Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opinie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2015

Podsumowanie lutego

   Ani się człowiek obejrzał, a już luty dobiegł końca, czas pędzi na tyle szybko, że nawet przegapiłam drugie blogowe  urodziny, które miały miejsce 11 lutego. Ale w sumie niewiele mogłabym z tych urodzin podsumować. Blog jakoś specjalnie się nie zmienił, może poza tym, że został zdominowany przez literaturę. Niezmiernie cieszą mnie wzrastające statystyki, które poprawiają humor, zwłaszcza że wiem, że moje miejsce w sieci ostatnio nieco leży odłogiem. Mam nadzieję, że będzie lepiej w marcu, po pierwsze dlatego, że to jeden z moich ulubionych miesięcy, a po drugie udało mi się uporać ze wszystkimi zobowiązaniami recenzenckimi, które nieco mi już zaczęły ciążyć. Tak, czy inaczej jestem dobrej myśli.

   A póki co pora podsumować luty. W tym, najkrótszym miesiącu udało mi się przeczytać 6 książek, łącznie 2006 stron, co dało całkiem miły dla oka wynik niecałych 72 stron dziennie. Czyli wyraźny progres w porównaniu z trzema ostatnimi miesiącami. Moja biblioteczka za bardzo w tym miesiącu nie przytyła, pojawiło się z niej raptem 5 nowych tytułów, za to udało mi się, po raz pierwszy w tym roku, nieco odchudzić Poczekalnię, wprawdzie tylko o 2 książki, ale znów jest postęp, zwłaszcza że marzec też rozpoczęłam od czytania własnych książek.

   A co kolejno przewinęło się przez moje ręce w tym miesiącu:

   Lisowczycy Antoni Ferdynand Ossendowski

  To przedostatnia z książek od Sztukatera, które mi zalegały. Bardzo interesująca opowieść szlachecka, z bogato zarysowanym tłem historycznym. Zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, o czym wspomniałam w recenzji.

   Świat według Clarksona część 5. Przecież nie proszę o wiele... Jeremy Clarkson

   Lubię poczytać felietony tego dziennikarza i choć nie zawsze zgadzam się z jego poglądami, a powierzchowne ujęcie pewnych spraw bywa irytujące, niemniej jednak lektura sprawiła mi wiele przyjemności. Recenzja czeka na zielone światło od Lubimy czytać.

   Na drugim brzegu Bosforu Theresa Revay

   Nieco ponadplanowo skusiłam się na zrecenzowanie tej powieści. Przyciągnął mnie Orient, skusił Stambuł. Książka choć nie oczarowała, jednak zrobiła na mnie dość pozytywne wrażenie, zwłaszcza drobiazgowo nakreślone tło historyczne oraz Konstantynopol będący najważniejszą "postacią" w powieści. Recenzja dla Lubimy czytać, czeka na publikację w serwisie.

   Rycerzy staropolskich wojenne przypadki. Husarze, czeladź, kłótnie, pojedynki Michał Górzyński

   To ostatni z zaległych egzemplarzy recenzenckich tym razem sztukaterowy. Książka bardzo mi się spodobała, dowiedziałam się z niej wielu ciekawych rzeczy. Lubię historię podaną w taki sposób, więcej o książce w mojej ostatniej notce.

   Czarne krowy Roland Topor

   Skoro moje ostatnie zakupy zdominował ten autor, postanowiłam jak najszybciej sięgnąć po któryś z tytułów. Jest to zbiór opowiadań, bardzo typowych dla tego pisarza, groteskowych, czasem niesmacznych, czasem zabawnych, niekiedy zaś wstrząsających. Może nie są aż tak zaskakujące, jak te w "Czterech różach dla Lucienne", od której to książki zaczęła się moja sympatia dla autora, jednak czytało się je bardzo przyjemnie. I pamiętajcie: strzeżcie się czarnych krów!

   Pamiętnik starego pierdoły Roland Topor

   Kolejna książka tego autora w tym miesiącu. Z jednej strony zupełnie inna od poprzedniej, jednak styl pisarza jest bardzo charakterystyczny. Jest to powieść, będąca wspomnieniami artysty żyjącego na początku XX wieku. Z jednej strony znajdziemy tu pełen przekrój historycznych postaci, z którymi miał okazję spotkać się narrator, z drugiej zaś odkryjemy krok po kroku jego drogę do doskonałości. Zdecydowanie godna polecania, dla miłośników niebanalnych historii.

