej, ale też nie szalenie drogiej aukcji. Przeczytałam, i przyznam się, że dalej jestem pod urokiem Arsena Lupin. Inteligenty i niesamowicie zdolny, potrafi wyjść obronną ręką z prawie każdej sytuacji. Szalenie miło spędziłam przy niej czas, o czym poczytać możecie w recenzji.

   Dzieci planety Ziemia Luiza Dobrzyńska

    Tę książkę przygarnęłam w ostatniej chwili do mojego recenzenckiego koszyczka, choć nie jestem wielką fanką literatury fantastyczno-naukowej. Inna sprawa, że nie często widuje się autorkę, która pisze takie powieści. Lektura upłynęła mi lekko i przyjemnie, choć ciężko było mi nawiązać nici porozumienia z żadnym z bohaterów, a i fabuła jakoś nie przyciągnęłam specjalnie mojej uwagi, budząc tylko lekkie zainteresowanie. Więcej rozpisałam się tu.

   To tyle w ramach zamknięcia kolejnego miesiąca. Ktoś może mógłby zakwestionować zasadność umieszczania opinii o zrecenzowanych książkach, jednak nie są tu zamieszczone bez powodu. Nie tak długie i nieco mniej obiektywne, jak pełne recenzje dają prostą odpowiedź na pytanie, czy dana książka mi się spodobała, czy też nie. 

   A co będzie w kwietniu? Czas pokaże...

środa, 2 kwietnia 2014

Agencja Barnett i Spółka

Autor: Maurice Leblanc
Seria: Arsene Lupin Tom 18
Tytuł oryginału: L'Agence Barnett et Cie
Tłumaczenie: Magdalena Cuisset
Wydawnictwo: Biblioteka Bluszcza
Rok wydania: 2009
Stron: 176

   Gdy przychodzi mi do głowy wymienić autorów piszących klasykę kryminału, to zawsze obok Agathy Christie i Arthura Conana Doyle'a pojawia się nazwisko Maurice'a Leblanca. Ten francuski pisarz, tworzył w tym samym okresie, co ojciec słynnego Sherlocka Holmesa i wśród jego powieści można znaleźć na tyle wyraźne echo konkurencji brytyjsko-francuskiej na rynku kryminałów, że ciężko nie porównywać twórczości tych dwóch autorów.

   Głównym podobieństwem w utworach obu autorów jest awanturniczo-kryminalny wątek oraz sposób jego ujęcia z perspektywy jednego genialnego człowieka. I chociaż Arsene Lupin, jest całkowicie odmienny od Sherlocka Holmesa, to łączy ich upór w dążeniu do celu i niezwykła inteligencja, przy czym Brytyjczyka z Baker Street 221B cechuje wyraźnie analityczny umysł, natomiast u francuskiego bohatera na pierwszy plan wybija się raczej intuicja i spostrzegawczość.

   Ten tom cyklu przygód dżentelmena włamywacza, będącego jednocześnie błyskotliwym detektywem w większości obsadzony jest w Paryżu. Niewiele tu prowincjonalnych akcentów, które niejednokrotnie odnaleźć można było w innych tomach przygód Arsena Lupin. Współczesny pisarzowi świat końca dziewiętnastego wieku przedstawiony został niezwykle urokliwie i z dbałością o szczegóły. Przy odrobinie wyobraźni bez problemu można przenieść się na paryskie uliczki czasów fin de siecle.

   Książka składa się z ośmiu opowiadań, których głównym bohaterem jest Jim Barnett. Wprawdzie nigdzie nie padło wprost, że jest jednym z alter ego Arsena Lupin, jednak czytelnik może mieć pewność, że to właśnie ze sławnym dżentelmenem ma do czynienia. Głównym oponentem a jednocześnie wspólnikiem w rozwiązywaniu zagadek, jest inspektor Bechoux, niejednokrotnie wzdrygający się przed skandalicznymi, jego zdaniem, przywłaszczeniami, których dokonuje Jim Barnett, jednak w dużej mierze od niego zależny. Mamy okazję poznać osiem kryminalnych zagadek, często z zaskakującym, niebanalnym rozwiązaniem.

   Jim Barnett, elegancki, uroczy i szarmancki założyciel agencji detektywistycznej, która nigdy nie pobiera opłat za konsultacje. Utrzymanie biura zapewnia mu umiejętne wykorzystanie rozwiązywanych problemów, tak by za każdym razem uszczknął coś dla siebie w nie do końca oczywisty, zawsze skrupulatnie przemyślany, sposób. Nie można nazwać go uczciwym człowiekiem, choć cechuje się specyficznym poczuciem sprawiedliwości, w której to biedny zabiera bogatemu i nikczemnemu. Detektyw ma słabość do pięknych kobiet i potrafi je w sobie rozkochać, stara się uszczęśliwiać swoje partnerki, co nie przeszkadza mu w niczym często je zmieniać. Te wszystkie cechy charakteru oraz sposób postępowania Jima Barnetta nie pozostawiają wątpliwości, że jest tylko kolejnym wcieleniem Arsene'a Lupin.

   Książkę czyta się bardzo przyjemnie, plastyczny język idealnie oddaje nastrój miejsc, w których dzieje się akcja kolejnych opowieści. Kryminalne intrygi są przemyślane, lecz nie przekombinowane, ich rozwiązania są konsekwencją splotu okoliczności i charakterów, nie pojawiają się jako zupełnie oderwane od wydarzeń, które miały miejsce. Można zarzucić, że postać Jima Barnetta jest nieco zbyt idealna, inteligenty, piekielnie zdolny, sprawny fizycznie nie przejawia żadnych wad, może poza naturą uwodziciela, jednak nawet to uchodzi mu na sucho.

   Jest to z pewnością pozycja obowiązkowa dla miłośników kryminałów, jak również dla miłośników literatury francuskiej. Książka stanowi świetną, lekką i niezobowiązującą rozrywkę, pozwalając jednocześnie zagłębić się w klimacie przełomu wieków dziewiętnastego i dwudziestego.

poniedziałek, 31 marca 2014

Dzieci planety Ziemia

Autor: Luiza Dobrzyńska
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Białe Pióro
Stron: 314

   Nie jestem wielką fanką literatury fantastyczno-naukowej, na swoim koncie mam w zasadzie tylko „Diunę” Franka Herberta i wiele powieści Orsona Scotta Carda. Ta pierwsza mnie nie porwała, proza drugiego pisarza, z „Grą Endera” na czele, całkowicie mnie urzekła. Po książkę Luizy Dobrzyńskiej sięgnęłam ze sporymi oczekiwaniami i ogromną ciekawością, niestety nieco się zawiodłam.

   Grupa kolonistów ląduje na planecie Patris, na której mają zamiar stworzyć od zera zupełnie nową cywilizację, nie popełniając błędów, jakie miały miejsce na Ziemi. Zaopatrzeni w najnowsze zdobycze technologiczne, powoli aklimatyzują się w nowym świecie. Pionierzy buduje specjalne osiedle, gdzie mieszkać będzie starannie wyselekcjonowana genetycznie populacja ludzi. Jednak pozornie gościnna planeta niejednokrotnie zaskakuje przybyszy i sprawia im nie lada kłopoty.