   Ot i cały luty. Jak widać tematyka dość urozmaicona i książki rozmaite. Po uporaniu się z zaległościami recenzenckimi czułam silną potrzebę przeczytania niezbyt długich pozycji, stąd też miedzy innymi wybór padł na Topora. Ogólnie jestem zadowolona z wyników a i jakiś konkurs chyba pojawi się za niedługo. Ciężko mi stwierdzić jakiej recenzji możecie się spodziewać w najbliższym czasie, na liście oczekujących są cztery tytuły, a może uda mi się w międzyczasie zrecenzować coś swojego...

piątek, 31 października 2014

Podsumowanie października

   Październik zaczął się dla mnie od deszczu propozycji recenzenckich, co dość dobrze odbiło się na moich wynikach w tym miesiącu. Udało mi się nawet wygospodarować nieco czasu i dokończyć jedną nierecenzencką pozycję. A liczbowo było tak:
   Przeczytałam 11 książek, w sumie 3356 stron, więc piękny wynik dający aż nieco ponad 108 stron dziennie. Dawno już nie miałam tak dobrego wyniku. Z gatunków dominowała, wyjątkowo u mnie, literatura współczesna, ale muszę przyznać, że nie natrafiłam na żadną książkę, której przeczytanie byłoby dla mnie ciężkostrawne. Oczywiście 11 przeczytanych książek, przy 17, które do mnie zawitały i tak daje mi ujemny wynik, przy kurczeniu Poczekalni, ale mogło być gorzej... No i nie mogę nie wspomnieć o tym, że pożegnałam w tym miesiącu aż 8 książek, z których każda znalazła nowy, milutki domek.
   A kolejno szło tak:

   Ani słowa prawdy Jacek Piekara

   Pierwsza z propozycji od Lubimy czytać. Bardzo przyjemna lektura, lekkostrawna i relaksująca, nieco poszerzona wersja książki "Arivald z Wybrzeża", którą kiedyś miałam okazję przeczytać. Zabawna i niejednokrotnie zaskakująca, stanowi miłą odmianę w porównaniu z mrocznym i brudnym cyklem o Mordimerze Madderdinie. Recenzja pojawi się jakoś wkrótce.

   Tajemnica morskiej latarni Santa Montefiore

   Powieść obyczajowa osadzona na irlandzkiej prowincji, pełna uroku z odrobiną gotyckiego klimatu, rodem z powieści "Wichrowe wzgórza". Bardzo miło spędziłam przy niej czas, choć nie mam zwyczaju wracać do takich powieści. Na recenzję również trzeba nieco poczekać.

   Hektor Steve Barnes

   Niewielka, ale za to bajecznie kolorowa książeczka o hipopotamie innym niż wszystkie. Bardzo mi się spodobała, o czym nie zapomniałam wspomnieć. Mojemu dziecku spodobała się również, a to chyba najlepsza rekomendacja.

   W poszukiwaniu grzmiącego smoka Sophie Shrestha, Romio Shrestha

   To urokliwa opowieść dla dzieci osadzona w orientalnych klimatach. Pięknie ilustrowana i przede wszystkim pełna smoków. I to chyba właśnie ten klimat jest jej największą wartością.

   Ziemia obiecana Władysław Stanisław Reymont

   Jakiś czas temu prosiłam o polecenie mi książki z Poczekalni i wybór padł na ten klasyk. Jedyna w tym zestawieniu nierecenzencka pozycja, Nie jest to łatwa lektura, a to konkretne wydania najeżone jest literówkami, co po prostu razi. Jednak cieszę się, że ją przeczytałam. Fabuła była mi dość dobrze znana, dzięki ekranizacji, ale nie znaczy to, że książka mnie nie zaskoczyła. Porwała mnie mnogość bohaterów, oczarowała atmosfera, tak pełna wyrafinowania. Zasmuciły i przeraziły mnie losy bohaterów, którzy, jak Borowiecki, żeby spełnić swoje marzenia, musiał być taki, jak inni. Mocna rzecz i polecam każdemu.
   Turban mistrza Mansura Marek Kochan

   Bardzo interesujący zbiór opowieści sufickich, czyli filozofii życia rodem z islamskimi korzeniami. Spodobała mi się ta książka i niejednokrotnie się uśmiechnęłam w czasie lektury. Zbiór anegdot przemyca zawsze aktualne prawdy opakowane w bardzo przyjemny sposób. Więcej o niej w recenzji.

   Owca w krzaku dzikiej róży Katarzyna T. Nowak

   Szczerze muszę przyznać, że spodziewałam się słabszej książki i gdyby nie zakończenie z pewnością spodobałaby mi się bardziej. Króciutka, w sam raz na jeden długi, jesienny wieczorek. Więcej w recenzji.

   Ripper. Gra o życie Isabele Allende 

   Bardzo lubię tę autorkę i cieszę się, że miałam okazję przeczytać jej najnowszą powieść. Choć zupełnie się nie spodziewałam tak fajnego kryminału, co więcej obawiałam się raczej książki bardziej młodzieżowej. Polecam, a więcej o niej pojawi się niedługo w recenzji.