   Świat Patris jest bardzo intrygujący, widać, że autorka miała pomysł na stworzenie flory i fauny zupełnie odmiennej od ziemskiej, jednak na tyle bliskiej, że nie czuło się zbytniego oderwania od znanej nam fizyki, czy chemii. Natomiast bardzo poważną, w moim mniemaniu wadą, była przebijająca się gdzieniegdzie ignorancja autorki w kwestii nauk ścisłych. Z jednej strony wykreowała nowe materiały i zaznaczyła rozwój technologiczny, jaki miał miejsce na Ziemi, jednak po drugiej stronie wychodziły absurdalne błędy rzeczowe w samych podstawach. Strasznie mnie to irytowało i zepsuło nieco przyjemność obcowania z książką.

   Przerażająca wizją było społeczeństwo idealnie dobierane pod względem genetycznym. Na Ziemi zarodki,  które nie wykazywały odpowiednich cech genotypowych, poddawano eutanazji, a ludziom, którzy mogli być w jakikolwiek sposób nosicielami nieodpowiednich genów zakazywano się rozmnażać. Taka wizja mocno mną wstrząsnęła, zdawała się być totalnie wyprana z humanizmu, wszystko zostało ubrane w ideały czystości i doskonałości istoty ludzkiej. Na Patris koloniści musieli nieco zmienić swoje spojrzenie na eugenikę, jednak tego, jakie wnioski wyciągnęli możemy się jedynie domyślać.

   Opowieść poznajemy z perspektywy kronikarki wyprawy Estrelli Solis. Młodej kobiety, której podstawowym zadaniem, po za nauczaniem, jest spisywanie losów kolonizacji. Dzięki temu jest zawsze w centrum wydarzeń i przedstawia czytelnikowi pełny obraz tego, co się dzieje na Patris. Jest wrażliwą kobietą, tak zwaną „zerówką” z blokadą rozrodczą, przez co nie stanowi dla nikogo materiału na partnerkę i szuka pocieszenie u Towarzysza, androida całkowicie oddanego swej Dominie. Etta tęskni za miłością i mimo ciągłej obecności Raula czuje się samotna oraz spragniona ludzkiego przyjaciela i kochanka. Wydała mi się całkiem zwyczajną osobą, na tyle nijaką, że ciężko było mi się do niej przywiązać. Pozostali bohaterowie książki też mnie nie oczarowali, choć podobało mi się, że w większości przypadków były to zwyczajne osoby, które każdy z nas na co dzień może spotkać.

   Książkę czyta się przyjemnie, chociaż nie porywa. Fabuła toczy się leniwie, a poznawanie nowego świata pozbawione jest, jakże zrozumiałego w takim wypadku, dreszczyku emocji i niecierpliwości. Odniosłam też wrażenie, dość nieumiejętnego budowania nastroju grozy, zabrakło mi klimatu, pewności zagrożenia, choć z drugiej strony wiedziałam, że akcja właśnie ku temu zmierza. Opowieść nie zaskoczyła mnie prawie niczym,wszystko działo się zgodnie z góry wytyczonym schematem, ta powieść po prostu musiała tak wyglądać. Gdyby chociaż miejscami budziła emocje, lektura byłaby dużo przyjemniejsza.

   Nie mogę stwierdzić, by była to zła książka, przewija się w niej trochę moralnych dylematów, które nieraz zmuszają do pomyślenia. Jednak stanowczo zabrakło mi w niej czegoś porywającego, co sprawiłoby, że od lektury nie można by się oderwać, by każdej nowej strony wypatrywałabym z niecierpliwością. Powieść można przeczytać, choćby po to, by zobaczyć, jak w literaturze Sci-Fi radzi sobie polska pisarka, wszak w nie ma na tym polu zbyt wielkiej konkurencji.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 19 marca 2014

Światy dwa. W pogoni za leśnym lichem

Autor: Katarzyna Georgiou
Wydawnictwo: Eurosystem
Rok wydania: 2013
Stron: 90

   Miałam jakieś takie dziwne, pozytywne przeczucie odnośnie tej książki i okazało się ono prawdziwe. To moje trzecie spotkanie z współczesną poezją w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, a jednak jakże odmienne od dwóch pozostałych. Po infantylnych i banalnych Emocjanach wybranych, Katarzyny Grzyb po nieprzystępnym i hermetycznym tomie City Dharma Kaja Bogusława Ducha natrafiłam w końcu na poezję, która do mnie przemówiła. Wiersze, które w pełni rozumiem i niejednokrotnie tylko im przytakuję.

   Tomik ten jest bardzo ładnie wydany. Gruby kredowy papier i urokliwe zdjęcia wplecione między kolejne rozdziały, sprawiają, że obcowanie z książką jest szalenie przyjemne. Całość skomponowana została w czterech częściach, po jednej dla każdej z pór roku. Począwszy od wiosny przechodzimy dzięki wierszom i krótkim utworom pisanym prozą, przez cały rok, co ma odzwierciedlenie zarówno w zmienności natury, jak i w uczuciach.

   Wiele miejsca w zawartych utworach zajmuje afirmacja przyrody, zachwyt nad zachodzącymi zmianami, których cykliczność jest odwieczna i niezmienna. Autorka w prosty sposób przenosi czytelnika na pachnącą mokrą trawą łąkę, do lasu niosącego grzybowy powiew, nad wodę, gdzie w uszy wdziera się rechot żab. Równie ważnym tematem są uczucia, tak samo prastare, jak zmienność pór roku. Miłość, smutek, tęsknota, ból rozstania i nadzieja na lepsze jutro, niczym kolejne sezony zapętlają się między sobą tworząc prawdziwy krąg życia.

   Ogromną zaletą zawartych w tomie wierszy i fragmentów prozy jest język, bardzo plastyczny i szalenie sugestywny. Pełny jest urokliwych neologizmów, które tylko wzmacniają specyficzny czar otaczający ten tomik. Całość jest dzięki temu bardzo przyjemna w odbiorze, niebanalna i piękna, nie zbyt wymyślna, lecz również nieinfantylna.

   Bardzo podoba mi się ta książka, poruszyła mnie z całej duszy. Otuliła swoistą subtelnością i delikatnością, jednoczenie budząc szereg emocji i zmuszając do zastanowienia się, i odpowiedzi na pytanie, po co tak pędzić. Czyż nie lepiej zatrzymać się i spojrzeń na niebo, las, łąkę, posłuchać śpiewu ptaków, nacieszyć oczy kwiatami?

   Szczerze polecam każdemu, kto czuje w sobie choć minimalną więź z naturą, kto potrafi zachwycić się na pozór zwyczajnym pięknem przyrody. Jest to bardzo przyjemna i ciepła lektura, bardziej kobieca, niż uniwersalna, łatwiejsza w odbiorze dla tych, którzy noszą ze sobą już jakiś bagaż doświadczeń i wspomnień.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 18 marca 2014

Marcowe fiołki

Autor: Sarah Jio
Tytuł oryginału: The violets of march
Tłumaczenie: Julia Gryszczuk-Wicijowska
Wydawnictwo: Miedzy słowami
Rok wydania: 2012
Stron: 304

   Na co dzień nie sięgam po współczesną literaturę obyczajową, czy romans, jednak coś sprawiło, że miałam wielką ochotę przeczytać tę powieść. Czy zadecydowały pozytywne opinie o książce, na które niekiedy trafiłam, czy może urokliwa okładka nie jestem w stanie stwierdzić jednoznacznie, tak, czy inaczej, przeczytałam ją prawie jednym tchem, choć raczej nie zapadnie mi w pamięć.