   Przeżyłem więc wiem. Nieznane kulisy wypraw wysokogórskich
Ryszard Szafirki, Klaudia Tasz

To jedna z dwóch pozycji, nie będących literaturą piękną. Moja wiedza o alpinistach i himalaistach była bardzo znikoma przed tą lekturą, więc tym bardziej mnie zainteresowała. Można stwierdzić, że bohaterowie tej książki są szaleni, jednak bez takiego szaleństwa o ile smutniej byłoby na tym świecie. Polecam nie tylko miłośnikom gór.

   Wszechświat w skorupce orzecha Stephen Hawking

   To zdecydowanie najtrudniejsza z pozycji przeczytanych w tym miesiącu. Z drugiej strony szalenie ciekawa i inspirująca. Poszerza horyzonty i pozwala na chwilę zadumy, nad tym, czym jest wszechświat, który nas otacza. Nie wiem, czy bym się zdecydowała na lekturę tej książki, gdyby nie moje wcześniejsze spotkanie z "Nauką Świata Dysku", cieszę się jednak, że się skusiłam.

   Chińskie lalki Lisa See

   Ostatnia z książek przeczytanych w tym miesiącu. Z pośród powieści tej autorki wolę te, których akcja osadzona jest w dawnych Chinach, choć muszę przyznać, że świat artystycznego Chinatown również jest pociągający. Jest to przyjemna, odprężająca lektura i szczerze mogę ją polecić. Więcej o niej w recenzji, na którą niestety trzeba nieco poczekać.

   Jak wspominałam na wstępie, dominuje współczesna literatura obyczajowa, czyli sytuacja dość nietypowa jak na mnie. Ale ponieważ każdą z książek będę dobrze wspominać, więc mnie to nie martwi. Jedyny smuteczek wiążę z niedoborem klasyków w tym październikowym zestawieniu, ale to mogę nadrobić w listopadzie.

poniedziałek, 1 września 2014

Podsumowanie sierpnia

   I ani się człowiek obejrzał, a już sierpień dobiega końca, a obfitował w rozmaite lektury. Nieco prozy współczesnej, odrobina klasyki fantastyki, co nieco poezji. Zdecydowana większość książek, to efekt współpracy recenzenckiej i muszę przyznać, że w tym miesiącu zdecydowanie lepiej dobrałam sobie recenzencki repertuar. Tak, czy inaczej, odpuszczę sobie współpracę na jakiś miesiąc, czy dwa, by pochłaniać to, co mam na regałach.
   A w liczbach wygląda to następująco:

   Przeczytałam w tym miesiącu 9 książek, czyli w sumie: 1806 stron, co dało skromny wynik raptem 58 stron dziennie.
   W mojej biblioteczce pojawiły się 23 książki, czyli ponownie zdecydowanie więcej nabyłam, niż przeczytałam. Koniecznie muszę nad tym popracować.
   Mój blog doczekał się w końcu funpage'a, jak to mówią lepiej późno, niż wcale. Zachęcam do polubienia:

   A kolejno na mojej liście lektur znalazły się:

   Para w ruch Terry Pratchett 

   Ostatni, czterdziesty już tom cyklu Świat Dysku i kolejne spotkanie z Moistem von Lipvig. Jak zawsze udane, nieco mniej mroczne, niż Niuch, choć tematyki absolutnie nie można nazwać banalną. Ponownie mamy konflikty na tle rasowym i ponownie walkę o prawa jednostek dyskryminowanych. A to wszystko wśród stukotu kół i gwizdów pary, coś idealnego dla miłośników kolei żelaznych. Jak zawsze gęsto okraszona inteligentnym humorem i prezentująca szerokie i otwarte spojrzenie na świat. 

   Niebezpieczne związki Pierre Choderlos de Laclos 

   To już klasyka erotycznej opowieści i powieści epistolarnej. Pełna namiętności i gwałtownych uczuć, dzięki takiej, a nie innej kompozycji nie jest afektywna. Zdecydowanie jedna z powieści, którą wypada znać. Więcej o niej w recenzji.

   Z całego świata Andrzej Urbańczyk

   Pierwsze ze spotkań z tym autorem w tym miesiącu. Pełne życiowej mądrości i pobudzające rozmaite emocje opowiadania z tego zbioru, czynią go godnym uwagi. Również zrecenzowana.

   Na jagody Maria Konopnicka

   Klasyczna już opowieść o Janku i jego planach na prezent dla mamy. Zabawna i magiczna, nieco już niedzisiejsza. Przepiękne ilustracje przyciągają oko i pobudzają wyobraźnię. Prosta kreska i żywe kolory przykują oko dziecka, a pełna zwrotów akcji opowieść o Janku w czerwonym kapelusiku, również przykuje uwagę czytelnika. Duża czcionka idealnie się nada, dla tych młodych czytelników, którzy dopiero rozpoczynają swoja przygodę z literaturą.

   Promienie życia Teresa Irena Strycharz

   Niewielki zbiorek poezji, nie do końca przypadł mi do gustu. Nieco zbyt banalny, zbyt skromny i ubogi w słowa. Jednak to tylko i wyłącznie kwestia gustu i tego, jaka poezja trafia do czytelnika najlepiej. Więcej tutaj.

   Prawa zwierząt. Bardzo krótkie wprowadzenie David da Grazia

  Rozprawka o naszych mniejszych braciach i tym, jak powinniśmy je traktować. Pozwala otworzyć oczy na krzywdy zwierząt i zweryfikować własne poglądy w tej sprawie. Dobrze napisana, choć z wyraźną tendencją, by poglądy autora uznać za jedyne poprawne i słuszne. Po więcej wrażeń z lektury odsyłam do recenzji.

   Księżna Izabela Czartoryska Katarzyna Maria Bodziachowska

   To lektura, która sprawiła mi najwięcej kłopotów w tym miesiącu. Z jednej strony bardzo interesująca postać, z drugiej nie do końca podszedł mi sposób ujęcia tej biografii. Książka znalazła nowy dom i nie będę za nią tęsknić. Po więcej zapraszam tu.

   W altanie Aleksandra Gierymskiego  Justyna Morawiec

   Krótkie wprowadzenie do sztuki dla najmłodszych na przykładzie konkretnego, niebanalnego obrazu. Pozwala przybliżyć nieco młodemu czytelnikowi jakże trudno dostępny temat, jak malarstwo. Więcej oczywiście w recenzji.

   Koniec świata. Aforyzmy, myśli, ironie Andrzej Urbańczyk

   Ponowne spotkanie z tym niebanalnym autorem w tym miesiącu, równie udane, jak poprzednie. Niebanalne poczucie humoru, morze i ocean zrozumienia dla ludzkiej natury sprawia, że z większą ciekawością będę rozglądać się za książkami tego pisarza. Lektura warta uwagi, o czym można poczytać tu.

   Jak widać miesiąc upłynął mi z rozmaitą lekturą i choć ilościowo wypadł dość mizernie, to zdecydowanie nadrabia jakością.

piątek, 1 sierpnia 2014

Podsumowanie lipca

   Lipiec był całkiem dobrym miesiącem, choć upały czasem doskwierały i sprawiały, że wolałam spać zamiast czytać. Liczby zaś mówią, że: w lipcu pochłonęłam 13 książek (w tym dwa komiksy), w sumie dokładnie 2500 stron, czyli niecałe 81 stron dziennie. Nie jest to wielki wynik, ale w sumie satysfakcjonujący, zważywszy, ze nie mam wiele czasu na lekturę.
   W kwestii zaopatrywania mojej biblioteczki w nowe tytuły, to nieco ich przybyło, takie już przekleństwo fajnego antykwariatu. W moich progach zawitało 26 książek. Kilka raptem tytułów posłałam w świat w ramach wymiany, więc licznik przeczytanych do zdobytych, znów mniejszy od jedynki. Obawiam się, że jedynym rozwiązaniem jest więcej czytać.


   A kolejno było tak:

   Arte Halina Grudzieńska 

   To była prawdziwa męka. Ponad czterysta stron napisanych gorzej, niż wypracowania dzieci z gimnazjum. Jedyną przyjemnością z tej lektury była możliwość ukazania światu jej miałkości w recenzji.

   Pieśni bez nut Jacek Różycki-Robinson

   Czyli kolejne spotkanie z poezją, w sumie udane, choć nie zostałam oczarowana, jak widać nie do końca są to moje klimaty. Więcej o niej znajdziecie w odpowiedniej recenzji.

    Zamki w Polsce, Przewodnik turystyczny Maciej Węgrzyn

   Kolejna pozycja przeczytana w ramach współpracy o tyle fajna, że zachęciła mnie do odwiedzenia niezbyt odległego bytowskiego zamku, poza tym już planuję kolejne zamkowe wyprawy, więc z pewnością jeszcze do tej książki zajrzę. Więcej, jak zwykle w przypadku książek ze współpracy w odpowiedniej recenzji.

   Taniec z ogniem na beczce prochu Krzysztof Dmowski

   Ta pozycja kończy listę recenzenckich egzemplarzy od Sztukatera w tym miesiącu i jak można było przeczytać już wcześniej na moim blogu, nie byłam nią zachwycona. Na szczęście też nie cierpiałam za bardzo podczas lektury. Jest to tom pierwszy cyklu, po drugi an pewno nie sięgnę.

   Zwierzęta nocne Hanna Gucwińska, Antoni Gucwiński, Sekrety małych ssaków Jolanta Bratmańska

   Jak widać sukcesywnie zaliczam olejny tytuły tej serii wydawniczej i jak zawsze w takim  przypadku poznałam kilka ciekawostek z życia zwierząt.