   Miejscem akcji jest wyspa Bainbridge, położona nieopodal Seatle. Miejsce oddalone raptem o godzinną podróż promem od miasta tętni zupełnie innym życiem, leniwym i spokojnym. Morze i bogactwo przyrody zdaje się wpływać kojąco na mieszkańców, a marcowe fiołki, zgodnie z legendą przynoszą ulgę i leczą ludzkie dusze.

   W takie miejsce trafia około trzydziestoletnia Emily udając się w odwiedziny do ciotki swojej mamy Bee. Bohaterka dopiero co rozwiodła się z mężem, który zostawił ją dla innej. Próbuje uporządkować sobie życie na nowo, może napisać kolejną książkę, a przede wszystkim znaleźć ukojenie i siłę, by zrozumieć, dlaczego musiało się stać tak, a nie inaczej. Jakie niespodzianki czekają ją na wyspie? I jaki związek z jej rodziną ma pamiętnik znaleziony w komodzie w domu ciotki?

   Jest to przede wszystkim książka o kobietach i ich sekretach. Autorka stworzyła kilka interesujących postaci, jednak panowie grają zdecydowanie drugorzędną rolę. Emily, zagubiona, próbująca pogodzić się ze zmianami, jakie zaszły w jej życiu, dzięki pobycie na wyspie lepiej poznaje siebie, dojrzewa. Bee, nieco ekscentryczna staruszka o paradoksalnie młodej duszy, próbuje pogodzić się z demonami przeszłości. Esther, żyjąca zgodnie ze spontanicznie dokonanym wyborem, który na zawsze odmienił jej życie.

   Jest to też opowieść w powieści. Znaleziony pamiętnik odkrywa przed nami zdarzenia sprzed sześćdziesięciu lat, które w przedziwny sposób splatają się w wydarzeniami rozgrywającymi się współcześnie. Pewne dylematy i wybory są ponadczasowe i uniwersalne i ważnym jest, by podjąć właściwą decyzję, słuchając głosu serca. Jednak by tego dokonać, najpierw trzeba zrozumieć co ono próbuje nam powiedzieć.

   Książka napisana jest dobrze i czyta się ją błyskawicznie, jednak nie wzruszyła mnie, a tego właśnie oczekuję od romansu. Burzliwe losy bohaterów ani razu nie wywołały u mnie dreszczyku niepewności, nie obudziły współczucia, nie wycisnęły łzy. Przez to powieść wydała mi się nieco niepełna, mimo że żywo zainteresowały mnie obie toczące się historie, których finału można się było spodziewać.

   Czy mogę ją zatem polecić? Chyba tak, lektura pomaga zastanowić się chwilę, przemyśleć własne uczuciowe dylematy, a przede wszystkim dostarczy wielu miłych chwil. Idealnie można przy niej odpocząć, zrelaksować się, a czytelniczkom bardziej wrażliwym ode mnie powinna dać niejeden powód do wzruszeń, których mnie nie udało się doświadczyć.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 17 marca 2014

Zdobyczy marcowych odsłona druga

   Dotarły w końcu długo oczekiwane paczuszki, wynik intensywnych polowań, oraz kilka zaległych urodzinowych prezentów. Stosik może niezbyt okazały, ale za to szalenie smakowity. I tylko smutek, że dni są tak krótkie, a spać jednak trzeba, do pracy chodzić, z dzieckiem się bawić. 
   A stosik wygląda tak: 


   Tradycyjnie od dołu licząc:

   Północ południe (dwa tomy) Elizabeth Gaskell  To pozycja na którą już od dawna polowałam na Allegro. Nie był to tani zakup, ale w końcu mam ją u siebie i już nie mogę się doczekać lektury.
   Wezwanie Ziemi, Pamięć Ziemi Orson Scott Card To dwa pierwsze tomy z cyklu, którego tom trzeci już od jakiegoś czasu gości na moim regale. Przed lekturą postaram się upolować pozostałe tomiszcza, więc te dwie spokojnie mogę odłożyć na później. 
   Pomnik cesarzowej Achai  Tom III Andrzej Ziemiański To podobnie, jak dwie powyższe prezent urodzinowy. Ostatni tom, czyli skończyła się wymówka i najwyższa pora zabrać się za lekturę. 
   Morderca we mnie Jim Thompson Był to gratisik od sprzedawcy z Allegro, kryminał, może będzie ciekawy. Póki co trafia na półkę: "nie wiem, kiedy sięgnę i czy w ogóle".
   Kłamca, Kłamca- Bóg Marnotrawny Jakub Ćwiek Wyjątkowo te dwie książki już za mną, Od dawna miałam w planach zakup, a że udało się trafić na dobrą okazję, więc nie wybrzydzałam.

   I tyle w dzisiejszym stosiku. Nie wiem, kiedy i za co wezmę się jako pierwsze, nie chcę też obiecywać recenzji, bo czasem po prostu brak mi natchnienia by pisać. Coś wpadło Wam w oko?

City Dharma Kaja

Autor: Bogusław Duch
Wydawnictwo: Biblioteka Rity Baum
Rok wydania: 2012
Stron: 54

   To moje drugie, w krótkim czasie, spotkanie z polską poezją współczesną. Zupełnie odmienne od poprzedniego, lecz gdy mam to podsumować w jednym słowie, różnicy nie widać, gdyż obie pozycję nazwę przeciętnymi, choć z zupełnie innych względów.

   Do poezji można spróbować podejść w całkowicie analityczny sposób, jednak obawiam się, że brak mi wystarczającej wiedzy, by tak właśnie patrzeć na wiersze. Dlatego odbieram je w sposób bardzo subiektywny i szalenie indywidualny, kolokwialnie rzecz ujmując, poezja albo do mnie trafi, albo nie. Ten zbiór wierszy niestety do mnie „nie trafił”.

   Tomik ten jest przykładem bardzo współczesnej poezji, pełnej przedmiotów z codziennego życia i prezentujący spojrzenie na świat okiem człowieka dwudziestego pierwszego wieku. Można tu znaleźć nieco popkultury, sporo komercjalizmu i seksu, a także pewną swoistą duchowość, poszukiwanie absolutu.

   Nie jest to poezja łatwa w odbiorze, a liczne nawiązania do buddyzmu również nie ułatwiają zrozumienia o czym tak naprawdę podmiot liryczny chce nam powiedzieć. Nie mogę stwierdzić, że udało mi się wychwycić sens we wszystkich zawartych w tym tomie wierszach, są dość nieprzystępne i nieco hermetyczne. Wymagały ode mnie sporo skupienia i równie dużo refleksji, bym chociaż uchwyciła ich ogólną tematykę. Nieliczne utwory, które udało mi się w pełni i bez większych problemów zrozumieć spodobały mi się, jednak większość wierszy do dziś jest dla mnie zagadką.

   Zdecydowanie nie była to książka dla mnie, dlatego też moja opinia jest nieco chaotyczna. Myślę, jednak, że ten zbiór może spodobać się komuś, kto prezentuje nieco inną wrażliwość, niż ja, kogo sztuka współczesna nie przeraża.   