   Cztery palce Robert van Gulik

   Uwielbiam serię o sędzim Di tego autora, z której przeczytałam już wszystkie tomy. Ta mikro książeczka była była jedyną tego autora, z którą się wcześniej nie zetknęłam, postanowiłam nadrobić zaległości i dość szybko zorientowałam się, że to opowiadania pod innym tytułem, znalazłam już w jednym z tomów serii. Na szczęście nie zepsuło mi to przyjemności z lektury, gdyż czytałam je dość dawno temu i rozwiązanie kryminalnej zagadki umknęło z mojej pamięci. W sumie takie jedno opowiadanie jest idealne, jako początek znajomości z prozą tego autora, którą szczerze polecam miłośnikom klasycznych kryminałów i Dalekiego Wschodu.

   Ania na uniwersytecie Lucy Maud Montgomery

   Trzeci tom przygód panny Shirley. Nie rozumiem mojej dziecięcej niechęci do Ani, teraz nadrabiam zaległości i jak to mówią, lepiej później, niż wcale. Jeden z lepszych tomów, spośród tych trzech, które już udało mi się przeczytać. Też doczekała się recenzji.

   Paulina Aleksander Dumas

   Ostatnio przybyło mi sporo książek tego autora, dlatego też postanowiłam sięgnąć po jedną z nich. Mam słabość do jego powieści i nieco czarno-białych boahterów, o czym szerzej pisałam w recenzji.

 Marine: Czarna wieża, Królowa piratów Francois Corteggiani, Pierre Tranchand

   Drugi tom tego komiksu pamiętam z dzieciństwa, ostatnio nawet namiętnie próbowałam sobie przypomnieć jaki miał tytuł. Pomógł mi przypadek i gdy zalicytowałam jeden komiks o smerfach, zerknęłam na inne przedmioty i od razu poznałam tę kreskę. Nie żałuję zakupu, zwłaszcza, że nie kosztowały zbyt wiele, a z przyjemnością po raz kolejny poczytałam o małej dziewczynce, córce wielkiego pirata i jej przyjaciołach.

   Drzewo wiadomości i inne opowiadania Henry James

   To była uczta i czysta przyjemność, nawet ten brak dwudziestu czterech stron nie bolał aż tak bardzo. Opowiadania tego autora są znacznie łatwiejsze w odbiorze niż powieści, ale lubię wszystkie formy jego twórczości. Więcej na jej tutaj.

    Nie lubię kotów Agnieszka Zyskowska-Ignaciak

   To pierwsa książka przeczytana przeze mnie w ramach współpracy z Lubimy czytać. Nie byłam co do niej przekonana w pierwszej chwili, wszak zaliczam się do miłośników kotów, jednak szybko zmieniłam zdanie. Książka mi się spodobała i nie ma w niej żadnego kota. Więcej w recenzji.

   Jak zawsze pełen przegląd gatunków i klimatów, ale czytanie tylko jednego gatunku może być na dłuższą metę nudne. Chyba muszę nieco przystopować z zamówieniami od Sztukatera, choć w sumie znów spodziewam się przesyłki...

wtorek, 1 lipca 2014

Podsumowanie i lektury czerwca

   Czerwiec to był dobry miesiąc, zarówno pod względem nowych pozycji w mojej nieskromnej biblioteczce, jak i pod względem czytelniczym. Postów też dość sporo pojawiło się na blogu, więc jednak mi się bardziej chce pisać, niż nie chce, co też jest dobrym znakiem. A jak wyglądało to w liczbach?

   Przeczytałam 13 książek w sumie, w tym dwa komiksy oraz sporo dość krótkich pozycji, o czym świadczy licznik przeczytanych stron, który zatrzymał się na 2290 stronach, co dało około 76 stron dziennie. Wynik bardzo przeciętny, jak na moje możliwości.

   Zdecydowanie nieprzeciętnym wynikiem jest ilość książek zdobytych w tym miesiącu, których było aż 61 i choć w świat posłałam jakieś 24 książki, to i tak bilans wynosi 37 tytułów, co skutecznie powiększyło moją poczekalnię.

    Kolejno na mojej czytelniczej liście były:

   Wiek XVI-XVIII Uwolnienie i konsumpcja żądz Jerzy Besala 

   To była obszerna i bardzo wyczerpująca lektura. Bardzo dobre źródło wiedzy na temat obyczajowości lat minionych a jednocześnie nader przyjemna lektura. Czytało mi się ją bardzo dobrze, choć wymagała skupienia. Będę polować na kolejne tomy tego cyklu, gdyż zdecydowanie jest on warty uwagi, gdyż Jerzy Besala potrafi pisać o historii w sposób bardzo zachęcający. Zrecenzowana na początku czerwca.

   Ssaki drapieżne Jan Błachuta, Leszek Karnas, Małpy. Od karzełka do olbrzyma Hanna i Antoni Gucwińscy, Kolorowy świat płazów Maria Ogielska

   Kolejne trzy tomy, z cyklu Tajemnice zwierząt, którego od dziecka jestem wielką fanką. Pięknie ilustrowane zawierają mnóstwo ciekawych informacji, podanych w przystępny sposób. Świetne pozycje, by wprowadzić dziecko w świat przyrody.

   Agnes Grey Anne Bronte

   Na tę powieść od dawna miałam apetyt, nie tak dawno pojawiła się w domowej biblioteczce, więc długo nie musiała czekać na swoją kolej. Jestem nią oczarowana, podobnie, jak innymi powieściami sióstr Bronte. Choć musiałam się nieco zmusić do pisania, jednak również została zrecenzowana, gdyż uważam, że była tego warta.

   Legendy Polskie Liliana Fabisińska

   Zdecydowaną większość tych legend miałam okazję już gdzieś wcześniej przeczytać. To wydanie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Kolorowe i z dużą czcionką, zachęci początkujących czytelników. A same legendy? Podane w przystępny sposób tradycyjne podania, powinny spodobać się dzieciom, gdyż nie autorka nie naużywa archaizmów, dzięki czemu są bardziej przystępne.

   Wielki szlem Magdalena Samozwaniec

   Satyryczna opowieść o brydżu i relacjach między ludzkich w latach dwudziestolecia międzywojennego. Nieśmiało rodzące się wyzwolenie się kobiet skonfrontowane zostało z tradycyjnymi wartościami, a wszystko to okraszone modą na brydża. Relacje między ludźmi rozwijają się przy zielonym stoliku, a gra w karty przyćmiewa wszystko inne. Pełna humoru, ale i niepozbawiona gorzkiej refleksji. Książka bardzo typowa dla tej autorki, napisana lekko i niezmiernie przyjemna w lekturze.

   Smerfy i jajko, Smerfy i Krakukas Pierre Culliford

   Kolejne dwa zestawy historyjek o sympatycznych niebieskich ludzikach. Przeczytałam egzemplarze pożyczone od brata, co nie zmienia faktu, że powoli do zebrania własnej kolekcji komiksów o smerfach. Zabawne i z morałem, i tylko pozostaje jedno pytanie: po co smerfy wciąż budują most na rzece Smerf?

   Złota czara Henry James

   To chyba była najbardziej wymagająca lektura w tym miesiącu. Po pierwsze ze względu na swą objętość, po drugie z faktu na wymagający, choć piękny język. Leniwa akcja i wnikliwe opisy stanów uczuciowych bohaterów, tak typowe dla tego autora, mają dla mnie nieodparty urok. Książka długa "grzała półkę oczekujących", gdyż jej grubość nieco zniechęcała. Jednak, było, tak jak się spodziewałam, nielekko, ale pięknie, o czym więcej pisałam tu. W planach mam obejrzenie filmu na jej podstawie z Umą Thurman i Kate Beckinsale.

   Cień DAS-a Anna Karwińska

   Kolejna pozycja dla najmłodszych przeczytana w tym miesiącu. Zainteresowała mnie, jednak nie jest książka, do której z chęcią wrócę i raczej nie podsunę jej dziecku, gdy już nieco podrośnie. Zabrakło mi w niej tego "czegoś", co to dokładnie było- pisałam już wcześniej.

   Białe walce Jan Nowicki

   Urzekła mnie swoją pełną nadziei atmosferą. Refleksyjna, a jednocześnie bardzo przyjemna w odbiorze, do przeczytania jednym tchem. Nie do końca wiedziałam, czego się podziewać, gdy właśnie tę książkę wybrałam do zrecenzowania, jednak jestem zadowolona ze swojego wyboru. Jest to pozycja, którą warto przeczytać, zastanowić się, pomyśleć. Godna polecenia, o czym wspominałam w recenzji.

   Nasza paczka i niepodległość. O sześciu polskich świętach Zofia Stanecka

   To już ostatnia czerwcowa lektura i kolejna pozycja dla dzieci w tym miesiącu. Była to bardzo przyjemna i wartościowa lektura. Idealna dla dzieci rozpoczynających swój kontakt z historią. Również zrecenzowana i ponownie polecam ją każdemu, kto chce dziecko nauczyć mądrego patriotyzmu.