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 15 marca 2014

Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu

Autor: Kady Cross
Tytuł oryginału: The girl with the clockwork colar
Tłumaczenie: Patricia Soransen
Cykl: The steampunk chronicles- Tom II
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2014
Stron: 384

   Mimo, że steampunk w literaturze pojawił się już jakiś czas temu i od razu mnie zainteresował, to jakoś nie miałam okazji by sięgnąć po książkę typowo osadzoną w tym nurcie. Gdy trafiła się okazja przeczytania „Dziewczyny w mechanicznym kołnierzu” nie wahałam się, mimo, że nie czytałam tomu pierwszego, a okładka aż za bardzo przywodziła na myśl typowy romans paranormalny. A jak wrażenia? Przekonajcie się sami

   Czasy wiktoriańskie, zachwyt nad rozwijającą się technologią oraz rewolucja przemysłowa napędzana maszyną parową. Ponadto tajemnicza moc eteru, czyli fantastyczny pierwiastek w przedstawionym świecie. Miejscem akcji jest dziewiętnastowieczny Nowy York, nad którym góruje już Statua Wolności, a na ulicach oprócz dorożek spotkać można automatony i mechaniczne zwierzęta. Całość brzmi niezmiernie kusząco, zwłaszcza, że autorka dość dobrze oddała steampunkowe realia.

   W takiej scenerii zjawia się Finley, Griffin, Emilia oraz Sam, poszukując Jaspera, który w dość niezwykłych okolicznościach został aresztowany pod koniec pierwszego tomu. Młodzi ludzie przylecieli sterowcem aż z Anglii, by pomóc swemu przyjacielowi, wykorzystując wizytę w Nowym Yorku, do spotkania z Nikola Teslą. Przygoda okazuje się dużo bardziej skomplikowana i zdecydowanie groźniejsza, niż zdawała się być na początku.

   Kluczowe w tej powieści są relacje między postaciami. Ich wewnętrzne dylematy, rozterki oraz uczucia zdominowały fabułę, sprawiając, że cała ta, jakże kusząca, steampunkowa otoczka jest tylko tłem, dla wątków romansowych. Relacje Sama i Emilii są dość spokojne, są szczęśliwą parą, która mimo różnic w pełni się rozumie. Zdecydowanie bardziej burzliwie toczy się relacja między Griffinem, a Finley. Oczywiście Jasper też boryka się z miłosnymi problemami, a w tle przewijają się osoby trzecie, które wprowadzają jeszcze więcej zamieszania. Zasmuciło mnie niezmiernie, że ta powieść jest przede wszystkim romansem i to niezbyt wysokich lotów. Młodość bohaterów sprawia, że nie potrafią radzić sobie z uczuciami, co tylko utrudnia ich wzajemne więzi.

   Sami bohaterowie nie wzbudzili mojej sympatii. Każde obdarzone zostało zupełnie inną, nieludzką cechą, jednak gdybym się nie skupiła mocniej na czytanym tekście, to nie byłabym w stanie powiedzieć, które myśli należą do którego bohatera. W sposobie postępowania i patrzenia na świat nie różnią się prawie niczym. Są płascy, a przez to nijacy, ich myśli obracają się prawie wyłącznie wokół spraw damsko-męskich. Niczym rozegzaltowane nastolatki przeżywają każdy najdrobniejszy gest osób, na których im zależy. Teoretycznie można by spodziewać się nieco więcej po, młodych wprawdzie, ludziach którzy już raz zwalczyli wielkie zło, ratując świat, a teraz stanęli przed równie trudnym zadaniem.

   Tempo powieści jest stosunkowo dobre, choć rozwlekłe refleksje na tematy uczuciowe wrzucone w najmniej odpowiednich momentach, psują odbiór książki. Gdyby refleksje zostały zastąpione opisami steampunkowej rzeczywistości, książka byłaby znacznie lepsza. Akcja niczym specjalnym nie zaskakuje, jest dość liniowa i przewidywalna. Tego jak skończy się przygoda można domyślić się bardzo szybko, co też nie działa na korzyść tej pozycji.

   Jedną z nielicznych zalet książki jest bardzo przystępny język, dzięki któremu kolejne strony pochłania się bardzo szybko. Niestety, gdy trafiałam na kolejne rozważania natury: „a czy ja na pewno go kocham?”, albo „czy ona jest taka, jak sobie wyobrażam?”, miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Rozumiem, że są to istotne sprawy w przypadku romansów, ale zostały ujęte w tak infantylny i nadęty sposób, że czułam się jakbym czytała pamiętnik czternastolatki. Od romansu można oczekiwać wzruszeń, niestety jedynym uczuciem, które budziła we mnie ta lektura, była irytacja.

   Nie polecam tej książki, jest banalna i infantylna. Nie ma w sobie nic, co byłoby warte uwagi, może poza steampunkową otoczką, która jednak niknie w natłoku uczuć targających bohaterami. Powieść może się podobać, jeśli ktoś ma ochotę na banalną historię o zakochanych nastolatkach w niecodziennej oprawie.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Emocjany wybrane

Autor: Katarzyna Grzyb
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Ad oculos
Stron: 72

   Nieczęsto mam okazję sięgnąć po współczesną, polską poezję, więc postanowiłam to zmienić, a jedną z pozycji, po które sięgnęłam w ramach tej zmiany jest właśnie ten niewielki tomik, króciutkich utworów Katarzyny Grzyb.

   Emocjan, to zgodnie z definicją autorki, krótki i prosty utwór dla „poetyczncych laików” , których tematem są emocje, uczucia i przemyślenia autorki. Dokładnie taki jest ten tomik wierszy. Bardzo intymny i osobisty, ukazujący czytelnikowi jej nieco staromodne, ale szalenie urocze spojrzenie na świat, w którym ogromną rolę odgrywa miłość, jedna, wielka i prawdziwa. W niektórych wierszach zauważyć można nieco bardziej gorzkie uczucia, destruktywne emocje, które sprawiają ból. Czasem pojawia się odpowiedź, jak sobie z nimi poradzić, niekiedy zaś czuć tylko bezsilność.

   Zdumiała mnie informacja z okładki, że autorka miała trzydzieści lat w chwili wydania tego tomiku poezji, gdyż wiele z wierszy przywodzi na myśl emocje szalejące w nastoletniej głowie. Nieco niedojrzałe, trochę nieporadne, czasem wybijające się irracjonalnym optymizmem, by gdzie indziej pogrążyć się w głębinach rozpaczy, czy tępego bólu. Z drugiej strony w większości utworów można znaleźć coś swojego, z czym nie sposób polemizować, gdyż bez problemów można zrozumieć tok myślenia autorki i niejednokrotnie pozostaje tylko się z nim pogodzić. W zebranych wierszach brak jest dogłębnych analiz uczuć, są raczej próbą uzewnętrznienia ich.