   Jak widać miesiąc obfitował w lektury dla najmłodszych, ale i dla siebie znalazłam kilka perełek. Pocieszam się, że oprócz czytania nowych nabytków wzięłam się za dwie książki z Poczekalni. Jaki będzie lipiec? Nie ma pojęcia, z pewnością pojawią się recenzje książek od Sztukatera, choć chyba znów zrobię sobie przerwę od zamawiania książek do recenzji i skupię się na swoich prywatnych zasobach, które tak strasznie utyły ostatnio.

niedziela, 1 czerwca 2014

Podsumowanie maja

   Dzisiaj Dzień Dziecka, więc niestety maj dobiegł końca. A wraz z majem minęło mi sporo lektur, choć nie spodziewałam się ich aż tylu. jednak krótka wizyta u brata sprawiła, że w moje ręce wpadły trzy dziecięce książeczki oraz trzy komiksy o smerfach, skutecznie zawyżając statystyki.
   W liczbach maj wyglądał tak:

   Przeczytałam 12 książek, no dobra, 9 książki + 3 komiksy. W sumie było to 2836 stron, co dało ładny wynik nieco ponad 91 stron dziennie. Nie wiem, kiedy znajduję czas na czytanie, ważne, że znajduję.
   Kolekcja też mi się ładnie rozrosła, gdyż w maju przybyło mi równo 20 nowych pozycji, co znów sprawiło, że kupiłam więcej książek, niż przeczytałam i kolejka do przeczytania nie maleje, a wręcz się rozrasta. Co zrobić? Ważne, że jestem zadowolona z czytelniczego wyniku.

  A kolejno były to:

   Pomnik cesarzowej Achai Andrzej Ziemiański 

   Obiecałam sobie, że za ten cykl wezmę się dopiero, jak wydane zostaną wszystkie tomy. Niestety zbyt późno zorientowałam się, że do końca przygód Tomaszewskiego i Kai jeszcze bardzo daleko. Trzeci tom męczyłam długo, więc może to i lepiej, że nieco odpocznę od tego świata, mam tylko nadzieję, że nie będę musiała czekać zbyt długo. Pokusiłam się natomiast o zrecenzowanie tej pozycji.

   Dekameron Giovanni Boccaccio

   Pierwszy i w sumie jedyny klasyk w tym miesiącu. Złożony z pięciu niewielkich tomów zbiór równo stu opowiadań o różnym charakterze słynie przede wszystkich ze swej erotycznej natury. Dziś przytoczone tu historie nie bulwersują, jednak z pewnością stanowiły zdecydowaną rewolucję w pojmowaniu stosunków damsko-męskich. W opowiadaniach niejednokrotnie występują duchowni, całkowicie wręcz pozbawieni chrześcijańskich cnót. Z tych też przyczyn ta książka na wiele lat była "zakazana" i, jak moja mama wspomniała, w czasach PRLu można było zostać spytanym o dowód, przy zakupie tego tytułu. Znajdzie się tu nieco gorszących scen, choć więcej tu mowy o seksie, niż samego seksu. Przeważa też postawa by w miarę możliwości realizować własne żądze, by nie oglądać się na innych, gdy chcemy realizować własne pragnienia. Całość, mimo licznych archaizmów czytało mi się bardzo przyjemnie a różnorodność tematów ujętych w opowieściach sprawiała, że książka nie nudzi.

   Mój Che. Bardzo intymnie Aleida March

   Obiecałam sobie, że jeszcze w maju dam sobie spokój z zamawianiem książek od Sztukatera. Nie wyszło, a ta książka jest jednym z dwóch powodów takiego stanu rzeczy. Już dawno zainteresowała mnie postać Che Guevary, by to człowiek, którego trudno określić jednoznacznie i nie dziwię się, że ludzie na równi go wielbią, co nienawidzą. Tu poznajemy relację bliskiej mu kobiety oraz "kubański" okres jego życia. Książkę czyta się dobrze, jednak zdecydowanie nie nadaje się na jedyne źródło wiedzy o tym Argentyńczyku, będącym ikoną anarchistów i rewolucjonistów. Więcej wrażeń z lektury, zawarłam w recenzji. Oddałam ją bratu i bardzo się ucieszył, gdyż stanowi idealne uzupełnienie posiadanych przez niego książek o Che.

   Recepta na miłość Paula Roc

   Książka, która wpadła, jako dopełnienie zamówienia recenzenckiego.Miłosna historia o młodych lekarzach: stażystach i praktykantach. Jest to typowy romans, przewidywalny i dość liniowy. Bohaterowie odnajdują szczęście, godzą się z własnym życiem i rozwiązują problemy, z którymi borykali się od dawna. Szkoda, że tak mało tu Barcelony. ale nie można mieć wszystkiego. Zrelaksowałam się przy niej, o czym szerzej pisałam tu. Nie wrócę do niej, i cieszę się, że już znalazła nowy dom.

   Odmieniec Philippa Gregory

   Historyczny romans, plus powieść przygodowa z banalnym wątkiem kryminalnym. Może znajomość z tą autorką powinnam zacząć od innej książki, jednak tak wyszło, że akurat ta wpadła mi w ręce. Nie urzekła mnie i jakoś nie korci mnie do poznania dalszych przygód Izoldy i Luci. Na szczęście powieść już znalazła przytulny kącik, więc nie będzie się bezproduktywnie kurzyć na półce, ja bym do niej nie wróciła. Więcej na jej temat w recenzji.

   Ja już potrafię, o sukcesie na sedesie Agnieszka Frączek

   Każdy rodzic prędzej, czy później staje przed trudnym zadaniem, nauczenia swojej latorośli korzystania z toalety i rozstania z pieluchą, a później z nocnikiem. Na rynku jest sporo publikacji, które mają to ułatwić, a ta jest bardzo udana. Krótkie i zabawne rymowanki oraz guzik na spłuczce, wydający szumiące dźwięki zachęca młodego człowieka, to oswojenia się z toaletowymi tematami. Dużą zaletą jest też bardzo ciekawa kreska, dzięki której ilustracje bawią i są miłe dla oka. Zdecydowanie polecam zarówno rodzicom, jak i maluchom. 

   Elmer i Róża David McKee

   Krótka, pełna kolorów historia o Elmerze słoniku w kolorową kratkę i przypadkowo spotkanej różowej słonicy imieniem Róża. Książeczka jest kolorowa i z pewnością przykuje oko niejednego małego czytelnika. Ważny jest również temat opowieści, gdyż przesłaniem tej pozycji jest tolerancja i pokazanie, że na świecie są różne słonie i bycie w innym kolorze niekoniecznie czyni wyjątkowym, bo wyjątkowość zależy nie tyle od nas samych, co od otoczenia w jakim się znajdujemy. 

   Biedny Pettson Sven Nordqvist

   Opowieść o Pettsonie oraz jego niesfornym kocie Findusie. Gdy Pettsona dopadł lekki marazm i nic mu się nie chce, kot Findus próbuje go rozerwać, po kolejnych próbach zakończonych porażką, sympatyczne kocisko przypomina sobie, że jest jedna rzecz, która pozwoli wyjść staruszkowi z ponurej zadumy. Wyciąga więc wędkę z komórki i sugeruje swemu panu wyprawę na ryby i choć mężczyzna nieco się opiera, jednak w końcu ulega namowom kota i nieco poprawia mu się humor. Zdecydowanie podoba mi się sposób narysowania tej historii, od razu widać, że autor pochodzi ze Skandynawii, którą można rozpoznać na ilustracjach, góry, las i jeziora, drewniane domki i pustka wokół. Ilustracje, prezentujące wnętrze chaty Pettsona zachwycają drobiazgowością a same postacie budzą sympatię. Spodobała mi się ta książeczka i z chęcią zapoznam się z innymi przygodami tej dwójki.

   Smerfy: Czarne Smerfy, Smerf Naczelnik, Smerfetka Pierre Culliford

  Dwa pierwsze komiksy o Smerfach pamiętam ze swojego dzieciństwa. Gdy tylko nadarzyła się okazja, by przeczytać je po raz kolejny nie wahałam się ani chwili, przy okazji poznając przygodę Smerfetki oraz poznając historię Głodu w krainie Smerfów. W tych trzech komiksach zawartych zostało siedem opowiadań o małych niebieskich ludzikach. I tak oprócz perypetii z czarną muchą Bzz, poznajemy Latającego Smerfa i poznajemy Złodzieje Smerfów- Gargamela, pragnącego uzyskać kamień filozoficzny, w drugim komiksie mamy okazję poznać historię związaną z tirlipifionem, dziełem Gargamela, któremu nie mógł oprzeć się Harmoniusz sprowadzając na wioskę straszne nieszczęście. Od zawsze lubiłam Smerfy, zarówno w formie animowanej, jak i komiksowej, a po ostatniej lekturze zauważam, że przeszły pozytywnie próbę czasu.

   Ptaki wodne Europy Tadeusz Stawarczyk

   Losowo wybrałam pierwszą z piątkowych "zielonych" zdobyczy. Jest to typowa pozycja w tej serii, opisy różnych interesujących gatunków zwierząt przeplatają się z ciekawostkami na ich temat. Mamy okazję poznać mieszkańców terenów szuwarowych, bagien, plaż a nawet nadmorskich skał i rozlewisk północnej tundry. Przepiękne, kolorowe rysunki bardzo dobrze oddają wygląd opisywanych gatunków ptaków, przyciągając wzrok. jestem wielką fanką tej serii, a jakość kolejnych tomów utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że słusznie cenię ją sobie tak wysoko.

   Jak widać koniec miesiąca upłynął pod znakiem krótkich lektur, jednak w międzyczasie męczę pond pięćset stronicowe opracowanie historyczne, stąd też te krótkie przerwy dla relaksu. Pomijając dwa współcześnie napisane romanse jestem zadowolona z moich majowych lektur, a magiczna liczna 1000 przeczytanych tytułów na koncie, cudownie się zbliża. Mam zamiar osiągnąć ją jeszcze w tym roku.