   Nie jestem koneserką poezji, tym bardziej poezji współczesnej. Zbiór ten, zgodnie z zapowiedzią jest prosty w odbiorze i nie pozbawiony swoistego uroku, który odkryć powinien każdy, choć odrobinę wrażliwy czytelnik. Wierszom można zarzucić banalność i młodzieńczą naiwność, jednak jest to częścią ich uroku, który sprawia, że tomik ten czytało mi się przyjemnie i lekko. Nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę, jednak spędziłam przy nim kilka przemiłych chwil.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 11 marca 2014

Łupy z marca

   Marzec zawsze jest dla mnie dość hojnym miesiącem jeśli chodzi o książkowe zdobycze, wszak właśnie w marcu mam urodziny,a  moi bliscy wiedzą, że nic mnie tak nie cieszy, jak kolejna książkowa pozycja. Do tego dotarła kolejna przesyłka od Sztuaktera, a i udało się sfinalizować kilka aukcji z Allegro. Jeśli chodzi o upolowane pozycje, to nie wszystkie jeszcze przyszły, a ponieważ jest ich kilka, więc muszą poczekać na kolejny stosik. Obecny stosik prezentuje się tak:


   Czyli od dołu licząc:

   Światy dwa. W pogoni za leśnym lichem Katarzyna Georgiou, to tomik poezji oraz esejów okraszony przepięknymi fotografiami. Ciekawa jestem, jak przystępny będzie w lekturze.
   City Dharma Kaja Bogusław Duch Kolejny tom współczesnej poezji, po wstępnym przekartkowaniu obawiam się, że będzie ciężko.
   Dzieci planety Ziemia Luiza Dobrzyńska Typowe sci-fi, tym razem polskiej autorki, jestem szczerze zainteresowana i mam nadzieję, że się nie zawiodę.
   Marcowe fiołki Sarah Jio Lubię czasem sięgnąć po współczesny romans, choć nie zdarza się to często, mam nadzieję, że ta pozycja mnie przekona
   Dziewczyna w mechanicznym kołnierzu Kady Cross Skusiłam się na słowo steampunk, po lekturze jakiejś połowy już wiem, że więcej tu romansu, niż czegokolwiek innego, a szkoda...
   Emocjany wybrane Katarzyna Grzyb Kolejny tom poezji, ten już nawet przeczytany, recenzja wkrótce.
   Odmieniec Philippa Gregory Pierwszy z urodzinowych prezentów, od mamy, której spodobała się inna powieść tej autorki. Nieco się boję tej książki, zbyt wiele osób się zachwyca tą pisarką, a to budzi moją nieufność, choć pewnie zupełnie niepotrzebnie.
   Ambasadorowie Henry James Kolejny z prezentów i to taki, na który mam ogromny apetyt, choć nieco przeraża mnie jego objętość. Tak, czy inaczej temu autorowi nie odmawiam!
   Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Pólnoc-Południe Robert M. Wegner W końcu, po dość długim oczekiwaniu zdobyłam pierwszy tom tej trylogii. Będę mogła spokojnie rozpocząć lekturę, jak tylko znajdę chwilę...

    I tyle w tym stosiku, różnorodnie, a miejscami bardzo apetycznie. Coś wpadło Wam w oko?


niedziela, 2 marca 2014

Podsumowanie i lektury lutego

   Luty minął nawet nie wiem, kiedy, pogoda zaś już od dawna sugeruje marzec. W tym miesiącu nie było jakiejś dominanty wśród czytanych gatunków, co nieco kryminałów, co nieco fantastyki. Zaś stwierdzam ze smutkiem, że klasyka legła odłogiem, muszę nad tym popracować w marcu.
   A teraz kwestia liczb.

   Na koncie książek przeczytanych przybyło 10 tytułów, razem dających 1964 strony, czyli nieco ponad 70 stron dziennie. Wynik jak dla mnie przeciętny, a biorąc pod uwagę wieczny brak czasu na lekturę, jest zadowalający.

  Na moich regałach przytulny kącik znalazło kolejnych 19 książek, czyli współczynniki przeczytane/kupione znów wyszedł ułamkowy i nie wiem tylko, czy się tym martwić, czy cieszyć.

   Zrecenzowałam osiem z dziesięciu książek, w tym sześć w ramach współpracy ze Sztukaterem. A kolejno przez moje ręce przetoczyły się:

   Szczury i morze rozległe Robert V. Redick

  Już po pierwszym tomie spodobał mi się ten cykl, z wielką niecierpliwością wypatruję ostatniego tomu trylogii, gdyż apetyt mam na nią wielki. Kawał świetnie napisanej fantastyki marynistycznej, jeśli mogę użyć takiej nazwy. Ponieważ to dość obszerna lektura zrobiłam sobie kilka krótkich przerw, na inne mniejsze pozycje, stąd recenzja pojawiła się dopiero w połowie miesiąca.

   Mały zbój, tuzin wierszy dla urwisów Anna Dmytruszyńska

   Niewielka książeczka dla małych urwisów, zrecenzowana w ramach współpracy. Dziecku się spodobała, a to chyba najważniejsze, mnie aż tak bardzo jednak nie urzekła.

   Kłamca Viva l'arte Jakub Ćwiek, Dawid Pochopień

   Czasem lubię sięgnąć po komiks, gdy dostałam możliwość zrecenzowania historii obrazkowej o jednym z ciekawszych nordyckich bogów, nie wahałam się ani chwili. Lubię cykl powieści Jakuba Ćwieka, choć ostatni tom jeszcze przede mną. W komiksie jedynym co mi przeszkadzało, to niezmienna mina Lokiego, rozumiem kamienny wyraz twarzy, ale wolałabym  by używał jej jak maski, niż by wciąż prezentował to samo oblicze.

   Ula i urwisy Katarzyna Majgier

   Kolejna książka dla kilkulatków, okraszona miłymi dla oka ilustracjami, niosąca ze sobą wartościowe przesłanie,pozostaje zabawna i przyjemnie mi się ją czytało. Jeśli ktoś szuka prezentu dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym to jest to dobra propozycja.

   Gender Grzegorz Wróblewski

  Książka, po którą sięgnęłam z ciekawością i nadzieją na intelektualne wyzwanie. Jednak wyzwanie chyba okazało się zbyt trudne, bo nie jestem pewna, czy rozumiem, co autorowi przyświecało, gdy tworzył opowiadania zawarte w tym zbiorze. Tylko się utwierdziłam w przekonaniu, że chyba nie do końca rozumiem współczesną sztukę. Szerzej poczytać o niej można w recenzji, a jak kogoś skusi, to wystarczy się do mnie odezwać, chętnie poślę ją w świat.

   Mądrości Shire, krótki poradnik jak żyć długo i szczęśliwie Noble Smith

   Książka, która może stanowić smaczny kąsek dla miłośników Tolkiena. Ja, chociaż nie zaliczam się do jego wielkich fanów, przeczytałam tę pozycję z zainteresowaniem. Jest ona po równi poradnikiem, co analizą niziołków z Shire. Można sporo się z niej dowiedzieć zarówno o hobbitach, jak i o ich twórcy, a przede wszystkim o świecie Władcy Pierścieni. Jest to książka, która szuka nowego domu, gdyż po lekturze i recenzji, nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek do niej wrócę.

   Ostatni smokobójca Jasper Fforde

  Spodziewałam się przeciętnej powieści dla nastolatków, którzy przeżywać będą niesamowite przygody, jednak nieco pozbawioną czegoś więcej. Moje oczekiwania absolutnie się nie spełniły! Książka może zmusić młodego czytelnika do myślenia, do zastanowienia się jak łatwo można manipulować tłumem i jak wielką siłę może mieć konsumpcjonizm. Wydawca porównał autora do Pratchetta i w sumie, podobnie, jak u ojca Świata Dysku, tak i tu pod zabawną otoczką autor przemycił poważne problemy. Zrobił to mniej zgrabnie i nieco chaotycznie, jednak i tak ta książka mi się spodobała, o czym możecie poczytać w recenzji.

   Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat Willy Breinholst

  Niewielka książeczka przeznaczona dla dociekliwych dzieci, które zastanawiają się nad odwiecznym pytaniem, skąd się wzięły. Książeczka, której narratorem jest poczęte dopiero co dzieciątko przybliża nieco różne problemy, z którymi borykać się musi ciężarna mama a przede wszystkim tłumaczy, jak różne zachowania mogą wpłynąć na rozwijające się dziecko. Książka powinna również zainteresować mamy spodziewające się swojego pierwszego dziecka, gdyż pozwala spojrzeć na ciążę z innej perspektywy.

   Czarna kawa Agatha Christie

  Jedna z ostatnich moich książkowych zdobyczy i jednocześnie jeden z brakujących tytułów w mojej kolekcji powieści tej autorki. Jest to bardzo typowy kryminał, dokładnie taki, jakiego spodziewać się można spod pióra królowej. Grupa bliskich sobie osób, zamknięte pomieszczenie, nagła śmierć i ograniczona grupa podejrzanych. Na jaw wychodzą różna tajemnice, które miały nie ujrzeć światła dziennego, a zaskakujące rozwiązanie kryminalnej zagadki zawdzięczamy Herkulesowi Poirot.


   Noc i ciemność Agatha Christie

   Ta książka doczekała się recenzji, gdyż wyróżnia się nieco z pośród innych powieści tej autorki. Z pewnością na jej podstawie nie można sobie wyrobić opinii o kryminałach jakie zwykła pisać Agatha Christie. Więcej tu budowania nastroju i oddawania psychiki bohaterów, niż klasycznie prowadzonego śledztwa. Zbrodnia wieńczy książkę, zamiast ją rozpoczynać a opowieść sprowadza się do przybliżenia okoliczności jej popełnienia, a nie do odkrycia winnego. Mimo tego jest to bardzo dobra książka, trzyma w napięciu i idealnie oddaje scenerię tragicznych wydarzeń.

   I w towarzystwie takich lektur upłynął mi najkrótszy miesiąc roku. Było dość różnorodnie i w sumie nie żałuję lektury żadnej z książek, choć nie każda do mnie trafiła. Mam nadzieję, że marzec będzie jeszcze lepszym miesiącem pod względem lektury.

czwartek, 27 lutego 2014

Noc i ciemność

Autor: Agatha Christie
Tytuł oryginału: Endless Night
Tłumaczenie: Anna Mencwel
Rok wydania: 1997
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 216

   Agatha Christie jest autorką, której nikomu nie trzeba przedstawiać, słusznie uznawana za królową kryminału. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że nie był to jedyny gatunek literatury pięknej, którym się zajmowała. Recenzowanej książce najbliżej do psychologicznej powieści grozy, z elementami romansu, co stanowi ciekawe urozmaicenie dla tych, którzy mogli poczuć znudzenie kryminalnym zagadkami, jakie stworzyła.

   Punktem kluczowym tej powieści jest Cygańskie Gniazdo, piękna ziemska posiadłość, obciążona cygańską klątwą, nie pozbawiona jednak pewnego uroku. Malowniczo położona, wśród mieszkańców uznana za pechową, a nawet złowrogą. Autorka nie szczędzi czytelnikowi przepięknych opisów, które pozwalają zachwycić się przedstawioną areną wydarzeń. Rozległe lasy, stare drzewa, zaciszne leśne polany, łąki i pola, typowy angielski krajobraz przywodzący na myśl minioną epokę.

   Głównym bohaterem książki i jednocześnie narratorem opowieści jest Micheal Rogers, młody człowiek, lekkoduch, który nigdzie nie mógł zagrzać miejsca. Zajmował się różnymi rzeczami, bywał w rozmaitych związkach, aż w końcu poznał Elie. Dziewczynę, która zmieniła jego wyobrażenie o miłości. Elie, czyli Fenela Gutemann, jest młodą kobietą, bogatą dziedziczką cierpiącą z powodu ograniczenia wolności, na jakie skazała ją rodzina i majątek. Na łamach powieści przewijają się postacie z jej otoczenia, dalecy krewni, przyjaciele rodziny. O rodzinie i znajomych Mike'a niewiele się dowiadujemy, poznajemy jego matkę oraz przyjaciela, niezmiernie ważną postać: Rudolfa Santonixa, genialnego, schorowanego architekta.

   Fabuła książki posuwa się dość leniwie, gdyż to nie tempo akcji jest tu kluczowe. Najważniejszy jest powoli narastający nastrój grozy. Od pierwszych stron wiemy, że ta historia nie może skończyć się dobrze, czuć napięcie w powietrzu, jakieś widmo, które zawisło nad bohaterami, nie pozwalające w pełni czerpać radości z życia. Akcja narasta niczym w antycznej tragedii, można tu odkryć nieuniknione fatum, które doprowadza do tragicznego finału.

   Jak każdą powieść Agathy Christie i tę, czyta się błyskawicznie, choć sposób skonstruowania fabuły jest nieco inny, niż ten, do którego można było przywyknąć po lekturze innych książek tej autorki. Lektura zmusza do refleksji, do zastanowienia się, czy człowiek jest w stanie naprawdę siebie poznać? Czy to czego oczekuje od życia, da mu spełnienie? Ile w każdym z nas jest szaleńca?

   Miłośnikom autorki nie muszę polecać tego tytułu, co najwyżej przestrzegam, że jest to nieco inna powieść, niż te, do których królowa kryminałów zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników. Tym, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać prozy Agathy Christie książkę gorąco polecam. Bije z niej taki niepokój, że nie jednokrotnie przechodziły mnie ciarki na plecach.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Ostatni smokobójca

Autor: Jasper Fforde
Tytuł oryginału: The last dragonslayer
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Cykl: Kroniki Jennifer Strange
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2013
Stron: 320

   Od czasów Harry'ego Pottera młodzieżowa fantastyka przechodzi prawdziwy renesans, potteromania zaowocowała wykwitem wielu powieści fantastycznych, których bohaterowie mają nie więcej niż te naście lat. Jedną z takich książek jest właśnie „Ostatni smokobójca” Jaspera Fforde, czy jest to pozycja warta lektury? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

   Miejscem akcji pierwszego tomu przygód Jennifer Strange autor uczynił alternatywną wizję dwudziestopierwszowiecznej Wielkiej Brytani. Z jednej strony mamy sporo znanych nam, z codzienności przedmiotów, z drugiej natomiast świat roi się od magii i przedziwnych stworów, począwszy od ostatniego smoka, na kwarkostworach skończywszy. Wizja uniwersum jest dość spójna i bardzo ciekawa, autor nie szczędzi nam opisów miejsc, co pozwala poczuć się, może nie tyle mieszkańcem Zjednoczonych Królestw, ale na pewno turystą, który chociaż pobieżnie poznaje włości króla Snoda oraz Smocze Ziemie.

   Nastoletnia Jennifer Strange para się bardzo niedocenianym zawodem agenta i opiekuna magów. Bo choć wydawać by się mogło, że potężni czarodzieje, nie potrzebują opieki, to jednak poniżej ich godności jest dbanie o tak przyziemne sprawy, jak pieniądze, jedzenie, czy też praca. Na tym polega rola głównej bohaterki, organizuje mistrzom magii zajęcie, tak by mieli z czego żyć. A ponieważ magia słabnie, nie jest to zadanie zbyt łatwe. Co gorsza, zbliża się data i godzina śmierci ostatniego smoka. Na pozór młoda agentka nie ma z tym nic wspólnego, a jednak ten fakt nie daje jej spokoju.

   Główna bohaterka książki to inteligentna, szesnastoletnia dziewczyna o sporym poczuciu honoru i mimo młodego wieku posiadająca jasno ustalone zasady moralne. Gdy musi podjąć słuszną decyzję, nie waha się ani chwili, nawet, jeśli może mieć to nieprzyjemne konsekwencje. Innych bohaterów powieści ciężko było bliżej poznać, obdarzeni są charakterystycznymi cechami, zgodnie z utartym szablonem, dumna szlachcianka, nieporadny geniusz, ciekawy świata młody chłopiec, zapatrzony w siebie bohater, czy też upajający się władzą król. Postacie jednak, mimo iż dość szablonowe można polubić, zwłaszcza, że potrafią czasem czymś zaskoczyć.

   Książka została porównana do cyklu o Harrym Potterze, co jest dość zrozumiałe, kusić nabywców miały też nawiązania do humoru rodem z twórczości Terry'ego Pratchetta, czy intrygami ala Agatha Christie. Pewne nawiązania można zauważyć, choćby genialny pomysł na kwarkostwora, który równie dobrze mógłby być mieszkańcem Świata Dysku. Jedno o tej książce można stwierdzić z pewnością, jest bardzo brytyjska.

   Język jest dość prosty i bardzo przystępny, dzięki temu przez powieść mknie się błyskawicznie. Wartka akcja nie galopuje, pozwalając na zapoznanie się ze stworzonym światem, zaś fabuła potrafi zaskoczyć. Powoli odkrywana intryga nie jest zbyt przewidywalna, jednak nie jest też przesadnie wydumana, pozostając prawdopodobną w danych realiach.

   Zdecydowanie polecam tę książkę. Nie stanowi wyzwania intelektualnego, jednak może być przyjemną rozrywką na przyzwoitym poziomie. Dobrze napisana, niesie ze sobą przesłanie, że zawsze warto postępować przyzwoicie, nawet, gdy jest to niebezpieczne. Z pewnością lektura uprzyjemni wieczór, pozwalając zagłębić się w interesującym świecie stworzonym przez autora. Z ciekawością wypatruję kolejnych tomów przygód panny Strange.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 23 lutego 2014

Libster blog award

   W końcu, po długim oczekiwaniu przyszedł czas, by odpowiedzieć na nominacje do Libster Blog Award, którą dostałam od Isil, z Isilbook, a za którą serdecznie dziękuję. A przechodząc do konkretów, oto pytania i odpowiedzi:

1. Gdybyś miał/a możliwość zamieszkania w domu z wybranej książki, np. dom hobbitów, muminków etc. Jaki byś wybrał/a? Oczywiście współlokatorów dostajesz gratis;)

   Hmm.. strasznie trudne pytanie, ale chyba wybrałabym dom państwa Bennet, pełen zwariowanych sióstr, z rozegzaltowaną matką i zmęczonym ojcem na pokładzie. Razem z Elizabeth ponabijałabym się z pana Collinsa, czy popłakałabym w poduszkę wraz z Jane.

2.Jesteś zwolennikiem/zwolenniczką książek w wersji papierowej czy elektronicznej? Wybór uzasadnij.

   Wolę tradycyjne książki, z prostej przyczyny, lubię posiadać, a ebook, to niby jest, a jakby go nie było...

3. Bohater lub bohaterka literacka, która swoją postawą zainspirowała Cię do zmiany/stworzenia czegoś? Kto to jest i w czym Cię zainspirował?

   Ciężko kogoś wybrać, podejrzewam, że w wielu bohaterach znajduję jakąś inspirację, ale ciężko mi to sprecyzować. Nie ma nikogo, kto by diametralnie odmienił moje życie, czy wprowadził jakieś wielkie zmiany, jednak podejrzewam, że drobnych zmian było wiele i nawet nie do końca zdaję sobie z nich sprawę.

4. Jaki gatunek literatury preferujesz?

   Po pierwsze klasyka literatury, zarówno polskiej, jak i światowej, Książki, które ujrzały światło dzienne ponad sto lat temu, zawsze wydają mi się ciekawsze, od tych wydanych wczoraj. Drugą moją słabością jest fantastyka, z przewagą fantasy, choć ostatnio też raczej unikam nowości. Lubię też klasyczne, czy historyczne kryminały. Unikam zaś romansów. To tyle jeśli chodzi o literaturę piękną. 

5. Jeśli pracujesz, to czy Twoja praca również związana jest z książkami, czy ogranicza się to raczej do hobby? Jeśli jeszcze się uczysz... czy książki pomagają Ci w nauce czy raczej stanowią odskocznię i czasem pretekst do zaniedbywania jej?;)

   Moja praca nie ma nic wspólnego z literaturą. Bloga założyłam, kiedy jeszcze byłam bezrobotna i był dla mnie świetną odskocznią od codzienności, w sumie nadal jest.

6. Twoja ulubiona książka z dzieciństwa.

   Przygody Filonka Bezogonka Gosta Knutsson, czytałam tę powieść tyle razy, że aż zaczęła się rozpadać.

7. Czytasz w ciszy czy lubisz słuchać muzyki w trakcie czytania? Jeśli tak, to jakiej najczęściej?

   Lubię muzykę w trakcie lektury, a słucham tego co akuratnie jest na mojej playliście, czyli rozmaite klimaty, od punka po gothic, czy folkmetal.

8. Czy po przeczytaniu książki dzielisz się swoimi odczuciami i spostrzeżeniami tylko na blogu? czy rozszerzasz to na jakieś koła dyskusyjne/ rozmowy ze znajomymi?

    To akurat zależy od książki, czasem wywrze na mnie silne wrażenie i muszę się nim podzielić, czasem znajomi proszą mnie o opinię, wtedy dzielę się również.

9. Miejsce, w którym najbardziej lubisz czytać, np. ławka w parku, łóżko..

   Łóżko, wanna, gdziekolwiek na świeżym powietrzu, w środkach komunikacji, w kolejkach...

10. Czy jest książka, w której nie podobało Ci się zakończenie i chętnie byś je zmienił/a? Np. zginął ulubiony bohater. Jaka to książka i jakie wydarzenie byś zmienił?

   Zdecydowanie skróciłabym zakończenie Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego i chociaż rozumiem, czemu wyglądało, jak wyglądało, to moim zdaniem było zbyt długie.

11. Co spowodowało, że zacząłeś/zaczęłaś prowadzić bloga? To była spontaniczna decyzja czy raczej była w planach  od dawna?

   Nieśmiały pomysł na bloga kiełkował w mojej głowie od dawna, choć nawet nie bardzo wiedziałam o czym chcę pisać. W końcu poczułam impuls i założyłam go, w dużej mierze z nudów. Początkowo nie myślałam o pisaniu recenzji i prowadzeniu typowo książkowego bloga, dlatego jest tu wiele ciekawych zwiedzenia zakamarków, jak choćby kącik kulinarny, czy twórczy. Potem poszła pierwsza recenzja i jakoś to się kręci, na tyle dobrze, że nawet przegapiłam pierwsze urodziny bloga, które były 11 lutego. Podoba mi się obecna koncepcja nie zrezygnowałam zupełnie z wpisów innych niż książkowe, choć z braku czasu, weny i chęci pewnie będzie ich sporo mniej niż ostatnio.


   Dziękuję serdecznie za pytania i przepraszam, że tyle trwało zabranie się za odpowiedzi. Każda osoba, która pokusi się o komentarz może czuć się nominowana. A o to moje pytania:

1. Dlaczego książki, a nie film, muzyka... etc?
2. Kawa, czy herbata?
3. Czy jesteś osobą raczej skrytą, czy uprawiasz intelektualny i psychologiczny ekshibicjonizm?
4. Masz jakąś wizję siebie za X lat, czy raczej żyjesz chwilą obecną i płyniesz z prądem?
5. Gdybyś znalazła/znalzal się w powieści, co by to była za książka?
6. Płonie Twoja biblioteka, możesz uratować tylko jedną książkę, co by to było?
7. Dlaczego blogujesz? 
8. Masz jakieś zwierzątko?
9. Autor, z którym koniecznie chciałabyś/chciałbyś porozmawiać to?
10. Wolisz, gdy akcja w powieściach mknie jak szalona nie dając chwili wytchnienia, czy raczej preferujesz spokojne tempo, które pozwala w pełni rozkoszować się światem stworzonym przez autora?
11. Lubisz wracać do książek, czy uważasz, że jednokrotna lektura wystarcza?

Kolejne lutowe zdobycze oraz Zbiórka darów kulturalnych

   Dziś przyszedł czas na srogi stosik, choć srogi będzie on tylko z nazwy, ale tak wyszło, że wciąż mamy luty, choć pogoda za oknem sugeruje zupełnie co innego. W Zdobyczach widać progres w uzupełnianiu stanu posiadania książek Agathy Christie oraz Terry'ego Pratchetta.


   Tradycyjnie od dołu stosika:
   Długa wojna Terry Pratchett, Stephen Baxter Tom drugi serii o światach równoległych, zdobyty za dwa złote i trzy tysiące punktów Payback, czas w końcu był je wykorzystać.
   Jak zdrowo i cało przyszedłem na świat Willy Breinholst Książeczka wyłowiona przez moją mamę na Allegro, daje dziecku odpowiedź na najtrudniejsze pytanie: skąd się biorą dzieci? Przejrzałam ją pobieżnie i mi się podoba.
   Czarna kawa, Noc i ciemność, Śmierć w chmurach Agatha Christie Kolejne trzy tomy królowej kryminału, z tego co się orientuję mam już całą kolekcję jej kryminałów, które ujrzały w naszym kraju światło dzienne. 
   Agencja Burnett i spółka Maurice Leblanc To akurat jeden z trzech brakujących mi tomów opowieści o Arsenie Lupin.

   Stosik skromniutki, ale ważne że jest, gdyż nie podejrzewałam, że jeszcze jakieś książki w tym miesiącu do mnie zawitają.

   A teraz druga sprawa, akcja Zbiórka Darów Kulturalnych wciąż trwa, więc po pierwsze zachęcam Was byście do niej dołączyli na facebooku, a po drugie, jeśli macie w domu jakiekolwiek niepotrzebne książki, które tylko zagracają Wasze regały podzielcie się nimi z tymi, którzy nie mają nic.

piątek, 21 lutego 2014

Mądrości Shire. Krótki poradnik jak żyć długo i szczęśliwie

Autor: Noble Smith
Tytuł oryginału: The wisdom of the Shire. A short guide to a long and happy life
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2012
Stron: 232 

   Miłośników J. R.R. Tolkiena przybywało wraz z kolejnymi ekranizacjami jego książek, w równym tempie narastała ilość publikacji odnoszących się do stworzonego przez autora „Hobbita” uniwersum. Pojawiały się opracowania książek, czy filmów, przyszła też pora na poradnik. Na szczęście recenzowana książka jest nie tylko poradnikiem a również rozprawką na temat hobbitów i tego, co to znaczy być jednym z nich.

   Książka składa się z dwudziestu rozdziałów a każdy z nich rozprawia się z inną mądrością wyniesioną z Shire. Począwszy od analizy utworów Tolkiena, poprzez wydobycie przesłania, autor w końcu przybliża czytelnikowi złote myśli rządzące życiem hobbitów. Większość z nich sprowadza się, do afirmacji zwyczajnej egzystencji. Zamiłowania do dobrego, naturalnego jedzenia, prostej rozrywki a przede wszystkim życia w z zgodzie z naturą i co najważniejsze z samym sobą. Kluczem do hobbickiego szczęścia jest kufel pełen Ale, przyjaciele u boku, smaczne jedzenie i spokój. Czyż taka wizja nie jest kusząca?

   Sporą wartością tej książki jest wnikliwa analiza twórczości Tolkiena. Autor skupił się na wszystkich jego dziełach, nie ograniczając się jedynie do „Hobbita” i „Władcy pierścieni”. Z każdej strony wyłania się fascynacja, jaką autor obdarzył najsłynniejszego pisarza fantastyki. Można odnieść wrażenie, ze lektura jego książek miała duży a przede wszystkim pozytywny wpływ na życie Noble'a Smitha. Mądrościami, które wyniósł z prozy Tolkiena postanowił się podzielić z czytelnikami, sugerując, że życie na sposób niziołków jest kluczem do szczęśliwości. Nie można odmówić mu racji, jednak jego poglądy nie są aż tak uniwersalne, jak to sobie wyobraża.

   Nie lubię poradników, psychologicznych tym bardziej, uważam, że do wielu rzeczy lepiej dojść samemu na skutek analizy własnego życia, bo któż, jak nie my, zna nas najlepiej? Dużą nieufnością traktuję książki, które mówią mi, jak żyć, by być szczęśliwym, albo wyczuwam w nich manipulację, albo nie odkrywam absolutnie niczego nowego, co sprawia, że lektura była tylko stratą czasu. Tak też było z tym poradnikiem. Mądrości Shire nie są odkrywcze i większość rozsądnych ludzi, sama potrafi je odkryć, a to stawia pod znakiem zapytania sens czytania takiej książki. Nie mogę jednak stwierdzić, bym zmarnowała czas przy lekturze. Z przyjemnością odświeżyłam sobie świat stworzony przez Tolkiena, zwłaszcza, że jego książki czytałam bardzo dawno temu. Nie mogę jednak stwierdzić, bym spojrzała na hobbitów inaczej, niż patrzyłam do tej pory. 

   Książka napisana jest bardzo przystępnie i jedyne co mnie irytowało to przypisy. Wrzucone są bez ładu i składu, często nie w tym miejscu co trzeba, a często odnoszą się, do czegoś, co w ogóle nie było wspomniane. Ciekawy jest załączony na samym końcu test na to ile w czytelniku hobbita, oraz instrukcja założenia własnego przydomowego ogródka.

   Komu mogę więc polecić tę pozycję? Na pewno fanom Tolkiena i wszystkim, którzy choć trochę czują się mieszkańcami Shire. Może nie znajdą w niej nic nowego, ale lektura z pewnością upłynie przyjemnie. Zwłaszcza, że nie jest to książka napisana tylko z potrzeby zysku, co jest, niestety, dość częstym zjawiskiem, gdy coś odnosi sukces. Nie żałuję czasu spędzonego przy tej książce, jednak z pewnością do niej nie wrócę.

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.